8 maja 2010

O przełamywaniu stereotypów. Pija Lindenbaum, Igor i lalki – Stephen Daldry, Billy Elliot

Skąd się biorą stereotypy? Jaki mają wpływ na życie społeczne i relacje między ludźmi w ogóle, ale też na relacje między dwoma światami: męskim i kobiecym? Książka ukazuje interakcje między dziewczynkami i chłopcami, na które oddziałują kształtowane w rodzinie wyobrażenia i wzorce zachowań utożsamiane z daną płcią.

Czytając tę książkę mojej prawie czteroletniej córce, przypomniałam sobie wcześniejszy blogowy wpis na temat maskulinizmu Tatianki, któremu się poddała, odkąd zaczęła uczęszczać do przedszkola. Pytam Tatiankę: "Tatianko, co dzisiaj robiłaś w przedszkolu?" i słyszę: "Dzisiaj w przedszkolu – bo nasze potomstwo odpowiada pełnymi zdaniami – bawiłem się klockami". "A co jadłaś na obiad?". "Jadłem zupkę". O dziwo, gdy Tatianka opowiada o tacie i jego zajęciach, mówi na przykład: "Tatuś pojechała na zakupki". "Tatuś pojechał na zakupki, Tatianko" – poprawiam. Ale Tatianka nie przyjmuje tych koniugacyjnych niuansów do wiadomości. Jej postawa jednak ma logiczne uzasadnienie: w przedszkolu, w grupie maluszków jest więcej facetów, zatem Tatiana mówi: zjadłem, ubrałem, bawiłem się, zwłaszcza gdy dzieli się wrażeniami z przedszkola. A w domu rządzą kobiety, bo mężczyzna jest tylko jeden, a nas dwie, stąd może to Tatiankowe: "Tata pojechała na zakupki"...  Jak naturalnie i spontanicznie dziecko przejmuje wzorce zachowań i wzorce językowe, które obserwuje w najbliższym mu środowisku.

Kilka lat temu obejrzałam kultowy już film Stephena Daldrya zatytułowany "Billy Elliot", inspirowany historią tancerza Philipa Marsdena. Jedenastoletni Billy, mieszkaniec położonego gdzieś na angielskiej prowincji miasteczka górniczego ogarniętego strajkami i dotkniętego kryzysem ekonomicznym, po śmierci mamy nie potrafi porozumieć się z ojcem, górnikiem, typowym facetem zapatrzonym w twarde męskie reguły, jakie rządzą znanym mu robotniczym światem. Owdowiały Peter pragnie wychować synów na prawdziwych mężczyzn. Nie akceptuje mazgajstwa, na jakiekolwiek przejawy wrażliwości reaguje krytycyzmem, postrzegając je jako oznaki zniewieściałości i nie szczędząc Billy'emu złośliwych żartów. Dostrzegając w Billym podobieństwo do wrażliwej matki, która kochała muzykę i grała na pianinie, postanawia zapisać chłopaka na zajęcia boksu, wychodząc z założenia, że ten męski sport uczyni z jego syna stuprocentowego faceta. Tak się jednak złożyło, że w tym samym budynku odbywają się zajęcia baletu. Zafascynowany tańcem Billy w tajemnicy przed nieprzejednanym ojcem zaczyna uczęszczać na lekcje baletu, odkrywając swoje powołanie i pasję, które  w finale filmu stają się przepustką do innego, lepszego życia. W środowisku górników taniec był postrzegany przez mężczyzn jako domena typowo kobieca, niegodna prawdziwego mężczyzny, uwłaczająca jego męskości. To świat wyraźnych podziałów na to, co męskie, i na to, co kobiece, świat kulturowych uprzedzeń, i Billy jest zmuszony do ukrywania swoich artystycznych pasji. Nie znajduje oparcia w rodzinie i w najbliższym otoczeniu – środowisko prostych górników nie akceptuje jego baletowych upodobań. Ale tu nie chodzi tylko o pasję i możliwość poświęcenia się temu, co się kocha, o potrzebę samorealizacji. W Billym drzemie ogromny potencjał i prawdziwy talent. Ma szansę  dostać się do prestiżowej Royal Ballet School w Londynie, przechodząc przez sito przesłuchań kwalifikacyjnych. Ma szansę wyrwać się z biednego górniczego miasteczka i zostać wybitnym tancerzem baletowym.  
W ostatniej scenie widzimy Billy'ego już jako młodego mężczyznę, solistę w przedstawieniu  "Jezioro łabędzie" w choreografii słynnego Matthew Bourne'a. Jak to możliwe? Ci, którzy oglądali film, wiedzą, że bohater zawdzięcza swój sukces nie tylko sobie: gdyby nie wsparcie najbliższej rodziny i całej społeczności miasteczka, brzydkie kaczątko nigdy nie przeobraziłoby się w pięknego, olśniewającego łabędzia. Talent Billy'ego nie mógłby zabłysnąć całym swym blaskiem. Odpowiedzialnością można by wówczas obarczyć stereotypy i podporządkowaną im mentalność prostych górników z biednego prowincjonalnego miasteczka. Ale w obliczu olśniewającego, samorodnego talentu Billy'ego upadają stereotypy. Nawet tak skrępowany nimi ojciec, przypadkowo odkrywając niezwykły talent chłopca, zapragnie zrobić wszystko, by Billy mógł realizować swoje marzenia. Udaje mu się wznieść ponad stereotypy, zniewalające, krępujące i podcinające skrzydła tym, którzy pragną żyć inaczej, niż ukazują to zakodowane w społeczeństwie wzorce. Trudno jest się z tych stereotypów wyzwolić, jeśli przez całe życie żyło się pod ich dyktando.

