<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328</id><updated>2012-01-17T13:37:50.067+01:00</updated><category term='Muzycznie'/><category term='Literatura polska'/><category term='Książki'/><category term='Haiku'/><category term='literatura norweska'/><category term='Lirycznie'/><category term='Literatura japońska'/><category term='Literatura angielska'/><category term='Mikrokosmos'/><category term='Literatura szwedzka'/><category term='Homo internetus'/><category term='Literatura iberoamerykańska'/><category term='Literatura niderlandzka'/><category term='Literatura żydowska'/><category term='Polskie Radio Dwójka'/><category term='Limeryki'/><category term='Z dziecięcego punktu widzenia'/><category term='Peregrynacje'/><category term='Cała Polska czyta dzieciom'/><category term='Cultus domesticus'/><category term='Krajobraz z różą'/><category term='Literatura czeska'/><category term='Kraje nordyckie'/><category term='Minimalizm'/><category term='Literatura kanadyjska'/><category term='Językowy obraz świata'/><category term='Konkursy'/><category term='Rodzinne czytanie'/><title type='text'>Przystań</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>97</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-2792946872305703449</id><published>2011-12-17T09:56:00.001+01:00</published><updated>2011-12-17T15:20:55.771+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Z dziecięcego punktu widzenia'/><title type='text'>Z dziecięcego punktu widzenia</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;I.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Tatianka [5 l] po powrocie z przedszkola [po zajęciach z religii] pełna emocji opowiada historię grzechu pierworodnego...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;...Wąż namówił Ewę, Ewa namówiła Adama, i Adam ugryzł jabłonkę...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;II.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; Wracając z przedszkola z Tatianką, zaszłyśmy do sklepu na zakupy. Trafiłyśmy akurat na apogeum dantejskiej sceny z udziałem babci i wnuczka [ok. 2 l]: wnuczek ryczy wniebogłosy jakby go ze skóry obdzierali i&amp;nbsp; co chwila żąda coraz to nowej paczuszki słodyczy. Babcia [co za słabość i co za niepedagogiczna postawa], pieczołowicie wypełniając każdy rozkaz malucha, miota się po sklepie, tak jak jej zagra mały spryciarz. A ten wie, co robi, oj, wie doskonale, mały szantażysta. W koszyku rośnie stosik smakołyków. Biedna babcia... Po wyjściu ze sklepu wyraziłam swoją opinię i zapytałam Tatiankę, co sądzi o całym incydencie. Na to Tatianka, parafrazując moje wcześniejsze słowa, odpowiada z dezaprobatą:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;– Byłam... byłam szybko zaskoczona...&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;– Szybko zaskoczona???&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;– Tak... i powoli zdziwiona.&amp;nbsp;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-2792946872305703449?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/2792946872305703449/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/12/z-dzieciecego-punktu-widzenia.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/2792946872305703449'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/2792946872305703449'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/12/z-dzieciecego-punktu-widzenia.html' title='Z dziecięcego punktu widzenia'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-8194223931410488401</id><published>2011-12-07T16:39:00.016+01:00</published><updated>2011-12-11T10:39:36.418+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura iberoamerykańska'/><title type='text'>Krajobraz z wędrowcem. Andrés Neuman "Podróżnik stulecia"</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Q3oCmaSI07A/Tt8Rb3027mI/AAAAAAAAFBI/q07khYNElXE/s1600/20110805120235ok_adka_podroznik_02.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-Q3oCmaSI07A/Tt8Rb3027mI/AAAAAAAAFBI/q07khYNElXE/s320/20110805120235ok_adka_podroznik_02.jpg" width="203" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Pomimo relacji kronikarzy i podróżników nie można ustalić dokładnego  położenia W."[1]. To miasto widmo, miasto labirynt. Istnieje naprawdę?  Jest tylko fantazmatem? Lśnieniem imaginacji? W oddali majaczy Wieża  Wiatrów z tarczą zegara czuwającą nad miastem. Jeszcze jeden krok... i  nie ma odwrotu. Jeszcze jedna kartka i "machina zaczytania" poszła w  ruch.  &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Dla Hansa Wandernburg miał być jedynie przystankiem w podróży do...  Do Dessau? Do Berlina? Do Lipska? Trudno rozstrzygnąć. Może nam się  wydaje, że jesteśmy w stanie zaplanować swoją podróż co do sekundy.  Busolą prowadzącą nas do celu jest ciekawość. Pragnienie poznania, a nie  czysta kalkulacja, która spowodowałaby, że nasza droga stałaby się  przewidywalna, zamiast obietnicy wolności przyniosłaby nam zniewolenie i  rutynę. Niepewność prowokuje do wysiłku i sprawia, że podróż staje się  ekscytująca, kreatywna i nieprzewidywalna. W takim kontekście powieść  Neumana jawi się jako pretekst do rozważań nad różnymi postawami wobec  podróży, jaką jest ludzkie życie. Nie znalazłam w niej gotowych  podpowiedzi, jedynie inspirację i impuls do dyskusji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właśnie w taką podróż, pełną zaskakujących pytań i niuansów, udajemy  się wraz z Hansem, podróżnikiem stulecia. Senny Wandernburg skrywa w  sobie labirynt. To dziwne miasto funkcjonuje jako przestrzeń utkana z  wielu znaczeń i odwołań, zaszyfrowanych i nieczytelnych dla obserwatora,  nienawykłego do podejmowania trudu interpretacji. Wydaje się nudne, a  jego mieszkańcy uporządkowani i zwyczajni. Tymczasem nawet najbardziej  przewidywalne miejsce może nagle odsłonić swoją ukrytą strukturę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co jest za tamtym zakrętem? Jaka tajemnica czai się w sąsiednim  zaułku? Co przyniesie następna strona? I, na Boga, kim jest Hans?  Odnoszę wrażenie, że skądś go znam. Może dlatego, że ucieleśnia jakieś  dawne tęsknoty, budzi nostalgię za tym czymś, za czym podąża wolny,  niepodporządkowany żadnym nakazom duch niezależnego człowieka. Urzeka  wewnętrzną wolnością, tak bliską twórcom romantyzmu. Nie krępują go  żadne szablony, uprzedzenia czy konwenanse. Jest jak postać z obrazu  Friedricha: zagadkowy i niepokojący[2]. Na podobny obraz natrafiamy w  powieści Neumana. Nikt nie potrafi powiedzieć, skąd się wziął w salonie  Gottliebów, kto go namalował i jaki jest jego tytuł:&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-I7cCIISA6Is/Tt_W8Pnk5iI/AAAAAAAAFBg/7WrexudvCn8/s1600/a.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-I7cCIISA6Is/Tt_W8Pnk5iI/AAAAAAAAFBg/7WrexudvCn8/s1600/a.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Obok starych portretów rodzinnych, kilku kiepskich kopii Tycjana,  jakiejś ciemnej martwej natury i pożałowania godnych scen polowania jego  uwagę przykuł obraz przedstawiający odwróconego plecami wędrowca w  ośnieżonym lesie, zagubionego, a może idącego w dal, i kruka  usadowionego na pniu"[3]. Ten obraz zafrapował Hansa. Będzie powracał do  niego myślami wielokrotnie, za każdym razem doświadczając  irracjonalnego przeczucia, że może z niego odczytać swoje przeznaczenie.  Znakomicie koresponduje on z otwartym zakończeniem powieści. Książka  obfituje w liczne odwołania do sztuki, literatury, muzyki klasycznej,  poezji, historii teatru, filozofii, etyki, idei społecznych i  politycznych, a nawet sztuki przekładu literackiego. Bogactwo  kulturowych aluzji odzwierciedla oryginalna narracja, która oddaje  dynamikę, żywioł i istotę toczonych przez bohaterów dyskusji. Dyskurs  rozgrywający się w sferze kultury przenosi się na strukturę książki,  czyniąc z niej prawdziwy majstersztyk. Labiryntowa konstrukcja motywów  zaczerpniętych z literatury i sztuki pozwoliła autorowi tchnąć nowe  życie "w dziewiętnastowieczną prozę pisaną z  perspektywy  człowieka   współczesnego  i  wspaniale  osadzoną w realiach ponapoleońskich" (z  werdyktu jury Premio Alfaguara de Novela)[4]. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kim jest tytułowy podróżnik? Człowiekiem bez nazwiska, bez historii,  bez przeszłości i bez przyszłości. Pojawił się znikąd. Jego historia  jest pełna niedopowiedzeń, a przeszłość do końca pozostaje owiana  tajemnicą. Nie sposób zaufać jego słowom, gdy na pytanie o to, skąd ma  tak rozległą wiedzę, odpowiada, że studiował filozofię w Lipsku. Z czego  żyje? Jest podróżnikiem i tłumaczem. To postać nietuzinkowa. Wyróżnia  go strój rewolucjonisty, który bulwersuje statecznych obywateli. W  podróży towarzyszy mu kufer pełen książek, również tych zakazanych. Jego  zbiory skrywają dzieła twórców wyklętych, napiętnowanych przez cenzurę,  prześladowanych za swoje poglądy i ideały. Hans także jest idealistą i  kontestatorem. Budzi mieszane uczucia: od zaintrygowania, ciekawości,  sympatii po wrogość, niesmak i politowanie. Został obdarzony przez  autora niezaprzeczalnym urokiem i ponadprzeciętnym umysłem. Potrafi  wieść prym w dyskusjach na każdy temat. Niebywale oczytany, ma  imponującą wiedzę. Włada kilkoma językami. Przystojny, autentyczny,  pełen naturalnego wdzięku, elokwentny, obdarzony chłopięcym urokiem...  Czyżby był mężczyzną idealnym? Pytanie nie powinno dziwić, zważywszy na  to, że autor za pośrednictwem swoich postaci angażuje czytelnika w spór o  ideał męskości. Przeciwwagą dla niepokornego, demiurgicznego Hansa jest  powszechnie szanowany, ale nudny i przewidywalny Rudi Wilderhaus,  beniaminek elity społecznej i finansowej miasta. Wplątując ich w miłosny  trójkąt, pisarz obnaża hipokryzję i grę pozorów, które dominują w  relacjach międzyludzkich. Może się wydawać, że wątek miłosny wyraźnie  wysuwa się w powieści na pierwszy plan. Ale to jedynie przedsmak tego,  co może odkryć czytelnik, zagłębiając się w interakcje tworzące teatr  ludzkich zachowań. Pod pretekstem śledzenia płomiennego uczucia  rozpalającego dusze i ciała, wyobraźnię i zmysły czytelnik zostaje  wciągnięty w misterną grę, toczącą się na wielu płaszczyznach: w obrębie  schematów fabularnych, konwencji literackich i stylu. Dla mnie jest to  największą wartością "Podróżnika stulecia", dzięki niej ta książka staje  się misterium literatury. Neuman na nowo interpretuje znane motywy  kulturowe. Najważniejsze z nich to motyw lustra, motyw labiryntu, motyw  miasta, motyw gry i teatru, motyw homo viator, motyw rewolucji i  buntownika, motyw miłości romantycznej, motyw miłości występnej, motyw  zbrodni i kary itd. Pisarz jest mistrzem aluzji i parodii, ale uprawia  je z takim wdziękiem, finezją i poczuciem humoru, że granica między  powagą i pastiszem staje się niemal przezroczysta. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak na romans przystało, mamy tu do czynienia z całą galerią postaci  kobiecych. Po pierwsze: Sophie. Po drugie: Sophie. Po trzecie...  Sophie. Ile jest Sophie? Jest jedna. A jednocześnie jest tyle wizerunków  Sophie, ilu obserwujących ją bohaterów. Za polifoniczność jej kreacji  należą się autorowi brawa. "Pokazać się na ulicy w towarzystwie  porządnej kobiety może być kompromitujące; ale rozmawiać z młodą  dziewczyną o literaturze graniczy wręcz z ekshibicjonizmem"[5]. Czyżby?  Sophie Gottlieb dotrzymuje kroku Hansowi w dysputach intelektualnych.  Jest typem emancypantki, kobiety wyzwolonej, na przekór romantycznym  wyobrażeniom zakodowanym w literaturze tej epoki, które sprowadzały  bohaterki literackie do roli bezwolnej, pozbawionej indywidualności  heroiny. Sophie jest świadoma kostiumów, w jakie ubrane zostały ludzkie  gesty i relacje społeczne. Na przekór wszystkim, a zwłaszcza sobie,  poddaje się uczuciu i zostaje kochanką Hansa. Miłość pozwala im poczuć  się sobą, zrzucić maski, doświadczyć autentyzmu. Nie udawać, nie grać.  Ale tylko przed sobą nawzajem. Grają bowiem przed całym miastem.  Szczęście trwa zaledwie mgnienie, a w zetknięciu z prawami rządzącymi  światem jest jak ulotny błysk, staje się żałosną, nic nieznaczącą  "opowieścią idioty". Stare, wyeksploatowane warianty fabularne pod  piórem Neumana nabierają nowego kształtu. Ludzkie namiętności są jak  wiatr... tak, to już było, ale czyta się o tym u Neumana z nowym  rodzajem emocji i intelektualnego zauroczenia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ważna jest postać kataryniarza. Pół kloszard, pół filozof, żyje w  świecie muzyki. Zdaje się sugerować, że jeśli ktoś chce podążać własną  drogą, pozostać wiernym swojej pasji, musi wybrać los banity  zepchniętego na margines społeczny. Możliwe, że muzyka kataryniarza  symbolizuje powtarzalność ludzkich historii, tak jak powtarzalne są  motywy muzyczne odtwarzane przez kataryniarza. Kataryniarz nie komentuje  rozgrywających się zdarzeń, jedynie gra, a raczej interpretuje: stare  melodie, których nikt już nie słucha. Kręci się korbka kataryniarza,  snuje się jego opowieść. Mijają epoki, a ludzie wciąż są tacy sami...  tak jak niezmienny jest rytm katarynki, tak jak niezmienny jest wiatr.  "Gdzieś  tam  daleko,  bardzo daleko, wiatr ciągnie za sobą [...] powóz  Hansa, który jedzie wszystko jedno gdzie ze swoim kufrem podskakującym  na dachu, wciśniętym pod brezent, sznury, śnieg, Hansa, który ma u swych  stóp drewniany futerał z katarynką, Hansa, który przeciera rękawem  okienko, otwiera je, wychyla przez nie głowę i czuje, jak wita go  wiatr"[6]... Czas zatoczył koło, jak korbka katarynki. Może to wszystko,  co się zdarzyło, było tylko snem, ulotnym snem kataryniarza? &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;--- &lt;/div&gt;[1] Andrés Neuman, "Podróżnik stulecia", tłum. Magdalena Okła, Wydawnictwo Dobra Literatura 2011, s. 5. &lt;br /&gt;[2] Caspar David Friedrich, "Strzelec w lesie" (1814 r.).&lt;br /&gt;[3] Andrés Neuman, "Podróżnik stulecia"..., dz. cyt., s. 61.&lt;br /&gt;[4] Tamże, s. 572. &lt;br /&gt;[5] Karl Kraus; cytat zaczerpnięty ze strony internetowej cytaty.eu. &lt;br /&gt;[6] Andrés Neuman, "Podróżnik stulecia"..., dz. cyt., s. 563.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.dobraliteratura.pl/polecamy/115/podroznik_stulecia.html"&gt;Andrés Neuman, &lt;i&gt;Podróżnik stulecia&lt;/i&gt;, tłum. Magdalena Okła, Wydawnictwo Dobra Literatura 2011&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-VF-xdhqPuPY/Tt-C-FKJ4DI/AAAAAAAAFBY/AHJPKUwUo6s/s1600/foto_curriculum.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="307" src="http://4.bp.blogspot.com/-VF-xdhqPuPY/Tt-C-FKJ4DI/AAAAAAAAFBY/AHJPKUwUo6s/s320/foto_curriculum.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&amp;nbsp; &lt;a href="http://www.dobraliteratura.pl/autor/8/neuman_andr_s_.html"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://www.blogger.com/post-edit.g?blogID=6241976842312464328&amp;amp;postID=8194223931410488401&amp;amp;from=pencil"&gt;Andrés Neuman&lt;/a&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-8194223931410488401?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/8194223931410488401/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/12/andres-neuman-podroznik-stulecia.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/8194223931410488401'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/8194223931410488401'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/12/andres-neuman-podroznik-stulecia.html' title='Krajobraz z wędrowcem. Andrés Neuman &quot;Podróżnik stulecia&quot;'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-Q3oCmaSI07A/Tt8Rb3027mI/AAAAAAAAFBI/q07khYNElXE/s72-c/20110805120235ok_adka_podroznik_02.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-7675130633184268988</id><published>2011-09-22T08:56:00.023+02:00</published><updated>2011-10-01T17:14:56.447+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cała Polska czyta dzieciom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rodzinne czytanie'/><title type='text'>Opowiadania jak drogowskazy. O książce Tomasza Kruczka "Miłość jest..."</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-cC6vc47l0tM/Tnq91usHBEI/AAAAAAAAE8E/8M3a_rPaZaM/s1600/milosc+_jest-500x500.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://1.bp.blogspot.com/-cC6vc47l0tM/Tnq91usHBEI/AAAAAAAAE8E/8M3a_rPaZaM/s400/milosc+_jest-500x500.jpg" width="270" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;b style="color: #b45f06;"&gt;z dedykacją dla Magdy z okazji jej 13. urodzin&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka&lt;br /&gt;gdyby wszyscy byli silni jak konie&lt;br /&gt;gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w miłości&lt;br /&gt;gdyby każdy miał to samo&lt;br /&gt;nikt nikomu nie byłby potrzebny...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;(Jan Twardowski &lt;i&gt;Sprawiedliwość&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Każdy z nas mógłby opowiedzieć własną historię. Każda z tych historii byłaby jedyna w swoim rodzaju i zarazem uniwersalna. Nawet jeśli byłaby to historia o samotności, byłaby jednocześnie opowieścią o próbie jej przezwyciężenia. Nawet jeśli byłaby to opowieść o cierpieniu, o nienawiści, stanowiłaby  jednocześnie przypowieść o potrzebie miłości, która przynosi wyzwolenie. Bez niej nic nie miałoby sensu. &lt;i&gt;Nikt nikomu nie byłby potrzebny...&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jako dorastająca dziewczynka wiele razy zastanawiałam się nad przesłaniem 1 Listu do Koryntian św. Pawła. Dawniej odnajdywałam w jego słowach podniosły ton moralizmu, z czasem, dorastając i doświadczając kolejnych życiowych okoliczności, odkrywałam w nich nowe znaczenia: zaczęłam postrzegać &lt;i&gt;Hymn o miłości&lt;/i&gt; jako apoteozę człowieczeństwa. Podobnie odebrałam opowiadania Tomasza Kruczka, oscylujące wokół poszczególnych wersetów hymnu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Każde opowiadanie jest fabularyzowaną wariacją na temat wybranego aspektu miłości: "Miłość cierpliwa jest", "Miłość łaskawa jest", "Miłość nie zazdrości" itd. Wszystkie przenoszą nas we współczesne realia, tym bardziej nam bliskie i namacalne, że autor unika moralizowania. Jego opowiadania ukazujące różne oblicza miłości dalekie są od dydaktyzmu. Jest w nich codzienność, jest proza życia, prostota, są sytuacje znane nam ze szkoły, z domu, z podwórka. Rozwiązanie problemów ukazanych w opowiadaniach za każdym razem zaskakuje i zmusza czytelnika do przewartościowań. Jest to szczególnie cenne w przypadku młodego odbiorcy, do którego adresowana jest książka. Opowiadania Tomasza Kruczka są jak drogowskazy w świecie zdominowanym przez konsumpcjonizm i immoralizm. Zamiast pouczać, zmuszają do refleksji. Pozwalają spojrzeć głębiej, bardziej świadomie. Miłość nie jest czymś danym bohaterom z góry, jawi się raczej jako wyzwanie i pokonywanie własnych ograniczeń: lęków (gdy trzeba przyznać się do błędu, stawić czoło konsekwencjom własnej lekkomyślności, niedojrzałego postępowania), stereotypów (gdy w przebłysku niedowierzania unieruchomiona po wypadku bohaterka odkrywa, że jej dobroczyńcą jest chłopak, którego uważała za bufona i największego wroga), pychy, egoizmu i próżności (gdy jest się zdolnym do wyrzeczenia, do zrezygnowania z własnych ambicji w imię wyższej prawdy). Negatyw ma swój pozytyw. Kontrapunkt, tak jak w życiu, jest zasadą opowiadań: to, co płytkie, ukazuje swoje głębsze dno (gdy jedna z bohaterek poznaje wstrząsającą prawdę o nielubianej koleżance z klasy, przewartościowując swoje życiowe credo), to, co z pozoru&amp;nbsp; jest złe, prowadzi do szczęśliwego zakończenia. W świecie reklam epatujących filozofią w stylu: jesteś tego warta (musisz to MIEĆ)&amp;nbsp; takie książki są po prostu bezcenne. Młody czytelnik zyskuje okazję, aby razem z bohaterami doświadczyć metafizycznego dotknięcia,&amp;nbsp; swoistego katharsis. Doznając duchowego olśnienia, może sobie uświadomić, że w życiu liczy się nie to, co się ma, lecz to, ile możemy dać innym, jak to z prostotą napisał cytowany już Jan Twardowski: &lt;i&gt;nawet to czego nie mam komu dać/ zawsze jest komuś potrzebne...&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Książka zarówno dla młodego, jak i nieco starszego czytelnika, doceni ją każdy, kto szuka w literaturze wzruszeń, refleksji i zaskakującej puenty. Tajemnica tejemnic i puenta puent kryją się w ostatnim opowiadaniu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;b style="font-weight: normal;"&gt;Książka nagrodzona w Konkursie Najlepsza Książka Katolicka wortalu Granice.pl w kategorii "Pozwólcie dzieciom..."&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://www.vocatio.com.pl/index.php?route=product/product&amp;amp;keyword=Mi%C5%82o%C5%9B%C4%87+jest&amp;amp;category_id=0&amp;amp;description=1&amp;amp;product_id=371"&gt;&lt;b&gt;Tomasz Kruczek, &lt;i&gt;Miłość jest...&lt;/i&gt;,&lt;i&gt; &lt;/i&gt;Oficyna Wydawnicza Vocatio&lt;i&gt; &lt;/i&gt;2011&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-gdZpotdTWi8/TnrbLyidDyI/AAAAAAAAE8I/YYrDdjS-uRw/s1600/211185_126135384094986_4589163_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="177" src="http://3.bp.blogspot.com/-gdZpotdTWi8/TnrbLyidDyI/AAAAAAAAE8I/YYrDdjS-uRw/s200/211185_126135384094986_4589163_n.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-7675130633184268988?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/7675130633184268988/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/09/opowiadania-jak-drogowskazy-o-ksiazce.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/7675130633184268988'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/7675130633184268988'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/09/opowiadania-jak-drogowskazy-o-ksiazce.html' title='Opowiadania jak drogowskazy. O książce Tomasza Kruczka &quot;Miłość jest...&quot;'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-cC6vc47l0tM/Tnq91usHBEI/AAAAAAAAE8E/8M3a_rPaZaM/s72-c/milosc+_jest-500x500.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-105419140938682244</id><published>2011-07-08T10:10:00.027+02:00</published><updated>2011-12-11T10:40:40.476+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rodzinne czytanie'/><title type='text'>Nazywam się radość... (Wojciech Kołyszko "Wyspa HopSiup i potęga radości")</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-ENCUJMRO2Ds/Tha7UJuQX1I/AAAAAAAAE4M/UYxstXc0TVI/s1600/Wyspa-HopSiup-i-potega-radosci_Wojciech-Kolyszko%252Cimages_big%252Cmerlin.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-ENCUJMRO2Ds/Tha7UJuQX1I/AAAAAAAAE4M/UYxstXc0TVI/s320/Wyspa-HopSiup-i-potega-radosci_Wojciech-Kolyszko%252Cimages_big%252Cmerlin.jpg" width="224" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;h4 style="color: #4c1130; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: 115%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal; line-height: 115%;"&gt;„Jesteś zbyt poważny, by ją odnaleźć?”… W takim razie posłuchaj. Jest taka wyspa, na której króluje niczym nieskrępowana radość. Jeśli myślisz, że jest ona zbyt odległa, zbyt abstrakcyjna lub zbyt wyimaginowana, jedyne, co musisz zrobić, by na nią dotrzeć, to wydobyć spod gorsetu dorosłości i konwenansów swoją dziecięcą wrażliwość. Jest takie zaklęcie, które na pewno zadziała. „HopSiup!”. Zamknij oczy i wyobraź sobie, że wybierasz się w podróż. Właściwie nie musisz sobie tego wyobrażać, lecz po prostu… zrób to. Udaj się na jedną z wielu wysp, o których śnią ludzie złaknieni szczęścia. &amp;nbsp;Kierunek HopSiup. To nie tylko magiczne zaklęcie, które jest drogowskazem dla spragnionych radości podróżnych, lecz nazwa poszukiwanej wyspy. Po drodze mijamy inne niezwykłe enklawy: Nibylandię – krainę Wiecznego Dzieciństwa, Marzeń i Wyobraźni, którą rządzi Piotruś Pan; Wyspy Szczęśliwe – „Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,/ rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych,/ dużo motyli mi pokaż, serca motyli przybliż i przytul,/ myśli spokojne ponad wodami pochyl miłością”&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=6241976842312464328#_edn1" name="_ednref1" title=""&gt;&lt;span class="MsoEndnoteReference"&gt;&lt;span class="MsoEndnoteReference"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;"&gt;[1]&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;; Arkadię, która urzeka harmonią, ładem i beztroską. I wiele, wiele innych miejsc, które kiedykolwiek odwiedził człowiek w poszukiwaniu szczęścia, radości, zapomnienia czy ukojenia... Ale żadna nie wydaje się tak realna jak HopSiup – ponieważ ona istnieje naprawdę.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h4&gt;&lt;h4 style="color: #4c1130; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: 115%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h4&gt;&lt;h4 style="color: #4c1130; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: 115%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal; line-height: 115%;"&gt;Przewodnikiem w podróży ku naszej wyspie jest książka Wojciecha Kołyszki zatytułowana „Wyspa HopSiup i potęga radości” Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego, jedna z serii książeczek o uczuciach, które uzmysławiają zarówno dzieciom, jak i dorosłym, czym jest radość, smutek, zazdrość, strach czy wstyd i jak sobie radzić z przepełniającymi nas emocjami, których nie rozumiemy i które nierzadko wywołują w nas poczucie dezorientacji. Mały odbiorca może oswoić te doznania za pomocą bajki oraz „instrukcji obsługi”, która pozwala zinterpretować przepełniające nas emocje. Bohaterami opowieści Wojciecha Kołyszki są nie tylko dzieci: tym razem Hahanka i Fignacy – ich imiona natychmiast wywołują grę skojarzeń – ale też dorośli, których reprezentują Regulianie (znamienna nazwa kojarząca się z regułami, regulaminem, regularnością itp.). Natychmiast narzuca się różnica między małymi i dużymi podróżnikami. Dzieci podróżują dla samej radości podróżowania, „bez celu”, zupełnie spontanicznie, ciesząc się samym faktem bycia w drodze. Regulianie z kolei postępują ściśle według planu, opracowanego w najdrobniejszych szczegółach, oraz mając na uwadze cel wyprawy: znalezienie Drzew Nadzwyczajnych Możliwości, które przywodzą na myśl archetypy znane z Biblii czy starożytnych mitów (drzewo poznania dobrego i złego, hesperyjska jabłoń itd.), ale też symbolizują współczesne wzorce postępowania zaczerpnięte z amerykańskiego snu o sukcesie. Cała opowieść jest utkana z takich kulturowych aluzji, stając się dla dorosłego czytelnika pretekstem do intelektualnej i literackiej zabawy oraz do… zweryfikowania własnych nawyków myślowych. Dla dziecka z kolei najważniejsze będą przygody, które w zawoalowany sposób odwołują się do świata jego emocji. I tak podążając tropem kulturowych inspiracji, można spekulować, że Regulianie na przykład mogą symbolizować superego – gombrowiczowską formę, która staje się naszą duchową i psychologiczną rzeczywistością ukształtowaną w efekcie społecznej edukacji i wpajanych nam stereotypów. Hahania i Fignacy zaś ucieleśniają to, co w nas dziecięce, „zielone”, nieokiełznane, wymykające się konwenansom i kostiumom dorosłości. „Kiedy dziewczynka, śpiewając głośno, podskakiwała na jednej nodze albo próbowała zrobić sobie huśtawkę na dźwigni którejś z potężnych maszyn, zaraz ktoś zwracał jej uwagę: – Jeżeli chcesz tracić cenny czas na bezsensowne zabawy, to twoja sprawa. Ale rób to tak, by nie przeszkadzać innym w poważnych zajęciach!”&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=6241976842312464328#_edn2" name="_ednref2" title=""&gt;&lt;span class="MsoEndnoteReference"&gt;&lt;span class="MsoEndnoteReference"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;"&gt;[2]&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. Kiedy Hahanka zapytała, czy Regulianie potrafią się w ogóle cieszyć, usłyszała argument jak ulał przystający do poradników motywacyjnych, tak modnych ostatnimi czasy: „Jeśli osiągasz cel, wtedy masz prawdziwy powód do radości. (…) Zrozumiesz to, kiedy dorośniesz”&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=6241976842312464328#_edn3" name="_ednref3" title=""&gt;&lt;span class="MsoEndnoteReference"&gt;&lt;span class="MsoEndnoteReference"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;"&gt;[3]&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. Natychmiast przed oczyma duszy ujrzałam obraz znany z przesyconej dyskretnym sarkazmem &lt;i&gt;Utopii&lt;/i&gt; Szymborskiej: „Mimo powabów wyspa jest bezludna, a widoczne po brzegach drobne ślady stóp/ bez wyjątku zwrócone są w kierunku morza./ Jak gdyby tylko odchodzono stąd/ i bezpowrotnie zanurzano się w topieli”&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=6241976842312464328#_edn4" name="_ednref4" title=""&gt;&lt;span class="MsoEndnoteReference"&gt;&lt;span class="MsoEndnoteReference"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;"&gt;[4]&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. Oto co czeka człowieka omamionego psychozą sukcesu, kiedy staje twarzą w twarz z pustką i beznadzieją swojej egzystencji [por. losy bohaterów głośnego filmu &lt;a href="http://www.filmweb.pl/user/Tarantinka19/reviews/Patrzmy+bli%C5%BCej-9124"&gt;"American Beauty"&lt;/a&gt; Sama Mendesa].&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h4&gt;&lt;h4 style="color: #4c1130; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: 115%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h4&gt;&lt;h4 style="color: #4c1130; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: 115%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal; line-height: 115%;"&gt;Na szczęście Regulianie trafiają na wyspę HopSiup i konfrontują swoje wyobrażenia o szczęściu z „filozofią” tubylców, jakże bliską pierwotnej radości Hahanki i Fignacego. Zrobiły na mnie wrażenie pełne ukrytych odniesień imiona dorosłych bohaterów: Cierplik, Ascetia, Dorobert, Sceptian – cóż za szlachetne miana dla uczestników tak poważnej ekspedycji. Tym bardziej więc rozbrajające okazują się ich emocje w zderzeniu z wegetatywną, nieskrępowaną beztroską wyspiarzy, którzy „przedrzeźniają” ich poważne dialogi, oczywiście bez intencji przedrzeźniania – tak to po prostu postrzegają dorośli, czując się urażeni i skompromitowani. A przecież HopSiupianom &amp;nbsp;nie o to chodzi. Wszystko jest dla nich pretekstem do zabawy. Stąd całe nieporozumienie. Może dorosłym brakuje dystansu? Zapewne tak, i to głównie dystansu do siebie samych… Dzieci bowiem bardzo szybko zaprzyjaźniły się z mieszkańcami wyspy. Paradoksalnie to od nich przyjdzie się uczyć dorosłym Regulianom, jak „realizować” marzenia. To oczywiście banalne, ale warto się czasem pochylić nad oczywistymi oczywistościami, kiedy straciło się je z oczu: droga do celu wiedzie poprzez robienie tego, co sprawia radość i czym można się cieszyć. A Drzewami Nadzwyczajnych Możliwości są wszystkie drzewa, trzeba je tylko umieć dostrzec w zwyczajnych z pozoru obiektach.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h4&gt;&lt;h4 style="color: #4c1130; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: 115%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h4&gt;&lt;h4 style="color: #4c1130; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: 115%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal; line-height: 115%;"&gt;Ale to nie koniec lektury. Pretekstem do dyskusji jest zamieszczona w książce Instrukcja Obsługi Radości. Można się od swojej pociechy dowiedzieć, co to jest radość, co się dzieje w jej wnętrzu, gdy przeżywa wielką radość, jak okazuje swoją radość, jakie słowa ją wyrażają, jakie gesty i zachowania odzwierciedlają to uczucie, czy radość może być kłopotliwa, czy można ją namalować, jakie są rodzaje radości, czy radość jest najważniejsza i wiele innych tajemnic. Parafrazując słowa autora, mogę napisać: dla mnie wielką radością było &lt;i&gt;czytanie&lt;/i&gt; – wspólne z dzieckiem – tej bajki o uczuciach i doświadczanie najwspanialszego, najbardziej wyzwalającego doznania: kiedy możemy się cieszyć dziecięcą radością, przeżywając ją razem ze swoją pociechą.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h4&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="292" src="http://www.youtube.com/embed/YRTCjxDLTwM" width="350"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;h4 style="color: #4c1130; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: 115%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal; line-height: 115%;"&gt;Szczęście, symfonia radości, ekstaza... Ale co na to Regulianie? „W Regulii wiele się zmieniło od czasu powrotu ekspedycji. Wielu jej mieszkańców uwierzyło, że warto uczyć się od dzieci radości. Coraz częściej słychać było piosenkę wymyśloną przez Hahanię i Fignacego dla tych, którzy pozwalali już prowadzić się radości:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h4&gt;&lt;h4 style="color: #4c1130; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: 115%; margin: 0cm 0cm 0.0001pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-weight: normal; line-height: 115%;"&gt;Robię sobie, co mnie cieszy&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h4&gt;&lt;h4 style="color: #4c1130; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: 115%; margin: 0cm 0cm 0.0001pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-weight: normal; line-height: 115%;"&gt;W głos się śmieję, gdy coś śmieszy&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h4&gt;&lt;h4 style="color: #4c1130; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: 115%; margin: 0cm 0cm 0.0001pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-weight: normal; line-height: 115%;"&gt;Świat zachwyca mnie co dnia&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h4&gt;&lt;h4 style="color: #4c1130; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: 115%; margin: 0cm 0cm 0.0001pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-weight: normal; line-height: 115%;"&gt;Śmiej się ze mną: ha, ha, ha!&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h4&gt;&lt;h4 style="color: #4c1130; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: 115%; margin: 0cm 0cm 0.0001pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-weight: normal; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h4&gt;&lt;h4 style="color: #4c1130; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: 115%; margin: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small; font-weight: normal; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal; line-height: 115%;"&gt;(…) A ty? Czy wiesz, jak wygląda wyspa twojej radości?”&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=6241976842312464328#_edn5" name="_ednref5" title=""&gt;&lt;span class="MsoEndnoteReference"&gt;&lt;span class="MsoEndnoteReference"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;"&gt;[5]&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h4&gt;&lt;h4 style="color: #4c1130; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: 115%; margin: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small; font-weight: normal; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;/h4&gt;&lt;div style="color: #4c1130; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;hr align="left" size="1" width="33%" /&gt;&lt;div id="edn1"&gt;&lt;div class="MsoEndnoteText"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=6241976842312464328#_ednref1" name="_edn1" title=""&gt;&lt;span class="MsoEndnoteReference"&gt;&lt;span class="MsoEndnoteReference"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;"&gt;[1]&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; K. I. Gałczyński, &lt;i&gt;Prośba &lt;/i&gt;o &lt;i&gt;wyspy szczęśliwe.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div id="edn2"&gt;&lt;div class="MsoEndnoteText"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=6241976842312464328#_ednref2" name="_edn2" title=""&gt;&lt;span class="MsoEndnoteReference"&gt;&lt;span class="MsoEndnoteReference"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;"&gt;[2]&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; Wojciech Kołyszko, &lt;i&gt;Wyspa HopSiup i potęga radości&lt;/i&gt;, GWP 2008, s. 12.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div id="edn3"&gt;&lt;div class="MsoEndnoteText"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=6241976842312464328#_ednref3" name="_edn3" title=""&gt;&lt;span class="MsoEndnoteReference"&gt;&lt;span class="MsoEndnoteReference"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;"&gt;[3]&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; Tamże.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div id="edn4"&gt;&lt;div class="MsoEndnoteText"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=6241976842312464328#_ednref4" name="_edn4" title=""&gt;&lt;span class="MsoEndnoteReference"&gt;&lt;span class="MsoEndnoteReference"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;"&gt;[4]&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; W. Szymborska, &lt;i&gt;Utopia.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div id="edn5"&gt;&lt;div class="MsoEndnoteText"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=6241976842312464328#_ednref5" name="_edn5" title=""&gt;&lt;span class="MsoEndnoteReference"&gt;&lt;span class="MsoEndnoteReference"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;"&gt;[5]&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; Wojciech Kołyszko, &lt;i&gt;Wyspa HopSiup i potęga radości…&lt;/i&gt;, dz. cyt., s. 38.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.gwp.pl/"&gt;&lt;b&gt;Wojciech Kołyszko, &lt;i&gt;Wyspa HopSiup i potęga radości&lt;/i&gt;, GWP 2008&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-fVtXUk8TGZI/ThbXBoxWg0I/AAAAAAAAE4c/m-FN0aYRAEo/s1600/203612_136593783057002_4446485_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-fVtXUk8TGZI/ThbXBoxWg0I/AAAAAAAAE4c/m-FN0aYRAEo/s1600/203612_136593783057002_4446485_n.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoEndnoteText"&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-105419140938682244?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/105419140938682244/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/07/oda-do-radosci-wojciech-koyszko-hopsiup.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/105419140938682244'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/105419140938682244'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/07/oda-do-radosci-wojciech-koyszko-hopsiup.html' title='Nazywam się radość... (Wojciech Kołyszko &quot;Wyspa HopSiup i potęga radości&quot;)'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-ENCUJMRO2Ds/Tha7UJuQX1I/AAAAAAAAE4M/UYxstXc0TVI/s72-c/Wyspa-HopSiup-i-potega-radosci_Wojciech-Kolyszko%252Cimages_big%252Cmerlin.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-8759768480120333126</id><published>2011-05-04T18:13:00.010+02:00</published><updated>2011-05-06T21:56:27.535+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura polska'/><title type='text'>Życie wie lepiej...  (Monika Gajdzińska "Jestem kobietą. Prawdziwe historie")</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-qT12kfBe-qA/Ta55HnPIR0I/AAAAAAAAEyo/ltzACRM6Em0/s1600/medium20100421204232I_ok_adka_Jestem_Kobiet_.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-qT12kfBe-qA/Ta55HnPIR0I/AAAAAAAAEyo/ltzACRM6Em0/s200/medium20100421204232I_ok_adka_Jestem_Kobiet_.jpg" width="142" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wszystkiego jest we mnie po trochu. Żalu, że jest tak, a nie inaczej.  Zdziwienia, że jest tak, a nie inaczej. Szczęścia, że jest tak, a nie  inaczej. Rozpaczy... Stan posiadania zależy od przyjętej perspektywy.  