6 marca 2010

Lingwistyka stosowana

***
Próby zachęcenia naszej latorośli do podejmowania czynności samoobsługowych przynoszą czasem zaskakujące i komiczne efekty. Nie dalej jak wczoraj długo namawiałam Tatiankę do umycia buzi i rączek po bardzo twórczej sesji malarskiej. Nasza pociecha, demonstrując na policzkach tu i ówdzie iście ekspresjonistyczne fantazmaty, opierała się dość skutecznie  moim higienicznym inwigilacjom, ale ostatecznie autorytet rodzicielski zatriumfował.
Pojawiły się jednak pewne przeszkody, które stanęły na drodze do samodzielnego wykonania maminej prośby.
– Mamo, nie mogę zapalić światła – poinformowało mnie nasze umorusane maleństwo.
Pomogłam.
Tatianka dość ochoczo zainstalowała się w łazience...
Po chwili usłyszałam dobiegającą stamtąd skargę:
– Mamo, nie mogę zapalić wody...

***
Dzisiejszy poranek. Śniadanie. W pewnym momencie Grzegorz, chcąc wygospodarować sobie nieco więcej miejsca przy stole, przesunął odrobinę krzesło z siedzącą nań Tatianką.
Nasza pociecha natychmiast ten manewr skomentowała z adekwatną do sytuacji powagą:
– Jestem przesunięta.

31 komentarzy:

  1. "Jestem przesunięta" - ;) Jakie błyskotliwe dziecko! ;))) Uśmiałam się! ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. nie ma nic piekniejszego niz te dzieciece "wpadki" jezykowe :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie, ze spisujesz sytuacje:)
    Mała będzie miała super pamiątkę:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Słodka dziewczonka, lubię dziecięce skojarzenia, a gdzie buty kupimy synku? W butowni mamo :)

    Ucałuj Tatiankę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja dziecina wysnuła logiczne wnioski, że jeśli na świecie są rzeczy niesamowite, muszą być również: samowite.
    Jeśli są gwiazdy, to mogą być gwiazdy-roz, a nie rozgwiazdy.
    A ogłoszenia duszpasterske z radością nazywała "już pasterskie", bo już kończy się msza.

    Cudowne są nasze dzieciaki

    OdpowiedzUsuń
  6. "Jestem przesunięta!"- genialne stwierdzenie, bardzo mi się podoba!Ja chyba też bywam przesunięta-czasem się tak czuję np. w pracy wobec osób,które mają jakieś wyobrażenia na temat tego, jaka powinnam być, a jaka nie jestem.Masz bardzo twórcze językowo dziecko, Jolu!Ale to chyba po mamie, co?

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham takie językowe "wpadki" dzieciaków.
    Mój syn kiedyś mówił "japodłodze".
    - Na podłodze się mówi - poprawiałam
    - No pseciez mówię na japodłodze"
    Pozdrawiam :)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja córka mówi "czeczkawka" :)
    "mamo mam czeczkawkę" :)

    A co do zaplania światła, to ja czasem sugeruję podsunięcie sobie krzesełka dziecięcego i to wystarcza:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Super! Ja bym tego wcale nie nazwała "wpadką", wydaje mi się, że to dowód na dużą wyobraźnię i kreatywność dziecka, a w przypadku pierwszej sytuacji to mi pachnie poezją! Szkoda, że z wiekiem tracimy taką niesamowitą wrażliwość na słowa...