 


Właśnie dlatego książka Piji Lindenbaum wydaje mi się ciekawą lekturą, prowokującą do rozmowy na temat tego, co łączy i co dzieli świat chłopców i świat dziewczynek, na temat akceptacji i przekraczania granic. Inność nie jest gorsza, nie należy jej dyskredytować. A z tego, co odmienne, odległe od naszych wyobrażeń i nawyków, można również czerpać w sposób twórczy i z korzyścią dla własnego świata. Postaw wobec inności uczymy się już w dzieciństwie i one rzutują na całe nasze dorosłe życie. Dlatego warto ten temat poruszać z naszymi pociechami, choćby przy okazji lektury takich książek, jak "Igor i lalki" Piji Lindenbaum.

wydawnictwo Zakamarki

Pija Lindenbaum, Igor i lalki, tłum. Katarzyna Skalska, Zakamarki 2009

46 komentarzy:

  1. Nie ogladalam tego filmu, ale tak ciekawie o nim napisalas, ze teraz nie pozostaje mi nic innego jak go poszukac i obejrzec. Co do ksiazki.....hm....stereotypy potrafia niszczyc ludzkie zycie. To takie skromne moje zdanie. Jedna z moich corek prawie nigdy nie bawila sie lalkami, mimo, ze miala ich troche, bo wiadomo to najlepszy ponoc prezent dla dziewczynki. Miala domek dla lal, ubranka i wszelkie akcesoria. Wszystko sie kurzylo.Wolala klocki,a jak dostala od taty samochod na pilota to oszalala z radosci. Nam to nigdy nie przeszkadzalo ale dziwilo znajomych. Ale to tak juz jest.....niektorzy sie oburzaja, ze moj maz sam sobie prasuje koszule.......pewnie to rowniez wynika ze stereotypow, nie uwazasz? Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książeczka jest faktycznie próbą przełamania stereotypów, podziałów na męskie, czy damskie czynności:-)Zakończeniem tej opowieści jest scena,gdzie do Igora dołączają koledzy, którym bez niego gra się źle i wszyscy przebierają się w sukienki a później razem z dziewczętami idą grać w piłkę...
    Brawo Słoneczko:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Katarzyna, dziękuję za ciekawy komentarz.
    Stereotypy to mechanizm silniejszy, niż pewnie nam się na co dzień wydaje. Podejrzewam, że co najmniej 80% naszych działań, wyborów jest determinowana stereotypami. Ale robimy to nieświadomie. Nie zdając sobie sprawy, że zachowujemy się jak marionetki manipulowane przez wzorce, zakodowane nam w dzieciństwie. Przez społeczne oczekiwania, uprzedzenia. Czasem brakuje nam odwagi, by się temu przeciwstawić, bo tak robią wszyscy, bo tak jest wygodniej. Bo tak wypada. Przypomniał mi się jeszcze jeden wspaniały film nawiązujący do tej tematyki: 'Yentl' Barbry Streisand. Tutaj sytuacja jest odwrotna: w społeczności ortodoksyjnych Żydów dziewczyna nie może studiować i rozwijać się intelektualnie; dlatego bohaterka przebiera się za chłopca, by móc spełnić swoje marzenie: uczyć się, poszerzać swoje horyzonty. Film oglądałam w dzieciństwie, ale zrobił na mnie ogromne wrażenie. Dobrze, że takie czasy mamy już za sobą. :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Katarzyno, chciałam jeszcze dodać, że w naszej rodzinie role tradycyjnie przypisane płciom zostały w jakiś naturalny, samoistny sposób odwrócone. Mój mąż