Sens jest. Zamknięty w łupince świadomości, która jest moim  przewodnikiem. Wydaje mi się, że wiem, dokąd zmierzam.  I nagle w  ulotnej iluminacji uświadamiam sobie, że "życie wie lepiej"[1].  Przyglądam się mu. Nasłuchuję. Wczytuję się w nie zachłannie. Szukam  adresu swojej kobiecości poprzez odnajdywanie tropów własnego  człowieczeństwa. Niektóre z nich urywają się i giną we mgle. Wierzę, że  kiedyś mnie odnajdą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mieszkam w Sopocie. Ale bardzo bym chciała. Nie należę do kręgu  kobiet, który bohaterki książki kultywują od lat i który pozwala im  przetrwać trudne chwile. Uczą się od siebie nawzajem, czerpią z tych  spotkań siłę i zrozumienie: siebie i swojego losu. To jeden z tych  urwanych tropów w moim życiu. Nie czuję się cząstką żadnej wspólnoty. Są  we mnie białe plamy. Niezaspokojone tęsknoty. Monika Gajdzińska pisze o  tym jako o potrzebie spotykania się i dzielenia doświadczeniem. Axis  mundi. Oś świata. "Kobiecy krąg. Miejsce, w którym mogę oderwać się na  chwilę od zaangażowania w liczne zajęcia, przyjrzeć się sobie z  perspektywy, poprosić o pomoc, posłuchać innych kobiet"[2]. Lektura tej  poruszającej książki dotkliwie uświadomiła mi, że ja także potrzebuję  swojej axis mundi, kiedy gubię kierunek i nie wiem, co chcę robić dalej.  Ujęła mnie szczerością i autentyzmem. Odwagą opowiadania o najbardziej  bolesnych doświadczeniach, która wypływa z głębi serc i przeżyć każdej z  bohaterek książki. Mogłam poczuć się jedną z nich. Odnaleźć w kobiecym  kręgu swoją mandalę. "Krąg jest w pewnym sensie bytem niezależnym,  mądrzejszym od nas i dojrzalszym"[3]. Mogłam ogrzać się bliskością  czerpaną z kręgu, napełnić spokojem, płynącym z akceptacji tego, co  jest. Zanurzanie się w lekturę tej książki trudno porównać do  jakiegokolwiek czytelniczego doświadczenia. Zostałam porwana  niewymuszonym rytmem opowieści. Zaproszona do kobiecego kręgu. Do  współodczuwania. Współprzeżywania. W każdej historii odnalazłam cząstkę  siebie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kinga zaimponowała mi życiową pokorą, z jaką przyznaje się do  własnej niedoskonałości. Po wielu dramatycznych doświadczeniach pojęła,  że ich źródłem jest skrajny perfekcjonizm, który zaowocował chorobą  nowotworową. "Niektóre nasze pomyłki zawierają w sobie ukrytą  mądrość"[4]. Uczę się od niej właściwej miary i wagi rzeczy. Umiaru.  Wsłuchuję się w swoje pragnienia i postanawiam poświęcić więcej czasu  sobie, swojemu jestestwu. Próbuję zaakceptować własną niedoskonałość,  polubić to, co we mnie jest najbardziej ludzkie, swoje słabości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ania poruszyła mnie opowieścią o tym, jak trudno jest pogodzić się  ze stratą w czasach, kiedy śmierć stała się tematem tabu. Bezradność  jest tym dojmująca, im trudniej mówić nam o swoich uczuciach, dzielić  się nimi z najbliższymi, zwłaszcza w obliczu tak dramatycznych  okoliczności. Ludzie nimi dotknięci potrzebują bliskości. Ciepła i  wsparcia drugiego człowieka. Trudne jest pokonywanie  międzyludzkich  barier, kiedy zostało się wychowanym w rodzinie, po której odziedziczyło  się problem z bliskością. Syndrom obcości nie pozwala na ofiarowywanie i  otrzymywanie wsparcia. Kiedy odchodzi bliska osoba, pozostaje ból, że  nie powiedziało się wszystkiego, co należało powiedzieć, że nie okazało  się tyle miłości, ile pragnęło się okazać. Rana staje się głębsza i  dłużej się goi. Strata ciąży mocniej i boleśniej. Mijają miesiące, zanim  Ania zrozumie. Zanim zaakceptuje. Zanim nauczy się, że życie trwa  nadal. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Maria to ja. Kolejna bohaterka. Z nią identyfikuję się najpełniej.  Doświadczam katharsis, zgłębiając przyczyny jej wewnętrznego  zablokowania, które pozbawia ją możliwości pełnego czerpania z życia i w  pewnym sensie czyni z niej emocjonalną "kalekę". Zaczynam uświadamiać  sobie mechanizmy swojego emocjonalnego upośledzenia, które przekłada się  na nieakceptację mojego ciała i swojej fizyczności. Syndrom grzecznej  dziewczynki... Moim wyzwoleniem była bliskość z ukochanym mężczyzną i  długa praca nad swoimi emocjami prowadzona nieco po omacku na własną  rękę, ona z kolei wyzwolenie znalazła w terapii tańcem. "Nasze ciała  przechowują wiele historii. Kto wie, co mogłyby opowiedzieć ramiona,  biodra, stopy, gdyby umiały mówić, a raczej, gdybyśmy chciały ich  wysłuchać"[5]. Staję przed lustrem i wpatruję się w siebie. "W miarę jak  dorastasz, odbierasz kolejne komunikaty z otoczenia, które informują  cię o gestach i emocjach nieakceptowanych przez innych. Uczysz się je  powściągać. [...] wystarczy dobrze rozejrzeć się na ulicy, żeby zobaczyć  wiele takich zamrożonych ciał: puste spojrzenia, ramiona nienaturalnie  uniesione do góry, płaskie brzuchy, zaciskające emocje i opancerzone  klatki piersiowe. Nikt tam nie mieszka"[6]. Maria to ja... Stąd silne  wzruszenie, gwałtowny wstrząs, dojmujące uczucie katharsis i powracanie  do tej historii po wielokroć, żeby zaczerpnąć z niej siły i powtarzać  sobie z czułością, że wszystko jest możliwe, trzeba tylko się odważyć i  wsłuchać się w swoje uczucia oraz potrzeby swojego ciała i swojej duszy.  Odnaleźć własną muzykę i własne kroki. Zidentyfikować, co jest moim  żywiołem, i pozwolić się mu zagarnąć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Justyna, której udało się wyzwolić z psychicznego  współuzależnienia...  Brygida, skazana na przewlekłą chorobę, upatrująca  sens swego istnienia w życiowej aktywności i pokonywaniu ograniczeń,  które narzuca jej coraz gorszy stan zdrowia... Obie mi zaimponowały. &lt;br /&gt;Każda z kobiet opowiada inną, osobną historię, ale jednocześnie obie  są mi w jakiś sposób bliskie: w swoich słabościach i odnajdywaniu  ciągle od nowa nieposkromionej siły do walki z tym, co je tłamsi,  niezależnie od tego, czy jest to ludzkie ciało, psychika, czy inni  ludzie. Są po kobiecemu spragnione miłości i bliskości, a jednocześnie  wykazują świadomą troskę o zachowanie własnej odrębności i  indywidualności, które stanowią o ich wewnętrznej sile predestynującej  je do zmagań z przeciwnościami, ale nie na przekór życiowej mądrości, że  to "życie wie lepiej". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ich historie są ze sobą doskonale zharmonizowane. Jest w nich  ujmująca nienachalność. Naturalność i szczerość. Są głęboko ludzkie i  prawdziwe. Jakże inne od tych wszystkich modnych  obecnie poradników   motywacyjnych uczących sztuki życia. Rozwój osobisty. Jak być  asertywnym. Jak osiągnąć bogactwo i sukces. Wszystkie powielają jeden  schemat, jakby zostały napisane przez jednego autora. Są produktem  masowych trendów i zdają się urabiać masowego odbiorcę. Książka Moniki  Gajdzińskiej otwiera czytelnika na głębszą perspektywę doświadczania  własnego losu. Zawarte w niej historie zostały opowiedziane bez nutki  fałszu, którą pobrzmiewają poradniki mające zapewnić spełnienie  amerykańskiego snu o sukcesie. Są żywe i przejmujące aż do najgłębszej  struny emocji, które w nas poruszają. Są uniwersalne i jednocześnie  osobne, wyjątkowe, niepowtarzalne. Napełniają refleksją, zmuszają do  zatrzymania się w biegu i spojrzenia nieco głębiej na kalejdoskop  zdarzeń, z których plecie się nasze życie. Bycie w kręgu uczy dystansu  do siebie, pozwala zobaczyć subiektywne doświadczenia, obawy, pretensje,  lęki z innej perspektywy, w kontekście doświadczeń innych kobiet. W  błysku olśnienia uzmysłowiłam sobie, że każda z tych kobiet ofiarowała  mi coś cennego swoją opowieścią. Każda z nich odkryła się ze swoimi  słabościami, ale wszystkie uczyniły to w piękny, odważny i mądry sposób.  Nie proponują prostych, oczywistych rozwiązań, nie ograniczają się do  powierzchownych wskazówek w poradnikowym stylu, lecz otwierają na  potrzebę zmiany, inspirują, wyzwalają energię, dodają otuchy,  zaszczepiając świadomość, że "musimy się odradzać, ciągle się odradzać,   szybciej niż umieramy"[7]. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-- &lt;br /&gt;[1] Monika Gajdzińska, "Jestem kobietą. Prawdziwe historie. O  związkach, nadziejach, marzeniach, odwadze i przyjaźni", wyd. Dobra  Literatura, 2010, s. 135. &lt;br /&gt;[2] Tamże, s. 139. &lt;br /&gt;[3] Autorka przywołuje tę prastarą formułę we wstępie książki. Zob. dz. cyt., s. 14. &lt;br /&gt;[4] Tamże, s. 19. &lt;br /&gt;[5] Tamże, s. 70. &lt;br /&gt;[6] Tamże, s. 72. &lt;br /&gt;[7] Tamże, s. 135.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.dobraliteratura.pl/"&gt;&lt;b&gt;Monika Gajdzińska, &lt;i&gt;Jestem kobietą. Prawdziwe historie. O związkach, nadziejach, marzeniach, odwadze i przyjaźni&lt;/i&gt;, Wydawnictwo Dobra Literatura 2010&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-beDQs85BGFI/TcF0rQkht-I/AAAAAAAAE0A/VmnbecuQIWg/s1600/50253_117063724978164_5577897_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-beDQs85BGFI/TcF0rQkht-I/AAAAAAAAE0A/VmnbecuQIWg/s1600/50253_117063724978164_5577897_n.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-8759768480120333126?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/8759768480120333126/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/05/zycie-wie-lepiej-monika-gajdzinska.html#comment-form' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/8759768480120333126'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/8759768480120333126'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/05/zycie-wie-lepiej-monika-gajdzinska.html' title='Życie wie lepiej...  (Monika Gajdzińska &quot;Jestem kobietą. Prawdziwe historie&quot;)'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-qT12kfBe-qA/Ta55HnPIR0I/AAAAAAAAEyo/ltzACRM6Em0/s72-c/medium20100421204232I_ok_adka_Jestem_Kobiet_.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-1342954077904207731</id><published>2011-04-28T12:44:00.008+02:00</published><updated>2011-08-22T08:42:06.512+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cała Polska czyta dzieciom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rodzinne czytanie'/><title type='text'>Żegnaj, szara naga jamo ("Kocham Pana, Panie Tygrysie!")</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-pC7fO-Rb5b0/TbkYmRIO3rI/AAAAAAAAEzg/nwkOk06XAsk/s1600/Kocham-Pana-Panie-Tygrysie_Przemyslaw-Wechterowicz%252Cimages_big%252C27%252C978-83-89133-52-6.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-pC7fO-Rb5b0/TbkYmRIO3rI/AAAAAAAAEzg/nwkOk06XAsk/s200/Kocham-Pana-Panie-Tygrysie_Przemyslaw-Wechterowicz%252Cimages_big%252C27%252C978-83-89133-52-6.jpg" width="162" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blockInfo" style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Szara naga jama..."[1]. Codzienność, która stała się moją domeną. Piszę te  słowa i zaglądam w szczelinę, która zerka na mnie swym pomarańczowym  okiem zza krawędzi szarej nagiej jamy. Czasem robi się taka maleńka, że  prawie znika. A ja niemal zapominam, że jest coś, co dawno temu, gdy  byłam dzieckiem, przydawało światu niezwykłości i czyniło zeń scenerię  niekończącego się spektaklu, poddanego bezgranicznej władzy wyobraźni.  Mogłam być tu i tam jednocześnie. Znikały wszelkie ograniczenia materii i  czasu, a ja nie czułam strachu przed nieznanym, lecz płonęłam z  ekscytacji i ciekawości. Byłam śmiałkiem uzbrojonym w marzenia, fantazję  i żądzę przygód.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z czasem ekscytację zastąpiły pośpiech i stres. Z dziecka stałam się  zapracowanym dorosłym. "Szara naga jama"... Szczelina do świata marzeń  kurczyła się z każdym rokiem. Niemal o niej zapomniałam. Przytłoczona  obowiązkami, wprzężona w sztywny kierat zadań i podporządkowana rytmowi  codzienności, gubiłam coraz bardziej dziecięcą potrzebę zaglądania pod  podszewkę świata. Czasem, kiedy patrzę na moją bawiącą się córkę znad  stosu papierów, znad "szarej nagiej jamy", czuję maleńkie ukłucie... Bo  jest jeszcze tyle do zrobienia, a czas goni. Bo czeka na mnie kolejne  zlecenie. Bo niedokończona praca ciąży mi jak kamień. Bo muszę jeszcze  zrobić pranie. I wyprasować ten stos ubrań... Najczęściej  pozostaję nieświadoma, jak bardzo się uzależniłam od takiego myślenia. A  wystarczy odrobina odwagi i spontaniczności, żeby zrobić coś, co wprawi  w zdumienie moją córkę i przyniesie nam obu trochę radości. &lt;br /&gt;– Pobawisz się ze mną? &lt;br /&gt;– Nie teraz. Muszę skończyć pracę. &lt;br /&gt;– Mamo, pobaw się ze mną... &lt;br /&gt;– No dobrze... – mówię i niechętnie odrywam się od stołu. Niby daję  się wciągnąć w zabawę, ale myślami wciąż błądzę nad urwanym zdaniem  przycupniętym niezgrabnie na monitorze komputera... Muszę je wygładzić,  przyciąć, zmodyfikować...  &lt;br /&gt;– Mamo, miałaś się ze mną bawić. &lt;br /&gt;Ach tak... &lt;br /&gt;"Szara naga jama"... &lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;Dawno temu chodziłam do cyrku. Nie znałam takich słów jak kicz,  kultura masowa, sztuka wysoka. Po prostu cieszyłam się życiem. Każdy  dzień przynosił jakąś niespodziankę. O tym jest książka "Kocham Pana,  Panie Tygrysie". Każda strona jest w innym kolorze. Odbijają się  lśniącymi barwami w oczach mojej córki. Jak za dotknięciem magicznego  zaklęcia wkraczamy w inny świat. Znika szara naga jama.  &lt;br /&gt;"– Babciu, wybieram się na polowanie. Chciałabyś mi towarzyszyć? &lt;br /&gt;– Sama nie wiem, kochanie. Mam jeszcze do zacerowania kilka skarpet"[2]. &lt;br /&gt;Skąd ja to znam... Uśmiecham się do siebie. Mam jeszcze do  zacerowania kilkanaście tysięcy znaków na monitorze. Pracę muszę  skończyć do jutra.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka ma wielki format. Jej okładki otwierają się jak wrota do  krainy wyobraźni. W pewnym momencie znika granica między realnością i  fantazją. Nie wiadomo, czy ciągle jesteśmy w pokoju Adasia, czy już na  polowaniu w gęstym lesie. Mamy polować na niedźwiedzie. Jesteśmy tylko  my i nasza wyobraźnia, która ofiarowuje nam wszystkie potrzebne  rekwizyty i tworzy scenografię najbardziej nieprawdopodobnych przygód. &lt;br /&gt;"– Rozchmurz się, Adasiu. Na polowaniu trzeba się trochę bać, bo inaczej nie ma żadnej zabawy"[3].  &lt;br /&gt;Otóż to. Adaś i  moja córka, idąc za radą babci, skradają się  cichutko i nagle stają oko w oko z niedźwiedziem. Na razie obserwuję  wszystko z boku, ale kiedy na scenę wkracza prawdziwy tygrys, nie mogę  się powstrzymać i włączam się do zabawy. Tylko gdzie jest babcia?  Wszystko dzieje się tak szybko i tak spontanicznie, że nawet nie mam  czasu się nad tym zastanowić. Dom Adasia zamienia się w cyrk. Gwoździem  programu ma być występ małego bohatera. A tymczasem na arenę wkraczają  coraz to inne zwierzęta. Przed naszymi oczami przewijają się w  najosobliwszych akrobacjach: małżeństwo strusi, krokodyl, wielbłąd,  pancernik, tuzin mrówek żonglerek, dwa młode szopy, rosyjskie słonie.  "Królewski zaś popis, nim czar nocy tej minie, dadzą: Pan Tygrys i Adaś  skaczący na linie"[4].  Jego "salto martadela" wzbudza podziw mojej  córki. Pierzcha strach, który ma wielkie oczy, trema, która tamuje  oddech. Są tylko radość, żywioł przygody i niczym nieskrępowana zabawa.  Ekspresję zdarzeń oddają ilustracje: żywe, fosforyzujące kolorami i  dynamiką przenikających się kształtów, które prowokują grę wyobraźni.  &lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;Znika szara naga jama. Babcia-Tygrys. Adaś-akrobata. Moja córka.  Rosyjskie słonie. Pomarańczowe oko spoglądające na mnie ze szczeliny w  suficie. Nad głową otwiera się inny świat. Nawołują mnie beztroskie  głosy, które pamiętam z dzieciństwa. Gwiazdy zerkają ku mnie filuternie i  obiecują wyprawę w nieznane. Dokąd tym razem, Panie Tygrysie? &lt;/div&gt;--- &lt;br /&gt;[1] Cytat z wiersza Mirona Białoszewskiego "Ach gdyby nawet piec zabrali... Moja niewyczerpana oda do radości". &lt;br /&gt;[2] Przemysław Wechterowicz, "Kocham Pana, Panie Tygrysie",  ilustracje Aleksandra Woldańska-Płocińska, wyd. Agencja Edytorska Ezop,  2011, s. 2. &lt;br /&gt;[3] Tamże, s. 6. &lt;br /&gt;[4] Tamże, s. 33.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.ezop.com.pl/"&gt;&lt;b&gt;Przemysław Wechterowicz, &lt;i&gt;Kocham Pana, Panie Tygrysie&lt;/i&gt;, ilustracje Aleksandra Woldańska-Płocińska, Agencja Edytorska Ezop 2011.&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-cofptjjetLU/TblE3OyLuUI/AAAAAAAAEzk/2CdLqXta148/s1600/logo3a.gif" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-cofptjjetLU/TblE3OyLuUI/AAAAAAAAEzk/2CdLqXta148/s1600/logo3a.gif" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-1342954077904207731?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/1342954077904207731/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/04/oko-w-oko-z-przygoda-kocham-pana-panie.html#comment-form' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/1342954077904207731'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/1342954077904207731'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/04/oko-w-oko-z-przygoda-kocham-pana-panie.html' title='Żegnaj, szara naga jamo (&quot;Kocham Pana, Panie Tygrysie!&quot;)'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-pC7fO-Rb5b0/TbkYmRIO3rI/AAAAAAAAEzg/nwkOk06XAsk/s72-c/Kocham-Pana-Panie-Tygrysie_Przemyslaw-Wechterowicz%252Cimages_big%252C27%252C978-83-89133-52-6.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-1513470556484884951</id><published>2011-04-09T20:57:00.013+02:00</published><updated>2011-04-18T12:25:49.400+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura niderlandzka'/><title type='text'>Wielka podróż małych Chinek ("Lisa-Xiu i Lin-Shi. Córki z Chin")</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-lwR2q47zg4E/TaAOqn4tszI/AAAAAAAAEws/ob5YmFlh45E/s1600/Kopia+corki-z-chin-500-202x300.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-lwR2q47zg4E/TaAOqn4tszI/AAAAAAAAEws/ob5YmFlh45E/s200/Kopia+corki-z-chin-500-202x300.jpg" width="135" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Nie znam chińskiego. Nigdy nie byłam w Chinach. Zazwyczaj Państwo Środka  funkcjonuje poza orbitą mojej codzienności, jako synonim odległej,  egzotycznej kultury, która dopełnia wizji tzw. wymarzonej podróży.  Czasami przychodzi mi stanąć na rozdrożu. Z jednej strony Chiny jawią  się w moich wyobrażeniach jako kolebka cywilizacji, pociągająca  orientalną odmiennością kraina osobliwości, z drugiej... łapię się na  tym, że państwo skrywające swoje prawdziwe oblicze za Wielkim Murem to  przecież mekka tandety spod znaku "chińszczyzny", która zalewa świat na  miarę wizji Witkacego.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Świat cały jest tylko błękitną wklęsłością chińskiej filiżanki”...  To słynne zdanie Witkacego nabiera dodatkowych znaczeń w zetknięciu z  doświadczeniami Auke Koka i Dido Michielsen, adopcyjnych rodziców dwóch  dziewczynek z Chin, które  znały swoją ojczyznę jedynie z opowieści.   Zostały adoptowane jeszcze w okresie niemowlęcym. Auke Kok i Dido  Michielsen po wielu latach zabierają dorastające dziewczynki w podróż do  Chin, która staje się dla Lisy i Lin podróżą w głąb siebie, ku swoim  korzeniom i własnej tożsamości.  Rodzicom przyświecało pragnienie, by  pomóc dzieciom w zaakceptowaniu własnej przeszłości. "Całe nasze  wychowanie skupia się wokół możliwości zadawania pytań o ich pochodzenie  i o wszystko, co się z  tym wiąże"[1].  "Naszym zdaniem, złoty środek  polegał na tym, aby Chiny w jak najbardziej naturalny sposób gościły w  naszych rozmowach: nigdy nie narzucać przeszłości, ale obserwować, czy  dziewczynki się na to otworzą..."[2]. Dla Auke Koka i Dido Michielsen,  pary holenderskich dziennikarzy, podróż to także okazja do zrewidowania  wielu mitów, które upadają w zetknięciu z chińską rzeczywistością. "I  tak splata się tu przeszłość z przyszłością, jakby postęp przeleciał  przez to miasto z wściekłą obojętnością tornada"[3]. Jako rodzice  adopcyjni czują się w obowiązku, by dziewczynki poznały kraj swojego  pochodzenia.  Przedsięwzięcie zakrojone na tak wielką skalę – wszakże  podróżowanie po gigantycznych i pełnych kontrastów Chinach to nie lada  wyzwanie – staje się pretekstem do  snucia refleksji na temat  odpowiedzialności, miłości i rodzicielstwa. Heritage tour (podróż  szlakiem dzieciństwa) nabiera dodatkowej perspektywy, która zdaje się  dominować nad perspektywą geograficzną: na pierwszy plan bowiem wysuwają  się emocje. Czytelnik zagłębia się w meandry upragnionego i – co tu  dużo mówić – niełatwego macierzyństwa i ojcostwa. Adopcja to wielka  odpowiedzialność. Tym większa, im bardziej skomplikowane są rodowody  dzieci adoptowanych.  Tutaj nie może być mowy o przypadku. Adopcja jest  aktem miłości bezwarunkowej i bezinteresownej –  gdzie więzy krwi  zastępuje akceptacja, która nie żąda niczego w zamian.  Jest aktem  świadomym i głęboko przemyślanym. Spontaniczność nierzadko musi ustąpić  pola skrupulatnej analizie. Bycie rodzicem adopcyjnym nabiera niemal  wymiaru misji, ale nie miłosierdzia. Dzieci bowiem nie mogą być  adoptowane z litości. Takie wnioski nasunęły mi się po lekturze. Rodzice  biologiczni nie muszą odbywać żadnych kursów – rodzice adopcyjni  przechodzą szereg spotkań ze specjalistami, liczne kursy i testy  "kwalifikacyjne". Rodzice biologiczni nierzadko nie zadają sobie trudu,  by analizować swój status rodzica – rodzice adopcyjni z kolei "są  wytrenowani w otwartości, w sygnalizowaniu braku postępu albo problemów  związanych z emocjonalnym przywiązaniem. Wbija się im również do głowy,  aby korzystali z pomocy specjalistów, gdy tylko dzieje się coś, co można  określić mianem anormalnego"[4]. W tym przypadku całą sprawę komplikuje  dodatkowy aspekt: rodziców i dzieci dzielą odmienne kultury i  pochodzenie. Odmienność jest manifestowana m.in. kolorem skóry, włosów,  skośnookim spojrzeniem. Ale Lisa i Lin są kochane mimo to – czy raczej:   także za to, jak bardzo są inne.  Auke i Dido wkładają w swoje  rodzicielstwo ogrom pracy, szczerości i miłości. Najpełniejszym wyrazem  ich poświęcenia i świadomego rodzicielstwa jest właśnie wspomniana  podróż, która staje się sprawdzianem dla obu stron: i dla rodziców, i  dla dziewczynek. Czy Lisa i Lin są naprawdę gotowe do konfrontacji z  krajem ich pochodzenia? "Śmiertelnie się baliśmy, że doznają  rozczarowania. Dla nas – w głębi duszy – była to podróż ich życia"[5].  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Relacja z podróży, spisywana już z pewnego dystansu, obfituje w  cenne spostrzeżenia i wnioski. Peregrynacja okazała się doświadczeniem  wyczerpującym i zmuszającym do wielu przewartościowań. Ekscytacji  towarzyszyło nierzadko uczucie frustracji, często graniczące z irytacją.  Wiele z osławionych zabytków chińskiej kultury i historii po prostu  rozczarowuje w zetknięciu z  nieudolnością i niefrasobliwością  organizatorów wycieczek, a także z chińską rzeczywistością, w której  dominuje przywiązanie do prowizorki.  Spodziewałam się okrzyków zachwytu  i idealizacji, a tymczasem  wiele razy natrafiałam na refleksje   przesycone obiektywną, trzeźwą oceną sytuacji. Okazuje się, że świat  folderów reklamowych zdecydowanie odbiega od tego, czego można  doświadczyć na własnej skórze i zobaczyć na własne oczy. "To też jest  prawdziwe oblicze Chin (...). Cała sytuacja owocuje wyczerpaniem, (...) a  to nie ma nic wspólnego z pozytywnymi uczuciami, po które  przyjechaliśmy"[6]. Tu i ówdzie opowiadanie zakwita nutką ironii, nie na  tyle jednak złośliwej, by wymknąć się spod kurateli obiektywizmu –  ważne stają się bowiem fakty, a dziennikarski, reportażowy styl nie  pozostawia miejsca na złudzenia. Mimo dyskomfortu, który dla turystów z  zachodu może stanowić barierę nie do pokonania, holendersko-chińska  rodzina zdaje się przechodzić nad tymi niedogodnościami do porządku  dziennego. Walory turystyczne nie stają się w ich przypadku celem samym w  sobie. Ważniejsza jest raczej wspólnota przeżyć, świadomość, że  uczestniczą w  przełomowym dla całej rodziny doświadczeniu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najwięcej emocji budzą odwiedziny w sierocińcach, w których Lin i  Lisa spędziły pierwsze miesiące życia.  To miejsca, które kojarzą się z  porzuceniem, osieroceniem, odrzuceniem.  Ale zupełnie czymś innym jest  osierocenie dziecka w Chinach, a czymś innym osierocenie dziecka w  Europie. W Chinach jest ono ściśle związane z okrucieństwem polityki  jednego dziecka, której ofiarami są zarówno rodzice, jak i dzieci.  Niefortunny początek życia nie był winą podrzutków ani ich rodziców.  Większości z nich nie było łatwo rozstać się ze swoimi dziećmi. Ale nie  mieli wyboru. W niektórych prowincjach za posiadanie drugiego dziecka  nakładano na rodziców kary pieniężne odpowiadające kilkuletnim dochodom.  Nierzadko rodziców poddawano przymusowej sterylizacji, aby zapobiec  kolejnym narodzinom, wypłacano im zmniejszone pensje, wręczano  zwolnienia. Kary obejmowały wszystkich rodziców przyłapanych na  posiadaniu więcej niż jednego lub dwojga dzieci (dwóch dziewczynek).  "Pozostaje pytanie, czy kiedykolwiek zostanie podane do publicznej  wiadomości, ile cierpienia przyniosła polityka jednego dziecka?"[7].  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Adopcja wewnątrzkrajowa w Chinach sięga korzeniami zamierzchłej  przeszłości, czego przykładem jest tongyanxi – czyli adopcja synowej.  Sytuacja dziewczynek przez wiele stuleci pozostawała tragiczna.  Uprzywilejowane miejsce zajmował w rodzinie potomek płci męskiej. Różne  bywały powody adopcji dziewczynki: rodzina przyszłego pana młodego  zapewniała sobie w ten sposób całkowitą lojalność przyszłej synowej;  żywiła też nadzieję, że tak przybrana córka zapewni narodziny potomka  płci męskiej – zgodnie z wielowiekowym przesądem, który pokutuje w  Chinach do dziś. Chińskie sierocińce, istniejące już w XVI i XVII wieku,  stały się głównymi dostawcami tongyanxi. Obecnie uznaje się, że adopcja  tongyanxi  jest formą handlu ludźmi i należy jej przeciwdziałać. Smutne  jest to, że sprowadza się to na ogół jedynie do teorii. Wiele matek  przyjeżdża ze wsi do miast, aby anonimowo wydać w szpitalu dziecko na  świat – jeżeli rodzi się chłopiec, kobieta zabiera je do domu, jeśli  dziewczynka,  dziecko pozostaje w szpitalu lub zostaje gdzieś porzucone.  Auke i Dido starają się uzmysłowić swoim córkom, że prawdopodobnie  zostały porzucone pod presją, wbrew intencjom ich biologicznych  rodziców.  Podejmowanie rozmów na ten bolesny temat ma uchronić  dziewczynki przed poczuciem winy i odrzucenia. Są już na tyle świadome,  by próbować zrozumieć okoliczności, w jakich najprawdopodobniej doszło  do ich osierocenia. Między innymi w tym kontekście Chiny jawią mi się  jako państwo, które za Wielkim Murem skrywa pełne okrucieństwa oblicze. Z  jednej strony pociąga mnie swoją historią, cywilizacyjną odmiennością,  tradycją, z drugiej – napawa zdumieniem dla bezduszności systemu.  Czy  Lisa i Lin byłyby szczęśliwsze, gdyby los pozwolił im pozostać w kraju, z  którego pochodzą? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Osobisty ton opowieści przeplata się nieustannie z reportażowym  obiektywizmem. Auke i Dido portretują realia podróży w głąb Chin niczym w  dziennikarskim obiektywie. Niejednokrotnie odnosiłam wrażenie, że  książka stanowi świetny materiał na film dokumentalny. Wrażenia  dopełniają liczne zdjęcia z podróży oraz fragmenty pamiętników Lisy i  Lin. Heritage tour zaowocowała zyskaniem przez dziewczynki pełniejszej  perspektywy. "Na pewno rozmyślania Lisy i Lin o ich chińskich rodzicach i  smutek wywołany porzuceniem jeszcze niejeden raz dojdą do głosu. Tego  się nie wymaże biletem do Chin i z powrotem, ani książką o tej  podróży"[8]. Niewątpliwie jednak dziewczynki zyskały coś cennego. Nie  tylko powrót do korzeni. Nie tylko przygodę prowadzącą szlakiem  Wielkiego Muru czy wyprawę nad Zaporę Trzech Przełomów. Mam nadzieję, że  zdołały sobie uświadomić, jak wiele mają szczęścia, będąc dziećmi  swoich adopcyjnych rodziców. "Być może w ciągu tych pięciu tygodni w  Cesarstwie Dalekiego Wschodu położyliśmy skromne podwaliny, na których  nasze dzieci będą mogły dalej budować swoją osobowość"[9].  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto na czym polega świadome, pełne miłości i mądrości rodzicielstwo...  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;--- &lt;br /&gt;[1] Auke Kok, Dido Michielsen, "Lisa-Xiu i Lin-Shi. Córki z Chin",  tłum. Małgorzata Maria Domińska, wyd. Dobra Literatura, 2010,&amp;nbsp; s. 34. &lt;br /&gt;[2] Tamże, s. 120. &lt;br /&gt;[3] Tamże, s. 35. &lt;br /&gt;[4] Tamże, s. 14.  &lt;br /&gt;[5] Tamże, s. 18. &lt;br /&gt;[6] Tamże, s. 37. &lt;br /&gt;[7] Tamże, s. 45. &lt;br /&gt;[8] Tamże, s. 219. &lt;br /&gt;[9] Tamże.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.dobraliteratura.pl/"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Auke Kok, Dido Michielsen, &lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Lisa-Xiu i Lin-Shi. Córki z Chin&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;b&gt;,&lt;/b&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt; &lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;b&gt;tłum. &lt;/b&gt;&lt;b&gt;Małgorzata Maria Domińska, Wydawnictwo Dobra Literatura 2010&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-P9wP-b6yXd4/TaqQQZipffI/AAAAAAAAExk/iFIxG4dlGKU/s1600/50253_117063724978164_5577897_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-P9wP-b6yXd4/TaqQQZipffI/AAAAAAAAExk/iFIxG4dlGKU/s1600/50253_117063724978164_5577897_n.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-1513470556484884951?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/1513470556484884951/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/04/lisa-xiu-i-lin-shi-corki-z-chin.html#comment-form' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/1513470556484884951'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/1513470556484884951'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/04/lisa-xiu-i-lin-shi-corki-z-chin.html' title='Wielka podróż małych Chinek (&quot;Lisa-Xiu i Lin-Shi. Córki z Chin&quot;)'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-lwR2q47zg4E/TaAOqn4tszI/AAAAAAAAEws/ob5YmFlh45E/s72-c/Kopia+corki-z-chin-500-202x300.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-223660548125709370</id><published>2011-04-03T11:55:00.018+02:00</published><updated>2011-10-01T18:07:21.471+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura kanadyjska'/><title type='text'>Czterysta batów... David Gilmour "Klub filmowy"</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/--jUv4cy_c4I/TZhBWPNenDI/AAAAAAAAEwA/Y4ZJe5Dqhr0/s1600/20110214220830klub_filmowy_2.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/--jUv4cy_c4I/TZhBWPNenDI/AAAAAAAAEwA/Y4ZJe5Dqhr0/s200/20110214220830klub_filmowy_2.jpg" width="140" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blockInfo" style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trudne jest życie nastolatka. Jeszcze trudniejsze jest życie rodzica  zmagającego się z problemami dorastającego dziecka. Pewnego ranka  budzisz się i stwierdzasz, że niepostrzeżenie znalazłeś się po drugiej  stronie muru, którego jeszcze kilka tygodni temu w ogóle między wami nie  było. Zastanawiasz się, czy to twoja wina. Przecież jesteś czułym i  troskliwym rodzicem. Przecież jeszcze nie tak dawno twoje dziecko z  ufnością składało swoje życie w twoje ręce. Było częścią ciebie. W  marzeniach snułeś plany na przyszłość. Z dumą wyobrażałeś sobie, że  twoja pociecha zostanie prawnikiem, a może… lekarzem. Albo  dziennikarzem. Delektowałeś się wizją potencjalnego sukcesu, na który  skazane jest dziecko rodzica pragnącego dla swojej pociechy tego, co  najlepsze. Jest przecież takie zdolne. Jedyne w swoim rodzaju.  Dostrzegałeś drzemiący w nim wyjątkowy potencjał. Z dumą spoglądałeś na  jego postać, z roku na rok coraz doroślejszą. Jak byś zareagował, gdyby  pewnego dnia okazało się, że twoje ukochane dziecko – twoja duma i  chluba – nie chce chodzić do szkoły? Złością? Groźbą? Presją? Szantażem?  Obietnicami? Ofensywą? Karą? Propozycją terapii? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, czy zdobyłabym się na takie wyjście, na jakie odważył się  David Gilmour, ojciec nastoletniego Jessego… „Klub filmowy” to bowiem  nie tyle historia zbuntowanego i zagubionego nastolatka, ile opowieść o  odwadze podejmowania decyzji i ponoszenia ich konsekwencji. Decyzji,  które wymusza życie na każdym z nas: i dorosłym, i dorastającym  człowieku. Jak trudno znaleźć wspólną płaszczyznę pozwalającą dokonywać  właściwych, konstruktywnych dla obu stron wyborów. Tym bardziej że ich  konsekwencje pozostają na długo jedynie hipotetyczne. Co wyniknie z tych  wyborów, życie pokaże dopiero za jakiś czas. Dlatego David zdaje się na  intuicję, na rodzicielski instynkt i miłość do syna. Nie chce wywierać  na niego presji. Wzdraga się przed zastraszaniem go, zmuszaniem do  czegokolwiek. Zdaje sobie sprawę, że takie działania mają charakter  doraźny i mogą być tragiczne w skutkach. Zamiast desperacji szuka w  sobie miłości do dziecka. Zamiast poddawać się gniewowi i uczuciu  zawodu, poszukuje alternatywy. Rozwiązania problemu, a nie jego  eskalacji. Z godną pozazdroszczenia odwagą pozwala synowi dokonać  samodzielnego wyboru. Ale nie pozostawia go samego z tą decyzją.  Proponuje mu edukację filmową. Najgorszym rozwiązaniem byłaby bowiem  bezczynność. Jako krytyk filmowy i dziennikarz może zaoferować Jessemu  swoją pasję, wiedzę i doświadczenie. To jego warunek. Jesse może rzucić  szkołę, ale musi zgodzić się oglądać z ojcem trzy wybrane przez niego  filmy tygodniowo… I wziąć na siebie odpowiedzialność za dotrzymanie  słowa. Trzy filmy tygodniowo… i żadnych narkotyków. I może nie chodzić  do szkoły. OK? OK. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I co wy na to? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pierwszej chwili takie rozwiązanie może zbulwersować niejednego  rodzica. I zbulwersowało. Mnie także! Na głowę Davida posypały się  gromy. Byłam skłonna przyłączyć się do chóru owych wzburzonych  sceptyków. Nie wyobrażałam sobie siebie na miejscu Davida. Z jednej  strony podziwiałam jego odwagę i zaufanie, jakie pokładał w swoim  dziecku. Z drugiej… głos rozsądku prowokował mnie do zanegowania takiego  wyboru, przekonując, że to przecież przyzwolenie na degrengoladę.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Decyzja kosztowała Davida bardzo wiele. „A co, jeśli się mylę…”[1].  „A jeśli kosztem swojego syna chcę być spoko i pozwalam mu na  zrujnowanie sobie życia?”[2]. Te pytania dręczyły go nieustannie.  Wątpliwości. Strach, który nie pozwala zasnąć długo w nocy. Koszmary.  Sny, w których widzi Jessego jako bezdomnego kloszarda śpiącego w  kartonowym pudle. Albo jako zgnuśniałego taksówkarza bez przyszłości.  Najprościej byłoby dokonać innego wyboru. Ale David zaryzykował.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No dobrze… a praca? Kariera? Przecież życie nie kończy się na…  dziecku? I tu cię mamy! David poświęca Jessemu cały swój czas. Dając mu  wolność, zawierza mu bezgranicznie. Zawierza również własne życie. Czy  Jesse zdaje sobie z tego sprawę? Czy jest świadomy, że w sytuacji, w  jakiej się znalazł, staje się odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale i  za ojca? Wydaje się, że tak. Choć oczywiście to nie jest takie proste.  Dojrzewanie to pasmo błędów i klęsk. Tak jak rodzicielstwo. Ale  najważniejsze jest zaufanie. Nawet jeśli chwilami wydaje się, że  nawzajem siebie zawiedliśmy. I rodzic syna, i syn rodzica. Czy istnieje  wychowanie bez porażek? Chyba tylko w teorii. Z takich porażek  krystalizuje się bowiem wzajemna relacja. Zdolność do wybaczania,  akceptowania – i zdolność do skruchy, do ponoszenia konsekwencji,  wyciągania wniosków. Porażki stają się próbą charakteru.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętacie „Czterysta batów” François Truffauta? Jego debiut  reżyserski. Czy wiedzieliście, że  François Truffaut był wagarowiczem,  zanim został uznanym filmowcem? Właśnie o tym opowiada ten film. To jest  także historia Jessego. On jeszcze o tym nie wie. To dopiero początek.  To pierwszy film, który ogląda wspólnie z ojcem. Ojciec jest jak pełen  współczucia redaktor, ten słynny redaktor, który zaproponował  Truffautowi pracę w charakterze krytyka filmowego. Nie bacząc na jego  przeszłość wagarowicza i brak wykształcenia. To nie przypadek, że  właśnie ten film zapoczątkował edukację Jessego. Tytuł filmu oznacza, że  człowiek mądrzeje dopiero po otrzymaniu czterystu batów. Być może to  przesłanie dojrzeje w Jessem dopiero za kilka lat, ale wierzę, że kiedyś  do niego powróci, może w chwili, gdy będzie podejmował życiową decyzję i  zapragnie podzielić się nią z Davidem? A zatem David jest jak pełen  współczucia redaktor, który dał szansę wagarowiczowi. Dał szansę swojemu  synowi. I dał szansę sobie jako ojcu. Zafascynowana śledziłam sposób, w  jaki pozwalał Jessemu odkrywać walory takiej filmowej, indywidualnej  edukacji, dostrzegać wartości drzemiące w filmach, poznawać warsztat  filmowy, zachwycać się scenami perełkami, prowokować do dyskusji,  zadawania pytań, negowania kulturowych standardów – na przykład filmów,  które zostały okrzyknięte genialnymi. A pamiętacie „Chungking Express”,  filmik z Hongkongu? To jeden z ulubionych obrazów Jessego. Grająca w nim  aktorka przypominała mu jego pierwszą dziewczynę, z którą łączył go  burzliwy romans.  Śliczną Rebekę. David pragnął ocalić wrażliwość  Jessego, uchronić go przed cierpieniem i porażką, ale jego rolą jako  ojca było pozwolić synowi doświadczyć wszystkich miłosnych zawodów i  podnosić się po porażce. David to nie tylko pełen współczucia redaktor,  który daje szansę wrażliwemu nastolatkowi, ale przede wszystkim pełen  mądrości i cierpliwości rodzic, który nie zakazuje, ale rozmawia, który  nie narzuca, ale słucha. Nie oczekuje nagrody, nie warunkuje swojej  miłości do dziecka oczekiwaniem na świadectwo z paskiem. Jest czujny.  Pełen umiaru. Nie chce przedobrzyć, przesadzić. „Zna” granice.  Instynktownie potrafi je wytyczyć, bez naruszania intymności i poczucia  godności syna.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdyby ta historia nie była prawdziwa, pomyślałabym, że to  niemożliwe. A jednak… David Gilmour opowiada o sobie i swoim  rodzicielstwie. Z autentyzmem, wrażliwością i inteligentnym,  autoironicznym poczuciem humoru. I można by zwątpić w powodzenie jego  filmowego projektu, gdyby nie to, że Jesse istnieje naprawdę. Jego  problemy ze szkołą, z dziewczynami, z narkotykami nie są fikcją. Gehenna  dorastania, dramatycznej kontestacji, nieprzystosowania do standardów  szkolnej edukacji… to dzieje się naprawdę. I może spotkać rodzica  każdego nastolatka. Nie chcę przez to powiedzieć, że książka jest  oskarżeniem nieudolnego systemu szkolnictwa. Sama przez wiele lat byłam  pedagogiem. Jestem też rodzicem. A zatem mogę spojrzeć na problem z  dwóch perspektyw. I może dlatego początkowo decyzja Davida budziła mój  sceptycyzm. Ale w miarę lektury zastępowała go refleksja. Zdaję sobie  sprawę, że nieprzystosowanie systemu edukacji do rzeczywistości to  odwieczny problem, i nie leży on jedynie po stronie szkoły, nauczycieli,  ministerstwa oświaty i autorów programów szkolnych. Gdyby tak było,  Jesse nigdy nie zdecydowałby się na podjęcie przerwanej nauki. Problem  jest po prostu o wiele bardziej złożony. I z tego zdaje sobie sprawę  Gilmour. Jego klub filmowy to na pewno jakaś alternatywa. Jakieś  światełko w tunelu. Może zainspiruje kogoś, kto ma wpływ na  kształtowanie szkolnego systemu… Chociaż może bardziej powinien  zainspirować rodziców. To oni są przede wszystkim odpowiedzialni za  swoje dzieci.