8 lipca 2011

Nazywam się radość... (Wojciech Kołyszko "Wyspa HopSiup i potęga radości")

„Jesteś zbyt poważny, by ją odnaleźć?”… W takim razie posłuchaj. Jest taka wyspa, na której króluje niczym nieskrępowana radość. Jeśli myślisz, że jest ona zbyt odległa, zbyt abstrakcyjna lub zbyt wyimaginowana, jedyne, co musisz zrobić, by na nią dotrzeć, to wydobyć spod gorsetu dorosłości i konwenansów swoją dziecięcą wrażliwość. Jest takie zaklęcie, które na pewno zadziała. „HopSiup!”. Zamknij oczy i wyobraź sobie, że wybierasz się w podróż. Właściwie nie musisz sobie tego wyobrażać, lecz po prostu… zrób to. Udaj się na jedną z wielu wysp, o których śnią ludzie złaknieni szczęścia.  Kierunek HopSiup. To nie tylko magiczne zaklęcie, które jest drogowskazem dla spragnionych radości podróżnych, lecz nazwa poszukiwanej wyspy. Po drodze mijamy inne niezwykłe enklawy: Nibylandię – krainę Wiecznego Dzieciństwa, Marzeń i Wyobraźni, którą rządzi Piotruś Pan; Wyspy Szczęśliwe – „Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,/ rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych,/ dużo motyli mi pokaż, serca motyli przybliż i przytul,/ myśli spokojne ponad wodami pochyl miłością”[1]; Arkadię, która urzeka harmonią, ładem i beztroską. I wiele, wiele innych miejsc, które kiedykolwiek odwiedził człowiek w poszukiwaniu szczęścia, radości, zapomnienia czy ukojenia... Ale żadna nie wydaje się tak realna jak HopSiup – ponieważ ona istnieje naprawdę. 

 

Przewodnikiem w podróży ku naszej wyspie jest książka Wojciecha Kołyszki zatytułowana „Wyspa HopSiup i potęga radości” Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego, jedna z serii książeczek o uczuciach, które uzmysławiają zarówno dzieciom, jak i dorosłym, czym jest radość, smutek, zazdrość, strach czy wstyd i jak sobie radzić z przepełniającymi nas emocjami, których nie rozumiemy i które nierzadko wywołują w nas poczucie dezorientacji. Mały odbiorca może oswoić te doznania za pomocą bajki oraz „instrukcji obsługi”, która pozwala zinterpretować przepełniające nas emocje. Bohaterami opowieści Wojciecha Kołyszki są nie tylko dzieci: tym razem Hahanka i Fignacy – ich imiona natychmiast wywołują grę skojarzeń – ale też dorośli, których reprezentują Regulianie (znamienna nazwa kojarząca się z regułami, regulaminem, regularnością itp.). Natychmiast narzuca się różnica między małymi i dużymi podróżnikami. Dzieci podróżują dla samej radości podróżowania, „bez celu”, zupełnie spontanicznie, ciesząc się samym faktem bycia w drodze. Regulianie z kolei postępują ściśle według planu, opracowanego w najdrobniejszych szczegółach, oraz mając na uwadze cel wyprawy: znalezienie Drzew Nadzwyczajnych Możliwości, które przywodzą na myśl archetypy znane z Biblii czy starożytnych mitów (drzewo poznania dobrego i złego, hesperyjska jabłoń itd.), ale też symbolizują współczesne wzorce postępowania zaczerpnięte z amerykańskiego snu o sukcesie. Cała opowieść jest utkana z takich kulturowych aluzji, stając się dla dorosłego czytelnika pretekstem do intelektualnej i literackiej zabawy oraz do… zweryfikowania własnych nawyków myślowych. Dla dziecka z kolei najważniejsze będą przygody, które w zawoalowany sposób odwołują się do świata jego emocji. I tak podążając tropem kulturowych inspiracji, można spekulować, że Regulianie na przykład mogą symbolizować superego – gombrowiczowską formę, która staje się naszą duchową i psychologiczną rzeczywistością ukształtowaną w efekcie społecznej edukacji i wpajanych nam stereotypów. Hahania i Fignacy zaś ucieleśniają to, co w nas dziecięce, „zielone”, nieokiełznane, wymykające się konwenansom i kostiumom dorosłości. „Kiedy dziewczynka, śpiewając głośno, podskakiwała na jednej nodze albo próbowała zrobić sobie huśtawkę na dźwigni którejś z potężnych maszyn, zaraz ktoś zwracał jej uwagę: – Jeżeli chcesz tracić cenny czas na bezsensowne zabawy, to twoja sprawa. Ale rób to tak, by nie przeszkadzać innym w poważnych zajęciach!”[2]. Kiedy Hahanka zapytała, czy Regulianie potrafią się w ogóle cieszyć, usłyszała argument jak ulał przystający do poradników motywacyjnych, tak modnych ostatnimi czasy: „Jeśli osiągasz cel, wtedy masz prawdziwy powód do radości. (…) Zrozumiesz to, kiedy dorośniesz”[3]. Natychmiast przed oczyma duszy ujrzałam obraz znany z przesyconej dyskretnym sarkazmem Utopii Szymborskiej: „Mimo powabów wyspa jest bezludna, a widoczne po brzegach drobne ślady stóp/ bez wyjątku zwrócone są w kierunku morza./ Jak gdyby tylko odchodzono stąd/ i bezpowrotnie zanurzano się w topieli”[4]. Oto co czeka człowieka omamionego psychozą sukcesu, kiedy staje twarzą w twarz z pustką i beznadzieją swojej egzystencji [por. losy bohaterów głośnego filmu "American Beauty" Sama Mendesa].  