najczęściej gotuje, prasuje, sprząta. Na marginesie dorzucę, że tak gotuje, że ja po prostu ze swoimi przeciętnymi umiejętnościami kulinarnymi usunęłam się w cień. Często zajmuje się Tatianką, ma w sobie tyle delikatności, czułości, że czasem wydaje się to aż "niemęskie", a bliższe kobiecej psychice. Z drugiej strony ta wrażliwość nie koliduje z jego męską naturą: jest konkretny, stanowczy, rzeczowy, silny, uprawia męskie sporty i dba o swoją kondycję fizyczną.
    I jeszcze jedna dygresja: książki takie jak "Igor i lalki" mogą zostać uznane za objaw poprawności politycznej. Myślę, że w trakcie lektury ważna jest rozmowa z maluchem, prowokowanie go dyskusji na temat różnic w postawach, upodobaniach, zachowaniach... nie chciałabym propagować takiej "tolerancji", która zwalnia z odpowiedzialności za swoje czyny i decyzje. Nie wyobrażam sobie, żeby moje dziecko naśmiewało się z kogoś, kto ma inny kolor skóry albo jest innej orientacji seksualnej. Ale nie chciałabym, aby dorastało całkowicie oderwane od jakichś wartości, ideałów. Nie chciałabym, aby akceptacja wobec innych przerodziła się w inercję. Ważne, by jednak dziecko miało oparcie w jakichś wzorcach, ale też by umiało szanować takie wzorce, które są całkowicie inne od jej własnych. Jak znaleźć ten zloty środek... :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kasiu, przepraszam, wciąż coś mi się a propos tego tematu przypomina. Tym razem kwestia tzw. grzecznych dziewczynek. Tradycyjnie tak się wychowywało córeczki. W książce "Igor i lalki" jest ten trop enigmatycznie przywołany. Chłopcy bawią się w wojnę, grają w piłkę, wdają się bójki, używają dość ekspresyjnych słów: o zabijaniu, puszczaniu krwi, nożowaniu. I jest to tolerowane (tata Igora z ukontentowaniem przygląda się wybrykom swojego synka). Dziewczynkom nie "wypada" tak się zachowywać. (Sama uważam, że w ustach dziewcząt przekleństwa brzmią jeszcze paskudniej niż w ustach chłopców, bardziej mnie one rażą). :) Chłopcy są bardziej przebojowi, dziewczynki z kolei subtelne, grzeczne. Wiele słyszałam o książce "Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne idą tam, gdzie chcą". Nie czytałam jej, ale w kontekście tego tematu mam ochotę sięgnąć po ten tytuł. Zmierzam do tego,iż odnoszę wrażenie, że obecnie kobiety, dziewczyny chcą dorównać mężczyznom, i nie zawsze jest to na plus. Zbyt męskie kobiety, zbyt kobiecy mężczyźni. I znowu optowałabym za zachowaniem jakiegoś złotego środka. :) Może nie jestem poprawna politycznie, ale takie jest moje zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo mądry wpis Jolu! Oglądałam Billy'ego kilka razy, świetny film :) Lubuję się w filmach i książkach, w których bohaterowie, mimo społecznego odrzucenia i stereotypów, walczą o swoje marzenia i żyją tak jak chcą.
    Pozdrowienia dla całej rodzinki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawa recenzja i ciekawe wypowiedzi w komentarzach. Bliskie jest mi Twoje myślenie więc nie będę się więcej wypowiadać. Cieszę się, że przeczytałam u Ciebie o tej książce bo na pewno ją kupię.