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Był to magiczny, nieczęsto zdarzający się ojcu prawie dorosłego  syna czas. (…) były to cudowne lata”[3]. „Owe trzy lata, które tylko my  dwaj, ja i on, spędziliśmy na oglądaniu filmów, siedzeniu na werandzie i  rozmawianiu”[4]. „Była to szczęśliwa przerwa dla nas obu”[5]. Zamiast  świadectwa z paskiem David otrzymał coś więcej. Zyskał świadomość, że  wybrał właściwie. Że nie zawiódł. Że się nie pomylił co do Jessego.  „Zaskakiwało mnie to, jak wiele nauczył się o filmach przez te ostatnie  trzy lata”[6], tak naprawdę ucząc się czegoś ważnego o sobie. Dlatego  David mógł z całą świadomością pogratulować Jessemu: „Wiesz o filmach  więcej, niż ja wiedziałem, będąc oficjalnym krytykiem filmowym dla  CBC”[7]. Czy i wy dostrzegacie w tych słowach drugie dno? Wiesz, czego  chcesz, o wiele bardziej niż ja wiedziałem o sobie, gdy byłem w twoim  wieku. Jestem z ciebie dumny… &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Inspirujące. Wzruszające. Tej lektury po prostu nie można przeoczyć! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;--- &lt;br /&gt;[1] David Gilmour, "Klub filmowy", tłum. Emilia Skowrońska, wyd. Dobra Literatura, 2011, s. 16. &lt;br /&gt;[2] Tamże, s. 18. &lt;br /&gt;[3] Tamże, s. 11. &lt;br /&gt;[4] Tamże. &lt;br /&gt;[5] Tamże. &lt;br /&gt;[6] Tamże, s. 197. &lt;br /&gt;[7] Tamże. &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-qXXpPC3LH5c/TZlaoGY6SAI/AAAAAAAAEwI/yRTxGeWHdtk/s1600/gilmour2a.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-qXXpPC3LH5c/TZlaoGY6SAI/AAAAAAAAEwI/yRTxGeWHdtk/s320/gilmour2a.jpg" width="212" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.dobraliteratura.pl/blog/index.php/david-gilmour-autor-klubu-filmowego/"&gt;David Gilmour&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://www.dobraliteratura.pl/zapowiedz/79/klub_filmowy.html"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;David Gilmour, &lt;i&gt;Klub filmowy&lt;/i&gt;, tłum.&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Emilia Skowrońska, Wydawnictwo Dobra Literatura 2011&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-nsdpylsHh8w/TaqQm5J0h5I/AAAAAAAAExo/VquapexPDzQ/s1600/50253_117063724978164_5577897_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-nsdpylsHh8w/TaqQm5J0h5I/AAAAAAAAExo/VquapexPDzQ/s1600/50253_117063724978164_5577897_n.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-223660548125709370?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/223660548125709370/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/04/blizej-siebie-david-gilmour-klub.html#comment-form' title='Komentarze (22)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/223660548125709370'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/223660548125709370'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/04/blizej-siebie-david-gilmour-klub.html' title='Czterysta batów... David Gilmour &quot;Klub filmowy&quot;'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/--jUv4cy_c4I/TZhBWPNenDI/AAAAAAAAEwA/Y4ZJe5Dqhr0/s72-c/20110214220830klub_filmowy_2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>22</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-1669770394574382273</id><published>2011-02-14T16:36:00.013+01:00</published><updated>2011-02-16T09:45:43.241+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura japońska'/><title type='text'>Akumulacja nieograniczonego bezsensu. Haruki Murakami "Tańcz, tańcz, tańcz"</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Vp6takuVZVw/TVka2SbWFrI/AAAAAAAAEJk/3jX-BWTx4a0/s1600/tancz-tancz-tancz-b373319.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-Vp6takuVZVw/TVka2SbWFrI/AAAAAAAAEJk/3jX-BWTx4a0/s200/tancz-tancz-tancz-b373319.jpg" width="140" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Akumulacja nieograniczonego bezsensu[1]. Taki jest świat Murakamiego.  Jak rysunek sympatycznym atramentem. "Nie widać go, lecz wie się, że  jest (...). Kształt pozbawiony kształtu"[2]. Nie mogę w nim odnaleźć  konturów. Błądzę w abstrakcyjnym labiryncie. Jest jak sen. "Jak pusty  sen"[3]. Jak mgła. Jak japońskie origami. Trzeba odnaleźć linie, aby  bezkształtnej tabula rasa nadać konkretną formę. Stworzyć ją z nicości. Z  płaskiego potencjału  istnienia uczynić trójwymiarową strukturę.  Odnaleźć połączenia. Natrafić na trop. Nić Ariadny rwie się co chwila w  tym kunsztownym przybytku chaosu,  który wypełnia narrację tak doskonałą  jak misterne linie shodō[4]. Szukam jej razem z bohaterem, balansując  na granicy dwóch światów. Oba są równie nierzeczywiste, ten realny nawet  bardziej niż ten nierzeczywisty. Może to efekt origami. Japońskiej  iluzji. Staję się bezosobową kartką papieru. Na skórze czuję dotyk  słów. Wchłaniam w  siebie obcość, jaką jest przesiąknięty świat  wykreowany w powieści, wsysam w siebie obezwładniającą anonimowość  postaci. Ich eskapizm wydaje się nie do udźwignięcia. Marionetkowa  rzeczywistość, w której nie ma miejsca na bliskość. W społeczeństwie  rozwiniętego kapitalizmu łatwiej jest kochać subaru.   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Murakami kreuje fizyczność samotności w taki sposób, jakby wrzucał  na samo dno mojego serca małe kamyki. Serce ma w środku mnóstwo  skomplikowanych zakamarków, lecz on potrafił wrzucić kamyk nawet  w  ukryty w głębi zakątek, do którego zwykle nie można było dotrzeć[5]. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kim jest bezimienny bohater? Alter ego Józefa K.? Możliwe. Tamten  również drążył swoją świadomość w poszukiwaniu rozwiązania zagadki,  wobec której został postawiony pewnego ranka. Gubił połączenia. Błądził w  chaosie i tracił orientację. Może śmierć jest początkiem narodzin.  Jeśli tak, Józef K. został zabity po to, by narodzić się na nowo. By  odnaleźć zagubioną świadomość. Spojrzeć głębiej, pod naskórkowość  rzeczy. Odrzucić iluzję. Dotknąć prawdy. Tak jak bohater Murakamiego.  Przeżył własną śmierć kilkakrotnie, gdy umierają poznane przez niego  osoby. Jego życie jest jak sen, puste jak jego nazwisko – X. Nigdy się  nie dowiemy, jak ma na imię. To typowy everyman. Można go lubić i  jednocześnie nie czuć wobec niego współczucia. Paradoksalnie stał mi się  bliski. Tak jak Syzyf Camusa[6], który próbuje odnaleźć sens w swoim  cierpieniu. Oswoić  bezsens. Mimo poczucia beznadziei podejmować trud  nieustannego wtaczania kamienia, który u szczytu raz za razem spada w  przepaść. Odnalazłam z  nim punkt styczności, tak jak z Camusowskim  Syzyfem. Poprzez to, jak próbuje uczłowieczyć swój kamień. Odnaleźć z  nim połączenie[7]. "Straciłeś świat z oczu, a świat stracił z oczu  ciebie. Chcesz gdzieś iść, lecz nie wiesz dokąd. Straciłeś różne rzeczy.   Pozrywałeś różne połączenia, ale nie znalazłeś nic, aby je zastąpić.  (...) Czujesz, że nie jesteś z niczym związany"[8]. Wciąż tli się  szansa, by odnalazł w sobie utracone drżenie serca, by jego świat nie  zabarwił się szarością, niczym postacie ze starej fotografii. Może  jeszcze wciąż delektować się ochazuke – i opowiadać o jej smaku, tak że  nagle mam ochotę jej spróbować, tym bardziej że nie znam kuchni  japońskiej. Lubię, gdy mówi o swojej pracy dziennikarza beznamiętnie i  rzeczowo, jak o kulturalnym odśnieżaniu. Czuję się wtedy cząstką jego  świata. Znajduję z nim połączenie. I mimowolnie czuję, że zaczyna  brakować mi bliskości drugiego człowieka. Z niecierpliwością czekam na  jego telefony do Yumiyoshi oraz na spotkania z 13-letnią Yuki,  dziewczynką jeszcze bardziej nieszczęśliwą i zagubioną niż on, Ame i  Makimura razem wzięci. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poplątane drogi, którymi "tańczą" bohaterowie powieści Murakamiego,  co chwila się zbiegają, tak jak drogi bohaterów filmu Kieślowskiego.  Pozorny chaos. W tym szaleństwie jest metoda. A jednak chaos to tylko  iluzja. Każdy szczegół ma swoje znaczenie. Każdy element dziania się ma  swoje miejsce w misternej kompozycji zdarzeń, tak jak poszczególne  kreski ornamentu w japońskim shodō. Kto pisze ten absurdalny scenariusz?  Czy to ważne... Istotne jest to, że czemuś on służy. Człowiek  wprzęgnięty w labirynt zdarzeń musi podjąć wyzwanie. Nie może pozostać  poza ich orbitą. Musi działać. Zaangażować się. O tym opowiadał pisarzom Człowiek-Owca, aby mogły powstać takie moralitety, jak "Proces",  "Kobieta z wydm", "Obcy", "Dżuma", "Wieża"... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja także spotkałam Człowieka-Owcę. Przyśnił mi się hotel Delfin.  Tobie również się śnił. Nie jest tylko wymysłem bezimiennego. Każdy ma  swojego Człowieka-Owcę. Czy tobie także dał nadzieję? Po to są  tajemnice. Żeby  budzić ze snu. To drogowskazy w tym szalonym  konsumpcyjnym świecie, gdzie łatwiej przywiązać się do subaru niż do  człowieka. "Nie możesz tylko siedzieć i myśleć. W ten sposób do niczego  nie dojdziesz. Musisz tańczyć. Kiedy słyszysz muzykę, musisz tańczyć.  Nie wolno ci myśleć, co to znaczy, to nie ma znaczenia. (...) Ale musisz  tańczyć. I tańczyć jak najpiękniej. Tak, żeby wszystkich zachwycić.  Wtedy być może będę mógł ci pomóc. Dlatego musisz tańczyć. Tak długo,  jak gra muzyka"[9]. Tańcz, tańcz, tańcz... ダンス・ダンス・ダンス... &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[1] Haruki Murakami, "Tańcz, tańcz, tańcz", tłum. Anna Zielińska-Elliott, wyd. Muza 2006,  s. 234. &lt;br /&gt;[2] Tamże, s. 253. &lt;br /&gt;[3] Tamże. &lt;br /&gt;[4] Kaligrafia – japońska sztuka pięknego pisania. &lt;br /&gt;[5] Parafraza fragmentu – s. 275. &lt;br /&gt;[6] Zob. "Mit Syzyfa" Alberta Camusa. &lt;br /&gt;[7] Słowo klucz w powieści Murakamiego. Dla mnie porównywalne do kategorii wpisanych w filozofię egzystencjalizmu heroicznego. &lt;br /&gt;[8] Haruki Murakami, "Tańcz, tańcz, tańcz", dz. cyt., s. 120. &lt;br /&gt;[9] Tamże, s. 122.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Haruki Murakami, &lt;i&gt;Tańcz, tańcz, tańcz&lt;/i&gt;, tłum. Anna Zielińska-Elliott, wyd. Muza 2006&lt;/b&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-1669770394574382273?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/1669770394574382273/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/02/akumulacja-nieograniczonego-bezsensu.html#comment-form' title='Komentarze (26)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/1669770394574382273'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/1669770394574382273'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/02/akumulacja-nieograniczonego-bezsensu.html' title='Akumulacja nieograniczonego bezsensu. Haruki Murakami &quot;Tańcz, tańcz, tańcz&quot;'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-Vp6takuVZVw/TVka2SbWFrI/AAAAAAAAEJk/3jX-BWTx4a0/s72-c/tancz-tancz-tancz-b373319.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>26</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-3861121380253155173</id><published>2011-02-08T11:30:00.005+01:00</published><updated>2011-04-17T09:07:50.644+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cała Polska czyta dzieciom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rodzinne czytanie'/><title type='text'>Baśniowa odyseja. "Tajemnice Białego Lasu" Renata Bik</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TVECVie4pAI/AAAAAAAAEJM/H7nSL_uOUZ0/s1600/50556_140664669313899_1723579_n.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TVECVie4pAI/AAAAAAAAEJM/H7nSL_uOUZ0/s1600/50556_140664669313899_1723579_n.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeszcze tydzień temu świat tonął w bieli. Architektura śnieżnych zasp przywodziła na myśl&amp;nbsp; krainę pozbawionej serca Królowej Śniegu. Mroźno. Zimno. Biało. Bezkres i chłód. Do takiej scenografii nawiązuje opowieść Renaty Bik osnuta wokół motywu dwóch równoległych światów: realnego i fantastycznego. Okazuje się, że wystarczy zjechać z górki na sankach, wpaść w śnieżną zaspę giganta, by ocknąć się po drugiej stronie rzeczywistości. Na przejażdżkę sankami nie zabiera się nici Ariadny, która umożliwiłaby wyjście z baśniowego, i jak się okazuje – niebezpiecznego labiryntu. Nie jest się przygotowanym na konfrontację z nieznanym, pełnym fantasmagorii światem. Kraina Białego Lasu kryje nieprzewidywalną plątaninę dróg, z których&amp;nbsp; gąszczu nie sposób wydostać się bez pomocy magicznych atrybutów i bez wsparcia przyjaznych istot. Dzięki nim można stawić czoło smutnemu, chorobliwie ambitnemu Władcy Śniegu, który pragnie posiąść tajniki sztuki architektonicznej i stworzyć dzieło przewyższające swą potęgą wszystko, co kiedykolwiek wybudował człowiek. Architekturę ze śniegu i lodu, która pokryje cały świat: i ten ludzki, i ten fantasmagoryczny, do którego trafiają Kamilka, Gabriela i Mateusz. Niełatwo jest pokonywać szklane ściany dzielące od siebie poszczególne wymiary, z jakich składa się labirynt Białego Lasu, zwłaszcza że bohaterowie muszą się zmierzyć z okrutną królową, która przejęła władzę nad całą krainą. Swoich poddanych zamienia w ptaki, czyniąc z nich niewolników. W jednego z nich zostaje również zamieniona Gabriela, mama Kamilki. Dziewczynka ma do wypełnienia misję, dzięki której zarówno jej mama, jak i pozostałe uciemiężone ptaki odzyskają wolność i wrócą do ludzkich postaci, a królowa utraci swą moc i władzę. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Baśń czerpie z wielu znanych motywów mitologicznych – motyw podróży, labiryntu, motyw syren zwodzących podróżnych na stracenie, motyw zapomnienia znany z mitu o Odyseuszu – oraz elementów zaczerpniętych z baśni – magiczny napój, magiczny kamień, magiczne zioła, rusałki, upersonifikowane zwierzęta, walka dobra ze złem, legendy determinujące wybory bohaterów, którzy muszą sprostać swojemu przeznaczeniu. Opowieść zaskakuje wyobraźnią i bogactwem przygód, akcja toczy się wartko, równolegle w kilku przestrzeniach: raz podążamy wspólnie z Kamilką, innym razem dopingujemy Mateusza w jego zmaganiach z siłami zła, by za chwilę obserwować&amp;nbsp; perypetie Gabrysi borykającej się z nadprzyrodzonymi mocami, które zagrażają życiu bohaterów.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bardzo ważną rolę odgrywa w tej opowieści natura: zmienna, nasycona magią, pełna tajemnic, złowroga, napawająca trwogą. Nie jest to tylko śniegowa pustynia, ale też skaliste archipelagi, wodospady, strumienie, lasy, Ptaszarnia, magiczne wierzby tchnące ukrytą magią. Tworzy ona główną scenerię, w której rozgrywają się przygody bohaterów, potęguje nastrój, zapowiada kolejne wydarzenia.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dla mnie ciekawym odkryciem okazała się językowa inwencja autorki, której efektem są poruszające wyobraźnię nazwy miejsc i poszczególnych postaci: Złota Dama, Klucznik Fiołkowego Pałacu, Ptasia Wiedźma, Świetlista Dolina, Szalone Łąki, kalafiorowy potwór, Wzgórze Kalafiorowe itp. Dają one przedsmak świata, do jakiego zabiera nas swą opowieścią Renata Bik. Jej styl przemawia zarówno do wyobraźni małego, jak i nieco starszego czytelnika. Fabuła koncentruje się na barwnych i niebezpiecznych przygodach, ale momentami przemyca też ważne dla odbiorcy prawdy, dotyczące odpowiedzialności za los innych, odwagi, przyjaźni, miłości i niezłomnego dążenia do celu. Podróż zyskuje tutaj metaforyczny charakter, staje się peregrynacją w głąb siebie, drogą prowadzącą nie tylko do wyzwolenia bliskich i przyjaciół spod władzy ciemnych mocy, ale też do uwolnienia się od własnych ograniczeń i słabości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żałuję, że nie mam talentu malarskiego, ponieważ, podobnie jak &lt;a href="http://czytanki-przytulanki.blogspot.com/2011/01/renata-bik-tajemnice-biaego-lasu.html"&gt;naczynie_gliniane (Czytanki-przytulanki)&lt;/a&gt;, chciałabym wykreować dla tej opowieści zupełnie inną szatę graficzną niż ta, w jakiej została zaprezentowana. Komiksowe ilustracje nie oddają jej klimatu, mam wrażenie, że zubażają tę historię, zamiast do niej zachęcać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Renata Bik, &lt;i&gt;Tajemnice Białego Lasu&lt;/i&gt;, wyd. Nowae Res 2010&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-jObmTLUl06g/TaqRq4krOvI/AAAAAAAAExs/ge-8EKkchng/s1600/novae.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-jObmTLUl06g/TaqRq4krOvI/AAAAAAAAExs/ge-8EKkchng/s1600/novae.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-3861121380253155173?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/3861121380253155173/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/02/basniowa-odyseja-tajemnice-biaego-lasu.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/3861121380253155173'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/3861121380253155173'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/02/basniowa-odyseja-tajemnice-biaego-lasu.html' title='Baśniowa odyseja. &quot;Tajemnice Białego Lasu&quot; Renata Bik'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TVECVie4pAI/AAAAAAAAEJM/H7nSL_uOUZ0/s72-c/50556_140664669313899_1723579_n.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-8914028872882576047</id><published>2011-01-23T10:09:00.008+01:00</published><updated>2011-04-17T12:05:00.561+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cała Polska czyta dzieciom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rodzinne czytanie'/><title type='text'>Pogoda dla bogaczy... "Bieda. Przewodnik dla dzieci"</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TTvJDpgtFUI/AAAAAAAAEIY/K5P5bUP5LEU/s1600/bieda_okladka.png" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TTvJDpgtFUI/AAAAAAAAEIY/K5P5bUP5LEU/s200/bieda_okladka.png" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Pewnego dnia nasze wnuki będą chodziły do muzeów, aby dowiedzieć się, czym była bieda&lt;/i&gt; (Muhammad Yunus). Brzmi pokrzepiająco. Słowa bangladeskiego reformatora, laureata Pokojowej Nagrody Nobla z 2006 roku, powinny napawać otuchą. A jednak... wywołują gorycz. Niedowierzanie. Na biedę choruje w Polsce aż 21% społeczeństwa, a przecież nasz kraj zalicza się do państw cywilizowanych. &lt;span class="a1"&gt;&lt;span id="onet_intext"&gt;W Polsce różnica w zarobkach  między ludźmi najbiedniejszymi a bogatymi jest prawie czternastokrotna, największa ze wszystkich  krajów UE. Dla porównania: w Danii ta różnica wynosi 1:10, w Szwecji  1:5. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;O ironio. "Jeśli na ulicy widzisz pięć osób, to przeważnie jednej z nich nie starcza na rzeczy najpotrzebniejsze do życia" [s. 6].&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;"Nie będzie można osiągnąć trwałego pokoju, dopóki duże grupy ludności nie znajdą sposobu na wydostanie się z nędzy" (Komitet Noblowski 2006). Pobożne życzenie. Tym bardziej że w wielu miejscach na świecie pielęgnuje się przepaść między biednymi i bogatymi. Segregacja społeczna służy interesom ludzi bogatych. Są szkoły dla bogatych. Są dzielnice dla bogatych. Kluby dla zamożnych. Są miejsca zarezerwowane dla bogatych. Jest pogoda dla bogaczy – biednym wstęp wzbroniony. W Polsce są już widoczne jej oznaki i odczuwalne jej skutki. W książce symbolem segregacji staje się wysoki płot. Oddziela on osiedla zamieszkiwane przez biednych od ekskluzywnych apartamentowców. Po dwóch stronach toczy się życie: sąsiadują ze sobą bieda i&amp;nbsp; zbytek. Anka reprezentuje sferę ubogich. Jest świadoma ogromnej przepaści, która dzieli ją od dzieci zamieszkujących po drugiej stronie wysokiego płotu. Lubi obserwować ich świat. Wyobrażać sobie, że kiedyś przeprowadzi się do jednego z pięknych, przytulnych apartamentów z kolorowymi firankami w oknach. Dzieci uwielbiają fantazjować, a widok luksusowego świata za płotem staje się pożywką dla wyobraźni wielu z nich. A czy jest odwrotnie? Czy dzieci z bogatych domów są świadome istnienia ludzi, którym brakuje na rzeczy najbardziej niezbędne do życia? Na buty. Na obiad. Na czynsz. Na węgiel do ogrzania mieszkania. Z książki wynika, że większość bogatych dzieci nie zdaje sobie sprawy z istnienia zjawiska biedy. A jeśli nawet są jej świadome, wynoszą z domu wpajane im przez rodziców poczucie wyższości i pogardy dla ludzi biednych. "Bieda. Przewodnik dla dzieci" demaskuje stereotypy pogłębiające piętno ubóstwa. Bogaci, zwłaszcza dzieci z bogatych domów, mogą je widzieć powierzchownie, nie wnikając w jego przyczyny, uwarunkowania i nie czując odpowiedzialności za taki stan rzeczy. Biedny to darmozjad. Nieudacznik. Alkoholik. Leń... Biedny jest sam sobie winien... Wygodna wymówka, która trąci mentalnością Izabeli Łęckiej, bohaterki "Lalki" Bolesława Prusa. Jeszcze trochę, a zaczniemy wierzyć, że bieda jest karą za grzechy. Chociaż coś w tym jest, jeśli spojrzymy na biedę jako na coś, co jest dziedziczone z pokolenia na pokolenie. Trudno wyrwać się z błędnego koła ludziom, których dziadkowie, a później rodzice zmagali się z ubóstwem. Bieda determinuje losy kolejnych pokoleń. Książka wyjaśnia ten mechanizm w bardzo przystępny i obrazowy sposób, uświadamiając, że dzieci wychowywane w ubóstwie mają niskie poczucie własnej wartości, niewielką siłę przebicia, nikłą motywację, niskie ambicje, co wynika m.in. z tego, że brakuje im wzorców do naśladowania, jeśli otaczają ich ludzie pogrążeni w poczuciu beznadziei i rezygnacji, ludzie, którzy często za ciężką pracę otrzymują marne wynagrodzenie i nie są w stanie zaspokoić podstawowych potrzeb swojej rodziny. Dzieci biedne cierpią nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim moralnie. Wstyd. Poczucie wykluczenia. Upokorzenie.&amp;nbsp; Poczucie winy. Taki bagaż jest najtrudniejszy do przezwyciężenia. Pozostaje w człowieku na całe życie. Przytłacza i podcina skrzydła. Znieczulica i pogarda potęgują jeszcze taki stan rzeczy. To bardzo trudny, delikatny temat. Wielkim wyzwaniem, zwłaszcza w dobie galopującego konsumpcjonizmu, jest takie wychowanie dziecka, aby umiało odnaleźć w sobie współczucie zamiast pogardy, chęć pomocy zamiast poczucia wyższości i samozadowolenia, zrozumienie zamiast obojętności i cynizmu. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Anka wstydzi się przyznać, że jest biedna. Większość dzieci w jej klasie ma prawie wszystko. Jej koleżanki lubią się przechwalać drogimi zabawkami. Czy zdają sobie sprawę z tego, że komuś , kto jest w takiej sytuacji jak Anka, może być bardzo przykro? Czy zastanawiają się, dlaczego Piotrek, kolega Anki z&amp;nbsp; bloku, nie chodzi od tygodnia do szkoły?&amp;nbsp; Jak zareagują, gdy dowiedzą się, że po prostu się wstydzi, bo został wyśmiany przez bogatych kolegów? Być może ich marzenia ograniczają się jedynie do zakupu kolejnego gadżetu reklamowanego w telewizji. Posiadanie najmodniejszej konsoli do gry komputerowej jest szczytem ich marzeń. A Anka? O czym marzy ktoś taki jak Anka? Aby się tego dowiedzieć, warto sięgnąć po "Biedę. Przewodnik dla dzieci". Książka odwołuje się nie tylko do wrażliwości czy poczucia odpowiedzialności, ale też do faktów – dostarcza rzetelnej wiedzy na temat tego, co należy zrobić, aby pokonać biedę. Jak z nią walczyć?&amp;nbsp;Uświadamia, co to jest polityka społeczna i z jakich wzorców powinna czerpać, aby bieda stała się muzealnym przeżytkiem. Punktem odniesienia stają się tutaj takie kraje, jak Szwecja, Norwegia, Finlandia czy Dania, w których&amp;nbsp; za sprawą wielu programów społecznych udało się zlikwidować wielkie płoty dzielące mieszkańców na biednych i bogatych. Ale przede wszystkim wywołuje wstrząs. Otwiera oczy. Burzy nasz uporządkowany, wygodny świat. Każe podnieść głowę i spojrzeć poza wysoki płot. "Zrozumienie drugiego człowieka to jedyna rzecz, której polityka społeczna nigdy nie zastąpi. To naprawdę ważne" [s. 33].&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lektura obowiązkowa!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://sklep.krytykapolityczna.pl/sklep/catalog/product_info.php?products_id=230&amp;amp;osCsid=549f03eb2d4c5cd9968d5692ba5af74f"&gt;Hanna Gill-Piątek, Henryka Krzywonos, Anna Pluta, &lt;i&gt;Bieda. Przewodnik dla dzieci&lt;/i&gt;, Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2010&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Publikacja opracowana w ramach Europejskiego Roku  Walki z Ubóstwem i Wykluczeniem Społecznym&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-55d2gsIUxm0/Taq6c5TdM7I/AAAAAAAAEyA/PkWMc7K6uV0/s1600/store_logo.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-55d2gsIUxm0/Taq6c5TdM7I/AAAAAAAAEyA/PkWMc7K6uV0/s1600/store_logo.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-8914028872882576047?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/8914028872882576047/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/01/pogoda-dla-bogaczy-bieda-przewodnik-dla.html#comment-form' title='Komentarze (32)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/8914028872882576047'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/8914028872882576047'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/01/pogoda-dla-bogaczy-bieda-przewodnik-dla.html' title='Pogoda dla bogaczy... &quot;Bieda. Przewodnik dla dzieci&quot;'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TTvJDpgtFUI/AAAAAAAAEIY/K5P5bUP5LEU/s72-c/bieda_okladka.png' height='72' width='72'/><thr:total>32</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-696890596298603776</id><published>2011-01-22T17:16:00.000+01:00</published><updated>2011-01-22T17:16:15.198+01:00</updated><title type='text'>"Jestem kobietą" wędruje do... Wyniki losowania</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Książka ufundowana przez&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.dobraliteratura.pl/"&gt;Wydawnictwo Dobra Literatura&lt;/a&gt; – "Jestem kobietą" M. Gajdzińskiej wędruje do &lt;a href="http://ukathryn.blogspot.com/"&gt;Kathryn&lt;/a&gt;. W losowaniu brało udział&amp;nbsp; 37 uczestników: część wypowiadała się na Facebooku, część na stronie bloga. Serdecznie gratuluję! Wszystkim bardzo dziękuję za udział w zabawie i za interesujące, oddające samo sedno, odpowiedzi. :-)&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TTsChV9D92I/AAAAAAAAEIU/dVA2FbvmIlE/s1600/Przysta%25C5%2584+-+losowanie+2011.01.22.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TTsChV9D92I/AAAAAAAAEIU/dVA2FbvmIlE/s320/Przysta%25C5%2584+-+losowanie+2011.01.22.jpg" width="180" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-696890596298603776?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/696890596298603776/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/01/jestem-kobieta-wedruje-do-wyniki.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/696890596298603776'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/696890596298603776'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/01/jestem-kobieta-wedruje-do-wyniki.html' title='&quot;Jestem kobietą&quot; wędruje do... Wyniki losowania'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TTsChV9D92I/AAAAAAAAEIU/dVA2FbvmIlE/s72-c/Przysta%25C5%2584+-+losowanie+2011.01.22.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-4534282633417069883</id><published>2011-01-17T13:24:00.002+01:00</published><updated>2011-01-19T17:42:34.377+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Konkursy'/><title type='text'>"Jestem kobietą" Moniki Gajdzińskiej - losowanie książki na Przystani i na Facebooku</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TTQulNv9-OI/AAAAAAAAEHw/vmOLtgv96xM/s1600/medium20100421204232I_ok_adka_Jestem_Kobiet_.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TTQulNv9-OI/AAAAAAAAEHw/vmOLtgv96xM/s320/medium20100421204232I_ok_adka_Jestem_Kobiet_.jpg" width="228" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;h3 class="UIIntentionalStory_Message" data-ft="{&amp;quot;type&amp;quot;:&amp;quot;msg&amp;quot;}" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-weight: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="UIStory_Message"&gt;Wystarczy w komentarzu poniżej lub &lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.facebook.com/pages/Przystan/124655460888579#%21/pages/Przystan/124655460888579"&gt;na Przystani na Facebooku&lt;/a&gt; w komentarzu pod konkursem dokończyć myśl: &lt;b&gt;Kobieta jest...&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;&lt;h3 class="UIIntentionalStory_Message" data-ft="{&amp;quot;type&amp;quot;:&amp;quot;msg&amp;quot;}" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-weight: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;/h3&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;"&gt;Tym razem w konkursie mogą wziąć udział zarówno Czytelnicy Przystani na Facebooku, jak i Czytelnicy i Sympatycy bloga, wpisując się w komentarzach pod postem. &lt;/span&gt;&lt;span style="line-height: 115%;"&gt;Między wszystkimi uczestnikami zostanie rozlosowana książka &lt;a href="http://www.dobraliteratura.pl/blog/index.php/ksiazka-ukazujaca-niezwykla-sile-zwyklych-kobiet/"&gt;Jestem kobietą&lt;/a&gt; Moniki Gajdzińskiej&lt;/span&gt;&lt;span style="line-height: 115%;"&gt; ufundowana przez&lt;/span&gt;&lt;span style="line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.dobraliteratura.pl/"&gt;Wydawnictwo Dobra Literatura&lt;/a&gt;.&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Konkurs trwa do piątku. Uwaga: przesyłka tylko na terenie Polski. :-) Odpowiedzi udzielane na Facebooku na stronie Przystani można przeczytać &lt;a href="http://www.facebook.com/pages/Przystan/124655460888579#%21/permalink.php?story_fbid=174462052595762&amp;amp;id=124655460888579"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-4534282633417069883?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/4534282633417069883/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/01/jestem-kobieta-moniki-gajdzinskiej.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/4534282633417069883'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/4534282633417069883'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/01/jestem-kobieta-moniki-gajdzinskiej.html' title='&quot;Jestem kobietą&quot; Moniki Gajdzińskiej - losowanie książki na Przystani i na Facebooku'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TTQulNv9-OI/AAAAAAAAEHw/vmOLtgv96xM/s72-c/medium20100421204232I_ok_adka_Jestem_Kobiet_.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-8753138750677655249</id><published>2011-01-10T10:00:00.007+01:00</published><updated>2011-01-17T13:57:52.365+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Konkursy'/><title type='text'>Książka do wygrania. Lisa-Xiu i Lin-Shi. Córki z Chin</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TSrIAg8iofI/AAAAAAAAEHg/vjKVrqbFMP0/s1600/corki-z-chin-500-202x300.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TSrIAg8iofI/AAAAAAAAEHg/vjKVrqbFMP0/s320/corki-z-chin-500-202x300.jpg" width="216" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;h3 data-ft="{&amp;quot;type&amp;quot;:&amp;quot;msg&amp;quot;}" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="uistorymessage" style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-weight: normal;"&gt;KONKURS trwa&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.facebook.com/pages/Przystan/124655460888579"&gt;na profilu Przystani na Facebooku&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="uistorymessage" style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-weight: normal;"&gt;. Aby wziąć udział w konkursie, wystarczy odpowiedzieć w komentarzach&amp;nbsp; pod konkursem na facebookowej stronie Przystani na pytanie:&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-weight: normal;"&gt;Z jakimi wyzwaniami Waszym zdaniem wiąże się adopcja dziecka, zwłaszcza z zupełnie odmiennej kultury? &lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-weight: normal;"&gt;Konkurs trwa do piątku. Wśród autorów odpowiedzi rozlosujemy książkę &lt;i&gt;&lt;a data-hovercard="/ajax/hovercard/page.php?id=126643297399721" href="http://www.dobraliteratura.pl/blog/index.php/lisa-xiu-i-lin-shi-corki-z-chin/"&gt;Lisa-Xiu i Lin-Shi. Córki z Chin&lt;/a&gt;&lt;/i&gt; autorstwa&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: small; font-weight: normal;"&gt;Dido Michielsen i Aukego Koka. &lt;span class="uistorymessage"&gt;Nagrodę ufundowało &lt;a href="http://www.dobraliteratura.pl/"&gt;Wydawnictwo Dobra Literatura&lt;/a&gt;. Zapraszam.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-8753138750677655249?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/8753138750677655249/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/01/ksiazka-do-wygrania-lisa-xiu-i-lin-shi.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/8753138750677655249'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/8753138750677655249'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/01/ksiazka-do-wygrania-lisa-xiu-i-lin-shi.html' title='Książka do wygrania. Lisa-Xiu i Lin-Shi. Córki z Chin'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TSrIAg8iofI/AAAAAAAAEHg/vjKVrqbFMP0/s72-c/corki-z-chin-500-202x300.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-6759608199814287123</id><published>2011-01-07T19:57:00.010+01:00</published><updated>2011-12-17T14:15:52.872+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura niderlandzka'/><title type='text'>Buszujący w trawie. Philip Huff, "Dni trawy"</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TPzPYKO7qPI/AAAAAAAAD-U/g17XcFU7kHU/s1600/Dni-trawy-1.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TPzPYKO7qPI/AAAAAAAAD-U/g17XcFU7kHU/s320/Dni-trawy-1.jpg" width="226" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy zastanawialiście się kiedyś, jakie słowa do Was najbardziej pasują?   Może niebo? Albo łąka? A może Idaho? Do Bena najbardziej pasuje słowo  "muzyka"[1]. Ben ucieka w świat dźwięków. Kiedy słucha muzyki, staje się  rytmem i melodią, drżeniem, które wychodzi ze strun gitary. Przy  piosenkach George'a Harrisona staje się jego głosem. Każdego ranka budzi  go jakaś melodia, od której nie potrafi się uwolnić.  Prześladuje go w jego umyśle. Ben całym sobą kocha muzykę Beatlesów. Zna  na pamięć każdy jej akord, każdą solówkę, potrafi je niemal jak wirtuoz  zagrać na ukochanej gitarze. Muzyka jest jego namiętnością. W niej  znajduje ukojenie. Po śmierci dziadka świat muzyki staje się jego  azylem. W  muzycznych peregrynacjach towarzyszy Benowi jego jedyny  przyjaciel, Tom.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Weldra to ukochany dom Bena, mitologia dzieciństwa. Stara posiadłość dziadka. Tutaj dorastał. Czuł się wolny. Weldra była smakiem wolności.   "Mogłem każdego dnia biegać po lesie i słuchać natury. Słuchać ciszy i  ptaków. Za tym tęsknię"[2]. W innym miejscu Ben wspomina: "To jest  kraina młodości. (...) Kraina zaoranych pól, łąk mleczy i krów, i owiec,  i ciężkiego zapachu koni. To jest królestwo topoli, dębów i wierzb.  Należysz do tego miejsca, do świata trawy"[3]. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Beatlesi spróbowali marihuany po raz pierwszy 28 sierpnia 1964 roku.  Ben van Deventer spróbował jej tego dnia, kiedy umarł dziadek... Kiedy  "umarła" Weldra. Wówczas  rozpoczęła się podróż Bena do początku. Do  momentu, w którym narodzi się ponownie. "Jestem Ben. Ben to ja.  Zacząłem"[4]. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Osiemnastoletniego bohatera autobiograficznej powieści Philipa  Huffa łączy duchowe pokrewieństwo  z postaciami kilku ważnych dla mnie  utworów. Przede wszystkim jest on literackim spadkobiercą "Absolwenta", w  którego genialnie wcielił się Dastin Hoffman w filmie Mike'a Nicholsa.  Odziedziczył po nim nie tylko imię, ale też poczucie wyobcowania i  nieprzystosowania do otaczającej go rzeczywistości. Rodziców dzieli od  Bena głęboka przepaść. Mało tego, również między nimi nie ma  porozumienia i miłości. Ich rozstanie  pozostawia w świadomości chłopca  bolesne ślady. Wraz ze śmiercią dziadka i odejściem ojca umiera jego  dzieciństwo. Ben jest samotnikiem. Wrażliwy ponad miarę, nie potrafi   odnaleźć nici łączących go z rzeczywistością. Piekielnie inteligentny –  nie zdaje z klasy do klasy.  Mistrz szachowy –  zwycięzca  prestiżowych  turniejów – nie potrafi opanować reguł gry zwanej życiem. Niczym bohater  "Buszującego w zbożu" – 17-letni Holden Caulfield – czuje się  outsiderem i odszczepieńcem. Jest między nimi jeszcze co najmniej jedno  podobieństwo: ujmująca i chwytająca za duszę szczerość, tak autentyczna  jak narracja, która  – pozornie nieporadna, chropowata i chaotyczna –  układa się w dramatyczną opowieść "kilkunastoletniego starca", o której  nie sposób zapomnieć długo po zakończeniu lektury, opowieść składająca  się ze strzępów wspomnień, strzępów emocji, strzępów myśli, niczym  collage utkany z fragmentów rozsypanej kompozycji. Taka jest właśnie  okładka "Dni trawy"[5], dająca przedsmak tego, co czeka czytelnika po  przekroczeniu progu pierwszej strony. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ben wydaje się pasywny jak Benjamin Braddock z powieści Charlesa  Webba ("Absolwent"), co chwilami irytuje, a momentami napawa  rozbrajającą czułością. Jego życiowa nieporadność wzrusza i wywołuje  współczucie, ale jednocześnie rodzi zdziwienie, że tak dalece czyni z  Bena istotę słabą i bezkrytycznie poddającą się wpływowi Toma, który  zachęca go do wszelkich eksperymentów z przekraczaniem granic. Przyjaźń z  Tomem. Narkotykowy odlot. Miłość do muzyki. Beatlesi. Pink Floyd. Bob  Dylan... A gdzieś obok tego muzycznego i narkotycznego tripu upojenie II   symfonią Beethovena, która dla Bena "była analogią do życia  Chrystusa"[6]. Zachwyt muzyką Rachmaninowa i twórczością Liszta.  Osobliwa  asymetria. Taka też jest dusza Bena. Rozdygotana. Rozchwiana.  Krucha. Zdana na pastwę ognia, którego nie mogą ugasić żadne lekarstwa.   Nawet dziesięć miligramów olanzapiny. Psychoedukacja. Ergoterapia.  Trening osobisty... Renomowana klinika Den Dolder... Zamiast  wskrzeszenia  – kolejne baty. Śmierć Toma. Poczucie winy. Boy-Cot.  Bojkot.  Śmierć ojca trawionego przez raka. "Rozszczepiona dusza [Bena],  ale rozszczepiona tak, jak kawałek drewna", staje się "wciąż mniejsza,  mniejsza i mniejsza"[7].  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W takiej sytuacji człowiekowi może pomóc jedynie drugi człowiek. Sam  nie da rady. Jest zbyt słaby. Zbyt wypalony. Musicie posłuchać  wstrząsającej historii Anny, którą poznaje Ben. Inaczej tego nie  zrozumiecie.  Nie doświadczycie gehenny, która wypala duszę człowieka,  kiedy zostaje sam na sam ze swoimi potworami. Nie zdołacie docenić  wysiłku, z jakim dźwiga się dusza z popiołów tego, kim się było, zanim  uległo się atrofii. Samopaleniu. Żeby móc pojąć, że "życie nie jest  niczym więcej niż podróżą do domu"[8]. Benowi musi się udać. Bardzo tego  pragnę. Chciałabym móc wyszeptać: &lt;/div&gt;"Ale już prawie jesteś. &lt;br /&gt;prawie jesteś w domu. &lt;br /&gt;Weldra"[9]. &lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;[1] Philip Huff, &lt;i&gt;Dni trawy&lt;/i&gt;, tłum. Matylda Jastrzębska, wyd. Dobra Literatura, Gdańsk 2010, s. 142.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;[2] Tamże, s. 10. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;[3] Tamże, s. 166.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;[4] Tamże, s. 11. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;[5] Tytuł książki (w oryginale &lt;i&gt;Dagen van gras&lt;/i&gt;) został zaczerpnięty z płyty &lt;i&gt;Dagen van gras, Dagen van stro &lt;/i&gt;Spinvis (2005).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;[6] Philip Huff, &lt;i&gt;Dni trawy...&lt;/i&gt;, s. 12. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;[7] Tamże, s. 155.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;[8] Tamże, s. 166.&lt;br /&gt;[9] Tamże. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/--Fd6elOPA1A/TuyU9DMBIeI/AAAAAAAAFCQ/8jZEuDXQROM/s1600/huff.