15 marca 2010

Haiku dla Robsana

dla Robsana, zamiast komentarza







***
łyk poezji –
herbata stygnie
 łodyga pary smukleje w ciemności



zdjęcie Janusz Popowski 

23 komentarze:

  1. I jak tu dodać komentarz, żeby nie zagadać?

    OdpowiedzUsuń
  2. żeby nie było, ten uśmiech jest esencjonalny, jak warstwy Twojego haiku :) rzadko haiku robi na mnie wrażenie :) no i przegadałam, a Mota swoim komentarzem wpędziła mnie w kompleksy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Prozaicznie zamilknę. Nad poezją :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż zachciało mi się herbaty. I poezji...

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Margo, spokojnie- w obliczu poezji czuję się zagubiona, jak dziecko we mgle. Więc mi lepiej milczeć...

    OdpowiedzUsuń
  6. przy kawie ... przemilczę ... poezja na mnie działa ostatnio jak najczulszy dotyk.

    OdpowiedzUsuń
  7. Od czasu Haiku Fristajl - każdy przeczytany śpiewam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mota,
    zawsze dopada mnie syndrom niewysłowienia się, gdy obcuję z poezją (mój tekścik trudno tak nazywać, mam tego świadomość); właśnie dlatego zamiast dosłownego komentarza napisałam dla Roberta taką nieporadną impresję.:) Chwila w kadrze. Pogoń za latawcem wrażeń, ulotnych, nieuchwytnych.

    Margo,
    dziękuję. Długo zastanawiałam się, czy zamieścić ten pościk - wiem, że tej nieporadnej smugi wrażeń nie sposób traktować poważnie. Ale dzisiaj jestem w nastroju "nieprzysiadalnym" i stąd takie zapiski. :)

    Nivejko,
    czasem milczenie jest najbardziej wymownym komentarzem. ;-)) Dziękuję. :)

    Inez,
    witaj. Poczęstowałabym Ciebie, ale moja herbata już wystygła. ;-) W każdym razie życzę miłej lektury nad książką z poezją. Tą prawdziwą. :)

    Mota,
    :).

    Virginia,
    najpierw Ty mnie wprawiłaś w stan poetyckiego amoku - twój post z "Balladą dla dwojga" pana Grzegorza Kozery to sprawił, a następnie wizyta na blogu tego poety i zachwyt "Ulicą Długą" dopełniły dzieła. Pozdrawiam poetycko. :)

    Czarny Pieprzu,
    nie znam Haiku Fristajl, ale już odwiedziłam stronę projektu i zamierzam się z nim zapoznać. I czuję, że też będę śpiewać haiku. :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. I wtedy jest pięknie! I to co piszesz, jest piękne!

    OdpowiedzUsuń
  10. Najgorzej, że herbata stygnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Hi, hi normalnie urosły mi skrzydełka z zachwytu, wielkie dzięki Jolu, jest mi niezmiernie miło :)

    widzę po komentarzach że wszystkim smakowała herbata, zatem kiedy już została ona wypita ze smakiem, to może warto:

    fusy herbaty
    na spodzie filiżanki -
    powróżmy sobie

    pozdrawiam i dziękuję ,
    Robert / Robsan / :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Czy Ty przypadkiem nie masz japońskich przodków? :) Twoje haiku jest prześliczne!!!
    Jolu, ale miły zbieg okoliczności.
    Wyobraź sobie, że w przyszły czwartek wybieram się z czworgiem moich uczniów na drugi etap konkursu na haiku w języku angielskim :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Sylwia,
    dziękuję. Tak jak wcześniej pisałam, dla mnie to moje "haiku" to rodzaj zabawy słowem, a nie poezja. Choć zapewne jest to odrobinę poetycka zabawa. :) I bardzo ją lubię.

    Beatko,
    tak to jest, jak się człowiek odrealni. Nawet o herbacie zapomina. ;-)

    Robert,
    po prostu zainspirowałeś mnie. I herbata wystygła... :-)
    Dziękuję za wizytę i poetycki komentarz. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Lirael, nie mam japońskich przodków, chociaż świat jest taki mały :):):)

    Śpieszę wyjaśnić że kiedyś, jak jeszcze moja babcia żyła, wróżyliśmy sobie w domu w ten sposób, że wylewaliśmy fusy na spodek, stawialiśmy na nim filiżankę / albo kubek / i z tego co się przykleiło do spodu babcia "stawiała wróżbę - zawsze pomyślną :) /.

    Dlatego też jest: "na spodzie filiżanki " ...

    Co do konkursu to proszę wkleić jakieś nagrodzone haiku, chętnie poczytam :)

    pozdrawiam, Robert

    OdpowiedzUsuń
  15. Lirael, kto wie. ;-)
    Dziękuję. To "haiku", które wkleiłam w poście, to już kolejne podejście do napisania komentarza dla Robsana. Bodajże czwarta odsłona.
    Życzę zajęcia pierwszego miejsca w konkursie. Trzymam kciuki. Lirael, wnioskuję, że sama też piszesz?

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja także, Lirael. Jeśli będzie taka możliwość, proszę o wklejenie haiku i podzielenie się nim z nami. Jeszcze raz - życzę powodzenia. :)

    Robert, przepraszam, chyba przypisałam sobie pytanie Lirael. ;-)
    Ja z kolei nigdy nie wróżyłam z fusów i dla mnie to zupełna abstrakcja. Nie wiedziałam, że wróży się z fusów ze spodu filiżanki. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Kurczaki, muszę się przyznać, że nigdy nie rozumiałam haiku:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Monika, moja miniaturka tak naprawdę nie jest prawdziwym haiku; według zasad wersyfikacyjnych haiku powinno zawierać w 1. wersie 5 sylab, w 2. - 7, a w 3 znów 5 sylab.
    Niemniej zauważyłam, że wiele tekstów określanych jako haiku nie stosuje się do tych zasad. Czyżby zaczynała dominować dowolność formalna?

    Nie wiem też, na ile w moim tekście ostatnia fraza wpisuje się w konwencję haiku. Chyba nie do końca... Zdaje się, że haiku stroni od personifikacji, a u mnie taka delikatna personifikacja się wdarła do trzeciego wersu. :)


    Co do rozumienia haiku, mi się wydaje, że tutaj chodzi bardziej o to może, by za pomocą kilku kresek stworzyć obraz stający się nośnikiem ulotnej chwili, wrażenia, nastroju... A ponieważ to, co ja rozpaczliwie próbowałam naszkicować, nie jest najwyższych lotów, stąd pewnie wrażenie, że tego się nie czuje, nie rozumie. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  19. Pani haiku jest naprawdę piękne. ostatnie zdanie, dla mnie jest po prostu urocze. te trzy wersy mają w sobie bardzo wiele delikatności i ulotności...
    pozdrawiam serdecznie.
    p.s. zastanawiam się czy nie mogłaby Pani stworzyć jakiegoś limeryku.to też ciekawa zabawa formą=)

    OdpowiedzUsuń
  20. Paulik, witaj. :) Może mówmy sobie po imieniu? :) Limerykami bawiłam się przy okazji pisania postu o Szymborskiej. Zapraszam do lektury. Będzie mi bardzo miło. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. oj rzeczywiście. przepraszam, jakoś przeoczyłam ten post=) limeryk równie udany jak haiku=)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz. :-)