    OdpowiedzUsuń
  8. Agatoris, dziękuję za komentarz. "Billy Elliot" to jeden z moich ukochanych filmów, mogę go oglądać bez końca. Wspaniały, wzruszający, rozczulający. Zakończenie filmu – porywające. Marzę, by obejrzeć tę realizację "Jeziora łabędziego", właśnie według choreografii Matthew Bourne'a.
    Dziękujemy za pozdrowienia i również pozdrawiamy. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Aeljot,
    co do książki, mam propozycję, którą przedstawiłam u Ciebie na blogu.
    A temat wywołany książką o Igorze i filmem o Billym – to niekończąca się historia. ;-) Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  10. Skandynawska literatura dla dzieci jest niesamowita. Oni tam jakoś tak inaczej, wyraźniej wszytko postrzegają i to przekazują dzieciom...

    OdpowiedzUsuń
  11. Alez ja sie z Toba zgadzam! A tak na marginesie jestem pod wrazeniem dlugosci komentarza wystosowanego do mnie -milo mi. Osobiscie uwazam, ze w dzisiejszych czasach tzw. poprawnosc polityczna dotyczaca wielu rzeczy nie zawsze jest najlepszym rozwiazaniem i wazne jest by nie popadac ze skrajnosci w skrajnosc. Mam w domu rowniez nastoletnia corke i wlasnie z nia; pewnie z racji i nastoletniego buntu jak i coraz doroslejszego spojrzenia na otaczajaca nas rzeczywistosc, podejmujemy tematy o stereotypach czy tolerancji. Denerwuja ja stereotypy, chyba jednak bardziej widoczne w polskich rodzinach (mieszkam w Anglii)i podejscie do kobiet meskiej ale takze czesto zenskiej czesci spoleczenstwa. Bardzo oburzyla sie( no wiedzialam, ze bedzie watek prywatny), kiedy meza maz na wiesc, ze moj malzonek kupil na moje zeszloroczne urodziny zmywarke powiedzial;" trzy( wtedy bylam w ciazy z kolejna) baby w domu a ty zmywarke kupujesz". I co, nie stereotyp? Nie ukrywam, ze bylo mi przykro ale moja corka az grzmiala ze zlosci. Moj kochany malzonek nie podziela na szczescie opini ojca i choc nie potrafi gotowac wielu potraw( ale niedzielna jajecznica nalezy tylko do niego i jest przepyszna) to wspaniale sie dopelniamy w ciagnieciu tego" wozka" zwanego codziennoscia. Ktos kiedys mi zarzucil, ze jestem feministka. Nic podobnego!!! Ja zwyczajnie uwazam, ze kazdy bez wzgledu na plec, kolor skory itp, powinien w zyciu robic to, co przynosi mu radosc i satysfakcje. Nigdy bym nie namawiala kobiet, ktore maja male dziecko do powrotu do pracy za wszelka cene( bo nie wiem, siedzenie w domu jest niemodne) jesli ta kobieta pragnie sie skoncentrowac wlasnie na dziecku, domu i kocha to robic. Tak samo nie ganie kobiet, ktore zostawiaja dziecko babci bo chca pracowac. Potrafia to zorganizowac, sa szczesliwe? Super i niech tak bedzie. Zawsze staram sie uczyc moje corki, ze przede wszystkim musza sie szanowac, nie dawac sobie wmawiac, ze cos musza robic bo sa kobietami i tego typu bzdur. Powinny rozwijac swoje talenty, dazyc dorealizacji marzen nawet jesli inni pukaja sie w czolo. Moja Ela jest swietnym pilkarzem i gra w zenskiej szkolnej druzynie pilki noznej, moja Gabrysia kocha nosic kolczyki i ladnie sie ubierac, Strasznie duzo czyta, jest organistka w kosciele a jej marzeniem jest -samochod i prawo jazdy. I choc sa rzeczy, w ktorych nie zastapia mezczyzn jak i mezczyzni nie zastapia ich ale tych rzeczy tak naprawde jest malo. Ja tez sie ciesze, ze zyjemy teraz, w tych czasach. Malo tego, ja ciesze, ze zyje tutaj, gdzie zyje. W cywilizowanym swiecie, bo zyjac w niektorych zakatkach swiata moglabym pomarzyc o komputerze, wyrazaniu wlasnej opini i wychodzeniu z domu bez zgody meza.
    P.S.
    Milo mi sie z toba gawedzi.....ale chyba przesadzilam z tym postem....nie jest zbyt przydlugawy?

    OdpowiedzUsuń
  12. Nivejko,

    To prawda :).
    Jednak spotkałam się z opinią, że podejmowanie w literaturze skandynawskiej dla dzieci (na zasadzie mody, kanonu, chęci wpisania się w poprawność polityczną?) tzw. trudnych tematów (rozwód rodziców, śmierć bliskiej osoby itp.) stało się wręcz normą. Jak dotąd, książki skandynawskie raczej mnie ujęły niż zniesmaczyły; wydaje mi się, że warto z dzieckiem podejmować rozmowy o trudnych tematach, a jeśli jest to niezręczne, pomocna może się okazać lektura książki koncentrującej się na danym problemie. Następna pozycja z tego kręgu to książka o śmierci bliskiej osoby – "Czy umiesz gwizdać, Joanno?" Ulfa Starka. Niesamowita!
    Pozdrawiam. :))

    OdpowiedzUsuń
  13. Kasiu,

    komentarz nigdy nie jest za długi. ;-) Ponieważ muszę zająć się na chwilę córcią, odpiszę za kilka minut. Ale już teraz dziękuję za Twoją opinię. Zaraz wracam. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jolu- obejrzalam fragmenty filmu, ktore umiecilas w swoim poscie. Musze go obejrzec!Pa!

    OdpowiedzUsuń
  15. Jolu -przepraszam, ale w tej mojej dlugiej wypowiedzi zagniezdzil sie blad; moj maz nie ma meza ale ojca. Chodzilo o jego ojca a mojego tescia. No widzisz, ja tez mam w domu dzieciaki i wciaz musze sie" rozdwajac". Przepraszam....a swoja droga smieszna ta pomylka...

    OdpowiedzUsuń
  16. Kasiu, ja ten film uwielbiam i polecam Ci go z całego serca. Fragmenty mówią same za siebie.