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/--Fd6elOPA1A/TuyU9DMBIeI/AAAAAAAAFCQ/8jZEuDXQROM/s320/huff.jpg" width="214" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Philip Huff&lt;br /&gt;strona autora na&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.facebook.com/pages/Przystan/124655460888579#%21/huffphilip"&gt;Facebooku&lt;/a&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://1.gvt0.com/vi/yeJ8wP7aPgU/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/yeJ8wP7aPgU&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266" src="http://www.youtube.com/v/yeJ8wP7aPgU&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Klip do piosenki Spinvis &lt;i&gt;Dagen van gras, dagen van stro&lt;/i&gt;,&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;z której został zaczerpnięty tytuł książki&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://2.gvt0.com/vi/ySC80Ym9JdI/0.jpg"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/ySC80Ym9JdI&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/ySC80Ym9JdI&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;Jest już ekranizacja powieści. Zapowiada się ciekawie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Philip Huff, &lt;i&gt;Dni trawy&lt;/i&gt;, tłum. Matylda Jastrzębska, wyd. Dobra Literatura, Gdańsk 2010&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-BdaXrH82ueI/Taq63rtuauI/AAAAAAAAEyE/w1cVjWkmqnQ/s1600/50253_117063724978164_5577897_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-BdaXrH82ueI/Taq63rtuauI/AAAAAAAAEyE/w1cVjWkmqnQ/s1600/50253_117063724978164_5577897_n.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-6759608199814287123?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/6759608199814287123/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/01/buszujacy-w-trawie-philip-huff-dni.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/6759608199814287123'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/6759608199814287123'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2011/01/buszujacy-w-trawie-philip-huff-dni.html' title='Buszujący w trawie. Philip Huff, &quot;Dni trawy&quot;'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TPzPYKO7qPI/AAAAAAAAD-U/g17XcFU7kHU/s72-c/Dni-trawy-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-115150245416761868</id><published>2010-12-31T19:53:00.005+01:00</published><updated>2010-12-31T20:06:56.370+01:00</updated><title type='text'>Szczęśliwego Nowego Roku 2011!</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TR4iuZB8EPI/AAAAAAAAEFk/wRn53vK8oEg/s1600/photomini_pierwszy.php.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="272" src="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TR4iuZB8EPI/AAAAAAAAEFk/wRn53vK8oEg/s320/photomini_pierwszy.php.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: left;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Szampańskiej zabawy&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;sylwestrowej i wszelkiej&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;pomyślności w Nowym Roku 2011&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Niech Wam się spełnią&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;wszystkie marzenia.&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;b&gt; &lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: x-small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;a href="http://www.wiersze.annet.pl/w,,20819"&gt;Anna G.&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;i&gt;Toast&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="tresc" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;...I wypijmy do dna nawet za złe chwile,  &lt;br /&gt;skoro wszystko ma swój koniec – i te miną.  &lt;br /&gt;Do Nowego Roku więc skasujmy bilet,  &lt;br /&gt;wsiądźmy z myślą, aby nie był popeliną.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo w bąbelkach moc się kryje niesłychana,  &lt;br /&gt;w każdym krasnal z dobrą chęcią się ukrywa.  &lt;br /&gt;Nie żałujmy o północy więc szampana,  &lt;br /&gt;bo w Sylwestra nawet trzeba poużywać.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie za dużo, nie za mało, ile trzeba,  &lt;br /&gt;pozalewać te robaki, które gryzą.  &lt;br /&gt;Niech zaiskrzy z zimnym ogniem się nadzieja,  &lt;br /&gt;że nam Nowy Rok oszczędzi wszelkich zgryzot.  &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span class="tresc"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-115150245416761868?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/115150245416761868/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/12/szczesliwego-nowego-roku-2011.html#comment-form' title='Komentarze (28)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/115150245416761868'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/115150245416761868'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/12/szczesliwego-nowego-roku-2011.html' title='Szczęśliwego Nowego Roku 2011!'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TR4iuZB8EPI/AAAAAAAAEFk/wRn53vK8oEg/s72-c/photomini_pierwszy.php.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>28</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-5377953413643828842</id><published>2010-12-15T15:35:00.012+01:00</published><updated>2010-12-30T11:30:57.278+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cała Polska czyta dzieciom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura angielska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rodzinne czytanie'/><title type='text'>Dawno temu w Szerłudkowie...  Conn Iggulden "Toliny. Wystrzałowe opowieści dla dzieci"</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TQi5VYeji6I/AAAAAAAAD-w/vYfsLR5nWgM/s1600/r%252Cid%252Cd14yMTQ7dV5odHRwOi8vZ2V0LTIud3BhcGkud3AucGwvJTNGYSUzRDY1NDk1NjkzJTI2ZiUzRDAwLzAxL0U5LzAwMDFFOUI0X29yaWdpbmFsXzE0MDk5ODc4RTdGOEYxODguanBnO3FeMC45O21eZmFsc2U7Y15mYWxzZTt0XmpwZztzXmtzaWF6a2k7ZnReMQ%253D%253D.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TQi5VYeji6I/AAAAAAAAD-w/vYfsLR5nWgM/s1600/r%252Cid%252Cd14yMTQ7dV5odHRwOi8vZ2V0LTIud3BhcGkud3AucGwvJTNGYSUzRDY1NDk1NjkzJTI2ZiUzRDAwLzAxL0U5LzAwMDFFOUI0X29yaWdpbmFsXzE0MDk5ODc4RTdGOEYxODguanBnO3FeMC45O21eZmFsc2U7Y15mYWxzZTt0XmpwZztzXmtzaWF6a2k7ZnReMQ%253D%253D.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Ciekawe, jak miałabym na imię, gdybym była Toliną i żyła w Szerłudkowie? Może Skrzydła... albo Jolina, bo w rzeczywistości nazywam się Jola. Albo Wanilia, bo lubię budyń waniliowy? Żeby móc to sobie wyobrazić, trzeba zamknąć oczy, rozłożyć szeroko ramiona, niczym tolinowe skrzydła, i poszybować daleko w czasie, do 1922 roku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Udało się!!! Nie wierzę własnym oczom. Dzięki dokładnym mapom, zamieszczonym w książce o Tolinach, zdołałam pokonać barierę czasu oraz przestrzeni i wylądować obok Starego Dębu, nieopodal fabryki fajerwerków. Ale zanim zdecydujesz się wyruszyć ze mną w&amp;nbsp; podróż do Szerłudkowa, musisz wiedzieć jedno: Toliny to nie duszki, choć są do nich nieco podobne, ponieważ są małe, choć nie tak maleńkie, i mają skrzydła. Brakuje im jednak eterycznego, subtelnego czaru. Są bardziej przyziemne, nie mają tak charakterystycznego dla duszków wdzięku i lekkości, ale za to potrafią przetrwać w zaiste ekstremalnych okolicznościach. Żeby Cię nieco zachęcić, dodam, że Toliny są uzdolnione muzycznie, ale nie traktuj tej wskazówki dosłownie; owszem, nasi bohaterowie uwielbiają tańczyć oraz... śpiewać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli miałabym wybrać spośród bohaterów literackich postać, z którą można by skojarzyć nasze Toliny, byłby to na przykład... Mały Książę? Nieeee... Zdecydowanie nie. Prędzej byłyby to Minimki, malutkie stworki z animowanej opowieści wyreżyserowanej przez Luca Bessona. Nie myśl jednak, że nawiązanie do "Małego Księcia" jest całkowicie przypadkowe. Zarówno w jednej, jak i w drugiej opowieści pojawiają się ludzie z ich ułomnościami: chęcią zysku, zachłannością i egocentryzmem. "Toliny" zawierają wiele aluzji do literatury, historii, nauki, polityki. Dlatego wymowa książki zyskuje wymiar uniwersalny: jest ona adresowana nie tylko do najmłodszych czytelników, lecz także do ich rodziców. Dla starszego czytelnika lektura książki może być pretekstem do zabawy w odczytywanie tych odwołań, identyfikowanie licznych zakodowanych w fabule tropów kulturowych, tak jak podczas oglądania filmów Monty Pythona. Analogia wcale nie jest wydumana, bo podczas lektury "Tolinów" moja pociecha co chwila wybuchała nieokiełzanym śmiechem, do którego prowokowały liczne przezabawne i zabarwione iście angielskim humorem sytuacje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Toliny żyją według swoistego kodeksu, którego najważniejsze prawo  zakazuje im rozmawiać z ludźmi. Mieszkańcy Szerłudkowa przestrzegają go  niczym najświętszej tradycji. Ale oto jeden z  nich, niczym mityczny  Prometeusz, decyduje się przeciwstawić temu prawu w imię szczęścia całej  społeczności. Ludzie bowiem, powodowani żądzą zysku, polują na Toliny i  wykorzystują je do produkcji fajerwerków. Chodzi o to, że pył, którym  pokryte jest ciało tych stworków, przyczynia się do powstania feerii  barw podczas wybuchu sztucznych ogni. Takie fajerwerki przynoszą fabryce  niebagatelne dochody. Iskrzak, zainspirowany książką, którą niegdyś  przytaszczył z domu człowieka, postanowił zostać naukowcem i wynaleźć  substytut tolinowego pyłu, który mógłby posłużyć ludziom – brodaczom w  okularach – do pracy w fabryce fajerwerków i uratować społeczność  Szerłudkowa przed ekspansją człowieka. Nie chce pogodzić się z  niewolnictwem i wyzyskiem, jakie trapią jego bliskich. Mądrość  zaczerpnięta z książki staje się impulsem do naukowych dociekań i  eksperymentów. Bardzo mnie ujął ten motyw księgi, potraktowany wszakże z  charakterystycznym przymrużeniem oka. Zresztą to nie jedyny archetyp,  jaki posłużył autorowi do zabawy literackiej. Mamy tu takie odwołania,  jak potop, motyw winy i kary, konflikt między tradycją i postępem czy  wątek zaczerpnięty z mitu o Prometeuszu, zaadaptowane do ram opowieści z charakterystycznym dla niej angielskim humorem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bez trudu odnalazłam się wśród nowych towarzyszy: Iskrzaka, Grzebuli,  Rzymka, Wrzośca, Arcytolina i Skrzydłej. Zostałam nauczycielką w nowej  Akademii, założonej przez Iskrzaka. To był dla mnie prawdziwy zaszczyt –  szkoła kontynuowała tradycje słynnej Platońskiej Akademii, w której  lekcje odbywały się w konwencji autentycznych, spontanicznych dialogów  między słuchaczami i nauczycielami, tak że do końca trudno było  rozstrzygnąć, kto jest uczniem, a kto mistrzem. Uczestniczyłam w  ekscytujących badaniach teoretycznych i pracach nad skonstruowaniem  urządzenia do wypompowania wody z zalanych podziemi zamieszkiwanych  przez Toliny. To nic, że pompy nie działały. Najważniejsza jest idea!!!  Szukanie drogi do jej spełnienia. Iskrzak był marzycielem, idealistą,  prekursorem. Miał zostać za to ukarany, wpisując się w zakodowany od  wieków w literaturze kulturowy wzorzec – podobnie potoczyły się przecież  losy innych literackich marzycieli i buntowników. Na szczęście bajki, w  przeciwieństwie do pełnych tragizmu starożytnych mitów, na ogół mają  szczęśliwe zakończenie. Iskrzak zostaje bohaterem. Chlubą Szerłudkowa.  Ocalił jego mieszkańców od niewolnictwa. Wyleczył podagrę Arcytolina.  Uratował społeczność przed Ciemnymi Tolinami. Ofiarował Tolinom wiedzę i  odkrył przed nimi światło mądrości zaczerpniętej z książek. Zawsze  wiedziałam, że warto czytać. A jeśli książki są tak pięknie wydane jak  "Toliny" Conna Igguldena, radość płynąca z lektury staje się podwójna:  cieszy nie tylko umysł, ale i oko, zyskuje wymiar estetyczny. Gorąco  polecam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Conn Iggulden, &lt;i&gt;Toliny. Wystrzałowe opowieści dla dzieci&lt;/i&gt;, tłum. Patryk Gołębiowski, wyd. Świat Książki 2010&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-5377953413643828842?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/5377953413643828842/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/12/dawno-temu-w-szerudkowie-conn-iggulden.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/5377953413643828842'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/5377953413643828842'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/12/dawno-temu-w-szerudkowie-conn-iggulden.html' title='Dawno temu w Szerłudkowie...  Conn Iggulden &quot;Toliny. Wystrzałowe opowieści dla dzieci&quot;'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TQi5VYeji6I/AAAAAAAAD-w/vYfsLR5nWgM/s72-c/r%252Cid%252Cd14yMTQ7dV5odHRwOi8vZ2V0LTIud3BhcGkud3AucGwvJTNGYSUzRDY1NDk1NjkzJTI2ZiUzRDAwLzAxL0U5LzAwMDFFOUI0X29yaWdpbmFsXzE0MDk5ODc4RTdGOEYxODguanBnO3FeMC45O21eZmFsc2U7Y15mYWxzZTt0XmpwZztzXmtzaWF6a2k7ZnReMQ%253D%253D.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-3779134716081916808</id><published>2010-12-13T11:36:00.014+01:00</published><updated>2011-01-28T09:29:35.966+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura norweska'/><title type='text'>Po drugiej stronie fiordów... "Ziemia kłamstw" Anne B. Radge</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TQNu0cj2FeI/AAAAAAAAD-s/n4zRO_9RP4U/s1600/Ziemia-klamstw_Anne-Ragde%252Cimages_product%252C17%252C978-83-62122-05-9.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TQNu0cj2FeI/AAAAAAAAD-s/n4zRO_9RP4U/s1600/Ziemia-klamstw_Anne-Ragde%252Cimages_product%252C17%252C978-83-62122-05-9.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To była trudna, bolesna i hipnotyzująca lektura. Gładkie kartki to tylko fasada. Atłasowy dotyk papieru to jedynie złudzenie. Z każdym zdaniem zanurzałam się głębiej i głębiej w przejmujący mroźny krajobraz. Lodowate odłamki z każdą przeczytaną stroną coraz dotkliwiej wbijały się w moją świadomość i drążyły w niej korytarze, które zasnuwały się mroźną mgłą. Smutkiem i chłodem. Samotnością i pustką. Jeśli do tej pory sądziłam, że te doznania są czymś abstrakcyjnym, teraz doświadczyłam epifanii. Mają one postać. Są domem. Ten dom znajduje się w Byneset niedaleko Trondheim, położonym nad fiordem&amp;nbsp; Korsfjorden. Panuje w nim chłód i mrok, nawet za dnia, nawet latem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bezradność ma twarz Tora. Samotność ma oczy Margida.&amp;nbsp; Wśród tego ponurego pejzażu tu i ówdzie&amp;nbsp; pojawia się ironiczny uśmiech Erlenda. Bracia od lat żyją na odosobnionych archipelagach. Jak najdalej od siebie, jak najdalej od swojego dzieciństwa. Dwaj z nich – jak najdalej od domu. Dzieli ich przepaść, niczym lodowate, niedostępne fiordy. Chropowatość, która nieodparcie kojarzy się z klimatem i krajobrazem mroźnej Skandynawii,&amp;nbsp; to esencja tej prozy: chropowata, szorstka surowość przenika narrację i opisy pejzażu, który swoją ascetyczną urodą odzwierciedla pozbawione więzi i bliskości relacje międzyludzkie, jednocześnie wyzwalając w czytelniku nieprawdopodobne pokłady emocji. Ta proza przywołuje duszną atmosferę dramatów Ibsena i Strindberga oraz psychologiczny klimat filmów Bergmana, koncentrując się na takich motywach, jak samotność, niemożność porozumienia z drugim człowiekiem czy upokarzające dzieciństwo, które determinuje całe&amp;nbsp; dorosłe życie, podporządkowane próbom przezwyciężenia traumatycznego, upokarzającego piętna,&amp;nbsp; wyniesionego z rodzinnego domu. Podobnie jak u Bergmana, hipnotyzuje psychiczną wiwisekcją, bezlitosnym, biologicznym konkretem, zwłaszcza w przedstawianiu seksualności i śmierci. Jest w tym swoisty skandynawski realizm, który został tutaj wykreowany po mistrzowsku, ale bez uciekania się do przejaskrawienia. Anne B. Radge unika schematycznych rozwiązań fabularnych, cały czas trzyma w napięciu, prowadząc czytelnika ku zaskakującemu, wstrząsającemu zakończeniu, z którym muszą się zmierzyć bohaterowie powieści. &amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wbrew swoim literackim powinowactwom, które wyłuskałam w trakcie lektury, "Ziemia kłamstw" nie jest jedynie historią o ludziach zamkniętych w hermetycznych kokonach przejmującej samotności, z których nie sposób się wyzwolić. Radge opowiada o jej trudnym, bolesnym przezwyciężaniu, o szukaniu porozumienia, o próbie nawiązania więzi w rodzinie, która rozpierzchła się, uciekając przed nienawiścią, pogardą, upokorzeniem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Spadkobiercami tych traumatycznych doświadczeń są trzej bracia o diametralnie różnych osobowościach. Najstarszy, Tor, pozostał w rodzinnym domu i z oddaniem prowadzi podupadające gospodarstwo, całkowicie podporządkowując się apodyktycznej matce, Annie Neshow. Swoją samotność wypełnia miłością do zwierząt. "Siri przytknęła ryj do jego ramienia. Takie gigantyczne zwierzę ze szczęką pełną zębów&amp;nbsp; ostrych jak żyletki mogłoby go zabić, gdyby chciało, dlatego możliwość zaufania jej w pełni dawała mu ogromne, dziecięce poczucie bezpieczeństwa" [s. 104]. Margido jest właścicielem przedsiębiorstwa pogrzebowego, samotnym starym kawalerem, mieszkającym w Trondheim, w dwupokojowym mieszkaniu w bloku. "Na niedużej werandzie hodował jedynie w ceramicznej doniczce małego cyprysa. [...] mógł kupić sobie dom. Miał wystarczającą ilość pieniędzy,&amp;nbsp; ale na co byłby mu dom" [s.31]. Erlend, najmłodszy z braci, artysta – dekorator wystaw sklepowych, homoseksualista, od lat mieszka i pracuje w Kopenhadze, całkowicie izolując się od przeszłości. Żyje miłością do Krummego, swojego partnera, oraz uwielbieniem dla piękna i luksusu. "Nic nie byłoby inaczej, gdybym tu pozostał. Oni się tak strasznie mnie wstydzili. Pedała. [...] W Kopenhadze jestem &lt;span id="search" style="visibility: visible;"&gt;bøsse, w Trondheim gejem, w Byneset&amp;nbsp; pedałem. Kochane dzieci mają wiele imion" [s. 196].&lt;/span&gt; Każdy z nich egzystuje we własnym świecie. Nie kontaktują się ze sobą od lat, zapominając o istnieniu rodzeństwa. Tor wycofał się z życia, zrezygnował z miłości, pod presją matki wyrzekł się związku z kobietą, która urodziła mu córkę. 36-letnia Torunn nigdy nie poznała swojej babci, Anny Neshow, nigdy nie spotkała swoich wujków, którzy nie wiedzą o jej istnieniu. Z ojcem widziała się tylko raz i rozmawiała z nim przez telefon zaledwie kilkakrotnie. Choroba starej Anny, leżącej na łożu śmierci, wywraca życie czwórki bohaterów do góry nogami. Muszą zmierzyć się z demonami przeszłości, z własnymi lękami i uprzedzeniami, pokonać strach przed samymi sobą, przed tym smutnym miejscem, w którym dorastali bracia, a który stał się antytezą domu i&amp;nbsp; źródłem przytłaczających, tłumionych wspomnień. Jeden z recenzentów określił go jako "dom zły", posługując się tytułem filmu Wojciecha Smarzowskiego (&lt;a href="http://ksiazki.wp.pl/rid,4084,tytul,Dom-zly,recenzja.html?ticaid=1b692"&gt;zob. tutaj&lt;/a&gt;). To określenie doskonale oddaje ducha tego miejsca. Posiadłość należąca do rodziny Neshow od lat pogrąża się w destrukcji. Panuje w niej fizyczna i duchowa dezintegracja. Trudno wyobrazić sobie bardziej przygnębiający wizerunek rodzinnego domu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy Anna Neshow jest potworem pozbawionym matczynych uczuć?&amp;nbsp; Czy ojciec Tora, Margida i Erlenda jest bezdusznym nikczemnikiem, za jakiego uważają go synowie? Czy dziadek&amp;nbsp; Tallak jest faktycznie tym człowiekiem, jakim pozostał w ich pamięci: jedyną pozytywną, słoneczną postacią w tym przeklętym domu? Kto jest winowajcą, a kto ofiarą? Kto jest największym manipulatorem, mistyfikatorem? Z biegiem fabuły zakorzenione w świadomości bohaterów przeświadczenia, przyswajane od dzieciństwa, ulegają drastycznej weryfikacji, wywołującej wstrząs, który doprowadza niemal do tragedii. Dobro okazuje się złem.&amp;nbsp; Namiętność, której podporządkowano wszystkie sfery życia, zamiast spełnienia – przynosi nienawiść, destrukcję i ból...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mistrzostwo tej opowieści zasadza się na nagromadzeniu niedopowiedzeń, grze z wyobrażeniami czytelnika, konfrontowaniu rozbieżnych wersji rodzinnej historii, utkanej bardziej z domysłów niż faktów, z tajemnic niż konkretów. Dociekanie tych tajemnic, ich drążenie, zaglądanie pod podszewkę pozorów z psychologiczną wnikliwością, która nieustannie trzyma w napięciu, to literacka wartość tej historii. Porażającej i fascynującej zarazem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A zakończenie? Bolesne odkrywanie rodzinnej tajemnicy, tragizm spleciony z nadzieją, smutek zmieszany z dyskretną, ledwie tlącą się nutką optymizmu... a może on jest tylko złudzeniem, może nic już nie będzie lepsze. Może ziemia, która przez lata karmiła się kłamstwem i manipulacją, pozostanie skażona na wieki... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Anne B. Radge, &lt;i&gt;Ziemia kłamstw&lt;/i&gt;, tłum. E. M. Bilińska, Smak Słowa 2010&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-3779134716081916808?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/3779134716081916808/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/12/szorstka-jak-fiord-przejmujaca-jak.html#comment-form' title='Komentarze (28)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/3779134716081916808'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/3779134716081916808'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/12/szorstka-jak-fiord-przejmujaca-jak.html' title='Po drugiej stronie fiordów... &quot;Ziemia kłamstw&quot; Anne B. Radge'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TQNu0cj2FeI/AAAAAAAAD-s/n4zRO_9RP4U/s72-c/Ziemia-klamstw_Anne-Ragde%252Cimages_product%252C17%252C978-83-62122-05-9.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>28</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-3226694819934255188</id><published>2010-11-19T14:25:00.014+01:00</published><updated>2011-01-18T15:27:26.076+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cała Polska czyta dzieciom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura norweska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rodzinne czytanie'/><title type='text'>Oczyma dziecięcej wyobraźni. Svein Nyhus, Tato!</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TOZecV0Io2I/AAAAAAAAD9I/-kDN4GL2Pco/s1600/Tato_Svein-Nyhus%252Cimages_product%252C27%252C978-83-927248-4-1.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TOZecV0Io2I/AAAAAAAAD9I/-kDN4GL2Pco/s1600/Tato_Svein-Nyhus%252Cimages_product%252C27%252C978-83-927248-4-1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;div class="blockInfo"&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Prawdopodobnie dziecięca  wyobraźnia ma wiele barw, a tęsknota małego Tomka, bohatera książki  Sveina Nyhusa, przybrała kolor stalowoniebieski i przyoblekła się w  formy przypominające obrazy kubistów lub formistów, choć o wiele  bardziej bezpośrednie i prostsze w wyrazie. Początkowo sądziłam, że twórcą szaty graficznej jest sam autor, Svein Nyhus, pisarz i ilustrator, który stworzył oprawę wizualną do znanej książki swojego autorstwa zatytułowanej „Włosy  mamy”; w końcu wyczytałam ze stopki redakcyjnej, że opracowanie  graficzne wersji polskiej przygotował Marek Trzebiatowski.  Bodźce  wzrokowe są tutaj ważniejsze niż słowo, a przynajmniej równie ważne.  Odniosłam wrażenie, że tekst stanowi tu jedynie dopełnienie obrazu,  krótki komentarz, kropkę nad i.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Centralną postacią wszystkich ilustracji jest tato, jego sylwetka  została wyolbrzymiona do tego stopnia, że zdaje się dominować nad  światem niczym giganci z mitycznych opowieści starożytnych Greków. Staje  się ucieleśnieniem potęgi, siły, nieograniczonych możliwości. Potrafi  wszystko, nie ma dla niego rzeczy niemożliwych, nieosiągalnych. Jest  bohaterem z najpiękniejszych bajek. Herosem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siłą napędzającą wyobraźnię małego Tomka jest tęsknota. Późnym  wieczorem chłopiec leży w łóżku i myśli o swoim ojcu. Zastanawia się,  gdzie on może być. Jego wyobraźnia podsuwa mu obrazy taty, ukazujące go w  najrozmaitszych sytuacjach, ale zawsze jako ucieleśnienie ideału. Skąd  bierze się ta dziecięca mitologizacja i hiperbolizacja sylwetki taty? Co  jest źródłem tęsknoty? Śmierć ojca... Wyjazd... Rozwód... A może  prawdziwy tato jest o wiele gorszą kopią niż ten wyśniony, wymarzony,  wyidealizowany? Może nie spełnia wszystkich potrzeb małego Tomka? Może  pracuje tak dużo, że prawie w ogóle nie ma dla niego czasu? To są tylko  domysły, do których snucia prowokuje cała historia, sprawiając, że  nabiera ona uniwersalnego charakteru, staje się opowieścią dostosowaną  do oczekiwań każdego dziecka.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idealizację taty można tłumaczyć na wiele sposobów, ale  niezależnie od interpretacji nasuwa się jeden wniosek: tato jest  najważniejszą osobą (zapewne obok mamy) w oczach dziecka, daje mu  poczucie bezpieczeństwa, bliskości, uczy, jak okazywać miłość, jak  troszczyć się o innych, jak być odważnym. Może to tylko życzenie Tomka,  może realia jego dzieciństwa są tak smutne, że ucieka on w świat marzeń i  fantazji, kreując sobie wizerunek doskonałego taty. Taka myśl przyszła  mi do głowy, gdy Tomek marzył na jawie. W jego marzeniach tato raz jest  kierowcą rajdowym, raz jest iluzjonistą, innym razem kosmonautą czy  tygrysem. Stalowoniebieski kolor ilustracji uwypukla nostalgiczny  charakter opowieści. Rozwiązania zagadki związanej z  postacią realnego  taty  nie przynosi nawet zakończenie książki,  choć zdaje się sugerować,  że tata nie żyje, a fantazja chłopca jest antidotum na  ból rozstania i  poczucie osamotnienia. Przynosi pokrzepienie, ukojenie i ulgę, kiedy  przepełniony tęsknotą chłopiec spogląda przez otwarte okno i pociesza  się, że może tata, tak jak on, patrzy teraz na księżyc, że spoglądają na  to samo. Ta myśl napełnia go poczuciem bliskości i staje się remedium  na samotność.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka „Tato!” zdobyła najbardziej prestiżową nagrodę literacką w  kategorii książek dla dzieci i młodzieży przyznawaną przez norweskie  Ministerstwo Kultury, została też uznana za najpiękniejszą książkę roku.  Zapoczątkowała społeczną debatę na temat roli ojca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Svein Nyhus, &lt;/span&gt;&lt;i&gt;Tato!&lt;/i&gt;, tłum. Helena Garczyńska, wyd. EneDueRabe 2008&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-3226694819934255188?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/3226694819934255188/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/11/oczyma-dzieciecej-wyobrazni-svein-nyhus.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/3226694819934255188'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/3226694819934255188'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/11/oczyma-dzieciecej-wyobrazni-svein-nyhus.html' title='Oczyma dziecięcej wyobraźni. Svein Nyhus, Tato!'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TOZecV0Io2I/AAAAAAAAD9I/-kDN4GL2Pco/s72-c/Tato_Svein-Nyhus%252Cimages_product%252C27%252C978-83-927248-4-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-8561008039185418644</id><published>2010-11-15T12:59:00.008+01:00</published><updated>2010-12-02T09:04:19.935+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura polska'/><title type='text'>Z drugiej strony światła... Maja Wolny, Dom tysiąca nocy</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TMaJu7vYSvI/AAAAAAAAD7w/lmEjaWna53o/s1600/Wolny1.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TMaJu7vYSvI/AAAAAAAAD7w/lmEjaWna53o/s1600/Wolny1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;div class="blockInfo" style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Jeszcze rok temu nie  wiedziałam, że Sorrento istnieje..."[1]. Sorrento. Sorrento... Smakuję  tę nazwę, jej świetliste ciepło, "z jej błękitem, żółcią i głęboką  zielenią"[2]... "Jeśli szczęście ucieka daleko, to pewnie chroni się  właśnie tam, po drugiej stronie gór, mórz i autostrad"[3].  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla bohaterki powieści, Malwiny, Sorrento staje się "ostatnią próbą,  ostatnim dzwonkiem na ostatnią lekcję"[4]. Zwabiona osobliwym pięknem  kryjącym się w tej dźwięcznej, melodyjnej nazwie,  pod wpływem impulsu  przyjeżdża pewnego dnia do Sorrento, z nadzieją, że uda jej się  otrząsnąć po  tragicznych doświadczeniach i  znaleźć spokój w  śródziemnomorskiej scenerii malowniczego miasteczka. "Trudno tu  traktować jakiekolwiek zmartwienia poważnie, wszystko pachnie kanikułą,  festynową dekoracją, wiecznie trwającą śródziemnomorską paradą  beztroski"[5]. Zostawia za sobą całe dotychczasowe pięćdziesięcioletnie  życie: dzieciństwo w małej wsi pod Pińczowem, młodzieńcze ambicje,  studia uniwersyteckie, dyplom romanistyki na UJ-cie, mieszkanie w bloku,  małżeństwo z Jerzym, które rozpadło się po rodzinnej tragedii... Nie  sposób o niej zapomnieć. Malwina pragnie odseparować się od samej  siebie, od tej kobiety, która jest przepełniona bólem, żałobą i ciężarem  dramatycznych wspomnień. "Gdy patrzę na te kobiety siedzące tutaj we  włoskich kawiarniach [...], czuję, że przepełnia mnie zazdrość. [...]  Chciałabym być jedną z nich, przestać wreszcie ciągnąć za sobą ten bagaż  wspomnień, moją stratę, tamtą zimę, nieznikający zapach  szpitala..."[6]. Nie wiem, czy potrafiłabym się zdobyć na takie  radykalne cięcie, tak daleką metamorfozę, tak odległe bycie gdzieś poza  granicami własnej osobowości i samej siebie takiej, jaką byłam przez  całe życie. Czy pani magister o intelektualnych ambicjach i wysokiej  kulturze, znająca języki i kochająca literaturę, sztukę, filozofię,  zdoła zakorzenić się w skromnej, pozbawionej wyrazu osobie mającej  zajmować się obcym domem, postaci służącej, kucharki, sprzątaczki, czy  będzie w stanie zrezygnować z poczucia, że jest stworzona do innego  życia, do wyższych celów niż bycie pomocą domową? Świetliste ciepło  zaklęte w melodyjnej nazwie Sorrento zniewala i obiecuje wyzwolenie.  Kusi iluzją, że będąc w tym mieście, można się odrodzić, uciec od samej  siebie, przyoblec się w kostium kobiety wolnej od trosk i pozbawionej  jakichkolwiek traumatycznych doświadczeń: "Na Południu żyje się pełnią  życia. Wszystkie brudy spierają się w tej niebieskiej pianie. Jaskrawość  dnia wypala złe wspomnienia, poraża, każe zanurkować w błękicie"[7].  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drugiej stronie światła znajduje się dom Carli Russo w Sorrento.  Dwie kobiety są sobą zaskoczone, zdziwione, obie spodziewały się spotkać  kogoś zupełnie innego. Maja Wolny z wyczuciem niuansów analizuje  wypełniające bohaterki wahania i uczucia wywołane konfrontacją wyobrażeń  z rzeczywistością. Maski, za jakimi skrywają swoje prawdziwe emocje,  kostiumy utkane z  obojętności, która pozwala na zachowanie iluzji, że  jest się panią sytuacji, że nie zostanie się dotkniętą przez żadne  uczucie, jakąkolwiek emocję, ból czy zwątpienie. Trzeba tylko uwierzyć,  że samotność jest wyzwoleniem i jedyną opoką na tym świecie. Nic nie  czuć. Niczego nie oczekiwać. Po prostu być. Trwać z dnia na dzień.  Wykonywać te same czynności. Sprzątać i nie mieć marzeń. Zmywać i  niczego nie analizować. Gotować i niczemu się nie dziwić. Nie  doświadczać żadnych uniesień i upadków. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, co mnie zaintrygowało, to spojrzenie autorki na kobiecość w jej  konfrontacji ze starością. Obie bohaterki są w tym wieku, w którym  młodość ma się dawno za sobą. Malwina ma 50 lat, a Carla, jej  pracodawczyni, wytworna Włoszka z nienagannymi manierami, dawna  dziennikarka, pisarka i rewolucjonistka, jest kobietą po  siedemdziesiątce. Twarda powierzchowność, szorstki, ale pełen elegancji  styl bycia, wyniosłość i niezależność to cechy osobowości Carli. Carla  rozmyśla o starości. Broni się przed nią, chociaż sama nie jest już w  stanie utrzymać nienagannego porządku w swojej willi z białego kamienia.  Malwina jest jej przeciwieństwem. Jest w niej akceptacja, rezygnacja,  prostota, podporządkowanie się. Są całkowicie inne, a jednak... Coś je  łączy. Są na swój sposób podobne do siebie. Długo nie mogłam  sprecyzować, na czym zasadza się to paradoksalne podobieństwo. Obie są  niepospolite i eleganckie. I to je łączy. A jednocześnie dzieli. Rodzi  nieufność i obawy. Kobiety żyją w jednym domu, ale tkwią po dwóch  stronach muru. Obie czegoś sobie zazdroszczą. Malwina Carli –  niezależności, Carla Malwinie – młodzieńczego wyglądu, na którym czas  nie pozostawia swojego piętna. Malwina wciąż ma piękne nogi, wspaniałą  młodą skórę i szczupłą sylwetkę oraz wdzięk młodej dziewczyny. Mężczyźni  ciągle się za nią oglądają. Carlę być może onieśmiela aparycja Malwiny,  jej elegancja, wykształcenie, delikatność, które nie przystają do  potocznego wyobrażenia pomocy domowej. Malwina jest jednocześnie skromna  i dyskretna, niczego nie można jej zarzucić. Perfekcyjnie gra swoją  rolę. Jest doskonała. Do czasu, gdy spotka Bruna. Gdy jej oplecione  lodowatą obojętnością, wypalone smutkiem serce zacznie bić znowu  mocniej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie można uciec od tego, od czego się ucieka – tak jak ilustrują tę  tezę wielkie dramaty antyczne.  Nie można schronić się przed uczuciami.  Nie można zabarykadować się przed nienawiścią, miłością, poczuciem  zranienia... Miłość niesie komplikacje. Tak odczytałam historię Carli,  Malwiny i Bruna. Destrukcyjna siła miłości jest obecna w każdej jej  odmianie. Destrukcyjne są związki z mężczyznami (młodość Carli),  destrukcyjne jest macierzyństwo (traumatyczne dzieciństwo Aleksi, córki  Carli, którego dziedzictwo spada na delikatnego Bruna, jej wnuka). Koło  się zamyka. Carla wydaje się kobietą silną i niezależną, wolną i  władczą, czego zazdrości jej Malwina. Ale to tylko pozory. Carla cierpi.  Przytłacza ją ciężar winy i kary. Każda z kobiet dźwiga ciężar  cierpienia. Zawinionego (Carla) i niezawinionego (Malwina). Ciężar  straty: Carla wyrzekła się własnej córki, Malwina straciła ukochanego  syna. Tak jak różne są kategorie i źródła tego cierpienia, tak samo  wielki jest jego ciężar dla obu kobiet. Czy jest to cierpienie  zawinione, czy niezawinione, jest ono równie tragiczne, choć momentami  odnosiłam wrażenie, że cierpienie Carli jest bardziej traumatyczne,  rozdzierające. Carla jest winowajczynią i ofiarą. Niechciane  macierzyństwo i pełne zimnego okrucieństwa odrzucenie Aleksi mszczą się  na niej, gdy po latach pragnie nawiązać kontakt z córką. Jej próby  spełzają na niczym. Natrafiają na cynizm i nienawiść Aleksi, która idzie  w jej ślady, podążając drogą "wolności" i pozostawiając Bruna na pastwę  losu, podobnie jak przed laty postąpiła Carla wobec swojej córki. Nie  ma ucieczki przed dziedzictwem winy i kary. Nie ma ucieczki przed  przeszłością. Jest Bruno... Ucieleśnienie niewinności. Owoc  przypadkowego, przygodnego związku Aleksi. To była zemsta na Carli?  Bruno jest niechciany tak dalece, jak dalece był umiłowany i upragniony  Pawełek, syn Malwiny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młody mężczyzna jest postacią znamienną: niespodziewanie zakrada się  w życie Malwiny, tak jak niespodziewanie odchodzi z niego 17-letni  Paweł, zabierając ze sobą sens. Na przekór oczekiwaniom Malwiny zajmuje  miejsce Pawełka. Im bardziej kobieta stara się odseparować od wspomnień,  tym mocniej angażuje się w relację z młodym mężczyzną. W pewnym  momencie przyjaźń, oparta na powinowactwie dusz, przeradza się w silną  fizyczną zależność. Nie można nad nią zapanować. Nie bez znaczenia  pozostaje tu wątek związany z historią Fryderyka Nietzschego. W  Malwinie, dojrzałej, doświadczonej przez życie kobiecie Bruno dostrzega  ucieleśnienie Malwidy, przyjaciółki Fryderyka Nietzschego, w czym  utwierdza go jeszcze podobieństwo imion obu kobiet. Bruno jest  zafascynowany twórczością i biografią filozofa; pisze książkę osnutą na  kanwie romansu między młodym Fryderykiem i dojrzałą Malwidą, niezależną  emancypantką, koneserką sztuki, literatury i filozofii, wielbicielką  artystów. Według pewnej opowieści miał się on rozegrać właśnie w  Sorrento. Bruno utożsamia się z Fryderykiem, ale nie potrafi nadać  postaci jego przyjaciółki realnych kształtów, napełnić jej życiem.  Malwina staje się dla niego inspiracją, powierniczką, pierwszą  czytelniczką jego powieści.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Dom tysiąca nocy" to powieść o tajemnicach, napisana stylem, który  wzmaga ich efemeryczność, nieuchwytność, a jednocześnie wydobywa z  biografii bohaterek namacalność tych tajemnic. Ich nienachalne  odkrywanie dostarcza wzruszeń, sprawia, że proza Mai Wolny przykuwa, nie  pozwala o sobie zapomnieć, pozostać obojętnym. Można się w niej  zatracić, tak jak Malwina zatraciła się w jaskrawej świetlistości  Sorrento. Styl Mai Wolny sprawia, że w trakcie lektury raz jest się  chłodem Carli, okrucieństwem Aleksi, innym razem delikatnością i  bezbronnością Bruna czy smutkiem Malwiny, podszytym nadzieją i  pragnieniem samoocalenia. Na języku smak Sorrento zakwita świeżością  cytryny, niebo staje się błękitne, chwila nabiera takiej intensywności,  że zapominam o nadciągającej zimie i chłodzie za oknem, wpatrując się  tęsknie w krajobraz zalanej słońcem Zatoki Neapolitańskiej... Po drugiej  stronie światła olśniewa mnie Sorrento. Kusi prześwietlonymi na  niebiesko obrazami, zapachami morza, piasku i słońca oraz brzmieniem  włoskich słów. Tak dalekie, tak bliskie... &lt;br /&gt;--- &lt;br /&gt;[1] Maja Wolny, "Dom tysiąca nocy", wyd. Prószyński i S-ka 2010, s. 6. &lt;br /&gt;[2] Tamże, s. 7. &lt;br /&gt;[3] Tamże, s. 6. &lt;br /&gt;[4] Tamże, s. 8. &lt;br /&gt;[5] Tamże, s. 31. &lt;br /&gt;[6] Tamże, s. 65. &lt;br /&gt;[7] Tamże, s. 47.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Maja Wolny, &lt;i&gt;Dom tysiąca nocy&lt;/i&gt;, Prószyński i S-ka 2010&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-8561008039185418644?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/8561008039185418644/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/11/z-drugiej-strony-swiata-maja-wolny-dom.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/8561008039185418644'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/8561008039185418644'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/11/z-drugiej-strony-swiata-maja-wolny-dom.html' title='Z drugiej strony światła... Maja Wolny, Dom tysiąca nocy'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TMaJu7vYSvI/AAAAAAAAD7w/lmEjaWna53o/s72-c/Wolny1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-7247616420378630713</id><published>2010-10-26T02:09:00.013+02:00</published><updated>2010-12-02T09:05:04.335+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura polska'/><title type='text'>Śmiechoterapia w oparach nonsensu. Dagmara Półtorak "Tak trudno być mną!"</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TKAWq9Ey07I/AAAAAAAAD0Q/nXVrXP9nS1k/s1600/352x500.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TKAWq9Ey07I/AAAAAAAAD0Q/nXVrXP9nS1k/s1600/352x500.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Skapitulowałam.  