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem przesunięta :D Chyba wprowadzę to do swojego słownika! Urocze!
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Matyldo,
    najbardziej mi się podobały takie twory językowe Tatianki, jak chachochody (czyli samochody) i makakra (czyli masakra). W zasadzie u nas teraz funkcjonuje w rozmowach, nie tylko rodzinnych, forma "makakra". A swoją drogą warto spisywać te dziecięce pomysły językowe, bo sama widzę po sobie, że już niektórych powiedzonek Tatianki nie pamiętam. Między innymi dlatego postanowiłam prowadzić blog (bloga). Pozdrawiam ciepło. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Emocja,
    te lingwistyczne, wypowiadane z niesamowitą powagą "pomyłki" potrafią tak rozbawić, rozczulić i zauroczyć, że człowiekowi poprawia się humor nawet w najbardziej ponury dzień. Tego typu "wpadki" poeci wymyślają czasami po kilka godzin. A maluch – po prostu tymi "wpadkami" mówi. Absolutnie spontanicznie. :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ida,
    dziękuję za komentarz. Właśnie z tego powodu głównie założyłam bloga; jestem ciekawa reakcji Tatianki na te wpisy za kilka lat. Pozdrawiam Cię ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  14. Margo, "butownia" jest świetna. To pomysł Twojego maluszka? Przekażę ucałowania Tatiance. Dziękuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Mota, to Twoja pociecha jest już chyba bardziej zaawansowana. Wyrafinowane są te jej pomysły językowe. Zapisujesz wszystkie, czy po prostu pamiętasz? Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Fila, mi się wydaje, że to twórcze podejście do języka jest chyba charakterystyczne dla wszystkich dzieci. I przybiera ono zazwyczaj indywidualny charakter. A sformułowanie "jestem przesunięta" u nas zapewne będzie funkcjonować w rozmowach jako słowo wytrych. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Nivejko,
    ja sobie poczytuję te Wasze rozmowy (Twoje i twojego Krzysia) na Twoim blogu. Cóż mogę powiedzieć: rozczulające. :-) Pozdrawiam. I Krzysia także. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Naczynie, Ty jak zwykle masz bardzo praktyczne rozwiązania. :-)) U nas krzesełko idzie w ruch w kuchni; Tatianka przynosi je sama, staje na krzesełku i "pomaga" w kuchni. Najchętniej podczas gotowania.

    OdpowiedzUsuń
  19. Lirael, ujęły mnie Twoja słowa i to bardzo. Dzieci mówią poezją, a nie prozą – pamiętasz sztukę Moliera "Mieszczanin szlachcicem"? :-))

    OdpowiedzUsuń
  20. Tucha, dziękujemy za odwiedziny. Podejrzewam, że Tatianka za kilka lat, kiedy przeczyta ten post i Twój komentarz, będzie zachwycona Twoją propozycją. Pozdrawiamy Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  21. Jeeeżuuu, dzieci są po prostu super! Moja córcia też jak coś powie... Czasami tak dorośle. Miała trochę ponad dwa lata - przyszła jej chrzestna i poszłyśmy razem na bilans dwulatka. Kiedy wróciłyśmy rozmawiałyśmy o czymś, na co Młoda: "Skoro tak mówisz, to tak jest". Normalnie rozwaliła nas tym zdaniem, bo w ustach dwulatki było po prostu nie-sa-mo-wi-te :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Sylwia, ja też bym zdębiała na takie dictum. :-)) To takie 'dorosłe' sformułowanie. W ustach kilkulatka brzmi po prostu rozbrajająco. :-)

    OdpowiedzUsuń
  23. Teraz mi się przypomniało, kiedy to mój brat był jeszcze mały, nie wiem może 3 latka miał, i powiedział do mnie "pcymaj", na co zaraz mama: "trzymaj", popróbował kilka razy, niestety nie wychodziło i powiedział: "oj mama,nie rób problemów, chwytaj będę mówił" :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Podejście zdroworozsądkowe. ;-)) Ja przestałam poprawiać Tatiankowy 'koczek' (soczek). Niezależnie od ilości podejmowanych prób zawsze słyszę: koczek. I już. :-)

    OdpowiedzUsuń
  25. Jolu, to moja mała tak samo się uparła przy wafelku - według niej to "kafelek" i już! Próbuję na sylaby: "wa", ona "wa", ja: "fe", ona "fe", ja: "lek", ona "lek", ja: "wafelek", ona "kafelek" :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Co do - KAWY i zaparzacza w starym stylu- jeśli taka potrzeba, chętnie Ci go podaruję :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Mota, ojej??? A co chciałabyś w zamian? :-D Może jakąś książkę?

    Bardzo dziękujemy za zaskakującą, miłą propozycję. Buziaczki!

    OdpowiedzUsuń
  28. Piękne te słowotwórstwo u dzieci. Ja sobie to zapisywałam, bo umyka. A niektóre powiedzonka dzieci, weszły do naszego rodzinnego słownika na stałe

    OdpowiedzUsuń
  29. Kasiu, cieszę się, że zaczęłam utrwalać te językowe powiedzonka naszej Tatianki we właściwym momencie. Być może uda mi się zanotować te najbardziej niesamowite. Lubię pisać o książkach, o poezji, o muzyce, ale najbardziej lubię utrwalać te Tatiankowe "drobiazgi". One są dla mnie najcudowniejsze ze wszystkich sztuk pięknych. :-)

    OdpowiedzUsuń
  30. Właśnie wróciłam z PL, czytam i wnioskuję, że "jestem przesunięta"! ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Beatko, witaj w klubie. ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz. :-)