    Pomyłka zabawna, ale dzięki takim lapsusom życie nabiera barw. ;-))

    Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję za wszystkie komentarze. Przesyłam serdeczności. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Hurrra! Kolejny film, który nas łączy.:)
    "Billy Elliott" to rewelacja.
    Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam Twój tekst. Cieszę się, że istnieją książeczki uwrażliwiające na stereotypy już dla maluchów. W moich szkolnych gimnazjalistach dostrzegam sporo uprzedzeń, m.in. narodowościowych, tak więc trening od najmłodszych lat mile widziany.:)

    OdpowiedzUsuń
  18. :)))
    Jolu, "Billy Elliot"! Jeśli to film z 2000 roku, a ja widziałam go dotąd może 7 razy, to coś znaczy. (ok, również dlatego, że posłużyłam się nim w pracy).Świetny,oczywiście.
    Moje ulubione sceny:
    - konfrontacja z ojcem w sali gimnastycznej w noworoczny wieczór (wytańczony bunt i błysk zrozumienia u Gary`ego Lewisa (ojciec));
    - aranżacja choreografii na casting, a tu m.in. świetna Julie Waters (pani Wilkinson) - wszystkie sceny z nią są dobre, bo mimo oschłości pewnej ma serducho,a od Billy`ego usłyszy kilka niewygodnych zdań) i wzruszający list od matki, który Billy zna na pamięć;
    - scena, którą masz w drugim załączniku, czyli znów taniec Billy`ego ...i jeszcze może egzamin, to przepytywanie, dlaczego tańczy i znów świetna obecność ojca;
    - wyczekiwanie na wiadomość ze szkoły baletowej, a zwłaszcza te chwile, gdy Billy wycofuje się do pokoju, a Babcia, Ojciec i Brat czekają jak sparaliżowani;
    - ojej, no i ta gotowość ojca do złamania strajku, by dać synowi szansę...

    Ok, kończę... Lubię bardzo.
    Tatianka to poetka lingwistyczna, bez dwóch zdań :) Pozdrawiam!
    ren

    OdpowiedzUsuń
  19. Lirael,

    na tym filmie byłam dwa razy dzień po dniu w kinie; potem oglądałam go na zajęciach z młodzieżą – opracowałam do tego filmu materiały na lekcje, konspekt itd. To jest bardzo "mój" film. Marzę, by obejrzeć balet Matthew Bourne'a "Jezioro łabędzie", którego "fragment" pojawia się w końcówce.
    Może Twoim gimnazjalistom spodobałby się ten film; tutaj także jest mowa o przełamywaniu uprzedzeń wobec inności: kolega Billy`ego jest gejem, sam Billy wybiera pasję, która "kojarzy się" ze światem dziewcząt i homoseksualistów. A przecież jego zainteresowanie tańcem nie ma z tym nic wspólnego; zresztą sam Billy nie jest wolny od takiego myślenia (scena w przerwie podczas przesłuchania, kiedy jeden z chłopców zaczyna go adorować – i reakcja Billy`ego). U mnie na zajęciach film wzbudzał gorące dyskusje.
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Tamaryszku,

    wymieniłaś sceny, które również należą do moich ulubionych sekwencji; bardzo lubię te ujęcia, w których drzemią metaforyczne aluzje uwypuklające ukryte sensy tej historii.

    Scena tańca Billy`ego - ta pokazana we fragmencie - która kończy się zderzeniem chłopca z murem (ten symboliczny mur właśnie);
    W tej samej sekwencji ujęcie w małym pomieszczeniu (obskurna łazienka) i ekspresyjny, pełen emocji taniec, gdy udaje mu się wydostać z tej klatki na zewnątrz (zapowiedź tego, co będzie dalej?);

    Ujęcie pod koniec filmu; gdy Billy jedzie autobusem do Londynu na przesłuchanie do szkoły baletowej - autobus jedzie drogą wspinającą się w górę, a za chwilę mamy ujęcie ukazujące ojca i brata Billy`ego zjeżdżających w dół do kopalni; przejmujący kontrast, zderzenie dwóch dróg, dwóch perspektyw (góra-dół, nadzieja-beznadzieja itd.);

    Taniec Billy`ego na przesłuchaniu i jego odpowiedź na pytanie egzaminatorów, dlaczego tańczy, co czuje, gdy tańczy (u mnie zawsze kończy się na łzach);

    Motywy (m.in. wzór na tapecie w pokoju córki pani pani Wilkinson) nawiązujące do baśni o brzydkim kaczątku; przemiana z takiego brzydkiego kaczątka w pięknego łabędzia jest tutaj znamienna...
    i tak dalej...

    Takich ujęć jest mnóstwo.

    Tak się cieszę, że film należy do Twoich ulubionych obrazów. Wiem, że powstał musical na podstawie tego filmu, ale nie oglądałam go - trochę się obawiam, że się rozczaruję.

    Pozdrawiam ciepło i życzę udanej niedzieli.

    OdpowiedzUsuń
  21. Chyba sobie ściągnę ten film bo mnie baaaardzo zachęciłyście aby go obejrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Aeljot, życzę emocjonującego seansu.

    Margo, :).