Jeszcze jedna strona i... bojkot przerwany. Żelazna kurtyna zasady:  "Takich książek nie czytam" – takich, czyli z kategorii łatwych i  przyjemnych, jak się początkowo uprzedziłam, padła pod naporem dowcipu,  jakim kipi niemal każde zdanie powieści. Na nic odstraszacze: kiczowata  okładka, mało intrygujący tytuł. Tej powieści po prostu nie da się nie  czytać!!! Czujecie? Tę wszechogarniającą rozkosz śmiechu? Histerię  rozbawienia? Hipereskalację rozchichotania wewnętrznego i zewnętrznego  (za co przepraszam moich sąsiadów z ulicy Kochanowskiego i panią z  naprzeciwka w autobusie linii nr 27)... Przeżyłam 316 stron orbitowania w  stanie unicestwiającej wszelkie stresy, niemal narkotycznej  degrengolady... Po kilkunastu pierwszych stronicach straciłam poczucie  realności własnego ciała, mięśnie brzucha i mięśnie policzków zaczęły  odmawiać mi posłuszeństwa, wycieńczone intensywną aktywnością, do której  prowokowała niemal każda scena. Upiłam się (nie alkoholem). Odurzyłam  (bynajmniej nie dopalaczami). Zajęłam się śmiechem niczym  suchy las  ogniem. Wypełniłam się komórkami śmiechu, które przeszczepiały się na  inne organy w zastraszającym tempie. Śmiały się moje trzewia, chichot  wypełniał każdy mięsień, każdą tkankę... Wspaniałe, oczyszczające  doznanie – już nie masz siły się śmiać, ale nie potrafisz się  powstrzymać.  Zabójcze poczucie humoru? Ale ja połknęłam bakcyla  śmiechoterapii i już nie było odwrotu. Żegnajcie, obowiązki. Adieu,  umówione terminy! Nie spocznę, póki nie skończę czytać. Jestem śmiechem.  Śmianiem się. Koziołkowaniem ze śmiechu. Tarzaniem się ze śmiechu...  "Niech mnie ktoś powstrzyma!!!" (patrz:  Stanley Ipkis w filmie  zatytułowanym "Maska"). Jeszcze kilka kolejnych przeczytanych zdań i  byłam gotowa zaśpiewać ile sił w płucach:&lt;br /&gt;"Śmiechu mi trzeba na te trudne czasy,/Śmiechu czystego jak źródlana  woda,/(...) Niech dźwięczy-męczy aż do zadyszki,/Śmiechu mi trzeba  przede wszystkim"...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O powieści Dagmary Półtorak mogłabym napisać: z małej chmury duży deszcz. Nie spodziewałam się, że książka wprawi mnie w tak znakomity humor, że wyzwoli tajfun pozytywnej energii. Napisać o niej: lekka i przyjemna – to zdecydowanie za mało. Bo, owszem, jest lekka i przyjemna, ale w jakim stylu! Brawurowy, absurdalny dowcip przywodzi na myśl opary nonsensu, z którego zasłynęli twórcy Monty Pythona. Karykaturalne, przezabawne sytuacje, rozbrajająca autoironia, z jaką snuje swoją opowieść narratorka powieści, parodiowanie najrozmaitszych konwencji gatunkowych – od love story, opery mydlanej, poprzez powieść detektywistyczną, pamiętnik o dojrzewaniu, do sagi rodzinnej –&amp;nbsp; czynią z powieści Dagmary Półtorak historię wciągającą, od której nie sposób się oderwać. Obawiałam się, że będzie to jeszcze jedna wariacja na ten sam temat. Młoda, współczesna, zakompleksiona kobieta szukająca swojego księcia z bajki, pragnąca usłyszeć słowa: "Kocham cię taką, jaka jesteś". Na szczęście okazało się, że bohaterka&amp;nbsp; nie&amp;nbsp; jest kolejną wersją &lt;span id="search" style="visibility: visible;"&gt;Bridget Jones. &lt;/span&gt;Przyjemne rozczarowanie. Owszem, wiele łączy obie kreacje: zarówno jedna, jak i druga bohaterka prowadzi dziennik, doświadcza absurdalnych sytuacji rodzinnych, z rozbrajającą autoironiczną szczerością demaskuje własne niedoskonałości i notuje swoje spostrzeżenia z charakterystycznym karykaturalnym wdziękiem. Ale na tym kończą się podobieństwa. Bohaterka powieści "Tak trudno być mną!" podbiła moje serce brawurową, oszałamiająco komiczną narracją. Jej opowieść koncentruje się na codziennych sytuacjach zaczerpniętych z życia najbliższej rodziny, perturbacjach przyjaciół,&amp;nbsp; scenkach z życia studenckiego, ale nie ma w sobie nic prozaicznego, choć odwołuje się do... prozy życia. Komizm sytuacyjny zamienia każdą opisywaną okoliczność, choćby najbardziej przyziemną, w gejzer nonsensu. Bohaterka to 22-letnia studentka, mieszkająca ze zwariowaną matką zafascynowaną New Age, jej drugim mężem [oboje kłócą się od dnia ślubu] oraz braćmi Smarkiem i&amp;nbsp; Michałem.&amp;nbsp; Co jeden to lepszy.&amp;nbsp; Starszy, Michał, wyalienowany komputerowiec&lt;span id="search" style="visibility: visible;"&gt;&lt;i&gt;, &lt;/i&gt;&lt;/span&gt;wyglądający na coraz bardziej zdezorientowanego w otaczającej go rzeczywistości, jest przeciwieństwem młodszego, Smarka, który, na ten przykład, "dostał niedawno zestaw Małego Piromana i z zacięciem testuje nowe modele bomb domowej roboty, spuszczając je w klozecie" albo "miał zwyczaj rzucania się po aucie jak osoba z chorobą świętego Wita, wywrzaskiwania przez okno obelg pod adresem wszystkiego, co się rusza i na drzewo nie ucieka, oraz zasłaniania kierowcy&amp;nbsp; oczu i pytania &amp;gt;&amp;gt;zgadnij kto to?&amp;lt;&amp;lt; podczas wjazdu na autostradę". W tle pojawiają się dziadkowie obdarzeni niebywałą ikrą i nieposkromionym apetytem na uciechy życia oraz biologiczny ojciec bohaterki, malkontent wiecznie pogrążony w stanach depresyjnych, który każdą swoją wypowiedź rozpoczyna od sakramentalnej frazy: "Widzisz, w życiu każdego mężczyzny&amp;nbsp; przychodzi taki moment, kiedy musi ...".&amp;nbsp; I jak tutaj nie zwariować.&amp;nbsp; Ciężkie jest życie kogoś obdarzonego tak "nietuzinkową" rodziną. Apogeum następuje w momencie, kiedy matka poznaje przez internet niejakiego Martina, młodego Anglika polskiego pochodzenia, i zaprasza go do siebie na wielotygodniowy pobyt, aby mógł poznać swój ojczysty kraj oraz&amp;nbsp; opublikować książkę, przewodnik turystyczny, nad którym pracuje od kilku miesięcy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Absurdalne sytuacje mnożą się niczym w montypythonowskich skeczach, a moje ulubione to: spotkanie klubu filmowego*, akcja "Kubły Prawdy" [parodia intrygi kryminalnej],&amp;nbsp; randka z doktorem Markiem – istne qui pro quo – na siłowni [parodia love story],&amp;nbsp; przygotowania do Wigilii i przedświąteczne zakupy w hipermarkecie, a zwłaszcza mierzenie kreacji w sklepowej przymierzalni, gdy zdesperowana bohaterka rozpaczliwie poszukuje sukni na ślub najbliższej przyjaciółki. Tego się nie da opowiedzieć, to trzeba przeczytać, dlatego zacytuję niewielki fragmencik, dla zachęty.&amp;nbsp; Ale uprzedzam, apetyt rośnie w miarę jedzenia, w tym przypadku – w miarę czytania. I choć spotkałam się z opinią, że co za dużo, to nie zdrowo, ja nie doznałam syndromu przesytu. A taki typ zabójczego, absurdalnego poczucia humoru, jaki zaserwowała w swojej książce Dagmara Półtorak, bardzo mi odpowiada jako doskonała śmiechoterapia i sposób na naładowanie akumulatorów.&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;*&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Spotkanie klubu filmowego&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jeszcze nikt nie przyszedł. Nie żebym spodziewała się jakichś tłumów, ale profesorska perswazja (nie przyjdziesz – nie zdasz) powinna podziałać. Możliwe, że nawet jakiś procent tych, którzy przybędą, będzie wiedział co nieco o ﬁlmie. Może uda mi się pokierować ich niedoświadczonymi umysłami, wyciosać te delikatne...&lt;br /&gt;W drzwiach stanęła jakaś dziewczyna. Miała na sobie różowe futrzane&amp;nbsp; kozaki.&amp;nbsp; Powtarzam,&amp;nbsp; różowe&amp;nbsp; futrzane&amp;nbsp; kozaki.&amp;nbsp; Będzie rozlew krwi.&lt;br /&gt;Wieczór&lt;br /&gt;Nie było krwi; skończyło się na kilku zadrapaniach i złamanym paznokciu, kiedy telewizor, wypożyczony z koła elektryków amatorów wybuchł mi prosto w twarz. Próbowałam przekręcić pokrętło – zostało mi w dłoni, próbowałam wcisnąć guzik – telewizor wybuchł. Uczestnicy kółka (to znaczy ja oraz Futrzane Kozaki) rozbiegli się w popłochu na wszystkie strony świata i już nie wrócili. Podejrzewam, że to było ostatnie spotkanie kółka, zważając na brak telewizora. I uczestników.&lt;br /&gt;W domu nikt nie zwrócił uwagi na zadaną przez antenę telewizyjną ranę kłutą w moim policzku &lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;[s. 36].&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt; &lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt; &lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Dagmara Półtorak, &lt;i&gt;Tak trudno być mną!&lt;/i&gt;, Wydawnictwo WAB 2010.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-7247616420378630713?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/7247616420378630713/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/10/smiechoterapia-w-oparach-nonsensu.html#comment-form' title='Komentarze (28)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/7247616420378630713'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/7247616420378630713'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/10/smiechoterapia-w-oparach-nonsensu.html' title='Śmiechoterapia w oparach nonsensu. Dagmara Półtorak &quot;Tak trudno być mną!&quot;'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TKAWq9Ey07I/AAAAAAAAD0Q/nXVrXP9nS1k/s72-c/352x500.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>28</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-1660811939176433910</id><published>2010-09-18T15:07:00.010+02:00</published><updated>2010-09-25T06:10:10.949+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura angielska'/><title type='text'>Białe plamy ewolucji. Elaine Morgan "Pochodzenie kobiety"</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TJS3ICTZHLI/AAAAAAAADJc/qX46viltstE/s1600/okladka1.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TJS3ICTZHLI/AAAAAAAADJc/qX46viltstE/s320/okladka1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ludzkość opiera się na dwóch filarach: są nimi kobiecość i męskość.  Jin  i jang. Woda i ogień. Ziemia i wiatr. Cóż mogę dodać więcej... tyle już  napisano i powiedziano na temat równości płci, emancypacji kobiet i  obalania stereotypów damsko-męskich. Mogę tak napisać bez obawy, że  jakiś "męski szowinista" ;-) oskarży mnie o szerzenie herezji – taka  reakcja dzisiaj może wywołać jedynie kpiący uśmieszek niedowierzania,  zważywszy na to, że dawno mamy poza sobą czasy wojującego feminizmu oraz  żyjemy w epoce parytetu płci. Poprawność polityczna zobowiązuje do  publicznego wyznawania zasady, zgodnie z którą zarówno mężczyzna, jak i  kobieta mają takie same prawa i przywileje w każdej sferze życia. O tak.  Parytet płci obowiązuje nawet w zakresie teorii ewolucji!  &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I bardzo dobrze. Bo czy panowie prekursorzy pisali o niej z  perspektywy istoty żeńskiej? Nie. U zarania teorii ewolucji legły  patriarchalne koncepcje Darwina i spółki. To facet – tarzanopodobny  prehominid samiec – stanowił uosobienie rozwoju ludzkich społeczności.  Polowania, wojny, dzidy, noże zdają się sugerować, że "matką, a raczej  ojcem wynalazków jest potrzeba zabijania – jak wiadomo męska  profesja"[1]. A garnki i motyki? No właśnie. Z książki Elaine Morgan  dowiadujemy się, że filarem diety naszych przodków nie było mięso, lecz  nasiona, owoce, korzonki, małże, a zbieractwem zajmowały się kobiety.  Dziś mówi się już o społecznościach łowiecko-zbierackich, a nie jedynie  łowieckich, i to dzięki takim autorom, jak Elaine Morgan czy Alister  Hardy, który ją zainspirował swoją wodną teorią ewolucji. Według Morgan  to właśnie samica zainicjowała proces adaptacyjny do  środowiska  wodnego.  I nie chcę przez to bynajmniej sugerować, że "Kopernik była  kobietą" (patrz: "Seksmisja"). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Pochodzenie kobiety" powstało ponad 30 lat temu, kiedy triumfy  święcił neodarwinizm i książka nie miała łatwej drogi do sukcesu. Mnie,  laikowi, argumentacja Elaine Morgan wydała się zaskakująco logiczna i  przekonująca. Jestem nawet w stanie uwierzyć (sic!), że moją przodkinią  była wodna małpa. Dlaczego bowiem chodzimy na dwóch nogach? "Tarzaniści  sugerują, że dwunożność umożliwiała małpie ściganie zwierzyny i  jednoczesne trzymanie broni – na początku zapewne kamieni. Ale szympans  biegnący z bananem (lub kamieniem), jeśli nie może go włożyć do ust,  niesie go w jednej ręce i galopuje na pozostałych trzech, bo nawet trzy  nogi są szybsze niż dwie. [...] Musiał być ważniejszy powód, dla którego  ograniczyliśmy się przez długi czas do chodzenia na tylnych nogach,  mimo że tak było wolniej"[2]. Może jednak czworonożny praczłowiek w  nieprzyjaznej epoce pliocenu stanął na prostych nogach, gdy zaczął  wchodzić do wody, szukając pożywienia (małże, ryby itp.) i schronienia  przed  drapieżnikami w środowisku przybrzeżnym, uciekając z  bezdrzewnego, ogarniętego okrutną suszą kontynentu? Brodzenie w wodzie  wyjaśniałoby nie tylko nasze pionowe chodzenie, ale i zwiększoną  wrażliwość opuszek naszych palców – poprzez zwyczaj macania pod wodą  przedmiotów, których nie widać wyraźnie.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dlaczego nie mamy sierści? No właśnie, dlaczego? Autorka sugeruje,  że hominid zgubił sierść w wyniku przystosowania do pływania, tak jak  wieloryb, delfin i manat. "Były w tym czasie dwie płcie i nie wierzę,  żeby kiedykolwiek było łatwo pozbawić kobietę futra tylko po to, żeby  oszczędzić mężusiowi potu w kulminacyjnych momentach. Co niby działo się  z samicami w tych czasach ogołocenia?"[3]. Samica  spędzała w wodzie  tyle czasu, że futro było dla niej tylko kłopotem. Futro w wodzie  spowalnia pływanie. "Samica zaczęła się stawać nagą małpą w taki sam  sposób, w jaki morświn stał się nagim waleniem, hipopotam nagim  kopytnym, mors nagim płetwonogiem, a manat nagim syrenowatym. W miarę  jak jej futro zaczęło znikać, czuła się w wodzie coraz lepiej, i w niej  właśnie spędziła pliocen, cierpliwie czekając na polepszenie się  warunków w interiorze"[4]. Do myślenia daje spostrzeżenie, że szczątkowe  włosy na ludzkim ciele rosną dokładnie według linii, którymi woda  opływa płynące ciało. Włosy na głowie zachowały się po to, żeby nas chronić  przed promieniami słońca, bo tylko nasze głowy podczas pływania i  brodzenia w wodzie pozostawały ponad jej taflą. Szczerze mówiąc, tego  futra trochę mi żal, chociaż – zgodnie z tym, co lansują media i  kreatorzy mody – dzisiaj nagość jest cool.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ewolucja mogła nam także oszczędzić kolejnego, niechcianego przez  większość kobiet podarunku: tkanki tłuszczowej! O tak. Morgan  przekonuje, że wykształcenie podskórnej warstwy tłuszczu analogicznie do  wielorybiego sadła pod powierzchnią skóry również wskazywałoby na to,  że hominid przystosował się do życia w wodzie, jak to uczyniły zwierzęta  morskie. Masz babo placek. I po co mu to było. Dieta, drogie panie,  pozostaje nam dieta. ;-) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale oto rekompensata. Elaine Morgan zapytuje – dlaczego kobieta ma  duże piersi? By kusić nimi samca, jak chcą neodarwiniści? Nie. By  łatwiej karmić dziecko w wyprostowanej pozycji, jaką mogła przyjąć  właśnie w środowisku wodnym. Co prawda autorka deprecjonuje ich  seksualny i estetyczny aspekt, ale nikt chyba nie zaprzeczy, że ten  podarunek ewolucji jest od wieków symbolem kobiecego seksapilu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego robimy miny, które wyewoluowały jedynie u człowieka –  marszczymy brwi i ściskamy dolne powieki, uśmiechamy się, płaczemy -  dając wyraz radości i cierpieniu? Ma to wiele wspólnego z  przystosowaniem się do środowiska wodnego i zmaganiem się z oślepiającym  słońcem odbijającym się od tafli wody oraz słoną wodą zalewającą oczy i  usta. Ewolucja wodna ukształtowała u naczelnych charakterystyczny  mięsień smutku w okolicach brwi i gruczoł  odpowiedzialny za wydzielanie  łez – słonych kropel wody. Zawdzięczamy jej też to, że mamy nos.  Wyrafinowany chrząstkowy daszek skierowany ku dołowi, o opływowym  kształcie. "Gdyby gorylica próbowała zanurkować albo płynąć pod wodą,  woda musiałaby dostać jej się do nosa i wpłynąć pod ciśnieniem  do zatok  nosowych, powodując ostry dyskomfort. Foka unika tego, mając nozdrza,  które można otwierać  i zamykać według woli. Wodna małpa uniknęła tego  równie efektywnie poprzez modyfikację kształtu twarzy w taki sposób, że  woda rozpłynęła się wokół wspaniałej nowej opływowej struktury, i jej  zatoki były bezpieczne"[5]. Czaszka szympansia dla odmiany jest wklęsła  od brwi do szczęki. Dość intrygujące i trafiające do przekonania  "spekulacje", nieprawdaż.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie będę odsłaniać wszystkich smaczków, warto odkrywać je samemu,  zwłaszcza że Morgan rozważa również w powiązaniu z ewolucją wodną  pojawienie się takich człowieczych aspektów, jak rozwój mowy (chociaż  milczenie jest ponoć złotem, zwłaszcza dla mężów gadatliwych żon),  wykształcenie przez gatunek homo sapiens krągłej, ponętnej kobiecej  pupy, penisa większego niż u wszystkich innych naczelnych samców, co ma  związek z dostosowaniem się do fizycznych zmian u samicy zachodzących na  skutek ewolucji wodnej (wow!), przyczyny przestawienia się samca z  wchodzenia w samicę od tyłu na podejście frontalne, czyli  brzuszno-brzuszne, i wreszcie – tajemnica kobiecego orgazmu. Być może  nie wszyscy potraktują ewolucyjne rozważania Elaine Morgan serio, ale  warto zapoznać się z jej wersją ewolucji gatunku choćby na zasadzie  ciekawostki i alternatywnego spojrzenia na kwestię nie tylko pochodzenia  kobiety, ale też człowieka w ogóle. Dodam, że do lektury zachęca   lekki,  daleki od naukowego, nudnego dyskursu, błyskotliwy i barwny styl  oraz brawurowy sposób argumentowania. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;[1] Elaine Morgan, "Pochodzenie kobiety", przeł. Małgorzata Danicka-Kosut, wyd. Anadiomene, 2007, s. 6.&lt;br /&gt;[2] Tamże, s. 18. &lt;br /&gt;[3] Tamże, s. 20. &lt;br /&gt;[4] Tamże, s. 33. &lt;br /&gt;[5] Tamże, s. 48.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Polecam również recenzję innej książki Elaine Morgan &lt;i&gt;Blizny po ewolucji&lt;/i&gt; na blogu&amp;nbsp;&lt;a href="http://clevera.blox.pl/2010/07/Blizny-po-ewolucji-Elaine-Morgan.html"&gt;Od deski do deski&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dyskusja sprowokowana przez recenzję książki na&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.facebook.com/pages/Przystan/124655460888579#%21/pages/Warszawa/wydawnictwo-ANADIOMENE/123242071019791"&gt;Facebooku&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Elaine Morgan, &lt;i&gt;Pochodzenie kobiety&lt;/i&gt;, tłum. Małgorzata Danicka-Kosut, Anadiomene 2007&lt;/b&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-1660811939176433910?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/1660811939176433910/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/09/biae-plamy-ewolucji-elaine-morgan.html#comment-form' title='Komentarze (29)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/1660811939176433910'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/1660811939176433910'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/09/biae-plamy-ewolucji-elaine-morgan.html' title='Białe plamy ewolucji. Elaine Morgan &quot;Pochodzenie kobiety&quot;'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TJS3ICTZHLI/AAAAAAAADJc/qX46viltstE/s72-c/okladka1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>29</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-2045120839107134007</id><published>2010-07-13T19:10:00.006+02:00</published><updated>2010-12-02T09:06:53.017+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cała Polska czyta dzieciom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura szwedzka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rodzinne czytanie'/><title type='text'>Na tropie matematyki (Matematyka ze sznurka i guzika)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TDydjjf8ntI/AAAAAAAADHY/VPKSAr1bQvE/s1600/zakamarki.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TDydjjf8ntI/AAAAAAAADHY/VPKSAr1bQvE/s320/zakamarki.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W wojnie między sercem i rozumem zawsze stawałam po stronie wartości romantycznych. Apologeci racjonalizmu nie byli w stanie zawojować mojej duszy. Wyobraźnia, emocje, intuicja, imaginacja i pierwotna potrzeba marzeń broniły dostępu do mojego serca wszelkim argumentom potwierdzającym, że matematyka jest królową nauk. Mój humanistyczny umysł nijak nie mógł pogodzić się z logiką cyfr. Nie przyjmowałam do wiadomości argumentów racjonalistów, że wszystko można zmierzyć, zważyć, zbadać, empirycznie zgłębić i udowodnić za pomocą matematycznych paradygmatów. Moim credo była – i wciąż pozostaje – logika emocji, wyobraźni i intuicji. "Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga. Łam, czego rozum nie złamie"...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Skąd ta niechęć do matematyki? Może z braku zdolności matematycznych. A może z braku właściwego treningu. Po prostu. Zapewne zmysł matematyczny trzeba ćwiczyć. Tak jak należy ćwiczyć wyobraźnię, by była bujna i kreatywna. Tak jak należy ćwiczyć serce, by współodczuwać, być empatycznym i dobrym. Może moja awersja do matematyki wynika z tego, że zabrakło gdzieś po drodze nauczyciela i mistrza, który odkryłby przede mną cudowny świat liczb, pokazał, jak z nich korzystać, jak się nimi posługiwać, by czerpać z tej wiedzy radość. Może pewne preferencje – w tym matematyczne zamiłowania – trzeba rozwijać już od dziecka. Mały odkrywca spotyka się przecież z matematyką na każdym kroku. Ucząc się świata, odwołuje się do zagadnień matematycznych, choć jeszcze o tym nie wie. To, co go fascynuje, co porusza jego wyobraźnię, zmysł poznawczy, jest ściśle związane z matematyką. Matematyka bowiem to nie tylko liczenie, ale przede wszystkim porządkowanie i opisywanie rzeczywistości, jak przekonuje Kristin Dahl w książce &lt;i&gt;Matematyka ze sznurka i guzika&lt;/i&gt;. Zabawy w liczenie, mierzenie i układanie... Pamiętacie te dziecięce gry? Ileż w tym było wyobraźni i kreatywności, które potem stłumiła szkolna nuda i piekielna machina rutyny. Kristin Dahl udowadnia, że matematycznego myślenia dzieci najlepiej uczą się poprzez zabawę oraz podczas wykonywania codziennych czynności. Ileż frajdy może sprawić małym eksperymentatorom mierzenie, ważenie, układanie, sortowanie i porządkowanie przedmiotów, które znajdują się w zasięgu ręki. Wystarczy uruchomić wyobraźnię, rozejrzeć się wokół, a nieskończone elementy rzeczywistości tylko czekają, by je odkrywać. W&lt;i&gt; Matematyce ze sznurka i guzika &lt;/i&gt;dzieci znajdą mnóstwo inspirujących zabaw i doświadczeń matematycznych, ale na tyle przystępnych, że można je wykonać w domu czy na spacerze. Na przykład zabawa w parzyste i nieparzyste. Można ją przeprowadzić, idąc z tatą ulicą i porządkując numery domów znajdujących się po obu stronach. Albo doświadczenie pod tytułem "Ile się zmieści?". W kuchni dziecko może przeobrazić się w prawdziwego badacza. Znajdzie tutaj tyle narzędzi i instrumentów, że bez trudu zdoła dowiedzieć się za ich pomocą, ile wody mieści się w różnych naczyniach, a przy okazji przyswoić sobie pojęcie &lt;i&gt;objętości&lt;/i&gt; – naocznie i poprzez zabawę, eksperymentując i samodzielnie odkrywając związki między poszczególnymi działaniami. Mały Archimedes&amp;nbsp; – niczym starożytny uczony z Syrakuz – przy okazji zabawy odkryje niewątpliwie, że ciało zanurzone w wodzie traci pozornie na ciężarze tyle, ile waży woda wyparta przez to ciało. Czyż to nie fascynujące? Eureka!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Książka uzmysławia, że liczenie to świetna zabawa. I do tego pożyteczna. I oczywiście praktyczna, bo do zabawy można wykorzystać codzienne rekwizyty: guziki, buty, zabawki, ubrania, cienie na ścianie, klocki, meble i patyczki po lodach, papier toaletowy, huśtawkę, lustro, sznurek, pinezki, ołówki, kartkę i całą nieskończoną paletę przedmiotów dostępnych w domu i na podwórku. Dzieci nie potrzebują żadnych drogich zabawek i akcesoriów, by bawiąc się, zarazem uczyć. Cały świat czeka, by go odkrywać właśnie poprzez zabawę. Ta książka może zainspirować do tego, jak poprzez gry, eksperymenty i zabawę rozwijać matematyczną wyobraźnię, logiczne myślenie i dociekliwość, tak by matematyka w szkole nie stała się piętą Achillesa, jak to było w moim przypadku. Czytam, bawię się i żałuję, że nie robiłam tego w dzieciństwie... Ale ponoć nigdy nie jest za późno, by nauczyć się czegoś nowego. Choćby od własnej pociechy, przy okazji wspólnej lektury. Matematyczne eksperymentowanie w formie dziecięcej zabawy, wśród entuzjastycznych okrzyków i w szale spontanicznej improwizacji, ma to do siebie, że pozwala pogodzić mędrca szkiełko i oko z romantyczną wyobraźnią. A zatem... spontanicznego liczenia!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://www.zakamarki.pl/show_object.php?id=526&amp;amp;txt=Matematyka"&gt; &lt;b&gt;Kristin Dahl, &lt;i&gt;Matematyka ze sznurka i guzika&lt;/i&gt;, ilustr.  Mati Lepp, tłum. Agnieszka Stróżyk, Zakamarki  2010   &lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-2045120839107134007?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/2045120839107134007/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/07/na-tropie-matematyki-matematyka-ze.html#comment-form' title='Komentarze (53)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/2045120839107134007'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/2045120839107134007'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/07/na-tropie-matematyki-matematyka-ze.html' title='Na tropie matematyki (Matematyka ze sznurka i guzika)'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TDydjjf8ntI/AAAAAAAADHY/VPKSAr1bQvE/s72-c/zakamarki.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>53</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-386707215812873844</id><published>2010-06-20T17:39:00.016+02:00</published><updated>2010-06-23T09:11:54.611+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura angielska'/><title type='text'>Przystanek Guernsey... Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TB4XUoMukPI/AAAAAAAADAo/JBUyIkV4DDQ/s1600/Stowarzyszenie-Milosnikow-Literatury-i-Placka-z-Kartoflanych-Obierek_Annie-Barrows,images_big,21,978-83-247-1444-5.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TB4XUoMukPI/AAAAAAAADAo/JBUyIkV4DDQ/s320/Stowarzyszenie-Milosnikow-Literatury-i-Placka-z-Kartoflanych-Obierek_Annie-Barrows,images_big,21,978-83-247-1444-5.jpg" width="199" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="reviewContent"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Jaka epoka,   jaki wiek, jaka godzina  kończy się i jaka zaczyna...&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Jest 2010   rok... Nie, jest 1946 rok.  Guernsey. Cudownie było oderwać się na   jakiś czas od rzeczywistości i znaleźć się w tym wykreowanym przez   autorki, fikcyjnym świecie, w którym miłość do książek i do słowa   pisanego pobrzmiewa niemal z każdej frazy. Pozazdrościłam  głównej   bohaterce, Juliet, która miała okazję poznać mieszkańców wyspy. Juliet   Ashton jest pisarką przeżywającą kryzys twórczy. Pewnego razu otrzymuje   list od Dawseya Adamsa z Guernsey, który przypadkiem kupił w   antykwariacie należącą niegdyś do niej książkę. Tak oto nawiązuje   znajomość z Dawseyem, stopniowo poznając wszystkich członków   Stowarzyszenia Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek,   dzięki którym znalazła temat do swojej nowej książki. "Zakochałam się w   Ebenie Ramseyu i Dawseu Adamsie. Clovisa Fosseya i  Johna Bookera  lubię.  Przez Amelię Maugery chciałabym zostać adoptowana, a  Isolę  Pribby sama  bym chętnie adoptowała"[s. 91]. Moje myśli uporczywie   powracały do  Guernsey. Tęskniłam. Ja także chciałam zostać adoptowana   przez Amelię  Maugery, a najlepiej przez całe Stowarzyszenie Miłośników   Literatury i  Placka z Kartoflanych Obierek. Zapragnęłam znaleźć się  choć raz na  "uczcie" literackiej okraszonej słynnym plackiem z  kartoflanych obierek.  Zasmakować tej urzekającej atmosfery, w jakiej  odbywały się  emocjonujące dyskusje o przeczytanych książkach prowadzone  przez  zwykłych, skromnych ludzi, spróbować placka przyrządzonego z  resztek  obierek kartoflanych z braku innego pożywienia i poczuć magię  agape:  uczty duchowej, jaką niewątpliwie były dla mieszkańców wyspy te   literackie posiedzenia. Rozdarta pomiędzy obowiązkiem a tęsknotą,    rygorystycznie spędzałam godziny w pracy,   ukradkiem popatrując z  poczuciem nostalgii na powieść, od której tak  trudno  było mi się  oderwać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jej  lektura to prawdziwa uczta  dla miłośników książek. Jest to powieść o  książkach. Książki – na wzór  poezji u Słowackiego – "przemieniają  zwykłych zjadaczy chleba w aniołów",  sprawiają, że życie nabiera  pełniejszego wyrazu. Książki zbliżają do  siebie ludzi, scalają ich,  łączą we wspólnotę, czynią ich codzienność  znośniejszą, co jest tym  cenniejsze, że bohaterowie muszą się zmagać z  wojennymi, często  dramatycznymi realiami – dzięki książkom ich tragedie  stają się  łatwiejsze do przezwyciężenia. "Czyta się po to, by nie  zwariować"[s.  37] – napisze Dawsey w jednym z listów do Juliet.  Bohaterowie czerpią z  książek pociechę, znajdują w nich ukojenie,  pokrzepienie i mądrość:  "Czyż to mało znaczy cieszyć się słońcem,  radośnie powitać wiosnę,  kochać, zamyślić się, związać koniec z końcem"  – Matthew Arnold, &lt;i&gt;Hymn Empedoklesa&lt;/i&gt;,  "Empedokles   na Etnie"[s. 65]. Na Wyspach Normandzkich okupowanych przez  Niemców  panowały trudne warunki. Głodni, niedożywieni, przytłoczeni  ciężką  pracą, zwątpieniem oraz lękiem o własne życie i o najbliższych,   mieszkańcy znajdują remedium w książkach. "Jedynym ratunkiem były   książki i przyjaciele, bo człowiek przypominał sobie, że w życiu jest   coś jeszcze"[s. 65]. Dla Johna Bookera książki okazały się autentycznym   lekarstwem: "&lt;i&gt;Listy Seneki &lt;/i&gt;(...) i Stowarzyszenie do spółki  razem  uratowali mnie przed godnym pożałowania życiem nałogowego  pijaka"[s.  86]. Przede wszystkim trzeba zacząć od tego, że książki  uratowały  bohaterów przed aresztowaniem. Ocaliły im  życie...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;...Wszystko  zaczęło się od  pieczonego prosiaka i od zakazanej kolacji. Przyłapani  po godzinie  policyjnej, wracający z zakazanej kolacji od Amelii, chcąc  uniknąć  aresztowania, bohaterowie opowiedzieli strażnikom o fikcyjnym   Stowarzyszeniu Miłośników Literatury, którego spotkanie właśnie się   odbyło. Warto dodać, że rzekomo nasi bohaterowie mieli dyskutować o   książce bardzo popularnej wśród Niemców. Opowiastka udobruchała   strażników na tyle, że puścili wolno nieszczęsną gromadkę, ale   zapowiedzieli kontrolę. Tak oto zrodził się pomysł Stowarzyszenia. Z   czasem czytanie książek i dyskusja o nich stały się nie tyle sposobem na   przetrwanie, ile receptą na życie. Ideą. Pasją. Książki zrosły się z   codziennością bohaterów. Stały się wartością samą w sobie. Niektórzy z   członków Stowarzyszenia nigdy wcześniej nie mieli do czynienia z   literaturą piękną. Byli prostymi ludźmi, całe życie ciężko pracującymi   na chleb: rolnikami, hodowcami zwierząt, sklepikarzami, ogrodnikami.   Cykliczne spotkania Stowarzyszenia stały się tradycją, zyskując sobie   popularność i coraz to nowych uczestników. Rozmowa o książkach,   dzielenie się wrażeniami z lektury otworzyły ich na zupełnie nowe   relacje: między obcymi sobie  ludźmi zawiązuje się przyjaźń  i  poczucie wspólnoty. W przypadku dwojga  głównych bohaterów dyskusja o  książkach staje się początkiem prawdziwego  uczucia. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie  jest to wielka literatura,  ale nie sądzę, by autorki uzurpowały sobie  prawo do takiego statusu dla  swojej książki. To lekka, urocza,  czarująca, skrząca się humorem  powieść epistolarna: wyidealizowani  bohaterowie nie irytują, szczęśliwe  zakończenie mimo wszystko zaskakuje,  a fragmenty listów nawiązujące do  dzieł i postaci literatury światowej (Katullusa, Seneki,  sióstr Brontë,  Charlesa Lamba, Yeatsa, Marka Aureliusza,   Chaucera, Oscara Wilde'a), obfitujące  w humor  sytuacyjny i  językowy,  to prawdziwe perełki – uznałabym  je za jeden z głównych atutów tej  powieści. Książka  pozbawiona  ciężaru filozoficznych refleksji i eksperymentów  literackich, ale na  pewno z głębszym przesłaniem. Będę tęsknić za  Guernsey... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://selkar.pl/stowarzyszenie_milosnikow_literatury_i_placka_z_kartoflanych_obierek_barrows_annie_shaffer_mary_ann_p_153977.html"&gt;Annie Barrows, Mary Ann Shaffer, &lt;i&gt;Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek&lt;/i&gt;, tłum. Joanna Puchalska, Świat Książki 2010&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-386707215812873844?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/386707215812873844/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/06/przystanek-guernsey-stowarzyszenie.html#comment-form' title='Komentarze (54)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/386707215812873844'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/386707215812873844'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/06/przystanek-guernsey-stowarzyszenie.html' title='Przystanek Guernsey... Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TB4XUoMukPI/AAAAAAAADAo/JBUyIkV4DDQ/s72-c/Stowarzyszenie-Milosnikow-Literatury-i-Placka-z-Kartoflanych-Obierek_Annie-Barrows,images_big,21,978-83-247-1444-5.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>54</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-1894470031633349628</id><published>2010-06-19T12:47:00.004+02:00</published><updated>2011-05-08T10:40:55.319+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Z dziecięcego punktu widzenia'/><title type='text'>Z dziecięcego punktu widzenia. O rewolucji estetycznej</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TByfjSlpflI/AAAAAAAAC_4/D49tb_C1vvA/s1600/u17757727.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TByfjSlpflI/AAAAAAAAC_4/D49tb_C1vvA/s320/u17757727.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jedną z ulubionych zabaw naszej latorośli jest układanie kart z  ilustracjami wszelakich istot żywych, począwszy od hipopotama, poprzez  słonie, żyrafy czy zebry, na mrówkach i muchach skończywszy. Karty  pochodzą z "Quizu przyrodniczego z zabawnymi zgadywankami", ale na tym  etapie Tatiana nie korzysta z jego wszystkich możliwości, a jedynie z  obrazków służących do rozgrywania poszczególnych serii.  &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Układamy. Tatiana losuje pierwszą kartę ze stosiku, ja mam  przeczytać wierszowany opis, a moja  mała konkurentka musi odgadnąć –  posiłkując się również obrazkiem na odwrocie – o jakim stworzeniu jest  mowa. &lt;br /&gt;Pierwszą bohaterką zgadywanki jest mała owieczka, co dobitnie odzwierciedla niezbyt artystyczny obrazek. &lt;br /&gt;– Słodkie maleństwo – podsumowuje Tatianka. &lt;br /&gt;Następną tajemniczą postacią okazuje się kotek. &lt;br /&gt;– Słodkie maleństwo – Tatianka za każdym razem wypowiada tę samą formułę. Zabawa trwa w nieskończoność. &lt;br /&gt;W końcu przychodzi kolej na... pewne kosmate, fruwające stworzenie: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siada na wszystkim, co jest brudne, &lt;br /&gt;nieświeże , lepkie i paskudne, &lt;br /&gt;unika tylko pajęczych nici, &lt;br /&gt;aby jej pająk nie pochwycił. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla Tatiany nie ma w tej prezentacji niczego odstręczającego i niesmacznego. &lt;br /&gt;Nie zrażając się turpistycznym opisem muszych preferencji, podsumowuje żarliwie: &lt;br /&gt;– Słodkie maleństwo... &lt;br /&gt;...co każe mi spojrzeć na tradycyjne kanony piękna i brzydoty z  zupełnie nowej perspektywy. Z dziecięcego punktu widzenia wszystko  prezentuje się inaczej. Piękniej... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Zagadkowe, z pozoru bezsensowne i niestosowne, zwłaszcza w  przedstawieniach religijnych, muchy nie umknęły uczonym oczom historyków  sztuki. Malowana mucha ma wspaniałą &amp;gt;&amp;gt;literaturę  przedmiotu&amp;lt;&amp;lt;. I znaleziono wiele jej sensów". Zob. &lt;a href="http://www.dwutygodnik.com.pl/artykul/318-na-oko-mucha.html"&gt;Maria Poprzęcka  "Na oko: Mucha"&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze mucha w ujęciu poetów. :-D &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jan Brzechwa &lt;br /&gt;Mucha &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z kąpieli każdy korzysta, &lt;br /&gt;A mucha chciała być czysta. &lt;br /&gt;W niedzielę kąpała się w smole, &lt;br /&gt;A w poniedziałek w rosole, &lt;br /&gt;We wtorek - w czerwonym winie, &lt;br /&gt;A znowu w środę - w czerninie, &lt;br /&gt;A potem w czwartek - w bigosie, &lt;br /&gt;A w piątek - w tatarskim sosie, &lt;br /&gt;W sobotę - w soku z moreli... &lt;br /&gt;Co miała z takich kąpieli? &lt;br /&gt;Co miała? Zmartwienie miała, &lt;br /&gt;Bo z brudu lepi się cała, &lt;br /&gt;A na myśl jej nie przychodzi, &lt;br /&gt;Żeby wykąpać się w wodzie.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czesław Miłosz &lt;br /&gt;Na cześć księdza Baki &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ach te muchi, &lt;br /&gt;Ach te muchi, &lt;br /&gt;Wykonują dziwne ruchi, &lt;br /&gt;Tańczą razem z nami, &lt;br /&gt;Tak jak pan i pani &lt;br /&gt;Na brzegu otchłani. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otchłań nie ma nogi, &lt;br /&gt;Nie ma też ogona, &lt;br /&gt;Leży obok drogi &lt;br /&gt;Na wznak odwrócona. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ej muszki panie, &lt;br /&gt;Muszki panowie &lt;br /&gt;Nikt się już o was &lt;br /&gt;Nigdy nie dowie, &lt;br /&gt;Użyjcie sobie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na krowim łajnie &lt;br /&gt;Albo na powidle &lt;br /&gt;Odprawcie swoje figle, &lt;br /&gt;Odprawcie figle. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otchłań nie je, nie pije &lt;br /&gt;I nie daje mleka. &lt;br /&gt;Co robi? Czeka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A swoją drogą dziecięce spojrzenie prowokuje do jakże twórczych  poszukiwań. I mucha może być wdzięcznym tematem sztuki i poezji. :-) &lt;div style="text-align: left;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;&lt;a href="http://www.fotosearch.pl/"&gt;źródło zdjęcia&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-1894470031633349628?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/1894470031633349628/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/06/z-dzieciecego-punktu-widzenia-o.html#comment-form' title='Komentarze (26)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/1894470031633349628'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/1894470031633349628'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/06/z-dzieciecego-punktu-widzenia-o.html' title='Z dziecięcego punktu widzenia. O rewolucji estetycznej'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TByfjSlpflI/AAAAAAAAC_4/D49tb_C1vvA/s72-c/u17757727.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>26</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-7619693162089114760</id><published>2010-06-14T11:59:00.008+02:00</published><updated>2010-06-23T09:11:25.345+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cała Polska czyta dzieciom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura szwedzka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rodzinne czytanie'/><title type='text'>W oparach absurdu. O duchu, który się bał</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TBXg9MJ7hAI/AAAAAAAACm4/1tfBWFxnngk/s1600/O-duchu-ktory-sie-bal_Sanna-Toringe,images_product,3,978-83-60963-77-7.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TBXg9MJ7hAI/AAAAAAAACm4/1tfBWFxnngk/s320/O-duchu-ktory-sie-bal_Sanna-Toringe,images_product,3,978-83-60963-77-7.