 

Na szczęście Regulianie trafiają na wyspę HopSiup i konfrontują swoje wyobrażenia o szczęściu z „filozofią” tubylców, jakże bliską pierwotnej radości Hahanki i Fignacego. Zrobiły na mnie wrażenie pełne ukrytych odniesień imiona dorosłych bohaterów: Cierplik, Ascetia, Dorobert, Sceptian – cóż za szlachetne miana dla uczestników tak poważnej ekspedycji. Tym bardziej więc rozbrajające okazują się ich emocje w zderzeniu z wegetatywną, nieskrępowaną beztroską wyspiarzy, którzy „przedrzeźniają” ich poważne dialogi, oczywiście bez intencji przedrzeźniania – tak to po prostu postrzegają dorośli, czując się urażeni i skompromitowani. A przecież HopSiupianom  nie o to chodzi. Wszystko jest dla nich pretekstem do zabawy. Stąd całe nieporozumienie. Może dorosłym brakuje dystansu? Zapewne tak, i to głównie dystansu do siebie samych… Dzieci bowiem bardzo szybko zaprzyjaźniły się z mieszkańcami wyspy. Paradoksalnie to od nich przyjdzie się uczyć dorosłym Regulianom, jak „realizować” marzenia. To oczywiście banalne, ale warto się czasem pochylić nad oczywistymi oczywistościami, kiedy straciło się je z oczu: droga do celu wiedzie poprzez robienie tego, co sprawia radość i czym można się cieszyć. A Drzewami Nadzwyczajnych Możliwości są wszystkie drzewa, trzeba je tylko umieć dostrzec w zwyczajnych z pozoru obiektach. 

 

Ale to nie koniec lektury. Pretekstem do dyskusji jest zamieszczona w książce Instrukcja Obsługi Radości. Można się od swojej pociechy dowiedzieć, co to jest radość, co się dzieje w jej wnętrzu, gdy przeżywa wielką radość, jak okazuje swoją radość, jakie słowa ją wyrażają, jakie gesty i zachowania odzwierciedlają to uczucie, czy radość może być kłopotliwa, czy można ją namalować, jakie są rodzaje radości, czy radość jest najważniejsza i wiele innych tajemnic. Parafrazując słowa autora, mogę napisać: dla mnie wielką radością było czytanie – wspólne z dzieckiem – tej bajki o uczuciach i doświadczanie najwspanialszego, najbardziej wyzwalającego doznania: kiedy możemy się cieszyć dziecięcą radością, przeżywając ją razem ze swoją pociechą.

Szczęście, symfonia radości, ekstaza... Ale co na to Regulianie? „W Regulii wiele się zmieniło od czasu powrotu ekspedycji. Wielu jej mieszkańców uwierzyło, że warto uczyć się od dzieci radości. Coraz częściej słychać było piosenkę wymyśloną przez Hahanię i Fignacego dla tych, którzy pozwalali już prowadzić się radości:

Robię sobie, co mnie cieszy

W głos się śmieję, gdy coś śmieszy

Świat zachwyca mnie co dnia

Śmiej się ze mną: ha, ha, ha!