    OdpowiedzUsuń
  23. Przypomniałaś mi piękny film :)

    I poruszyłaś bardzo istotny temat.
    Temat, który cięgle, wśród wielu ludzi stanowi tabu i jest źródłem bolesnych nieporozumień, będących pochodną właśnie stereotypów, braku tolerancji, homofobii...

    Wprawdzie w Twoim tekście to słowo nie pojawiło się ani razu (tabu?:)) ale mam wrażenie4, iż traktuje on w spsoób pośredni o problemie homoseksualizmu.
    Dlaczego niektórzy rodzice nie mogą się pogodzić z tym, że ich syn bawi się lalkami, albo chce uprawiać balet?
    Otóż wydaje mi się, że nie tylko dlatego, iż może to być dowodem (powodem?)jego zniewieścienia, ale i homoseksualizmu właśnie.
    Myślę, że nadal dla wielu rodziców to, że ich dziecko może się okazać osobą homoseksualną, mogłoby być odebrane jako tragedia.

    PS. Wczoraj całkiem przypadkiem trafiłem na wypowiedzi znanych osób publicznych w Polsce na temat tolerancji (związanej z tzw. "odmiennością", "innością" seksualną, z homoseksualizmem.) I muszę przyznać - lekko mnie to przeraziło. Bardzo dużo jest jeszcze pood tym względem do zrobienia - m.in. poprzez łamanie stereotypów i irracjonalnych uprzedzeń wobec "Innego" czy "Obcego".
    A najlepiej jest zacząć od własnego podwórka.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie znam filmu i widzę, że dużo tracę.

    Mój Młody spal swego czasu z lalą. Do dziś wyprowadza lalę w wózku na spacer i pozwala się siostrze wozić jego własnym "autem". Nie widzę w tym nic zdrożnego. To przecież tylko zabawki. A poza tym Młody ma swoje "męskie" zapędy i wg mnie jest 100% facetem (np. nie jest tak całuśny jak jego siostrunia:P:) ).

    OdpowiedzUsuń
  25. To zadziwiające, ale właśnie na ten sam temat rozmawiałam ze swoją siostrą. Jej syn uwielbia bawić się lalkami i kucykami. Kolejka elektryczna, autka, koparki- takie rzeczy go ni interesują. Zaskakujące jest to, jak wielką presję wywieramy na swoje dzieci, narzucając im od urodzenia standardy zachowań.
    Nie ma potrzeby godzić się że dziecko jest inne. Dziecko jest po prostu sobą. Dobrze, że ówczesne czasy dają o wiele większą swobodę "chowu" dzieci. I całe szczęście....

    OdpowiedzUsuń
  26. Witam! Trochę może odbiegnę od tematu posta, ale czytam Twój opis rodziny na blogu i znajduje wiele podobieństw :-) Różnica jest taka, że mój M oddaje się namiętnemu zaczytaniu jedynie w książkach dotyczących projektowania maszyn i urządzeń :-) Mój inżynier wspaniały!;-) Tak poza tym to również kocha szachy i zdecydowanie za szybko jeździ:-) Ja natomiast jestem zdecydowaną humanistką i nie do końca potrafię pasję mojego męża zgłębić choć staram się jak mogę i o wszystkich jego projektach, krzywkach i kołach zębatych z zainteresowaniem słucham :-) Masz zdecydowana rację, przeciwieństwa się przyciągają!

    Co do książeczek dla dzieci, to właśnie jestem w trakcie ich zbierania, a ta zapowiada się naprawdę ciekawie. Chcę uczyć moją malutką czytania a później i dyskutowania na temat lektury. Mam nadzieję, że to się uda. Taka książka byłaby doskonałym początkiem do ciekawej rozmowy matki z córką :-) A z niektórymi stereotypami zdecydowanie trzeba walczyć.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  27. do wszystkich miłośników sztuki dobrej woli. jest fajna akcja w szalenie zacnej sprawie. warta przyłączenia się bez względu na różnice płciowe, religijne, czy te w politycznych zapatrywaniach.

    cel – zebranie 100 000 podpisów pod petycją do premiera z apelem o przeznaczenie 1% (dosłownie: jeden procent) z budżetu na kulturę.

    o bracia i siostry, co nie samym chlebem żyjecie, a telewizyjne igrzyska nie budzą uśmiechu na waszych pyskach! :)
    połączmy się w tym czynie obywatelskim i pokażmy, że siła nas!
    pod tym adresem można dowiedzieć się o szczegółach akcji:
    http://obywatelekultury.pl/

    albo np.:
    http://galeriabrowarna.blogspot.com/2010/05/1-na-kulture.html

    a tu można złożyć podpis:
    http://obywatelekultury.pl/zloz-swoj-podpis/

    przekażcie proszę dobrzy ludeczkowie tę wiadomość drogą blogowo-postowo-pantoflową do jak najszerszego grona odbiorców. a jeżeli wola gospodarzu, poświęć proszę dwa zdania tej akcji u siebie na blogu.
    dzięki za uwagę i z góry przepraszam jeżeli zakłuciem jakąś harmonię w postach panującą.
    pozdrawiam serdecznie z turbo szacunkiem
    obywatel kultury
    czyli jeden z was