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Potwory są złe. Potwory są straszne. Dręczą, męczą, prześladują, nasze dzieci torturują. Oczywiście niedosłownie, spektakl grozy bowiem rozgrywa się w dziecięcej wyobraźni. O, potęgo imaginacji! Pamiętam te nieprzespane noce, z udręczonym potworną wizją wzrokiem, dostrzegającym w każdym zarysie cienia czającą się w ciemności groźbę spotkania z tym czymś, kimś, niedookreślonym, przerażającym, budzącym z uśpienia najmroczniejsze lęki i napawającym grozą. Ten złowrogi, tajemniczy świat odpycha i fascynuje zarazem, przeraża i hipnotyzuje. Była już o tym mowa na blogu jakiś czas temu, gdy pisałam o książce&amp;nbsp;&lt;a href="http://zaksiazkowani.blogspot.com/search/label/Ma%C5%82gorzata%20Strza%C5%82kowska"&gt;Małgorzaty Strzałkowskiej &lt;i&gt;Wiersze, że aż strach&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;&lt;span class="art"&gt;. Strach został tutaj obłaskawiony, zrehabilitowany i ujarzmiony. Na każdego potwora bowiem można znaleźć  sposób, nawet na tego&amp;nbsp; najgorszego, "dorosłego", czającego się w podświadomości (każdy z nas ma zapewne swojego potwora).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TBX18g3Mx6I/AAAAAAAACnA/NTw2owCNz0k/s1600/O-duchu-ktory-sie-bal_Sanna-Toringe,images_zdjecia,3,978-83-60963-77-7_4.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TBX18g3Mx6I/AAAAAAAACnA/NTw2owCNz0k/s320/O-duchu-ktory-sie-bal_Sanna-Toringe,images_zdjecia,3,978-83-60963-77-7_4.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Książka&lt;i&gt; O duchu, który się bał&lt;/i&gt; szwedzkiej pisarki Sanny Töringe momentami paraliżuje grozą, a chwilami  śmieszy. Tak jak średniowieczny &lt;i&gt;Taniec ze śmiercią&lt;/i&gt;, gdzie groza i  wzniosłość ustępują miejsca karykaturze i&amp;nbsp; rubaszności, sprawiając, że  śmierć zostaje obłaskawiona, a lęk przed jej majestatem zneutralizowany i oswojony.&amp;nbsp; W książce&amp;nbsp; Sanny Töringe również mamy do czynienia z groteskowym tańcem – tym razem z rodziną wampirów, duchów i kościotrupów w roli głównej. Makabryczny taniec duchów tylko na pierwszy rzut oka wydaje się przerażać: jest "bardzo ciemny wieczór w bardzo, bardzo ciemnym lesie"[s. 2], w którego głębi stoi samotny stary dom. Konwencja makabreski – ku zaskoczeniu czytelnika, oczekującego na sceny godne najstraszniejszych horrorów –&amp;nbsp; zostaje przełamana poprzez wprowadzenie elementów codzienności. I elementu zaskoczenia. Motyw tańca opiera się na grze z konwencją,&amp;nbsp; z wyobraźnią, grze z oczekiwaniami czytelnika. Napięcie i groza osiągają apogeum, by w tym samym momencie zderzyć się z karykaturą – zamiast tańca grozy przed naszymi oczyma odbywa się bowiem taniec duchów, które nie starszą, a są straszone, które nie budzą grozy, a same się boją. Absurdalne przewartościowanie utartych schematów, pudełkowa konstrukcja narracji i element zaskoczenia to główne walory tej opowieści. Odbiorca jest nieustannie zaskakiwany i trzymany w napięciu. Co chwila zmieniają się dekoracje tego na poły przerażającego, na poły komicznego spektaklu grozy: od dziecięcego pokoju, poprzez zalaną ciemnością klatkę schodową, garderobę, strych, po piwnicę. Duch bez głowy ukrywający się rzekomo pod łóżkiem małej dziewczynki okazuje się duchem bezradnym: zapomniał, gdzie zostawił swoje łańcuchy, które służą mu do straszenia i dzwonienia. Kościotrup mieszkający w garderobie odziany jest w kolorowy beret w kwiatki, zieloną chustę i zielone balerinki na obcasie, wywołując raczej uśmiech politowania niż grymas przerażenia: kościotrup bowiem boi się potworów i nie przepada za wampirami! A wampiry wcale a wcale nie są straszne: boją się... kościotrupa! &lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TBX2dozuiDI/AAAAAAAACnI/CPpi24jCH6o/s1600/O-duchu-ktory-sie-bal_Sanna-Toringe,images_zdjecia,3,978-83-60963-77-7_3.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TBX2dozuiDI/AAAAAAAACnI/CPpi24jCH6o/s320/O-duchu-ktory-sie-bal_Sanna-Toringe,images_zdjecia,3,978-83-60963-77-7_3.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Błędne koło! Żeby tego było mało: jest jeszcze wielki potwór w piwnicy, który z kolei boi się... małej myszki. Tak się biedak przestraszył, że w te pędy rzucił się do ucieczki. A ze słoika potrąconego przez małą myszkę wcale nie kapie krew (jak się wydaje Kruszynce), lecz dżem truskawkowy (jej mama ma zatem rację). Wkrótce przerażone i skompromitowane duchy w popłochu uciekają z domu Kruszynki i jej mamy i znajdują sobie schronienie w bardziej godnej swego potwornego majestatu scenerii: w ruinach starego&amp;nbsp; zamku z wieżyczkami i basztami. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Historia, ku uspokojeniu najmłodszego czytelnika, zyskuje inne zakończenie niż w znanej balladzie Goethego &lt;i&gt;Król Olszyn&lt;/i&gt;: "W samotnym domu w wielkim ciemnym lesie nie ma ani kościotrupa w garderobie, ani bezgłowego ducha pod łóżkiem, ani potwora w piwnicy, ani wampirów na strychu"[s. 20]. Ilustracje z dreszczykiem autorstwa Kristiny Digman znakomicie dopełniają opowieści, wpisując się w konwencję makabreski, absurdalnie odpotworzonej i odgroźnionej. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Znakomita lektura dla przedszkolaków, które lubią dreszczyk grozy i tajemnicy przyprawiony nutą karykatury i groteski. Mojej córeczce najbardziej podobał się kościotrup (kosztofrup) i nietoperze majaczące na tle księżyca. Bardzo sugestywne!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;wydawnictwo &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.zakamarki.pl/"&gt;Zakamarki&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://selkar.pl/o_duchu_ktory_sie_bal_toringe_sanna_digman_kristina_p_157434.html"&gt; &lt;b&gt;Sanna Töringe, &lt;i&gt;O duchu, który się bał&lt;/i&gt;, ilustr.  Kristina Digman, tłum. Katarzyna Skalska, Zakamarki 2010    &lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-7619693162089114760?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/7619693162089114760/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/06/w-oparach-absurdu-o-duchu-ktory-sie-ba.html#comment-form' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/7619693162089114760'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/7619693162089114760'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/06/w-oparach-absurdu-o-duchu-ktory-sie-ba.html' title='W oparach absurdu. O duchu, który się bał'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TBXg9MJ7hAI/AAAAAAAACm4/1tfBWFxnngk/s72-c/O-duchu-ktory-sie-bal_Sanna-Toringe,images_product,3,978-83-60963-77-7.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-1790570616899477896</id><published>2010-05-31T03:52:00.016+02:00</published><updated>2010-12-02T09:09:58.353+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura polska'/><title type='text'>Zniewalający urok surrealizmu. Barbara Piórkowska, Szklanka na pająki</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TALjiadJmyI/AAAAAAAACkI/Fg132vn-FZI/s1600/Szklanka-na-pajaki_Barbara-Piorkowska,images_product,1,978-83-7386-378-1.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TALjiadJmyI/AAAAAAAACkI/Fg132vn-FZI/s320/Szklanka-na-pajaki_Barbara-Piorkowska,images_product,1,978-83-7386-378-1.jpg" width="203" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Szklanka na pająki", napisana  z wdziękiem i cudowną, poetycką lekkością języka, uwodzi już od  pierwszej frazy, od pierwszego zdania: "Najpierw byłam mężczyzną.  Nazywałam się Wołodymir Switłyczko i miałam ogromne stopy"[1]. Tak  rozpoczyna swoją opowieść Aleksandra, bohaterka i jednocześnie  narratorka książki, której historia, formalnie nawiązująca do gatunku  Bildungsroman*, zdecydowanie wykracza poza ramy tej konwencji. Można  odnaleźć w książce echo motywów tak dobrze znanych z "Ferdydurke"   Witolda Gombrowicza: motyw dojrzewania, poszukiwania własnej tożsamości,  świadomość wyobcowania i niedopasowania, niedostosowania do  świata i   obowiązujących w nim kanonów. Nie ma tu tak charakterystycznej dla  Gombrowicza drapieżnej deformacji rzeczywistości, a oniryczny charakter  narracji  bliższy jest raczej kreacjonistycznej prozie Brunona Schulza  czy nawet realizmowi magicznemu "Stu lat samotności" Gabriela Garcii  Márqueza niż groteskowej, karykaturalnej wizji świata ukazanej przez  Gombrowicza. Autorka koncentruje się nie tyle na fabule, ile na   przeżyciach i refleksjach Aleksandry, przepuszczając przez kolory i  osobliwości jej wewnętrznego krajobrazu rzeczywistość, w jakiej osadzona  została historia bohaterki, od narodzin aż do jej dorosłego życia,  kiedy studiuje malarstwo i odkrywa dla siebie sztukę, znajdując w niej  "cichą twierdzę z obrazów, fresków i rzeźb"[2]. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bohaterka wierzy w reinkarnację oraz w dziedzictwo winy i kary. Jest  przekonana, że w poprzednim życiu była mężczyzną. "Teraz już wiem, że  człowiek rodzi się kobietą, jeśli w poprzednim życiu nie zachowywał się  godnie jako mężczyzna. (...) I dlatego wróciłam, żeby naprawić  nieprzebrane szkody"[3]. Tak oto w 1974 roku w Gdańsku pojawia się na  świecie Aleksandra, a wraz z nią jej anioł, którego bohaterka nazwie  Julek. Będzie jej towarzyszył na każdym kroku, podobnie jak S., demon,  który zjawi się nieco później, gdy bohaterka w konfrontacji ze światem  będzie szukała remedium na poczucie nieprzystosowania, obłęd samotności i   trudne relacje z mężczyznami. Te metafizyczne postacie zrośnięte ze  światem wewnętrznym Aleksandry ucieleśniają jej nierzadko dramatyczną  walkę o własną tożsamość, która staje się najważniejszym  motywem tej  opowieści i która znajduje odzwierciedlenie w jej schizofrenicznym  malarstwie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze przed swoimi narodzinami Ola wybrała sobie miasto, w którym  miało się toczyć jej życie. Gdańsk widziany oczami bohaterki to  przestrzeń, w której historia splata się z indywidualnymi  doświadczeniami jednostek. W tym samym bloku z  wielkiej płyty mieszka  Lech Wałęsa, a Ola chodzi do szkoły razem z jego dziećmi. Ale historia  pojawia się na kartach powieści jedynie enigmatycznie, marginalnie,  głównym nurtem doświadczeń bohaterki nie są bowiem konkretne wydarzenia,  a raczej ich wpływ na sposób, w jaki interpretuje ona otaczającą ją  rzeczywistość, oraz to, jak one ukształtowały jej wrażliwość i jej  tożsamość. Dziewczyna identyfikuje się nie z konkretnymi ludźmi, a  raczej z miejscami, topografią miasta, z jego architekturą, barwami,  dźwiękami. Fascynujący jest sposób, w jaki Ola doświadcza swojego  związku z Gdańskiem, personifikując tkankę materii nieożywionej, z  której składa się organizm miasta: morze, które nie umie mówić, ale  odpowiada na wszystkie pytania, rzucane w fale wślizgujące się w zatokę,  stare budynki, opowiadające jej o tym, co kryją w swoich wnętrzach,  kościół Najświętszej Marii Panny, który odbiera chmurom oddech i ciągnie  go po swoim ceglanym kręgosłupie, od najwyższych elementów po  fundamenty, od aniołów po diabły, dotleniając każdy obraz, rzeźbę i  fresk, witraże, organy, posadzki i pietę w bocznej nawie. "Kościół  oddycha, kościół medytuje. Dba o swoje ciało, czuły i dobry dla każdej z  drobnych części"[4]. Urzekające jest to poetyckie zacieranie granicy  między realnością i baśniowością, między materią i antymaterią,  prowadzące do odrealnienia rzeczywistości. Każdy element  fizycznego  świata ma swoją metafizyczną podszewkę, którą bohaterka opisuje w  kreacyjnych, zawieszonych między realizmem a wyobraźnią ujęciach.  Poetycka narracja w połączeniu z baśniowym sposobem opowiadania zyskuje  siłę wyrazu. Bohaterka egzystuje tu i tam. Jest chwila i jest wieczność.  Jest konkret, który prowadzi do innej rzeczywistości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jej mitologizowanie odbywa się także poprzez mieszanie pierwiastków  męskich i kobiecych. Męskość i kobiecość – a także androgeniczność – to  kategorie, za pomocą których narratorka analizuje otaczający ją  wszechświat: dziadek jawi się jako uosobienie żeńskości, kobiecości,  bohaterka myśli o nim jako o kobiecie, matce; anioł nazywa się Julek, a  jednocześnie wykazuje cechy żeńskie; sama Ola jako dziecko bardziej  przypomina chłopca niż dziewczynkę. Zacieranie się granicy między  żeńskością i męskością świata sprawia, że rzeczywistość nabiera cech  ahistorycznych, a ludzkie życie jest widziane w perspektywie poprzednich  i kolejnych wcieleń jako łańcuch niekończących się reinkarnacji. Celem  człowieka na ziemi jest podjęcie próby nadania mu właściwego kierunku.  Jego istnienie nie jest przypadkową, nic nieznaczącą historią, która  kończy się wraz  z jego śmiercią. Bohaterka tak bowiem mówi o  swojej  roli, jaką ma do odegrania na ziemi: &lt;br /&gt;"Przyszłam na świat, aby odszukać trasy, które ktoś kiedyś zadeptał,  i żeby znaleźć to, co inni na nich zgubili"[5]. Otwarte zakończenie nie  pozwala rozstrzygnąć, czy jej się to ostatecznie udało, prowokując  czytelnika do wyobrażenia sobie dalszych, a nawet poprzednich wcieleń  Aleksandry. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznaję, że dałam się uwieść surrealistycznej atmosferze tej  historii. Na wzór bohaterki, i w mojej wyobraźni zalęgły się pająki,  "mistrzowie zapisu, w czterech moich ścianach i sercu"[6] tkający  misterną pajęczynę słów. Z niecierpliwością czekam na kolejne książki  Barbary Piórkowskiej, która  "Szklanką na pająki" udowodniła, że można  napisać niebanalną, dojrzałą, zaskakującą prozę bez uciekania się do  rynsztokowej, dosadnej stylistyki i tak modnej ostatnio w literaturze  wulgaryzacji języka. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;---&lt;br /&gt;* &lt;i&gt;powieść o dojrzewaniu, o kształtowaniu się osobowości &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;[1] Barbara Piórkowska, Szklanka na pająki, Nowy Świat, 2010, s. 5&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;[2] Tamże, s. 105. &lt;br /&gt;[3] Tamże, s. 6. &lt;br /&gt;[4] Tamże, s. 114. &lt;br /&gt;[5] Tamże, s. 107. &lt;br /&gt;[6] tamże, s. 43.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://selkar.pl/szklanka_na_pajaki_piorkowska_barbara_p_154505.html"&gt;Barbara Piórkowska, &lt;i&gt;Szklanka na pająki&lt;/i&gt;, Nowy Świat 2010&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="https://api.virtualo.pl/distribution.php?a=download&amp;amp;v=1&amp;amp;pi=1923&amp;amp;f=1&amp;amp;d=0&amp;amp;c=6c3x1b152e573r4k5m2j3b2i4m5f6j3p0k172h6m3s4o1g1y3d1s4q3z5u330r2z1x4o6p3l1m092s20404w64381h0y1x11&amp;amp;h=2580b859fc7ab6e235079c42c629c3e8567c17fc"&gt;fragment książki&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,104807,7713111,Barbara_Piorkowska___Szklanka_na_pajaki___fragment.html"&gt;fragment książki&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://ksiazki.wp.pl/bid,9847,eid,10286,tytul,Szklanka-na-pajaki,fragment.html?ticaid=1a437"&gt;fragment książki&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.facebook.com/pages/Szklanka-na-pajaki/389527004697"&gt;strona książki na Facebooku&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.dojrzewalnia.pl/oferta/progressteron-19/warszawa/z5558.html"&gt;Barbara Piórkowska jako poetka&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-1790570616899477896?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/1790570616899477896/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/05/zniewalajacy-urok-surrealizmu-barbara.html#comment-form' title='Komentarze (42)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/1790570616899477896'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/1790570616899477896'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/05/zniewalajacy-urok-surrealizmu-barbara.html' title='Zniewalający urok surrealizmu. Barbara Piórkowska, Szklanka na pająki'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/TALjiadJmyI/AAAAAAAACkI/Fg132vn-FZI/s72-c/Szklanka-na-pajaki_Barbara-Piorkowska,images_product,1,978-83-7386-378-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>42</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-51072233034272920</id><published>2010-05-29T12:13:00.009+02:00</published><updated>2010-05-29T14:15:44.191+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Językowy obraz świata'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Z dziecięcego punktu widzenia'/><title type='text'>Z dziecięcego punktu widzenia. Spór o regionalizmy</title><content type='html'>&lt;div class="txt txts"&gt;&lt;div class="bodytext"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S__V0l5Py1I/AAAAAAAACjo/B6oq_EkgPFY/s1600/beskidy%281%29.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="150" src="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S__V0l5Py1I/AAAAAAAACjo/B6oq_EkgPFY/s200/beskidy%281%29.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Od liku lat mieszkam na Podbeskidziu. Administracyjnie region ten przynależy do Śląska, choć wielu górali reaguje oburzeniem na taką klasyfikację ["My som górole, a nie Ślązacy"]. Każdy region ma swoje osobliwości: zwyczaje, tradycje, kuchnię i gwarowe nawyki. Nagminnie używanym tutaj sformułowaniem jest wyraz "pole" w znaczeniu: podwórko, przestrzeń poza domem, plener. Zawsze bawiło mnie, gdy słyszałam to sformułowanie na ulicy, w autobusie, w sklepie itd. Początkowo nie bardzo wiedziałam, o co chodzi. Ale z czasem oswoiłam się z tym słowem, choć, broń Boże, sama go nie używam, aczkolwiek uważam je za dość zabawne i osobliwe. Reaguję nań tolerancyjnym uśmiechem i pobłażliwością, czym wszakże byłby region bez swoich charakterystycznych, przaśnych akcentów. Ale żeby go używać.. co to, to nie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Aż tu któregoś dnia pojawiło się ono w moim własnym domu. I to w wersji karykaturalnie zdrobnionej: polko. Nie mogłam uwierzyć. W przedszkolu wszystkie panie mówią nie "podwórko", tylko "pole", a wręcz "polko", bo jak inaczej zwracać się do dzieci. "Idziemy na polko", "Dziś byliśmy na polku" itd. Nie uważam się za purystkę, ale instynktownie i odruchowo próbowałam poprawiać naszą córcię, serwując jej bardziej literackie warianty.&lt;br /&gt;– Nie na polko. Na podwórko.&lt;br /&gt;– Na polko – powtarza uparcie Tatianka, zniesmaczona moimi interwencjami.&lt;br /&gt;Widocznie autorytet pań z przedszkola jest w tej kwestii nie do podważenia.&lt;br /&gt;Za jakiś czas próbuję znowu:&lt;br /&gt;– Tatianko, nie mówimy "polko", tylko "podwórko", "plac zabaw" – próbuję zdobyć się na kreatywność i skierować uwagę Tatianki na inne aspekty terenu okalającego przedszkole.&lt;br /&gt;– Nie, mamo, dziś byliśmy na polku –&amp;nbsp; Tatianka nie tylko mnie poprawiła, ale podniosła do góry palec w geście oznaczającym: posłuchaj uważnie, może się czegoś mądrego nauczysz.&lt;br /&gt;No i mam dylemat. Poprawiać czy nie? Dziecko samo się kiedyś nauczy? A może po prostu zaakceptować ten wyraz z szacunku dla językowego dorobku regionu, w którym mieszkam? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;a href="http://www.bb365.info/?c=wydarzenia&amp;amp;d=sztuka&amp;amp;id_kalendarza=2324"&gt;źródło zdjęcia&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-51072233034272920?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/51072233034272920/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/05/z-dzieciecego-punktu-widzenia.html#comment-form' title='Komentarze (36)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/51072233034272920'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/51072233034272920'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/05/z-dzieciecego-punktu-widzenia.html' title='Z dziecięcego punktu widzenia. Spór o regionalizmy'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S__V0l5Py1I/AAAAAAAACjo/B6oq_EkgPFY/s72-c/beskidy%281%29.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>36</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-8598651826361846865</id><published>2010-05-28T09:40:00.013+02:00</published><updated>2010-12-30T11:12:23.260+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cała Polska czyta dzieciom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura szwedzka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rodzinne czytanie'/><title type='text'>Z Astrid Lindgren w Bullerbyn</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_9zMvi3mOI/AAAAAAAACi4/U4AueA0-u8k/s1600/Dzien-Dziecka-w-Bullerbyn_Astrid-Lindgren-Ilon-Wikland,images_product,3,978-83-60963-57-9.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="187" src="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_9zMvi3mOI/AAAAAAAACi4/U4AueA0-u8k/s200/Dzien-Dziecka-w-Bullerbyn_Astrid-Lindgren-Ilon-Wikland,images_product,3,978-83-60963-57-9.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Od kilku dni bywam w Bullerbyn. Regularnie. Co wieczór. To już nałóg?  Uzależnienie? "Mamo, poczytaj mi o dzieciach" – proponuje Tatianka, a ja  tylko na to czekam. Świetny pretekst, by choć na kilkadziesiąt minut  przeobrazić się w małą dziewczynkę, która będąc w drugiej klasie, nie  rozstawała się z opasłym egzemplarzem magicznej książki – &lt;i&gt;Dzieci z  Bullerbyn&lt;/i&gt;. Lindgren rzuciła na mnie urok. Nie byłam w stanie oderwać się  od lektury. Czytałam ją po wielokroć, wyobrażając sobie, że  "Nazywam się Lisa. Jestem dziewczynką [akurat tego nie musiałam sobie  wyobrażać], to chyba od razu widać z imienia. Mam siedem lat i wkrótce  skończę osiem". Cóż, ja wkrótce kończę... ile... e, nieważne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak oto za sprawą Tatianki – już nie po raz pierwszy zresztą – mam  okazję wskrzesić raj utracony. Jeden ze szlaków dzieciństwa: maciupeńka  wioska składająca się zaledwie z trzech domostw. Zapach siana... Poczta  sznurkowa. Jagniątko Lisy. Wiśniowa spółdzielnia. Ząb wyrwany za pomocą  sznurka i klamki u drzwi. Słynna lipa między Zagrodą Środkową a  Południową. Kura Albertyna. Cukierki ślazowe. Skrzynia Mędrców. Uczta  rakowa... Pamiętacie? Ten błogi świat beztroskiego dzieciństwa, pełen  prostoty, humoru i ciepła, mimo szwedzkiego kolorytu tak bardzo swojski i  bliski. Czy w erze gier komputerowych, kreskówek i elektronicznych  gadżetów może jeszcze uwodzić dziecięcą wyobraźnię?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako dziewczynka namiętnie czytałam &lt;i&gt;Dzieci z Bullerbyn&lt;/i&gt;; obecnie nakładem  wydawnictwa Zakamarki zostały wydane kolejne książki ukazujące nowe  przygody jej bohaterów: &lt;i&gt;Wiosna w Bullerbyn&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Boże Narodzenie w Bullerbyn&lt;/i&gt;  oraz &lt;i&gt;Dzień Dziecka w Bullerbyn&lt;/i&gt;. I właśnie za sprawą tej ostatniej  przeżywam ponowną fascynację światem wykreowanym przez Astrid Lindgren i  Ilon Wikland.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy byłam mała, dzieci nie miały tylu zabawek i takich atrakcji,  jakimi są karmione dzisiaj. Liczyła się kreatywność. Można było zrobić  coś z niczego. Za sprawą wyobraźni zamienić szare pudełko po butach w  magiczny domek dla lalek, z kapsli po butelkach uczynić najwspanialsze  sportowe samochody, w ogrodzie za domem wykreować iście bajkowe światy.  Nie czekało się na gotowe. Trzeba było działać samemu. Równie kreatywnie  bawią się dzieci w Bullerbyn. Lasse, Bosse, Olle, Britta, Anna i Lisa –  zainspirowani artykułem o dzieciach w Sztokholmie – chcą urządzić Dzień  Dziecka dwuipółletniej Kerstin, siostrzyczce Ollego. Próbują  zaimprowizować, i to niemal dosłownie, opisane w gazecie atrakcje. W  Bullerbyn nie ma stadniny koni, dokąd rodzice z miasta zabierają swoje  pociechy, chcąc sprawić im przyjemność, nie ma też parku z wielką  karuzelą i rollercoasterem ani teatru lalek. Mali pomysłowi bohaterowie  postanawiają zaaranżować dla Kerstin nieco skromniejsze, ale równie  emocjonujące atrakcje: przejażdżkę na źrebaku na pastwisku, szalony  seans na starej sznurkowej huśtawce na trzepaku, tak aby dziewczynce  zakręciło się w głowie jak podczas jazdy na karuzeli, przedstawienie z  rozbójnikami w roli głównej straszącymi usmolonymi sadzą twarzami, na  widok których Kerstin rozpłakała się z przerażenia, wreszcie spuszczanie  dziewczynki z okna na linie, by doświadczyła takich emocji, jakich  dostarcza dzieciom jazda kolejką górską. Ale na każdą z tych  niespodzianek dziewczynka reaguje głośnym płaczem. A do tego jej mama  jest zaniepokojona tak ryzykownym przedsięwzięciem, w którym jej  pociecha zmuszona jest uczestniczyć jako główna bohaterka.&amp;nbsp; Ostatecznie dzieci  znajdują korzystne rozwiązanie. Przecież można urządzić Kerstin Dzień  Dziecka na sposób bullerbyński: na miarę możliwości znanego im świata,  który ma tyle do zaoferowania. Wystarczy uważnie się rozejrzeć. Najpierw  odbyła się wycieczka do kurnika i wspólne karmienie rozgdakanych kur.  Potem wyprawa do obory i podziwianie małych prosiąt, które bardzo się  spodobały Kerstin. Kolejną atrakcją było spotkanie z owieczkami,  podziwianie cieląt na pastwisku, oględziny i dokarmianie królików,  zabawa z kotkiem, a na koniec skromny poczęstunek w altance i  przejażdżka wózkiem zbudowanym przez trzech małych konstruktorów:  Lassego, Ollego i Bossego. Wszystkie atrakcje bardzo podobały się małej  Kerstin, a najbardziej mali czworonożni mieszkańcy osady.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytam tę książkę z sentymentem i nostalgią. Lindgren ukazuje świat pełen  prostoty, surowy, skromny, a jednocześnie przepełniony harmonią, bliski i  wywołujący ciepłe uczucia. Sporo tu humoru, tak charakterystycznego dla  jej pisarstwa. Niezmiennie urzekają mnie także ascetyczne,  kreślone prostą, minimalistyczną kreską ilustracje Ilon Wikland, współgrające z wizją świata, w którym wartości rodzinne, przyjaźń, pochwała codzienności i urok minimalizmu są ważniejsze niż wartości materialne. To  wspaniały prezent z okazji Dnia Dziecka.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_9xhezDdMI/AAAAAAAACio/M4DyiXcJN6o/s1600/Dzien-Dziecka-w-Bullerbyn_Astrid-Lindgren-Ilon-Wikland,images_zdjecia,3,978-83-60963-57-9_2.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="153" src="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_9xhezDdMI/AAAAAAAACio/M4DyiXcJN6o/s400/Dzien-Dziecka-w-Bullerbyn_Astrid-Lindgren-Ilon-Wikland,images_zdjecia,3,978-83-60963-57-9_2.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_9xqgb5zQI/AAAAAAAACiw/baTM7YEyKDU/s1600/Dzien-Dziecka-w-Bullerbyn_Astrid-Lindgren-Ilon-Wikland,images_zdjecia,3,978-83-60963-57-9_3.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="153" src="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_9xqgb5zQI/AAAAAAAACiw/baTM7YEyKDU/s400/Dzien-Dziecka-w-Bullerbyn_Astrid-Lindgren-Ilon-Wikland,images_zdjecia,3,978-83-60963-57-9_3.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;wydawnictwo &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.zakamarki.pl/show_object.php?id=350&amp;amp;txt=Bullerbyn"&gt;Zakamarki&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://selkar.pl/advanced_search_result.php?keywords=dzie%F1+Dziecka+w+Bullerbyn"&gt;Astrid Lindgren, &lt;i&gt;Dzień Dziecka w Bullerbyn&lt;/i&gt;, ilustr. Ilon Wikland, tłum. Anna  Węgleńska, Zakamarki  2009&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-8598651826361846865?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/8598651826361846865/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/05/dzien-dziecka-inaczej-astrid-lindgren.html#comment-form' title='Komentarze (32)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/8598651826361846865'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/8598651826361846865'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/05/dzien-dziecka-inaczej-astrid-lindgren.html' title='Z Astrid Lindgren w Bullerbyn'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_9zMvi3mOI/AAAAAAAACi4/U4AueA0-u8k/s72-c/Dzien-Dziecka-w-Bullerbyn_Astrid-Lindgren-Ilon-Wikland,images_product,3,978-83-60963-57-9.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>32</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-8348391209446856826</id><published>2010-05-25T11:04:00.022+02:00</published><updated>2010-06-22T16:20:23.727+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura angielska'/><title type='text'>Świat bez pieniędzy... Mark Boyle, The Moneyless Man</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_uBP_ZNCCI/AAAAAAAACg0/_IqXnfdSYNA/s1600/n337563553259_7791.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_uBP_ZNCCI/AAAAAAAACg0/_IqXnfdSYNA/s320/n337563553259_7791.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy potrafiłabym żyć bez pieniędzy? Całkowicie, absolutnie bez pieniędzy... Czy w dzisiejszym świecie zdominowanym przez kult posiadania i zatrważający, graniczący z bezmyślnością konsumpcjonizm, nakręcany przez koncerny, reklamy, media, jest jeszcze możliwe życie niepodporządkowane wartościom materialnym? Czasem się nad tym zastanawiam, zwłaszcza obserwując ludzi wprzęgniętych w wyścig za dobrami materialnymi, poddanych warunkowaniu przez reklamy i media.&amp;nbsp; Biegniemy w tym wyścigu jak ślepcy, wypreparowani mentalnie przez propagowaną powszechnie kulturę posiadania, konsumowania, posiadania, konsumowania, posiadania... Błędne koło, z&amp;nbsp; którego chyba nie sposób się wyrwać. Mam wrażenie, że machina zmaterializowania pochłonęła ludzkość tak dalece, że nie jesteśmy w stanie się od niej uniezależnić. Mam na myśli także siebie, choć raczej skromne możliwości finansowe nie czynią ze mnie modelowego niewolnika pieniędzy. Staram się dystansować do szaleństwa konsumpcjonizmu, który ogarnął świat, czyniąc z nas niewolników, maszyny do produkowania i wydawania. Gdyby tego zabrakło, tych wszystkich przedmiotów, rzeczy, którymi się otaczamy na co dzień, a które tak naprawdę nie są nam potrzebne do życia, przestalibyśmy się nim cieszyć? Co nam by pozostało? W jaką stronę zwróciłby się człowiek w obliczu pustki, którą teraz zapełnia poczuciem posiadania i przywiązaniem do dóbr materialnych?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_uV_41hf3I/AAAAAAAAChU/VpdgUA7bRy4/s1600/0505_MarkBoyle_i_316717t.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="131" src="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_uV_41hf3I/AAAAAAAAChU/VpdgUA7bRy4/s200/0505_MarkBoyle_i_316717t.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Takie pytania zadał sobie Mark Boyle,&amp;nbsp; brytyjski absolwent ekonomii zainspirowany przez wezwanie  Gandhiego, aby samemu stać się zmianą, którą chcemy zaobserwować na  świecie. Po sześciu latach pracy na stanowisku kierownika w firmie z  organiczną żywnością w Bristolu w Wielkiej Brytanii Boyle zdecydował  się wyruszyć w nowym, śmiałym kierunku. Zapragnął radykalnie zmienić swoje życie. Rzucił pracę, sprzedał dom. Zamieścił ogłoszenie w gazecie, w którym poprosił o namiot,&amp;nbsp; przyczepę kempingową i samochód, i – o dziwo – otrzymał takowe od osób, które chciały się pozbyć tego typu staroci i zamiast przeznaczyć je do utylizacji, oddały je Markowi. Boyle przeznaczył pieniądze ze sprzedaży swego domu na  założenie portalu społecznościowego &lt;i&gt;justfortheloveofit.org&lt;/i&gt;, który ma  pomóc łączyć ludzi w lokalnych społecznościach poprzez prosty akt  dzielenia się czymś.  Użytkownicy portalu oferują swoje umiejętności, miejsce, narzędzia czy  inne rzeczy, którymi mogą podzielić się za darmo. Kiedy&amp;nbsp; ktoś czegoś potrzebuje, po prostu o to prosi. To koło dobroci. Obecnie strona ma  blisko 18 tysięcy użytkowników w 131 krajach, którzy dzielą się 315&amp;nbsp;757  umiejętnościami, 62&amp;nbsp;033 narzędziami i 287 miejscami.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Po sprzedaży domu Boyle zgłosił się do ochotniczej pracy trzy dni w tygodniu w zamian za  miejsce, w którym mógłby mieszkać i hodować swoje warzywa. Od jednego z przyjaciół dostał &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;"tani piecyk na drewno, którym mógłby ogrzewać przyczepę, a mając także  kilka nowych gadżetów, jak baterie słoneczne i przyczepę na rower, był  gotów wyruszyć w drogę. &lt;br /&gt;Miał gotować swoje jedzenie na kuchence zrobionej z dwóch starych  puszek, a myć miał się pod prysznicem, którym w zasadzie był czarny  plastikowy worek zawieszony na drzewie, a w którym woda była ogrzewana  przez słońce. Jego toaletą miała być dziura w ziemi przysłonięta kawałkami drewna, aby  osłonić się przed wzrokiem osób przypadkiem przechodzących w pobliżu.  Boyle postanowił mieć całkiem puste kieszenie i nawet nie nosić klucza  do przyczepy, której postanowił nie zamykać. Stwierdził, że będzie się  uczył bardziej ufać światu. Wtedy uznał, że naprawdę jest gotowy na  zmiany, a zmienić się miało dosłownie wszystko" [&lt;a href="http://biznes.onet.pl/wolny-i-beztroski-czy-da-sie-zyc-bez-pieniedzy,18491,3227166,1,news-detal"&gt;Wolny i beztroski? Czy da się żyć bez pieniędzy? Onet.pl&lt;/a&gt; – wszystkie cytaty pochodzą z tego artykułu].&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Boyle radykalnie zmienił swój styl życia. Dawniej śniadanie było celebracją składającą się obowiązkowo z filiżanki ekskluzywnej, doskonale zaparzonej kawy z dodatkiem puszystej śmietanki, zapewne były jakieś płatki i mleko, może rogalik – tak sobie to wyobrażam. Obecnie Mark pije herbatę z pokrzywy, czasem z werbeny cytrynowej, jeśli taką znajdzie. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;"To wszystko jest bardzo zdrowe: żelazo, wapń, antyoksydanty. Pije też  herbatę z babki lancetowatej, która rośnie wszędzie, nawet w pęknięciach  na drodze".&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Boyle prowadzi takie życie już osiemnaście miesięcy. Jak  powiedział CNN, on naprawdę je pokochał i nigdy nie był szczęśliwszy ani  zdrowszy.  "Kilka pierwszych miesięcy było trudnych, szukałem swojej drogi" –  przyznaje.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"Jeśli pomyślisz o tym, jak trudna jest zmiana domu lub  zmiana pracy, wyobraź sobie, że zmieniasz wszystko od razu. Ale po kilku  miesiącach stało się to łatwe. Wszystko sobie dopracowałem".&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mark żyje bez gotówki, kart kredytowych, pożyczek i innych form finansowania. Swoje doświadczenia&amp;nbsp; i przemyślenia opisał w książce zatytułowanej &lt;b&gt;"The Moneyless Man" &lt;/b&gt;(z ang. "Człowiek bez pieniędzy").&amp;nbsp; &lt;/div&gt;Wyjaśnia w niej filozofię, która nim kieruje i&amp;nbsp; może sprawić, jak wierzy Mark, że społeczeństwo stanie się bardziej uczciwe, szczęśliwe i bezpieczne, kiedy podstawą  relacji przestaną być pieniądze.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;"Po prostu wstaję co rano i mówię sobie, że jeśli to się stanie, to się  stanie" – wyjaśnia. "Po prostu staram się brać takie życie, jakie  przychodzi, i cieszyć się tym, co przyniesie".&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zyski z książki zostaną zainwestowane w kupienie ziemi i stworzenie tzw.  społeczności "Freeconomy community", w której ludzie będą mogli  spróbować żyć bez pieniędzy. Nie ukazało się jeszcze polskie wydanie tej publikacji, ale czekam na nie z niecierpliwością, pragnąc przeczytać na własne oczy, jak wygląda od kulis przedsięwzięcie Marka. Mam jednak wiele wątpliwości. Czy&amp;nbsp; eksperyment, w jaki zamienił swoje życie Mark Boyle, nie jest kolejnym produktem, który na fali rozgłosu będzie się świetnie sprzedawać w postaci książki i zapewne kolejnych publikacji? I najważniejsze pytanie: czy rzeczywiście w dzisiejszym świecie możliwe jest przetrwanie, utrzymanie rodziny i wychowanie potomstwa bez jakichkolwiek środków finansowych?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;zdjęcia pochodzą ze strony poświęconej książce na Facebooku&lt;/span&gt;&lt;/i&gt; &lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_u9t2UnQHI/AAAAAAAAChc/HcZdfCNOGdE/s1600/12313_346392353259_337563553259_3506413_3110335_n.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_u9t2UnQHI/AAAAAAAAChc/HcZdfCNOGdE/s400/12313_346392353259_337563553259_3506413_3110335_n.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_u91CzZQlI/AAAAAAAAChk/QGZ6ePL1rQo/s1600/12313_346422963259_337563553259_3506454_7999536_n.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_u91CzZQlI/AAAAAAAAChk/QGZ6ePL1rQo/s400/12313_346422963259_337563553259_3506454_7999536_n.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka "The Moneyless Man" ma&amp;nbsp; &lt;a href="http://www.facebook.com/pages/The-Moneyless-Man/337563553259?v=wall"&gt;swoją stronę na Facebooku&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Informacje na temat książki i autora można także znaleźć na stronie serwisu &lt;a href="http://translate.google.pl/translate?hl=pl&amp;amp;sl=en&amp;amp;tl=pl&amp;amp;u=http%3A%2F%2Fwww.guardian.co.uk%2Fenvironment%2F2009%2Fnov%2F09%2Fmark-boyle-money&amp;amp;anno=2"&gt;guardian.co.uk&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Autor książki prowadzi bloga poświęconego swojej idei: &lt;a href="http://www.justfortheloveofit.org/blog"&gt;Freeconomy Blog&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Mark Boyle,&lt;i&gt; The Moneyless Man&lt;/i&gt;, &lt;span onmouseout="_tipoff()" onmouseover="_tipon(this)"&gt;wydawnictwo Oneworld  Publications 2010&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-8348391209446856826?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/8348391209446856826/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/05/cakowicie-bez-pieniedzy.html#comment-form' title='Komentarze (40)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/8348391209446856826'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/8348391209446856826'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/05/cakowicie-bez-pieniedzy.html' title='Świat bez pieniędzy... Mark Boyle, The Moneyless Man'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_uBP_ZNCCI/AAAAAAAACg0/_IqXnfdSYNA/s72-c/n337563553259_7791.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>40</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-1068421629769984046</id><published>2010-05-25T08:09:00.009+02:00</published><updated>2010-05-29T12:31:00.480+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Konkursy'/><title type='text'>Konkurs w Selkar.pl – do wygrania książka Terry'ego Pratchetta "Niewidoczni akademicy"</title><content type='html'>&lt;meta content="text/html; charset=utf-8" http-equiv="Content-Type"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Word.Document" name="ProgId"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 12" name="Generator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 12" name="Originator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CJOLECZKA%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtmlclip1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CJOLECZKA%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtmlclip1%5C01%5Cclip_themedata.thmx" rel="themeData"&gt;&lt;/link&gt;&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CJOLECZKA%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtmlclip1%5C01%5Cclip_colorschememapping.xml" rel="colorSchemeMapping"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Font Definitions */ @font-face	{font-family:"Cambria Math";	panose-1:2 4 5 3 5 4 6 3 2 4;	mso-font-charset:238;	mso-generic-font-family:roman;	mso-font-pitch:variable;	mso-font-signature:-1610611985 1107304683 0 0 159 0;}@font-face	{font-family:Calibri;	panose-1:2 15 5 2 2 2 4 3 2 4;	mso-font-charset:238;	mso-generic-font-family:swiss;	mso-font-pitch:variable;	mso-font-signature:-1610611985 1073750139 0 0 159 0;}@font-face	{font-family:Georgia;	panose-1:2 4 5 2 5 4 5 2 3 3;	mso-font-charset:238;	mso-generic-font-family:roman;	mso-font-pitch:variable;	mso-font-signature:647 0 0 0 159 0;} /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal	{mso-style-unhide:no;	mso-style-qformat:yes;	mso-style-parent:"";	margin-top:0cm;	margin-right:0cm;	margin-bottom:10.0pt;	margin-left:0cm;	line-height:115%;	mso-pagination:widow-orphan;	mso-hyphenate:none;	font-size:11.0pt;	font-family:"Times New Roman","serif";	mso-fareast-font-family:Calibri;	mso-font-kerning:.5pt;	mso-fareast-language:AR-SA;}.MsoChpDefault	{mso-style-type:export-only;	mso-default-props:yes;	mso-ascii-font-family:Calibri;	mso-ascii-theme-font:minor-latin;	mso-fareast-font-family:Calibri;	mso-hansi-font-family:Calibri;	mso-hansi-theme-font:minor-latin;	mso-bidi-font-family:"Times New Roman";	mso-bidi-theme-font:minor-bidi;	mso-fareast-language:EN-US;}.MsoPapDefault	{mso-style-type:export-only;	margin-bottom:10.0pt;	line-height:115%;}@page Section1	{size:612.0pt 792.0pt;	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt;	mso-header-margin:35.4pt;	mso-footer-margin:35.4pt;	mso-paper-source:0;}div.Section1	{page:Section1;} /* List Definitions */ @list l0	{mso-list-id:183328357;	mso-list-template-ids:299136968;}@list l0:level1	{mso-level-tab-stop:18.0pt;	mso-level-number-position:left;	margin-left:18.0pt;	text-indent:-18.0pt;}ol	{margin-bottom:0cm;}ul	{margin-bottom:0cm;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_toARcLoSI/AAAAAAAACgs/FR-aQRJcypw/s1600/niewidoczni-akademicy-terry-pratchett-300-154889.