 

(…) A ty? Czy wiesz, jak wygląda wyspa twojej radości?”[5].

 


[1] K. I. Gałczyński, Prośba o wyspy szczęśliwe.
[2] Wojciech Kołyszko, Wyspa HopSiup i potęga radości, GWP 2008, s. 12.
[3] Tamże.
[4] W. Szymborska, Utopia.
[5] Wojciech Kołyszko, Wyspa HopSiup i potęga radości…, dz. cyt., s. 38.


Wojciech Kołyszko, Wyspa HopSiup i potęga radości, GWP 2008


12 komentarzy:

  1. kusisz tym opisem..skoro nie mam małych dzieciaków, to nie przeszkadza temu, żeby sięgnąć po tą książkę.. prawda?

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że tak. To książka "metafora": prosta bajka – tak jak w "Małym Księciu" – odsłania ukryte głęboko przesłanie. Co ważne, morał bajki nie jest natrętny, lecz zawoalowany. Wiele tu tropów kulturowych, odwołań do psychologii, filozofii itp. Książka jest niebanalna... :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak zwykle kosząca recenzja:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nivejko, jak zwykle – dziękuję. :) Podejrzewam, że każdy może odebrać tę opowieść inaczej. Na pewno różnice w odbiorze będą wyraźne na poziomie: dziecko – dorosły. Książka mimo prostoty fabuły zawiera mnóstwo ukrytych tropów, w zasadzie każda sytuacja, każda postać odsyła do jakiegoś ukrytego znaczenia. Można uczyć dziecko, w trakcie lektury, jak odkrywać te aluzje i dodatkowe sensy. Np. scena z przedrzeźnianiem Regulian przez HopSiupian: ktoś może stwierdzić, że HopSiupianie są nieznośni czy niegrzeczni, tymczasem dla kogoś innego będzie to pretekst do rozmowy, jakie mogą być reakcje innych na okazywanie spontanicznej radości, na prowokowanie do zabawy, chwila do zastanowienia się, że nie zawsze i nie wobec każdego można się zachowywać tak beztrosko i tak spontanicznie. Ktoś inny z kolei zauważy, że dorośli są zbyt zasadniczy, zbyt zdystansowani, że wiele na tym tracą, ponieważ nie umieją się śmiać z samych siebie itp.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wróciłaś ze świetną recenzją! xDD Cieszę się.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję. A recenzja po prostu odzwierciedla "osobowość" książki. :-)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj, Jolu,

    Dawno nie pisałem u Ciebie, choć bywam tutaj regularnie (mam stały podgląd na nowe wpisy). Często odczuwam wewnętrzny opór, by spontanicznie wypowiadać się o książkach, których nie czytałem. Mogłoby to w końcu wyglądać na recenzowanie recenzji, a takiej niestosowności wolałbym uniknąć. (Ta ogólna uwaga dotyczy również blogu Luizy; widzę, że bywa u Ciebie, być może więc przeczyta moje słowa).

    -
    Jest o dzieciach, więc zaraz przybiegłem:) Również dlatego, że radość jest niezmiernie poważną sprawą w życiu człowieka. Wiem, ile czasu i trudu zajmuje wielu dorosłym ludziom odpowiedź na pytanie: kiedy nauczysz się czerpać radość z najprostszych rzeczy?

    Serdecznie pozdrawiam,
    K.

    OdpowiedzUsuń
  8. Książka jest o radości: i niemało mi jej sprawiła Twoja wizyta i Twoje słowa. Lubię pisać o książkach dla dzieci i o dzieciach, ponieważ czytając je i analizując refleksje wywołane lekturą, ciągle uczę się od nowa.
    Karolu, cieszę się, że zaglądasz. :-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ciekawy pomysł na książkę ; ) W przyszłości na pewno po nią sięgnę!

    OdpowiedzUsuń
  10. Zachęcony Twoją arcyciekawa i wciągającą recenzją spróbuję poszukać tej pozycji by przyjrzeć się jej realności z bliska:) Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziękuję. :-)
    Ja także pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz. :-)