    OdpowiedzUsuń
  28. Nigdy nie zapomnę, jak oglądaliśmy Billy'ego na lekcji. Zapamiętałam ten film i kiedy leciał w telewizji, usadziłam na kanapie całą rodzinę i nakazałam oglądanie;)
    A szczególnie pamiętam (właśnie z lekcji) tę scenę, kiedy Billy odjeżdża i patrzy przez szybę na brata, który zostaje w dole - dosłownie i w przenośni.
    Tak sobie myślę - jakie to ważne, żeby mieć nauczyciela, który przekazuje coś wartościowego - tak było z Billym, ale tak było też z Listą Schindlera, którą oglądaliśmy chyba ze 4 lekcje, o ile pamiętam.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  29. Naczynie,
    polecam gorąco film. :) I przesyłam pozdrowienia dla Twojego małego 100-procentowego faceta. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  30. Mota,
    na pewno w dzisiejszych czasach jest większa świadomość, że dziecko ma prawo do... (i tu można zacząć wyliczać). :) Oczywiście cały czas podkreślam, że dla mnie istotny jest też zloty środek, bo każda przesada jest zgubna. Ja sama mam często dylematy, gdy staram się wpajać córci, by była grzeczna. Grzeczna, ale nie uległa do samozatracenia, grzeczna, ale nie pozbawiona poczucia własnej wartości. To bardzo trudne.

    OdpowiedzUsuń
  31. Logosie,
    faktycznie ze stereotypami wiąże się pojęcie tabu. Zresztą w filmie "Billy Elliot" ten motyw jest dość wyraźnie pokazany: przyjaciel Billy`ego jest gejem i musi ukrywać swoją prawdziwą naturę. Zresztą on także początkowo utożsamia zamiłowanie do baletu Billy`ego z byciem takim jak on "innym" i wyznaje Billy`emu miłość. Billy nie jest gejem, ale jest na tyle otwarty i autentyczny, że akceptuje swojego kolegę i zaprzyjaźnia się z nim. Natomiast w filmie pojawiają się aluzje, że w opinii ojca Billy`ego baletem zajmują się jedynie dziewczyny i geje. I ten lęk przed tym, by jego syn nie został posądzony o to, że jest gejem, również popycha Petera do negowania pasji tanecznej syna.
    Wiem, że łatwo się teoretyzuje i mówi o akceptacji i przekraczaniu granic, trudniej z kolei wykazać się autentyczną akceptacją, gdy temat dotyczy mnie bezpośrednio. Zazwyczaj jest tak, że gdzieś w głębi żyjemy w przeświadczeniu, że coś, o czym mówi się jako o tabu, nas nie dotyczy. I łatwiej przychodzi manifestować nam swoją nowoczesność, tolerancję; gdy sprawa zaczyna dotyczyć nas osobiście, wszystko się komplikuje. Na pewno to w dużym stopniu wynika ze stereotypów, które są jednak silniejsze, niż nam się wydaje, z lęku przed tym, co powiedzą ludzie, ale czy tylko?

    OdpowiedzUsuń
  32. Bosastopko, witaj. Bardzo dziękuję za odwiedziny i komentarz. :-)

    OdpowiedzUsuń
  33. Agnieszko (Gusia), dziękuję. Dziękuję. Oba filmy należą do moich ulubionych, i myślę, że warto nimi inspirować innych. To niesamowite, że jakieś ziarenka z tamtych lekcji pozostały w Tobie. Bardzo mnie to wzruszyło. Pozdrawiam ciepło. :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Chyba nie tylko ziarenka, ale całe ziarna. Dużo z tych lekcji wyniosłam i zawsze będę za to wdzięczna ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. A ja musze dodac, ze ten film jest dozwolony od lat 15 i w szkole mojej corce nie udalo sie wypozyczyc, bo corcia ma tylko 14. Buuuuuu! Musze chyba sama poszukac. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  36. Kasiu, może ze względu na motyw kolegi Billy`ego, który był gejem? I ze względu na brutalne sceny walki strajkujących górników z policją?