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_toARcLoSI/AAAAAAAACgs/FR-aQRJcypw/s320/niewidoczni-akademicy-terry-pratchett-300-154889.jpg" width="216" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;Zapraszam do udziału w konkursie zorganizowanym przez księgarnię &lt;a href="http://selkar.pl/index.php"&gt;Selkar.pl&lt;/a&gt; wspólnie z Wydawnictwem Prószyński i S-ka. Do wygrania jest 5 egzemplarzy książki angielskiego pisarza – Terry'ego Pratchetta. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;Aby zdobyć jedną z tych książek, wystarczy poprawnie odpowiedzieć na &lt;b&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-weight: normal;"&gt;wszystkie&lt;/span&gt;&lt;/b&gt; z poniższych 5 pytań oraz mieć szczęście w losowaniu:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-left: 18pt; text-align: justify; text-indent: -18pt;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt; 1.&lt;span style="font: 7pt &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;Jaki jest znak rozpoznawczy Rincewinda – bohatera książek Terry'ego Pratchetta?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-left: 18pt; text-align: justify; text-indent: -18pt;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;2.&lt;span style="font: 7pt &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;"Visi, Veneri, Vamoosi – odwiedziłem, złapałem wstydliwą chorobę, uciekłem" – z której książki Terry'ego Pratchetta pochodzi ten cytat?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-left: 18pt; text-align: justify; text-indent: -18pt;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;3.&lt;span style="font: 7pt &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;Kto jest najbardziej znanym tłumaczem dzieł Pratchetta na język polski?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-left: 18pt; text-align: justify; text-indent: -18pt;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;4.&lt;span style="font: 7pt &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;Kto zaprojektował okładkę do książki &lt;i&gt;Blask fantastyczny&lt;/i&gt; Terry'ego Pratcheta?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-left: 18pt; text-align: justify; text-indent: -18pt;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;5.&lt;span style="font: 7pt &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;Na podstawie jakich książek Terry'ego Pratchetta zostały wydane powieści graficzne (komiksy)?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-left: 18pt; text-align: justify; text-indent: -18pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;Konkurs trwa do 9  czerwca.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;Szczegóły konkursu na stronie księgarni internetowej &lt;b&gt;&lt;a href="http://selkarforum.pl/konkursy/konkurs-wydawnictwa-proszynski-i-s-ka-oraz-ksiegarni-selkar-wygraj-5-k-813/?PHPSESSID=ceed326fa8d0e5c44ead91f5be231704"&gt;Selkar.pl&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-1068421629769984046?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/1068421629769984046/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/05/konkurs-w-selkarpl-do-wygrania-ksiazka.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/1068421629769984046'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/1068421629769984046'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/05/konkurs-w-selkarpl-do-wygrania-ksiazka.html' title='Konkurs w Selkar.pl – do wygrania książka Terry&apos;ego Pratchetta &quot;Niewidoczni akademicy&quot;'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_toARcLoSI/AAAAAAAACgs/FR-aQRJcypw/s72-c/niewidoczni-akademicy-terry-pratchett-300-154889.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-1995242112749356746</id><published>2010-05-21T20:19:00.021+02:00</published><updated>2010-06-24T15:34:41.748+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cała Polska czyta dzieciom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura szwedzka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kraje nordyckie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rodzinne czytanie'/><title type='text'>Kradzione czereśnie, jedwabny latawiec i trudna sztuka gwizdania... Ulf Stark, Czy umiesz gwizdać, Joanno?</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_ahHeY_fUI/AAAAAAAACfE/UAcwu28VTKs/s1600/Czy-umiesz-gwizdac-Joanno_Ulf-Stark,images_product,31,978-83-60963-29-6.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_ahHeY_fUI/AAAAAAAACfE/UAcwu28VTKs/s200/Czy-umiesz-gwizdac-Joanno_Ulf-Stark,images_product,31,978-83-60963-29-6.jpg" width="160" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Wzruszająca opowieść o przyjaźni i pożegnaniu", "o starości, o życiu i śmierci". Tak można by [idąc za przykładem wydawcy] najkrócej opisać tę historię. Wcześniej czytałam tego autora "Jak tata pokazał mi wszechświat" i nie potrafiłam sobie wyobrazić, że kolejna publikacja pisarza – jeśli trafi w moje ręce – wywoła równie wielkie emocje. A emocji podczas lektury "Czy umiesz gwizdać, Joanno?" było wiele –&amp;nbsp; rozbawienie, rozczulenie, wzruszenie, łzy...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zanim otworzyłam książkę, zaintrygowana przyglądałam się okładce i widniejącemu na niej tytułowi. Sądziłam, że Joanna jest także jedną z najważniejszych postaci książki. Okazuje się, że sformułowanie &lt;i&gt;Czy umiesz gwizdać, Joanno?&lt;/i&gt; to tytuł pewnej melodii, która pojawia się&amp;nbsp; w najbardziej znaczących momentach opowieści, stanowiąc nacechowany symbolicznie i emocjonalnie muzyczny lejtmotyw. Jest nikłą nicią łączącą przeszłość i teraźniejszość, młodość i starość – gdy Nils przywołuje z pamięci wspomnienia o swojej nieżyjącej żonie, Joannie. Czułość, tęsknota, miłość... w tej melodii mieści się cała paleta niewypowiedzianych uczuć, które skrywa w swoim sercu stary samotny Nils. Na komodzie, w jednym z&amp;nbsp; pokoi domu starców stoi zdjęcie Joanny, a w szufladzie leżą stara jedwabna apaszka w róże i stary jedwabny krawat – to jedyne pamiątki, jakie zostały Nilsowi po ukochanej. Nils nie ma rodziny. Jest stary i ma słabe serce. Słabe, ale najlepsze na świecie, jak powie później Bertil o swoim przyszywanym dziadku.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ulf Stark napisał mądrą i pozbawioną infantylizmu książkę dla dzieci podejmującą trudne tematy, które zostały ujęte w sposób daleki od banału. Historia została ukazana oczami dziecka, kilkuletniego Ulfa, opowiadającego o swoim szkolnym przyjacielu Bertilu, który postanawia znaleźć sobie dziadka. Dziadka, którego wzorem Ulfa mógłby odwiedzać, przynosić mu cygaro, który częstowałby go kawą, zabierał na ryby, dawał pięć koron przy okazji odwiedzin i który uwielbiałby nóżki wieprzowe w galarecie, tak jak dziadek Ulfa. Dziadka, którego mógłby kochać. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pewnego razu w pokoju Nilsa w domu starców pojawia się ubrany w białą koszulę, z nagietkiem w ręku siedmioletni chłopiec, który z rozbrajającą szczerością i naturalnością nazywa go dziadkiem. Między starym człowiekiem i małym Bertilem rodzi się wyjątkowa więź. Obaj cieszą się ze sprawiania sobie nawzajem przyjemności i niespodzianek. Na tym przecież polega bycie razem. Kiedy okazuje się, że Nils nie jest w stanie zabrać chłopca na ryby, tak jak to ponoć czynią dziadkowie, staruszek postanawia sprawić chłopcu inną niespodziankę. Nie zważając na swój stan zdrowia, zabiera Bertila i Ulfa na spacer do ogrodu, podczas którego delektują się śpiewem ptaków i zapachami natury. Nils ofiarowuje chłopcom latawiec zrobiony z jedwabnej apaszki w róże, którą dawno temu podarował swojej żonie.&amp;nbsp; Za ogon latawca posłużył piękny jedwabny krawat, ten, który Nils kiedyś dostał w prezencie od Joanny. Podczas pracy nad latawcem staruszek &lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Wygwizdywał piękną&amp;nbsp; melodię, która nazywała się &lt;i&gt;Czy umiesz gwizdać, Joanno?&lt;/i&gt; (...) I opowiedział nam o swojej żonie, która miała rude włosy i niebieski kapelusz, a Bertil powiedział, że też chciałby nauczyć się gwizdać" [s. 18].&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cała opowieść utkana jest z wielu przeplatających się sytuacji na przemian zabawnych, rozczulających i wywołujących wzruszenie. Kiedy Bertil urządza dziadkowi urodziny, zabiera go na&amp;nbsp; kradzione czereśnie. Tak jak Nils robił to w dzieciństwie.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"– Teraz musimy się skradać, dziadku.  &lt;br /&gt;– Postaram się – obiecał staruszek.   &lt;br /&gt;– To dobrze, bo Gustavsson to najgorszy typ. (...)  &lt;br /&gt;– A teraz nie mówmy o tym więcej  – powiedział staruszek. – Bo  teraz   będziemy kraść czereśnie" [s. 31].&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_bKB5693nI/AAAAAAAACfM/ev9CbB9aih4/s1600/Czy-umiesz-gwizdac-Joanno_Ulf-Stark,images_zdjecia,31,978-83-60963-29-6_3.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="250" src="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_bKB5693nI/AAAAAAAACfM/ev9CbB9aih4/s400/Czy-umiesz-gwizdac-Joanno_Ulf-Stark,images_zdjecia,31,978-83-60963-29-6_3.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;I jeszcze było cygaro dla dziadka na urodziny, i nowy jedwabny krawat, i poczęstunek w zagajniku za kapliczką, który Bertil&amp;nbsp; przygotował za swoje wszystkie oszczędności. I obietnica, że nauczy się gwizdać ulubioną melodię Nilsa...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To książka o bezinteresownej potrzebie przynależności, o pragnieniu dzielenia się sobą z drugim człowiekiem. O radości dawania... W końcu Bertilowi udaje się opanować trudną sztukę gwizdania i uszczęśliwiony biegnie do Nilsa, by podzielić się z nim swoją radością: &lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Nareszcie jestem! – zawołał i otworzył drzwi.&amp;nbsp; A kiedy weszliśmy do środka, okazało się, że nikogo tam nie było. (...) Zobaczyła nas pani Tora. (...)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;– Nie ma go już. Odszedł od nas.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;(...) Wtedy Bertil tak się rozzłościł, że aż łzy napłynęły mu do oczu. Wyrwał się z objęć staruszki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;– A ja się nauczyłem gwizdać i w ogóle! – zaszlochał.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A potem w drodze do domu nie odezwał ani słowem. Tylko kopał kamienie" [s. 40].&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Następnego dnia Bertil pożegnał Nilsa melodią, którą nauczył się gwizdać specjalnie dla niego. Kilka chwil milczał poruszony nad trumną starego przyjaciela. W końcu zagwizdał. Zagwizdał tak przejmująco, że słyszałam tę melodię długo po zakończeniu lektury. "Czy umiesz gwizdać, Joanno?" wciąż rozlega się echem w małej kaplicy, w której Bertil żegnał się ze swoim dziadkiem, ciągle słyszę ją&amp;nbsp; w swojej wyobraźni. A kiedy czytam książkę swojej córeczce, ukradkiem ocieram oczy, chociaż może niepotrzebnie tak się kryję ze swoim wzruszeniem. Przecież cała historia została wyrażona słowami dziecka, ukazana jego oczyma i opowiedziana z prostotą bliską dziecięcym uczuciom i dziecięcej wrażliwości. Wspaniała książka...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na jej podstawie&amp;nbsp; powstał film, który pokazywany jest co roku w szwedzkiej telewizji w święta Bożego Narodzenia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;wydawnictwo &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.zakamarki.pl/show_object.php?id=222&amp;amp;txt=stark"&gt;Zakamarki&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://selkar.pl/czy_umiesz_gwizdac_joanno_stark_ulf_hoglund_anna_p_83166.html"&gt;&lt;b&gt;Ulf Stark, Czy umiesz gwizdać, Joanno?, ilustr.  Anna Höglund, tłum. Katarzyna Skalska, Zakamarki 2008&lt;/b&gt;   &lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-1995242112749356746?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/1995242112749356746/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/05/kradzione-czeresnie-jedwabny-latawiec-i.html#comment-form' title='Komentarze (27)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/1995242112749356746'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/1995242112749356746'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/05/kradzione-czeresnie-jedwabny-latawiec-i.html' title='Kradzione czereśnie, jedwabny latawiec i trudna sztuka gwizdania... Ulf Stark, Czy umiesz gwizdać, Joanno?'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_ahHeY_fUI/AAAAAAAACfE/UAcwu28VTKs/s72-c/Czy-umiesz-gwizdac-Joanno_Ulf-Stark,images_product,31,978-83-60963-29-6.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>27</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-2549209112020824026</id><published>2010-05-17T08:50:00.027+02:00</published><updated>2010-05-29T12:31:00.488+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mikrokosmos'/><title type='text'>Żywioł</title><content type='html'>Gűnter Grass&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Powódź&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeczekamy deszcze, &lt;br /&gt;choć przyzwyczailiśmy się&lt;br /&gt;stać za firanką, niewidzialni.&lt;br /&gt;Łyżka stała się sitem, nikt już nie odważy się &lt;br /&gt;wyciągnąć ręki.&lt;br /&gt;Płynie teraz ulicami wiele &lt;br /&gt;z tego, co w suchy czas starannie chowano.&lt;br /&gt;Jak niemiło oglądać zużytą pościel sąsiada.&lt;br /&gt;Często stajemy przed wodomierzem &lt;br /&gt;i porównujemy nasz niepokój jak zegarki.&lt;br /&gt;Co nieco można wyregulować.&lt;br /&gt;Lecz kiedy zbiorniki się przepełnią, &lt;br /&gt;odziedziczona miara zapełni się,&lt;br /&gt;będziemy musieli się pomodlić.&lt;br /&gt;Piwnica jest zalana, &lt;br /&gt;skrzynie wynieśliśmy na górę&lt;br /&gt;i sprawdzamy zawartość z listą.&lt;br /&gt;Jeszcze nic nie zginęło.&lt;br /&gt;Ponieważ woda wkrótce na pewno opadnie,&lt;br /&gt;zaczęliśmy szyć parasole słoneczne.&lt;br /&gt;Bardzo trudno będzie znów przejść przez plac, &lt;br /&gt;wyraźnie z ołowiano-ciężkim cieniem.&lt;br /&gt;Z początku brak nam będzie zasłony &lt;br /&gt;i często będziemy schodzić do piwnicy,&lt;br /&gt;by przyglądać się linii&lt;br /&gt;pozostawionej przez wodę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;przełożyła Maria Krysztofiak&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_FaC72HA4I/AAAAAAAACbw/XtXnhPlF3ik/s1600/1035742.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_FaC72HA4I/AAAAAAAACbw/XtXnhPlF3ik/s400/1035742.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_FDn3W-waI/AAAAAAAACbo/XAWmsLChxr8/s1600/sferak.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_FDn3W-waI/AAAAAAAACbo/XAWmsLChxr8/s400/sferak.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;a href="http://www.gorpol.pl/#powieksz"&gt;źródło zdjęć&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;a href="http://www.bielsko.biala.pl/"&gt;źródło zdjęć&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Dopisek z 21 maja:&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W gminie Lanckorona wskutek długotrwałych opadów powstały bardzo groźne osuwiska&amp;nbsp; o znacznym  obszarze.&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/i&gt;W rejonie powstałego osuwiska zniszczeniu uległo 30 budynków, a zagrożonych jest jeszcze kilkadziesiąt domów; gmina zwraca się &lt;a href="http://www.lanckorona.pl/news,297.html"&gt;z apelem o pomoc dla mieszkańców Lanckorony&lt;/a&gt;. Zwały ziemi ze zbocza obsuwają się i mogą zawalić poniżej usytuowane  budynki. Osuwisko w miejscu uszkodzonych budynków bez przerwy  powiększa swoje rozmiary, powstają nowe głębokie szczeliny, tąpnięcia i  przesuwające się zwały ziemi.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;My możemy ewentualnie osuszyć i wyremontować swoje mieszkanie, a ci ludzie stracili wszystko... :-( &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-2549209112020824026?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/2549209112020824026/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/05/zywio.html#comment-form' title='Komentarze (29)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/2549209112020824026'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/2549209112020824026'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/05/zywio.html' title='Żywioł'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S_FaC72HA4I/AAAAAAAACbw/XtXnhPlF3ik/s72-c/1035742.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>29</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-3147021080652826238</id><published>2010-05-10T00:30:00.023+02:00</published><updated>2010-06-24T15:34:02.934+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura czeska'/><title type='text'>Praski danse macabre... Michal Viewegh, Aniołowie dnia powszedniego</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S-AgI30HeVI/AAAAAAAACXs/axi1QT9BbEU/s1600/Aniolowie-dnia-powszedniego_Michal-Viewegh,images_product,31,978-83-7648-086-2.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S-AgI30HeVI/AAAAAAAACXs/axi1QT9BbEU/s320/Aniolowie-dnia-powszedniego_Michal-Viewegh,images_product,31,978-83-7648-086-2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po przeczytaniu powieści czeskiego pisarza Michala Viewegha "Aniołowie dnia powszedniego" doszłam do wniosku, że jednak nie chciałabym być aniołem. Status śmiertelnika odpowiada mi dużo bardziej. Miałam wątpliwości już wówczas, gdy kilka lat temu obejrzałam słynny film Wima Wendersa "Niebo nad Berlinem". Utrzymany w stylistyce ekspresjonistycznej, ze zdjęciami zanurzonymi w popielatej sepii, z niepokojącą muzyką Nicka Ceve'a – czarował smutkiem i melancholią. Anioły o wielkich skrzydłach i łagodnych oczach uwodziły moją wyobraźnię. Milczące, czuwające nad dachami Berlina, niosące pocieszenie nieszczęśliwym, samotnym, zagubionym ludziom. Mogły je widzieć jedynie dzieci – chyba w myśl przekonania, że dobrze widzi się tylko sercem, a to, co ukryte, jest niewidoczne dla oczu ["Mały Książę"]. Wielkie posępne skrzydła jeszcze długo prześladowały moje sny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zupełnie inne odczucia wzbudziły we mnie anioły z powieści Michala Viewegha, krążące smętnie wśród zaułków Pragi. Co mnie samą zdumiało, wydały mi się bliższe niż anioły Wima Wendersa. Bardziej ludzkie niż mistyczne. Przyziemne niż wzniosłe. Jakieś takie zmęczone, bezradne, zrezygnowane. Nie tego się spodziewałam. "Powiem wprost: większość naszych misji kończy się niepowodzeniem"[s. 9]. Myślałam, że takie słabości to domena ludzi, a tu, proszę, anioły bezradne i nieporadne. Kto by pomyślał. Mało tego. "Nasze drobne anielskie przejawy życzliwości wydają mi się trochę przypadkowe. Brakuje mi w tym jakiegoś systemu"[s. 9] – te sceptyczne rozważania jednego z aniołów kładą się cieniem na przekonaniu, że Bóg, zwierzchnik aniołów, jest&amp;nbsp; idealny. A jaki Pan, taki kram...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jofaniel. Hahamel. Nith-Haiah. Ilmuth. Jeźdźcy apokalipsy, jak sarkastycznie wyraził się Jofaniel, mając na myśli siebie i pozostałą trójkę swoich towarzyszy. Kuriozalne to anioły – nie mają skrzydeł. Ale nie trzymajmy się tak kurczowo zardzewiałych stereotypów. Nie skrzydła zdobią anioła, tak jak nie szata zdobi człowieka. "Jesteśmy tylko posłańcami. Kurierami miłości" [s. 9].&amp;nbsp; Dodać otuchy, uczynić ostatnie chwile bardziej znośnymi, sprawić, by człowiek, patrząc w oczy śmierci, nie odchodził z poczuciem, że jego życie było jedynie przelotnym cieniem, opowieścią idioty, pełną  wrzasku i wściekłości, a nie znaczącą nic [Szekspir] – to misja, którą starają się wypełniać od kilkuset lat. Z różnym skutkiem. Anioły dnia powszedniego są ułomne tak jak ludzie. Nie potrafią udzielić sensownej odpowiedzi na pytanie trzynastoletniej Chinki umierającej na raka: dlaczego? Oto przed aniołami kolejne zadanie, tym razem w Pradze: ich podopieczni to Karel, instruktor nauki jazdy, i Zdenek, samobójca. 5 września 2006 roku to ich ostatni dzień życia... Karel na razie o tym nie wie... Jest jeszcze Estera, młoda wdowa, niepotrafiąca odnaleźć się po śmierci męża, ale ona przeżyje ten ostatni, feralny kurs Karela... Ich losy splotą się u schyłku dnia, w którym przeznaczone jest umrzeć obu mężczyznom. Poznajemy też Marię, żonę Karela, zgorzkniałą, pozbawioną energii nauczycielkę, dla której małżeństwo już dawno stało się przyzwyczajeniem, a praca rutyną. Lidkę, żonę Zdenka, która zdradziła go i odeszła od niego wraz z dwójką dzieci. I Jarmilę, matkę Zdenka, pozostawioną przez męża w dniu ślubu, która swoje zranione serce koi miłością do syna i groteskową wiarą w anioły. W skrzydlate anioły w białych, powłóczystych szatach i z aureolą wokół głowy. Będzie potrzebowała pocieszenia. Ale sprawa jest beznadziejna. Tutaj nic się nie da zrobić. Jofaniel, Hahamel, Nith-Haiah i Ilmuth już na starcie czują się pozbawieni motywacji i wiary w sukces. Ogarnia ich przerażająca dla mnie inercja. Defetyzm. Aniołowie już dawno stracili zdolność do zachwytu. "Kiedyś, dawno temu miałem pewne złudzenia co do ludzkiej mądrości, wrodzonej dobroci, ale jak tylko zacząłem rozumieć, co ludzie mówią, moją sympatię diabli wzięli. (...) Wolne od osądzania, wyrozumiałe spojrzenie na ludzkie mrowisko – to jest (...) wszystko, na co mogę się zdobyć"[s. 77]. Aniołom dnia powszedniego daleko zatem do ideału. I to je różni od  aniołów Wima Wendersa: anielskość bohaterów "Nieba nad Berlinem" jest  kwintesencją doskonałości, która nie pozwala im płakać, widzieć kolorów,  czuć zapachów, smaków. Jeden z nich zapragnie zostać człowiekiem, by  zasmakować pełni życia i miłości, nawet za cenę utraty nieśmiertelności i  wiecznej doskonałości. Nawet mimo świadomości, że życie wiąże się z  bólem, cierpieniem, stratą, starzeniem się, umieraniem. "Trzeba wstąpić w  kamień, w drzewo, w wodę, w  szpary furty. Lepiej być skrzypieniem podłogi niż przeraźliwie  przeźroczystą doskonałością" [Z. Herbert, &lt;i&gt;Tylko nie anioł&lt;/i&gt;].&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój profesor od fizyki, przy okazji wystawiania oceny odpytywanej osobie, zwykł żartobliwie mawiać: "Dostateczny. I obyś żył aż do samej śmierci". Wtedy, przed laty, ogromnie mnie to bawiło, teraz, po przeczytaniu książki, słowa te nabierają zupełnie innego charakteru. "W młodości mało kto przeczuwa, że życie nie jest niczym innym, jak ciągłym żegnaniem się z życiem"[s. 90].&amp;nbsp; Książka Michala Viewegha to "story o ludziach, aniołach i umieraniu" oraz "książka o nas wszystkich, których czas został dawno odmierzony, a mimo to zachowujemy się, jakbyśmy mieli żyć wiecznie" [słowa autora – nota wydawcy]. To współczesny danse macabre, osadzony w scenerii praskich krajobrazów, z charakterystycznym architektonicznym detalem w tle: mostem. W książce mosty na Wełtawie nabierają znaczenia eschatologicznego, stają się klamrą spinającą dwie sfery: doczesną i tę, która znajduje się na drugim brzegu życia. Jeden z nich staje się mostem śmierci...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S-cfMnafdUI/AAAAAAAACac/zN4E9OnBtks/s1600/midi_img_3494.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="181" src="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S-cfMnafdUI/AAAAAAAACac/zN4E9OnBtks/s400/midi_img_3494.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;a href="http://www.przewodnikpopradze.pl/fotka11/praskie_panoramy/mosty_na_weltawie"&gt;Mosty na Wełtawie&lt;/a&gt; &lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Przyznaję, że książka mnie przygnębiła. Smutni, nieszczęśliwi, pełni gniewu i zatwardziałości ludzie... Nieporadni, zrezygnowani aniołowie... I Bóg, który "utrzymuje kilka miliardów ludzi w absolutnej nieświadomości" [s. 131]. Mojego zawodu nie ukoił ani rubaszny, ironiczny, chwilami refleksyjny, anegdotyczny styl, ani&amp;nbsp; wciągająca, wartka narracja, ani melanż kompozycyjny, ani czarny humor, którym autor obdarzył swoje anioły. I nawet słowa anioła Jofaniela nie zdołały mnie pocieszyć: "Używaj daru życia. Uśmiechów dzieci, kolorów nieba, zapachu kawy, ciepłego wiatru i dzwonienia tramwajów. Ciesz się mroźną zimą i upalnym latem. Szczęście to czas. Nie zapomnij o tym" [s. 126].&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://selkar.pl/aniolowie_dnia_powszedniego_viewegh_michal_p_106905.html"&gt;Michal Viewegh, Aniołowie dnia powszedniego, tłum. Jacek Illg, Prószyński i S-ka 2009&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-3147021080652826238?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/3147021080652826238/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/05/praskie-danse-macabre-michal-viewegh.html#comment-form' title='Komentarze (28)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/3147021080652826238'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/3147021080652826238'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/05/praskie-danse-macabre-michal-viewegh.html' title='Praski danse macabre... Michal Viewegh, Aniołowie dnia powszedniego'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S-AgI30HeVI/AAAAAAAACXs/axi1QT9BbEU/s72-c/Aniolowie-dnia-powszedniego_Michal-Viewegh,images_product,31,978-83-7648-086-2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>28</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-3062623989980702506</id><published>2010-05-08T10:07:00.019+02:00</published><updated>2010-06-22T16:16:14.951+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cała Polska czyta dzieciom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura szwedzka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rodzinne czytanie'/><title type='text'>O przełamywaniu stereotypów. Pija Lindenbaum, Igor i lalki – Stephen Daldry, Billy Elliot</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S-ULO1--qVI/AAAAAAAACZs/OXndMsqMDuM/s1600/Igor-i-lalki_Pija-Lindenbaum,images_big,27,978-83-60963-66-1.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S-ULO1--qVI/AAAAAAAACZs/OXndMsqMDuM/s200/Igor-i-lalki_Pija-Lindenbaum,images_big,27,978-83-60963-66-1.jpg" width="165" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;"Igor i lalki" szwedzkiej pisarki Piji Lindenbaum to kolejna propozycja wydawnictwa Zakamarki dla najmłodszych czytelników.&amp;nbsp; Pięknie wydana, w twardej oprawie, zobrazowana zabawnymi ilustracjami samej autorki,&amp;nbsp; zawiera prostą, napisaną zwyczajnym, zrozumiałym dla kilkulatka językiem opowieść poruszającą ważny temat: przełamywanie stereotypów kulturowych. Skąd się biorą stereotypy? Jaki mają wpływ na życie społeczne i relacje między ludźmi w ogóle, ale też na relacje między dwoma światami: męskim i kobiecym? Książka ukazuje interakcje między dziewczynkami i chłopcami, na które oddziałują kształtowane w rodzinie wyobrażenia i wzorce zachowań utożsamiane z daną płcią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytając tę książkę mojej prawie czteroletniej córce, przypomniałam sobie wcześniejszy blogowy wpis na temat maskulinizmu Tatianki, któremu się poddała, odkąd zaczęła uczęszczać do przedszkola. &lt;span style="font-size: small;"&gt;Pytam Tatiankę: "Tatianko, co dzisiaj robiłaś w  przedszkolu?" i słyszę: "Dzisiaj w przedszkolu – bo nasze potomstwo odpowiada pełnymi zdaniami – bawił&lt;b&gt;e&lt;/b&gt;m się klockami". "A co  jadłaś na obiad?". "Jadł&lt;b&gt;e&lt;/b&gt;m zupkę". O dziwo, gdy Tatianka opowiada o  tacie i jego zajęciach, mówi na przykład: "Tatuś pojechał&lt;b&gt;a&lt;/b&gt; na zakupki".  "Tatuś pojechał na zakupki, Tatianko" – poprawiam. Ale Tatianka nie  przyjmuje tych koniugacyjnych niuansów do wiadomości. Jej postawa jednak  ma logiczne uzasadnienie: w przedszkolu, w grupie maluszków jest więcej  facetów, zatem Tatiana mówi: zjadłem, ubrałem, bawiłem się, zwłaszcza  gdy dzieli się wrażeniami z przedszkola. A w domu rządzą kobiety, bo  mężczyzna jest tylko jeden, a nas dwie, stąd może to Tatiankowe: "Tata  pojechała na zakupki"...&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Jak naturalnie i spontanicznie dziecko przejmuje wzorce zachowań i wzorce językowe, które obserwuje w najbliższym mu środowisku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka lat temu obejrzałam kultowy już film Stephena Daldrya zatytułowany "Billy Elliot", inspirowany historią tancerza Philipa Marsdena. Jedenastoletni Billy, mieszkaniec położonego gdzieś na angielskiej prowincji miasteczka górniczego ogarniętego strajkami i dotkniętego kryzysem ekonomicznym, po śmierci mamy nie potrafi porozumieć się z ojcem, górnikiem, typowym facetem zapatrzonym w twarde męskie reguły, jakie rządzą znanym mu robotniczym światem. Owdowiały Peter pragnie wychować synów na prawdziwych mężczyzn. Nie akceptuje mazgajstwa, na jakiekolwiek przejawy wrażliwości reaguje krytycyzmem, postrzegając je jako oznaki zniewieściałości i nie szczędząc Billy'emu złośliwych żartów. Dostrzegając w Billym podobieństwo do wrażliwej matki, która kochała muzykę i grała na pianinie, postanawia zapisać chłopaka na zajęcia boksu, &lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S-Q0GUpT-AI/AAAAAAAACZE/C9Nf23oZp40/s1600/imgBilly+Elliot5.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S-Q0GUpT-AI/AAAAAAAACZE/C9Nf23oZp40/s320/imgBilly+Elliot5.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;wychodząc z założenia, że ten męski sport uczyni z jego syna stuprocentowego faceta. Tak się jednak złożyło, że w tym samym budynku odbywają się zajęcia baletu. Zafascynowany tańcem Billy w tajemnicy przed nieprzejednanym ojcem zaczyna uczęszczać na lekcje baletu, odkrywając swoje powołanie i pasję, które&amp;nbsp; w finale filmu stają się przepustką do innego, lepszego życia. W środowisku górników taniec był postrzegany przez mężczyzn jako domena typowo kobieca, niegodna prawdziwego mężczyzny, uwłaczająca jego męskości. To świat wyraźnych podziałów na to, co męskie, i na to, co kobiece, świat kulturowych uprzedzeń, i Billy jest zmuszony do ukrywania swoich artystycznych pasji. Nie znajduje oparcia w rodzinie i w najbliższym otoczeniu – środowisko prostych górników nie akceptuje jego baletowych upodobań. Ale tu nie chodzi tylko o pasję i możliwość poświęcenia się temu, co się kocha, o potrzebę samorealizacji. W Billym drzemie ogromny potencjał i prawdziwy talent. Ma szansę&amp;nbsp; dostać się do prestiżowej&lt;span style="font-size: small;"&gt; Royal Ballet School w Londynie, przechodząc przez sito przesłuchań kwalifikacyjnych. Ma szansę wyrwać się z biednego górniczego miasteczka i zostać wybitnym tancerzem baletowym. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;W ostatniej scenie widzimy Billy&lt;/span&gt;'&lt;span style="font-size: small;"&gt;ego już jako młodego mężczyznę, solistę w przedstawieniu&amp;nbsp; "Jezioro łabędzie" w choreografii słynnego &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Matthew Bourne&lt;/span&gt;'a. Jak to możliwe? Ci, którzy oglądali film, wiedzą, że bohater zawdzięcza swój sukces nie tylko sobie: gdyby nie wsparcie najbliższej rodziny i całej społeczności miasteczka, brzydkie kaczątko nigdy nie przeobraziłoby się w pięknego, olśniewającego łabędzia. Talent Billy'ego nie mógłby zabłysnąć całym swym blaskiem. Odpowiedzialnością można by wówczas obarczyć stereotypy i podporządkowaną im mentalność prostych górników z biednego prowincjonalnego miasteczka. Ale w obliczu olśniewającego, samorodnego talentu Billy'ego upadają stereotypy. Nawet tak skrępowany nimi ojciec, przypadkowo odkrywając niezwykły talent chłopca, zapragnie zrobić wszystko, by Billy mógł realizować swoje marzenia. Udaje mu się wznieść ponad stereotypy, zniewalające, krępujące i podcinające skrzydła tym, którzy pragną żyć inaczej, niż ukazują to zakodowane w społeczeństwie wzorce. Trudno jest się z tych stereotypów wyzwolić, jeśli przez całe życie żyło się pod ich dyktando. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.blogger.com/%3Cobject%20width=%22560%22%20height=%22340%22%3E%3Cparam%20name=%22movie%22%20value=%22http://www.youtube.com/v/JoiVEyCosEE&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;%22%3E%3C/param%3E%3Cparam%20name=%22allowFullScreen%22%20value=%22true%22%3E%3C/param%3E%3Cparam%20name=%22allowscriptaccess%22%20value=%22always%22%3E%3C/param%3E%3Cembed%20src=%22http://www.youtube.com/v/JoiVEyCosEE&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;%22%20type=%22application/x-shockwave-flash%22%20allowscriptaccess=%22always%22%20allowfullscreen=%22true%22%20width=%22560%22%20height=%22340%22%3E%3C/embed%3E%3C/object%3E"&gt;&lt;object height="340" width="400"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/JoiVEyCosEE&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/JoiVEyCosEE&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="400" height="340"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.blogger.com/%3Cobject%20width=%22425%22%20height=%22344%22%3E%3Cparam%20name=%22movie%22%20value=%22http://www.youtube.com/v/UOGBTFFxOpY&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;%22%3E%3C/param%3E%3Cparam%20name=%22allowFullScreen%22%20value=%22true%22%3E%3C/param%3E%3Cparam%20name=%22allowscriptaccess%22%20value=%22always%22%3E%3C/param%3E%3Cembed%20src=%22http://www.youtube.com/v/UOGBTFFxOpY&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;%22%20type=%22application/x-shockwave-flash%22%20allowscriptaccess=%22always%22%20allowfullscreen=%22true%22%20width=%22425%22%20height=%22344%22%3E%3C/embed%3E%3C/object%3E" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;object height="320" width="400"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/UOGBTFFxOpY&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/UOGBTFFxOpY&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="400" height="320"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właśnie dlatego książka Piji Lindenbaum wydaje mi się ciekawą lekturą, prowokującą do rozmowy na temat tego, co łączy i co dzieli świat chłopców i świat dziewczynek, na temat akceptacji i przekraczania granic. Inność nie jest gorsza, nie należy jej dyskredytować. A z tego, co odmienne, odległe od naszych wyobrażeń i nawyków, można również czerpać w sposób twórczy i z korzyścią dla własnego świata. Postaw wobec inności uczymy się już w dzieciństwie i one rzutują na całe nasze dorosłe życie. Dlatego warto ten temat poruszać z naszymi pociechami, choćby przy okazji lektury takich książek, jak "Igor i lalki" Piji Lindenbaum.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wydawnictwo&amp;nbsp;&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.zakamarki.pl/show_object.php?id=381&amp;amp;txt=Igor%20i%20lalki"&gt;Zakamarki&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://selkar.pl/igor_i_lalki_lindenbaum_pija_p_138312.html"&gt;Pija Lindenbaum, Igor i lalki,  tłum. Katarzyna Skalska,  Zakamarki 2009&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-3062623989980702506?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/3062623989980702506/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/05/o-przeamywaniu-stereotypow-pija.html#comment-form' title='Komentarze (46)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/3062623989980702506'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/3062623989980702506'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/05/o-przeamywaniu-stereotypow-pija.html' title='O przełamywaniu stereotypów. Pija Lindenbaum, Igor i lalki – Stephen Daldry, Billy Elliot'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S-ULO1--qVI/AAAAAAAACZs/OXndMsqMDuM/s72-c/Igor-i-lalki_Pija-Lindenbaum,images_big,27,978-83-60963-66-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>46</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-1587414473416707180</id><published>2010-05-07T15:40:00.010+02:00</published><updated>2010-05-29T12:31:00.501+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Konkursy'/><title type='text'>Nowy konkurs w Selkar.pl</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S-QVdqlCw1I/AAAAAAAACY8/vZvbK_G_-jc/s1600/cukiernia_pod_amorem_1.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S-QVdqlCw1I/AAAAAAAACY8/vZvbK_G_-jc/s320/cukiernia_pod_amorem_1.jpg" width="217" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="bbc_size" style="font-size: 14pt;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Zapraszam do udziału w konkursie zorganizowanym przez &lt;a href="http://selkar.pl/index.php"&gt;Selkar.pl&lt;/a&gt; wraz z wydawnictwem Nasza Księgarnia. Do wygrania dwa egzemplarze książki Małgorzaty Gutowskiej&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="bbc_size" style="font-size: 14pt;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;-&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="bbc_size" style="font-size: 14pt;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;-Adamczyk "Cukiernia Pod Amorem", tom pierwszy: &lt;i&gt;Zajezierscy&lt;/i&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="bbc_size" style="font-size: 14pt;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Szczegóły konkursu &lt;a href="http://selkarforum.pl/konkursy/do-wygrania-2-ksiazki-wydawnictwa-nasza-ksiegarnia/?PHPSESSID=2f13830e0d1541243be6ed271386a1aa"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="bbc_size" style="font-size: 14pt;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podczas wykopalisk na rynku w Gutowie archeolodzy dokonują niezwykłego  odkrycia. Wzbudza ono zainteresowanie córki właściciela cukierni Pod  Amorem. Czy Iga rozwikła dawną rodzinną tajemnicę? Czy przepowiednia  sprzed wieków naprawdę się spełniła?&lt;br /&gt;W poszukiwaniu odpowiedzi  prześledzimy fascynującą historię rozkwitu i upadku jednego z  najświetniejszych mazowieckich rodów. &lt;b&gt;&lt;i&gt;Zajezierscy&lt;/i&gt; &lt;/b&gt;to pierwsza część trzytomowej sagi o Gutowie. Autorka  opisuje losy kilku pokoleń kobiet (i ich mężczyzn) w malowniczej  scenerii dziewiętnastowiecznych dworków oraz współczesnej prowincji.  