    OdpowiedzUsuń
  37. Społeczne odrzucenie było też bardzo często motywem przewodnim wielu wierszy Agnieszki Osieckiej, wspaniałej tekściarki. Tu chciałbym przywołać Mary Lou z piosenki "Dwa wesela" Maryli Rodowicz (tekst Agnieszka Osiecka/muzyka Jacek Mikuła) Tytułową bohaterkę wyrzucili z miasta, ponieważ miała ukończone tylko cztery klasy i zakochała się w dwóch mężczyznach i z obojgiem miała wesele. "Lecz nie najgorszy miała styl, lecz niezły miała styl". Stereotypy mogą czasami bardzo zmącić umysł. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  38. Marcccin, witaj. Będę musiała się wsłuchać w ten tekst. W każdym razie dziękuję za dodatkowy trop. :-)

    OdpowiedzUsuń
  39. Dzisiaj kupiłam cztery książki. Cztery! /Z kim, jak nie z Tobą mam się podzielić tą radością?/ W tym wznowienie "Singer - pejzaże pamięci" Agaty Tuszyńskiej. Czeka mnie gruba, tłusta, apetyczna, długa lektura. Tylko dlaczego za oknem wciąż deszcz? :(

    OdpowiedzUsuń
  40. Olu (Bobe Majse), dziękuję za podzielenie się swoimi skarbami książkowymi właśnie ze mną. :) Książki o Singerze jeszcze nie czytałam, ale pewnie po nią sięgnę prędzej czy później; Sporo powieści Singera przeczytałam i to z ogromnym ukontentowaniem, tym bardziej kusi mnie książka poświęcona temu pisarzowi. :)

    OdpowiedzUsuń
  41. Jolu!!! Obejrzalam film!!! Wyobraz sobie kurzyl sie wsrod wielu tytulow u mojego sasiada na polce!!! Wczoraj ogladalismy z mezem. Juz wiem, czemu jest od 15 lat a biblioteka szkolna mojej corki przestrzega tego wieku i nie wypozycza "malolatom". Kolega gej to jedno ale te przeklenstwa!!!! Nie znosze przeklenstw, ale w tym wypadku odzwierciedlaja rzeczywistosc, bo co tu duzo mowic, kroluja na ulicach w Anglii podobnie zreszta jak w Polsce.
    Co do filmu- podobal mi sie!!!! Jakaz ja zla bylam na ojca tego chlopca i jak sie ucieszylam gdy w Boze Narodzenie otworzyly mu sie oczy i zrozumial jak wielka krzywde wyrzadza swojemu mlodszemu synowi. Swietny film i ulubione przeze mnie zakonczenie -Happy End. Jak trafie na ten film w sklepie -to chyba go kupie. Super dla osob, ktorym brakuje czasem sil w dazeniu do realizacji marzen; wytrwalosc i praca ( zawsze to powtarzam mojej corce, gdy nie chce jej sie cwiczyc grac na organach). Chcialam jeszcze dodac, ze swietnie oprocz talentu i pracy miec szanse trafic na kogos, kto tym darem zainteresuje sie, jak w przypadku Billiego -pani uczaca tanca baletowego. Pozdrawiam cie Jolu i bore sie do pracy. Musialam ci o tym napisac. Pa!

    OdpowiedzUsuń
  42. Kasiu, dziękuję za Twoje refleksje na temat filmu. Realizm językowy tutaj był chyba nieodzowny, choć i ja nie cierpię wulgaryzmów. Cieszę się, że film się Tobie podobał. :) Mimo tych przekleństw (chociaż i tak w porównaniu z niektórymi polskimi filmami w tym filmie nie było pod tym względem aż tak dramatycznie?). Ja także pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  43. Nie znamy „Igora” (jeszcze), ale ja kocham Billy’ego. O filmie napisała mi kilka lat temu siostra i zaczęłam polować na niego – tzn. czekać w małomiasteczkowym kinie. No i się nie doczekałam, bo go nikt nie sprowadził. Potem kupiłam film na płycie – i oglądam od czasu do czasu, z przejęciem. Zawsze ryczę jak bóbr przy pożegnaniu z babcią przed wyjazdem do szkoły baletowej. I w scenie końcowej, gdy Billy już nam dorósł i tańczy w Jeziorze Łabędzim. Poruszyłaś ważny temat – wychowywania chłopców. Nawet jeśli mają w przyszłości być twardymi facetami to mogą mieć wrażliwe dusze. Kiedyś wyczytałam taką fajną rzecz, tylko nie mogę sobie przypomnieć gdzieś. Rozmawiają dwie koleżanki. Jedna z nich, mama chłopca, mówi do koleżanki, mamy dziewczynki – „Wiesz, mój syn musi być w przyszłości prawdziwym mężczyzną. Takim Facetem jak z ekranu – twardym, odpornym na wszystkie przeciwności. Już w tej chwili przygotowuję go do tego. No wiesz, żadnego przytulania, żadnych całusów matczynych.” Na to jej koleżanka odpowiada – „To ja już się postaram, by moja córka trzymała się od Twojego syna z daleka.” Ponoć dzieci nie przytulane nie przytulają potem swoich połówek, bo nikt ich tego nie nauczył. Chłopcy bawiąc się lalkami uczą się co to znaczy być opiekuńczym, dbać o kogoś, troszczyć. Pewnie w przyszłości będą tatami doskonałymi.

    OdpowiedzUsuń
  44. Be.el, dziękuję Ci za Twój komentarz. Mądry i ważny. Świetnie spuentowałaś cały post. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz. :-)