Znakomicie oddaje koloryt epoki, zarówno jeśli chodzi o realia życia  codziennego, jak i przełomowe wydarzenia historyczne. Przeplata  przeszłość z teraźniejszością, tworząc niepowtarzalną opowieść o silnych  kobietach, ich marzeniach i namiętnościach oraz wytrwałym dążeniu do  wyznaczonych celów. &lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;a href="http://www.nk.com.pl/engine/index.php?page=ksiazka&amp;amp;id=921"&gt;Informacje o książce pochodzą ze strony wydawnictwa Nasza Księgarnia&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;a href="http://cukierniapodamorem.blogspot.com/"&gt;Blog książki "Cukiernia Pod Amorem"&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-1587414473416707180?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/1587414473416707180/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/05/nowy-konkurs-w-selkarpl.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/1587414473416707180'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/1587414473416707180'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/05/nowy-konkurs-w-selkarpl.html' title='Nowy konkurs w Selkar.pl'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S-QVdqlCw1I/AAAAAAAACY8/vZvbK_G_-jc/s72-c/cukiernia_pod_amorem_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-7482797451644695672</id><published>2010-05-03T17:16:00.020+02:00</published><updated>2010-07-16T08:10:01.295+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura szwedzka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kraje nordyckie'/><title type='text'>Pejzaż  w kolorze ochry malowany akwarelą. Linda Olsson, Niech wieje dobry wiatr</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;/span&gt;                     &lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S-FIgkpPbyI/AAAAAAAACY0/Kp1RqaG8704/s1600/niech-wieje-dobry-wiatr-olsson-linda-300-88206.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S-FIgkpPbyI/AAAAAAAACY0/Kp1RqaG8704/s320/niech-wieje-dobry-wiatr-olsson-linda-300-88206.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Ta historia mogłaby być o mnie i mojej anonimowej sąsiadce. Codziennie mijam ją na spacerze, starszą kobietę z twarzą bez wyrazu, z pustym wzrokiem, który zdaje się przywoływać jedyną pocieszycielkę – samotność.&amp;nbsp; "Tajemnice muszą być dobrze strzeżone. (...) Samotność. Ceną jest samotność" [s. 30]. Co miałaby mi do powiedzenia, gdybym odważyła się przekroczyć tę niewidoczną, ale odczuwalną barierę anonimowości, gdybym wykonała taki gest, jaki uczyniła wobec swojej sąsiadki bohaterka powieści Lindy Olsson "Niech wieje dobry wiatr"? Jakie sekrety odsłoniłaby przede mną: duszący zapach konwalii czy słodki smak poziomek?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dominantą kompozycyjną tej powieści jest motyw lustra i odbicia. Został on wpleciony w historię spotkania dwóch kobiet, starej, samotnej Astrid Mattson, zwanej we wsi wiedźmą, i młodej – samotnej – Veroniki Bergman,&amp;nbsp; początkującej pisarki, która wynajmuje skromną willę w sąsiedztwie domostwa Astrid. Wraz z bohaterkami przenosimy się do Västra Sängeby, niewielkiej szwedzkiej wsi, do której przyjeżdża młoda kobieta, pragnąc zaszyć się w wiejskiej głuszy, by napisać swoją drugą książkę i otrząsnąć się po stracie ukochanego mężczyzny. Motyw lustra uobecnia się także w kompozycji powieści; są tutaj rozdziały spisane w formie narracji bohaterek, które przeplatają się ze sobą, przenikając się w przejmującym dialogu dwóch&amp;nbsp; zranionych serc: Astrid i Veroniki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Astrid jest jak jej dom: "Był organiczną częścią jej samej i kształty tej przestrzeni wrosły w jej ciało: poruszała się w niej bez wysiłku, nie zapalając świateł. (...) Rzadko wyglądała przez okna: widok stracił wszelkie znaczenie" [s. 14]. Obojętność i alienacja... oto bastiony Astrid. Zaintrygowało mnie i poruszyło jej życie na uboczu i status wiejskiej dziwaczki, na który zasłużyła sobie, wybierając dobrowolne wyobcowanie, banicję, los pustelnicy. W kolejnych odsłonach asymetrycznie splecionych ze sobą losów&amp;nbsp; bohaterek obserwujemy rodzącą się między kobietami subtelną więź. Niemożliwe staje się realne.&amp;nbsp; Wystarczył jeden gest.&amp;nbsp; I żarliwa, bezinteresowna otwartość Veroniki.&amp;nbsp; Cierpliwe, płynące gdzieś z głębi jej delikatności przełamywanie nieufności, lęku przed drugim człowiekiem. Ogromne wyczucie, intuicja i takt. Oswajanie, ale dalekie od zniewalania. Jest w tym jakaś wzruszająca naturalność i&amp;nbsp; głęboka potrzeba, jakaś konieczność, tak jakby nie mogło być inaczej. Nieoczekiwane spotkanie dwóch światów, dwóch samotności, z którego obie kobiety czerpią inspirację, pocieszenie, ukojenie. Staje się ono początkiem podróży w głąb własnych traumatycznych przeżyć, podróży wyzwalającej tragiczne wspomnienia i oczyszczającej. Astrid w liście pożegnalnym do Veroniki będzie mogła napisać: "Poznałaś mnie jak nikt inny na świecie. Przez bardzo długi czas czerpałam ulgę z tego, że nic nie miałam. Nikogo. Teraz jednak wiem, że nie jesteśmy stworzeni, aby żyć w ten sposób. (...) Niektórym moje życie może się wydawać tragiczne. Stracone. Ja tego tak nie widzę. Ty dałaś mi nową perspektywę. Wyciągnęłaś mnie z powrotem na światło dzienne, otworzyłaś mi oczy. Dzięki tobie lód stajał" [s. 204].&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Opowieść nowozelandzkiej pisarki szwedzkiego pochodzenia, Lindy Olsson, przypomina mi "pejzaż namalowany akwarelą" [s. 164],&amp;nbsp; przesycony "zmęczonym światłem w kolorze ochry" [s. 76]. Jest on kreowany za pomocą subtelnej, poetyckiej narracji, cudownie wyczulonej na meandry samotności, narracji przejmującej jak rzewna muzyka skrzypiec i melancholijne dźwięki fortepianu, splecione w nastrojowej sonacie Brahmsa, sonacie trzeciej d-moll, która rozbrzmiewa gdzieś w tle tej historii. Rozgrywa się ona na kilku planach: fabularnym, który jest ledwie zarysowaną kreską, oraz na planie emocji, uczuć, psychiki. Ten wewnętrzny pejzaż zdecydowanie wysuwa się w powieści na plan pierwszy. Zanurzamy się weń&amp;nbsp; z bolesną fascynacją, dając się porwać introspekcjom ulotnym jak japońskie haiku i hipnotyzującym jak krajobrazy impresjonistów. Jest w tej historii smutek utraconej niewinności, drżenie zranionej duszy, szorstkość bezradnej, niemej skargi zdławionej u zarania dzieciństwa. Jest trujący smak traumatycznych wyborów, których moralny ciężar nie daje się jednoznacznie zaklasyfikować, zmuszając czytelnika&amp;nbsp; do nieustannego balansowania między odruchem potępienia bohaterki&amp;nbsp; a próbą zrozumienia motywacji, jakie popchnęły ją do straszliwego czynu: dlaczego to zrobiła? W geście miłości(?), litości(?), nienawiści(?), szaleństwa(?), czy w imię&amp;nbsp; innej, niezrozumiałej dla odbiorcy wyższej logiki, jaką się kierowała? "Córeczka spała w moich ramionach, jej oddech był tak delikatny, że musiałam przyłożyć ucho do jej ust, aby go wyczuć. Nagle położyłam rękę na jej twarzy i pochłonęła nas biała noc" [s. 127]. Olsson nie rozstrzyga, nie ocenia, nie moralizuje. Jedynie opowiada, a właściwie maluje swoją opowieść, z wyczuciem proporcji rzucając na płótno zarysy bolesnych emocji,&amp;nbsp; utraconych złudzeń i odnalezionych marzeń, nadając im właściwą głębię, deseń i perspektywę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;Ta książka to nie jest proza. To poezja pisana prozą. Poetycki charakter nadają książce symboliczne motywy: lejtmotyw  poziomek, uosabiający utraconą niewinność dzieciństwa oraz tęsknotę za  miłością, jej słodkim, delikatnym smakiem. Motyw konwalii,  ucieleśniający konwenans, zniewolenie, cierpienie i śmierć (metaforycznie: śmierć duchową). Poziomki odgrywają  również rolę aluzji intertekstualnych: przywołują dzieło Ingmara Bergmana "Tam,  gdzie rosną poziomki", które koresponduje z motywem brutalnie  zbrukanego dzieciństwa Astrid. Poezja drzemie w języku, w melodyjnej frazie narracji, w sposobie wyłuskiwania z materii słowa dźwięków, smaków, zapachów, kolorów. W tworzeniu nastroju. W wyczuleniu na ulotną strukturę chwili. W budowaniu psychologicznej tkanki wypełniającej interakcje między kobietami, kiedy dialog Astrid i Veroniki rozgrywa się bez słów, w ciszy. Kiedy ich dłonie się dotykają. Kiedy spotykają się ich spojrzenia. Kiedy ich myśli tulą się do siebie w instynktownym porozumieniu dusz. Kiedy Veronika opowiada o miłości swojego życia. Kiedy Astrid snuje opowieść o cierpieniu i nienawiści. Poezją jest także przesycona kompozycja powieści, kiedy jak murmurando na początku każdego rozdziału pojawia się cytat z poezji, najpierw kilka wersów w języku szwedzkim, a potem w tłumaczeniu Urszuli Szczepańskiej. Urzekła mnie melodia języka szwedzkiego zwłaszcza we fragmentach wierszy Kerin Boye. Poezja jest tutaj jak cicerone. Staje się przewodnikiem. Tropem. Obietnicą.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I taką niezwykłą obietnicą jest cała powieść. W moim odczuciu – obietnicą spełnioną. A zatem... &lt;i&gt;Niech wieje dobry wiatr. Niech sypie biały śnieg &lt;/i&gt;[s. 203]...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://selkar.pl/niech_wieje_dobry_wiatr_olsson_linda_p_88206.html"&gt;Linda Olsson, Niech wieje dobry wiatr, tłum. Urszula Szczepańska, Inna Strona  2008&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Tę impresyjną recenzję  dedykuję&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://lekturylirael.blogspot.com/" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Lirael&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; – za inspirację, za   bycie siostrzaną duszą, za to, że dzięki niej mogłam przeczytać tę   książkę i napisać recenzję, która dla mnie stała się modlitwą zachwytu.  Dziękuję, Lirael...&lt;/span&gt;                     &lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-7482797451644695672?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/7482797451644695672/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/05/pejzaz-w-kolorze-ochry-namalowany.html#comment-form' title='Komentarze (38)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/7482797451644695672'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/7482797451644695672'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/05/pejzaz-w-kolorze-ochry-namalowany.html' title='Pejzaż  w kolorze ochry malowany akwarelą. Linda Olsson, Niech wieje dobry wiatr'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S-FIgkpPbyI/AAAAAAAACY0/Kp1RqaG8704/s72-c/niech-wieje-dobry-wiatr-olsson-linda-300-88206.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>38</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-4177296857361769828</id><published>2010-05-01T19:20:00.009+02:00</published><updated>2010-05-06T17:04:47.044+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><title type='text'>Wszystkie drogi prowadzą do księgarni. Plus skromny stosik z zakładką</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S9wgqG5wMQI/AAAAAAAACVs/dQ4G_vw71S8/s1600/2831851201220569s2.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S9wgqG5wMQI/AAAAAAAACVs/dQ4G_vw71S8/s400/2831851201220569s2.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Jedni kochają konie, inni ptaki, jeszcze inni zwierzęta różne. Ja  natomiast od dziecka namiętnie pragnąłem posiadać książki.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Julian Apostata, Listy, 107&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy byłam nastolatką, całe kieszonkowe wydawałam na książki. Mało tego,&amp;nbsp; wysyłana przez mamę na zakupy do pobliskiego sklepu spożywczego, natychmiast po wyjściu z domu zapominałam o praktycznym celu mojej wyprawy i dawałam się prowadzić wewnętrznemu kompasowi na ulicę, przy której mieściła się księgarnia. W jej objęciach czułam się&amp;nbsp; jak w jakimś magicznym, odległym od przyziemnych spraw świecie, a z każdej półki uwodziły mnie rzędy książek o kolorowych grzbietach, obiecując niezwykłą przygodę w świecie imaginacji. Objuczona kilkoma nowymi nabytkami, z ciężkim sercem, ale lekkim portfelem, wracałam do domu, opóźniając jak najdłużej moment spotkania z mamą. Droga dłużyła mi się niemiłosiernie. Żeby uwolnić się od złowrogich rozmyślań na temat konsekwencji, jakie niechybnie przyjdzie mi ponieść po dotarciu na miejsce, snułam wizje swojej przyszłości, wyobrażając sobie, że a to jestem pisarką, a to księgarzem, a to bibliotekarką, za każdym razem widząc siebie oczami wyobraźni w otoczeniu książek, które tyle dla mnie znaczyły. O skutkach namiętnych książkowych zakupów nie będę się rozwodzić, dodam jedynie, że wszystkie moje obietnice poprawy, składane w poczuciu winy i skruchy przed zatroskanym obliczem mamy, pękały jak bańka mydlana, gdy tylko okazja czyniła ze mnie książkożercę. W końcu mama przestała posyłać mnie na zakupy, a swoją namiętność do książek musiałam koić w takich miejscach, jak biblioteki i czytelnie, żałując, że nie mogę ukochanych lektur zatrzymać na zawsze.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy byłam studentką, musiałam dokonywać dramatycznych wyborów: książka albo kolacja (lub obiad!), książka albo kino, książka albo teatr... Z braku funduszy, ze świadomością, że stypendium i finansowe wsparcie rodziców musi mi wystarczyć na opłacenie akademika, na życie i na porywy ducha, pokrzepiałam się lekturą książek wypożyczanych z biblioteki tudzież czytanych łapczywie podczas wizyt w księgarni, które przeobrażały się w swoisty rytuał, godny takiej oto refleksji:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Mnie bardzo buduje, gdy widzę w księgarniach, że młodzież siedzi sobie  na jakimś plecaku, na ziemi, pod regałami. I czyta książki, bo nie ma na  nie pieniędzy. I być może siedzi tam także dlatego, że ma nadzieję na  spotkanie kogoś, kto też będzie tak siedział z książką, i okaże się, że  to jest właśnie ta druga połówka jabłka. I potem będą opowiadać wnukom,  że miłość swojego życia spotkali w księgarni&lt;/i&gt; [Magda Umer].&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S9xIZp0u0cI/AAAAAAAACV0/hucxPGG0s98/s1600/2934841240602317s2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="298" src="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S9xIZp0u0cI/AAAAAAAACV0/hucxPGG0s98/s400/2934841240602317s2.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&amp;nbsp;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;i&gt; &lt;a href="http://fotogalerie.pl/galeria/kasandra7254597"&gt;źródło zdjęć&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;Na studiach odkryłam magię antykwariatów. Tutaj panował inny klimat niż w księgarni. Przesycony zapachem starych, wysłużonych kartek, pięknych, choć zniszczonych książek czule strzeżonych przez antykwariusza, ze wzrokiem ukrytym za szkłami okularów, mającego baczenie na wszystko, co się dzieje w jego książkowym bastionie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Każda znajdująca się tu książka, każdy tom, posiadają własną duszę. I to  zarówno duszę tego, kto daną książkę napisał, jak i dusze tych, którzy  tę książkę przeczytali i tak mocno ją przeżyli, że zawładnęła ich  wyobraźnią &lt;/i&gt;[Carlos Ruiz Zafón "Cień wiatru (&lt;i&gt;Cmentarz Zapomnianych książek&lt;/i&gt;)].&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Polubiłam intymną atmosferę takich miejsc, tym bardziej że dzisiejsze księgarnie coraz częściej przypominają supermarkety, co potwierdzają również inni: jakiś czas temu na blogu &lt;a href="http://notatkicoolturalne.blox.pl/html"&gt;Kasi.eire&lt;/a&gt; rozgorzała  bardzo ciekawa &lt;a href="http://notatkicoolturalne.blox.pl/2010/03/Rozmowki-przy-kawie-o-ksiegarniach-tym-razem.html#ListaKomentarzy"&gt;dyskusja  na temat ulubionych księgarń&lt;/a&gt;, zarówno tych realnych, jak i  wirtualnych. Z wypowiedzi Kasi oraz komentarzy&amp;nbsp; do jej notatki można  wysnuć wniosek, że trudno o taką księgarnię, która spełniałaby  oczekiwania większości zdeklarowanych miłośników książek. Padały  rozmaite zarzuty: najczęściej dotyczyły one nieprofesjonalizmu osób  pracujących w księgarniach,&amp;nbsp; ich niekomunikatywności  i niekompetencji oraz bezosobowego charakteru współczesnych księgarń, którym bliżej do domów towarowych niż do miejsc sprzyjającym molom książkowym spragnionym kontaktu z prawdziwymi pasjonatami.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy przeczytałam powieść "Cień wiatru" Carlosa Ruiza Zafóna, zakochałam się w obrazie księgarenki, prowadzonej przez ojca głównego bohatera. Zawsze marzyłam, żeby znaleźć się w takim miejscu. W otoczeniu książek, gromadzonych z pasją przez właściciela księgarni, traktowanych z największym pietyzmem i miłością. Dla mnie ojciec Daniela to ideał księgarza. Podejrzewam, że księgarń z prawdziwego zdarzenia jest coraz mniej, o ile w ogóle się jeszcze takie zachowały w dobie coraz liczniejszych księgarni wysyłkowych.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A jeśli mowa o księgarniach internetowych, pierwszą taką księgarnią, którą się zachłysnęłam, był &lt;a href="http://merlin.pl/"&gt;Merlin.pl&lt;/a&gt;. Do czasu. Kilkakrotnie zraziłam się tym, że na przesyłkę czekałam ponad tydzień. Zdarzyła się i taka sytuacja, że zamówiłam książkę, czekałam tydzień na przesyłkę, po czym otrzymałam informację, że zamówionej książki nie ma w danym momencie i trzeba na nią jeszcze poczekać. Nie ukrywam, że mój entuzjazm nieco ostygł. &lt;a href="http://www.empik.com/?gclid=CKeO1ZGisaECFQZgZwodYmKe_A"&gt;Empik.com&lt;/a&gt; – na ile zdążyłam się zorientować – również każe dość długo oczekiwać klientom na przesyłkę. A ja nie lubię czekać na książki! Tak długo!? Pod tym względem jestem niepoprawnie niecierpliwa.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przypadkowo odkryłam księgarnię, która zaskoczyła mnie błyskawiczną dostawą zamówionych książek: &lt;a href="http://selkar.pl/index.php"&gt;Selkar.pl&lt;/a&gt;. Dwa dni. Tyle najdłużej oczekiwałam na przesyłkę. Innym atutem tej księgarni są znacznie niższe ceny. Można zaoszczędzić nawet do 8–10 złotych na książce. Moja współpraca z tą księgarnią zaczęła się od &lt;a href="http://selkar.pl/konkurs_na_najciekawsza_recenzje_n_1.html"&gt;konkursu na najciekawszą recenzję miesiąca&lt;/a&gt;. Można wygrać bon na książki w wysokości 100 złotych. Wydaje mi się, że nagroda jest dość atrakcyjna. A to nie wszystkie konkursy. Obecnie trwają trzy konkursy oprócz już wspomnianego wcześniej (na najlepszą recenzje miesiąca):&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;– &lt;a href="http://selkarforum.pl/konkursy/4-fantastyczne-ksiazki-wydawnictwa-fabryka-slow-do-zgarniecia/"&gt;Konkurs zorganizowany wspólnie z Wydawnictwem Fabryka Słów, w kórym można wygrać jedną z czterech książek tego wydawnictwa.&amp;nbsp;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;– &lt;a href="http://selkarforum.pl/konkursy/konkurs-wydawnictwa-drzewo-babel-i-ksiegarni-selkar-3-ksiazki-do-wygrania%21/"&gt;Konkurs księgarni Selkar.pl oraz Wydawnictwa Drzewo Babel, w którym do rozlosowania są 3 książki tego wydawnictwa.&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;– &lt;a href="http://selkarforum.pl/konkursy/pierwszych-5-osob-otrzyma-majowy-science-fiction-fantasy-i-horror-nr-55-gratis/"&gt;Konkurs, w którym do wygrania jest 5 ostatnich numerów  miesięcznika "Science Fiction. Fantasy i Horror" nr 55.&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Szczegóły konkursów na stronie księgarni &lt;a href="http://selkarforum.pl/konkursy/"&gt;Selkar.pl&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem ciekawa Waszych&amp;nbsp; przemyśleń dotyczących księgarni. Czy macie jakieś swoje ulubione książkowe zakątki?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze obiecany stosik, który zawdzięczam księgarni Selkar.pl, BiblioNETce, Zakamarkom i wydawnictwu Świat Książki, a to za sprawą zwycięstw w kilku konkursach na najlepsze recenzje:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S9xc8Hgzp7I/AAAAAAAACWk/nPOMz1zebS4/s1600/stosik.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S9xc8Hgzp7I/AAAAAAAACWk/nPOMz1zebS4/s400/stosik.jpg" width="300" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S9xcub8AutI/AAAAAAAACWc/KnDOG8Ug394/s1600/stos.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S9xcub8AutI/AAAAAAAACWc/KnDOG8Ug394/s320/stos.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;1) Rabih Alameddine "Hakawati. Mistrz opowieści", Znak&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;/i&gt; 2) Annie Barrows, Mary Ann Shaffer "Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z&lt;i&gt;&lt;/i&gt;  Kartoflanych&amp;nbsp;&amp;nbsp; Obierek", Świat Książki&lt;br /&gt;3) Michal Viewegh "Aniołowie dnia powszedniego", Prószyński i S-ka&lt;br /&gt;4) Linda Olsson "Niech wieje dobry wiatr", Inna Strona&lt;br /&gt;5) Ulf Stark "Czy umiesz gwizdać, Joanno?, Zakamarki &lt;br /&gt;6) Astrid Lindgren "Dzień Dziecka w Bullerbyn", Zakamarki&lt;br /&gt;7) Pija Lindenbaum "Igor i lalki", Zakamarki&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Ukoronowaniem stosiku jest przeurocza, stylowa zakładka do książek, haftowana własnoręcznie przez &lt;a href="http://aeljot.blogspot.com/"&gt;Aeljot&lt;/a&gt;. Agnieszko, bardzo, bardzo dziękuję!!!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-4177296857361769828?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/4177296857361769828/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/05/wszystkie-drogi-prowadza-do-ksiegarni.html#comment-form' title='Komentarze (24)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/4177296857361769828'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/4177296857361769828'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/05/wszystkie-drogi-prowadza-do-ksiegarni.html' title='Wszystkie drogi prowadzą do księgarni. Plus skromny stosik z zakładką'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S9wgqG5wMQI/AAAAAAAACVs/dQ4G_vw71S8/s72-c/2831851201220569s2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>24</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-6104582501748414310</id><published>2010-04-30T10:29:00.015+02:00</published><updated>2010-06-24T15:35:15.071+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kraje nordyckie'/><title type='text'>Nowe wyzwanie literackie. Kraje nordyckie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S9qVGDMghvI/AAAAAAAACUM/I3MoP0w0Uno/s1600/Krajenordyckie1.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S9qVGDMghvI/AAAAAAAACUM/I3MoP0w0Uno/s400/Krajenordyckie1.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Nigdy nie brałam udziału w żadnym z wyzwań literackich, których jest sporo w blogosferze wśród blogerów tworzących blogi książkowe. A zatem debiutuję!&amp;nbsp;&lt;b&gt;&lt;a href="http://krajenordyckie.blox.pl/2010/04/Witam.html"&gt;Kraje nordyckie&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; jako wyzwanie literackie skusiły mnie z kilku względów. Od czasu, kiedy zostałam mamą, czytam swojej latorośli sporo książek dla dzieci napisanych przez Skandynawów. I nie ukrywam, że zostałam uwiedziona. Skandynawska literatura dla dzieci podbiła moje, i nie tylko moje, bo Tatiankowe także, serducho. To przeciwwaga dla cukierkowej, disnejowskiej stylistyki. Myślę, że warto promować te wartościowe, mądre i napisane z szacunkiem dla wrażliwości i wyobraźni dziecka książki. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co mnie jeszcze zmotywowało do przystąpienia do tego wyzwania? Moja miłość do Knuta Hamsuna. Kto czytał jego powieść "Głód", zrozumie, co mam na myśli. Mało tego. Jestem pod urokiem powieści Lindy Olsson "Niech wieje dobry wiatr". Nie pochłaniam jej natychmiast, choć nie jest to powieść obszerna. Delektuję się nią jak najwspanialszą ambrozją, nie pozwalając, by radość czytania dobiegła końca. Wspaniała książka! Chciałabym o niej napisać w ramach tego literackiego wyzwania.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;&lt;b&gt;Zasady  uczestnictwa:&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;ol style="text-align: justify;"&gt;&lt;li&gt;Wyzwanie trwa od 1 maja do 30 listopada 2010 r.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Do wyzwania można przyłączyć się w dowolnym terminie.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Lista lektur jest tylko propozycją mającą ułatwić wybór, każdy może  przeczytać taki tytuł, jaki go interesuje.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Czytane książki mogą być w dowolnym języku, jedynie recenzja musi  być napisana w języku polskim  :).&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Powieści mogą być stworzone przez autorów pochodzących z tamtych  stron lub też mogą jedynie nawiązywać tematyką do Krajów nordyckich.  Przewodniki, albumy także się liczą.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Czytamy przynajmniej po jednej książce z "głównych" państw, czyli:  Danii, Szwecji, Norwegii, Islandii i Finlandii.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Recenzje umieszczamy albo na blogu wyzwania, albo też na swoim, na blogu wyzwaniowym  podając jedynie link do wpisu.&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span class="tytul"&gt; &lt;/span&gt;Moja lista lektur w ramach wyzwania literackiego &lt;b&gt;&lt;span style="color: #783f04;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: #783f04;"&gt;Kraje nordyckie&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;:&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Dania:&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Tove Ditlevsen "Twarze"&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Estonia:&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Jaan Kross "Immatrykulacja Michelsona"&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Finlandia:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Elina Hirvonen "Przypomnij sobie"&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&amp;nbsp; &lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Islandia:&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Sj&lt;i&gt;ó&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;n &lt;/i&gt;"Skugga Baldur"&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Norwegia:&lt;/b&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Ailo Gaup "Podróż na dźwiękach szamańskiego bębna"&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Szwecja:&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Linda Olsson "Niech wieje dobry wiatr"&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Majgull Axelsson "Kwietniowa czarownica"&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Ulf Stark "Jak tata pokazał mi wszechświat", "Czy umiesz gwizdać, Joanno?"&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Pija Lindenbaum "Igor i lalki"&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;A zatem do dzieła. Książki, przybywajcie, niech wyzwaniu stanie się zadość!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-6104582501748414310?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/6104582501748414310/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/04/nowe-wyzwanie-literackie-kraje.html#comment-form' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/6104582501748414310'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/6104582501748414310'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/04/nowe-wyzwanie-literackie-kraje.html' title='Nowe wyzwanie literackie. Kraje nordyckie'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S9qVGDMghvI/AAAAAAAACUM/I3MoP0w0Uno/s72-c/Krajenordyckie1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-4712200567459658803</id><published>2010-04-29T13:06:00.019+02:00</published><updated>2011-03-05T13:29:45.517+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Językowy obraz świata'/><title type='text'>Blogiem a prawdą. Norma i uzus</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S9lmndhfP-I/AAAAAAAACT0/E0yqtRY04IU/s1600/063.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="238" src="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S9lmndhfP-I/AAAAAAAACT0/E0yqtRY04IU/s320/063.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;&lt;a href="http://www.foto.brat.pl/royalty_free/przedmioty/ksiazki/"&gt;źródło zdjęcia&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;Twardy (językowy) orzech do zgryzienia, czyli dziadek do orzechów  poszukiwany...&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ponieważ od jakiegoś czasu funkcjonuję w świecie blogów i wiele razy zostałam skarcona za używanie w dopełniaczu i bierniku formy &lt;i&gt;bloga&lt;/i&gt;, postanowiłam podrążyć nieco temat odmiany tego wdzięcznie brzmiącego, acz kłopotliwego w stosowaniu słówka.&amp;nbsp; Wszakże na stronie bloga (blogu) nie może zabraknąć choćby krótkiej refleksji językowej poświęconej kontrowersjom narosłym wokół blogowariacji deklinacyjnych. Skąd tyle wątpliwości? Wynikają one poniekąd z tego, że w najnowszych słownikach języka polskiego PWN brakuje ostatecznej odmiany tego wyrazu. Autorzy słowników wstrzymują się przed jej kategoryzacją. Najnowszy słownik ortograficzny języka polskiego PWN w ogóle nie zawiera tego hasła (&lt;a href="http://so.pwn.pl/"&gt;Słownik ortograficzny języka polskiego PWN online&lt;/a&gt;). W&lt;a href="http://www.pwn.pl/?module=multisearch"&gt; Słowniku języka polskiego PWN online&lt;/a&gt; mamy jedynie enigmatyczne wyjaśnienie: blog "dziennik prowadzony przez internautę na stronach WWW" – nie ma żadnej informacji dotyczącej końcówek deklinacyjnych tego rzeczownika. Zajrzyjmy do słownika poprawnej polszczyzny... szukam. Szukam... nie ma, niestety, tego wyrazu (&lt;a href="http://ksiegarnia.pwn.pl/produkt/5274/wielki-slownik-poprawnej-polszczyzny-pwn--slownik-poprawnej-polszczyzny-pwn-na-plycie-cdrom.html"&gt;Słownik poprawnej polszczyzny PWN pod red. Andrzeja Markowskiego&lt;/a&gt;). O czym to świadczy? Na pewno nie o ignorancji językowej językoznawców, którzy przygotowali tak obszerne kompendium wiadomości związanych z poprawnością językową. Ostateczna wersja deklinacyjna wyrazu &lt;i&gt;blog&lt;/i&gt; jest dopiero w fazie krystalizowania się. Według zasad poprawnościowych blog jako rzeczownik męski nieżywotny powinien w dopełniaczu przybrać formę&lt;i&gt; blogu&lt;/i&gt;,  w bierniku &lt;i&gt;blog&lt;/i&gt; (analogicznie dom – domu, notes – notesu). Jak się jednak okazuje, w użyciu językowym,&amp;nbsp; zwłaszcza w środowisku informatycznym, zadomowiła się potoczna odmiana&amp;nbsp; tego rzeczownika, która odwzorowuje deklinację&amp;nbsp; charakterystyczną dla rzeczowników męskozwierzęcych (pies – psa, wilk – wilka), stąd &lt;i&gt;blog&lt;/i&gt; ma dopełniacz &lt;i&gt;bloga&lt;/i&gt;, równy biernikowi.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W poradniku "Nowe słowa" (Wydawnictwo Hachette Livre, 2007) Jerzy Bralczyk tak oto komentuje niejednoznaczność deklinacyjną wyrazu &lt;i&gt;blog&lt;/i&gt;:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;Piszący je (&lt;i&gt;blogi – moje uzupełnienie&lt;/i&gt;) charakteryzują się  prowokacyjnie swobodnym traktowaniem reguł gramatycznych i  ortograficznych. Mówią też &lt;i&gt;bloga&lt;/i&gt;, nie &lt;i&gt;blogu&lt;/i&gt;, odrywając &lt;i&gt;blog&lt;/i&gt; od &lt;i&gt;monolog&lt;/i&gt;u i &lt;i&gt;dialogu&lt;/i&gt;. &lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W wydawnictwie informatycznym, z którym współpracuję jako redaktor i korektor, wspólnie z redakcją doszliśmy do  porozumienia, że w publikacjach będziemy stosować formę bardziej  rozpowszechnioną, potoczną, czyli &lt;i&gt;bloga&lt;/i&gt;, a nie &lt;i&gt;blogu&lt;/i&gt;.  Tę samą regułę stosujemy w odniesieniu do takich pojęć, jak HTML: w słowniku ortograficznym mamy w dopełniaczu HTML-u, jednak w publikacjach  zapisujemy HTML-a, sugerując się tendencją dominującą w metajęzyku  informatycznym.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ciekawą odpowiedź na moje (i nie tylko moje) językowe wątpliwości, jakie wywołuje odmiana tego wyrazu, znalazłam w &lt;a href="http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=5219"&gt;Poradni językowej PWN&lt;/a&gt;:&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wydawałoby się, że &lt;i&gt;blog&lt;/i&gt; powinien się odmieniać jak &lt;i&gt;log&lt;/i&gt;  (dziennik pokładowy): &lt;i&gt;logu&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;blogu&lt;/i&gt;. Choć taka forma jest  rzeczywiście używana, wyszukiwarki internetowe pokazują, że częściej  piszemy &lt;i&gt;bloga&lt;/i&gt;. Może dzieje się tak przez analogię do &lt;i&gt;e-maila&lt;/i&gt;  i &lt;i&gt;SMS-a&lt;/i&gt;, które należą do tego samego co &lt;i&gt;blog&lt;/i&gt; kręgu pojęć  związanych z nowoczesną komunikacją językową. Prawdopodobnie &lt;i&gt;blog&lt;/i&gt;  trafi do słowników jako rzeczownik dwurodzajowy, żywotno-nieżywotny.  To, że nie oznacza istoty żywej, nie ma większego znaczenia.  W  polszczyźnie jest wiele rzeczowników żywotnych rodzajowo, a nieżywotnych  znaczeniowo – w &lt;i&gt;Innym słowniku języka polskiego&lt;/i&gt; PWN naliczyliśmy  ich ponad 1000.    &lt;/div&gt;— &lt;cite&gt;Mirosław Bańko&lt;/cite&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co bardziej dociekliwym polecam również dyskusję w serwisie GoldenLine na forum grupy&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.goldenline.pl/forum/korektorzy/301934"&gt;Korektorzy&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W świetle powyższych wyjaśnień czuję się rozgrzeszona ze stosowania w dopełniaczu i bierniku formy &lt;i&gt;bloga&lt;/i&gt;. W tym przypadku uzus okazał się silniejszy niż norma. &lt;/div&gt;&lt;div class="odpowiedz"&gt;&lt;br /&gt;&lt;u&gt;Dopisek z 5 marca 2011:&lt;/u&gt;&lt;br /&gt;Mamy już oficjalną, słownikową wersję odmiany wyrazu BLOG:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://so.pwn.pl/lista.php?co=blog"&gt;blog -ga, B.= D. a. M., -giem; -gów&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-4712200567459658803?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/4712200567459658803/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/04/miedzy-blogiem-prawda-norma-i-uzus.html#comment-form' title='Komentarze (36)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/4712200567459658803'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/4712200567459658803'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/04/miedzy-blogiem-prawda-norma-i-uzus.html' title='Blogiem a prawdą. Norma i uzus'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S9lmndhfP-I/AAAAAAAACT0/E0yqtRY04IU/s72-c/063.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>36</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-6322571714315567913</id><published>2010-04-20T11:04:00.027+02:00</published><updated>2010-06-24T15:34:41.752+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cała Polska czyta dzieciom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura szwedzka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kraje nordyckie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rodzinne czytanie'/><title type='text'>I pięknie, i śmiesznie  (Ulf Stark, Jak tata pokazał mi wszechświat)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tata doskonały. Znam takich ojców z niektórych książek i filmów. Guido Orefice z filmu "Życie jest piękne" Roberta Benigniego, który wraz ze swym synkiem trafia z transportem Żydów do Auschwitz i próbuje ocalić chłopca, opowiadając mu historię o tym, że pobyt w obozie zagłady jest grą, a zwycięzca, który uzyska tysiąc punktów, w nagrodę otrzyma czołg. Pragnie oszczędzić mu traumatycznych przeżyć, zneutralizować strach i uchronić go przed okrucieństwem holokaustu, ale przede wszystkim chce ocalić mu życie.&amp;nbsp; Opowiadając chłopcu o regułach funkcjonowania w obozie w kategoriach zawodów i walki o zwycięstwo, posługuje się językiem, który przemawia do wyobraźni i emocji dziecka. Nieludzki świat zostaje oswojony poprzez humor i dziecięcą wyobraźnię, nie tracąc nic ze swego tragizmu w oczach widza.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tata doskonały pojawia się w książce Georga Maaga &lt;a href="http://zaksiazkowani.blogspot.com/search/label/Parabolicznie"&gt;"Ogród. Dobra opowieść na wielki smutek". &lt;/a&gt;W oczach Walentynki tata urasta do roli czarodzieja, którego fascynujące opowieści o życiu w ogrodzie (symbolizującym piękno wszechświata) sprawiają, że staje się on dla dziewczynki arkadią. Kiedy tata umiera, ogród ulega zagładzie, odzwierciedlając cierpienie i smutek bohaterki niepotrafiącej zaakceptować rozstania z ukochanym rodzicem i wspaniałym przyjacielem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S81by9rRygI/AAAAAAAACS0/XUR68FChwW4/s1600/Jak-tata-pokazal-mi-wszechswiat_Ulf-Stark,images_product,29,978-83-60963-25-8.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S81by9rRygI/AAAAAAAACS0/XUR68FChwW4/s320/Jak-tata-pokazal-mi-wszechswiat_Ulf-Stark,images_product,29,978-83-60963-25-8.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Książkę Ulfa Starka "Jak tata pokazał mi wszechświat"&amp;nbsp; czytałam w kontekście powyższych opowieści. Z jednej strony tata jawi się tutaj jako autorytet, który pragnie wtajemniczyć syna w tajniki otaczającego go wszechświata.&amp;nbsp; Zapowiada się niezwykła przygoda, kiedy tata oznajmia chłopcu, że pokaże mu wszechświat. Ale z drugiej strony pojawiają się wątpliwości. Piękna kosmosu nie da się poznać w ciągu jednego wieczoru. Już na początku opowieści zostają zderzone ze sobą dwa spojrzenia na świat i dwie postawy wobec wspólnego przedsięwzięcia: spontaniczny zachwyt dziecka, jego nieokiełznana, wymykająca się ramom rozumu i regułkom naukowym ciekawość świata oraz&amp;nbsp; pragmatyzm taty, który zaplanował wycieczkę i stara się ściśle tego planu trzymać. Postawił sobie za cel pokazać dziecku wszechświat i dąży ku niemu z pragmatyczną konsekwencją dorosłych. W&amp;nbsp; książce Exupéry’ego Mały Książę mówi: "Dorośli są zakochani w cyfrach. Jeżeli opowiadacie im o nowym  przyjacielu, nigdy nie spytają o rzeczy najważniejsze. Nigdy nie  usłyszycie: Jaki jest dźwięk jego głosu? W co lubi się bawić? Czy  zbiera motyle?. Oni spytają was: Ile ma lat? Ilu ma braci? Ile waży? Ile zarabia jego  ojciec? Wówczas dopiero sądzą, że coś wiedzą o waszym przyjacielu".&amp;nbsp; Kiedy mały bohater książki Ulfa Starka pyta tatę, jak zimno jest we wszechświecie, słyszy precyzyjną odpowiedź: "263 stopnie mrozu".&amp;nbsp; Nie cytuję jej jedynie dlatego, by udowodnić, że tata Ulfa to typowy dorosły. To byłoby uproszczenie i spłycenie przesłania tej opowieści. Obaj mężczyźni: mały i duży, są bardzo ze sobą związani, widać, że łączy ich przyjaźń i więź emocjonalna. Wędrują na łąkę za miastem, trzymając się za ręce. Niejeden chłopiec chciałby mieć takiego tatę, który wraca z pracy i zamiast zasiąść przed telewizorem, zabiera syna na ekspedycję badawczą. Na męską przygodę.&amp;nbsp; Tata niemal cały czas zadziera głowę do góry i wpatruje się w niebo. Syn rozgląda się wokół. Dostrzega tyle ciekawych rzeczy, których tata nawet nie raczy zauważyć, gdyż wydają się mu takie banalne i zwyczajne, niegodne zainteresowania. Doskonale oddają te rozbieżności znakomite ilustracje Evy Eriksson: tata patrzy przed siebie albo w górę, na gwiazdy, pociąga go magia rzeczy odległych,&amp;nbsp; wzniosłych, zagubionych w makrokosmosie, chłopiec z kolei&amp;nbsp; rozgląda się wokół, fascynuje go dosłownie wszystko, również to, co znajduje się blisko, tuż pod nogami, najdrobniejszy element mikrokosmosu. Przyziemność też jest godna zbadania. Mały odkrywca zachwyca się źdźbłem trawy kołysanym na wietrze, pełznącym ślimakiem przyczepionym do kamienia, zaintrygowany przygląda się, jak rośnie oset na łące. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S81mVIA92aI/AAAAAAAACS8/WDZm5W-dJKQ/s1600/Jak-tata-pokazal-mi-wszechswiat_Ulf-Stark,images_zdjecia,29,978-83-60963-25-8_2.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S81mVIA92aI/AAAAAAAACS8/WDZm5W-dJKQ/s400/Jak-tata-pokazal-mi-wszechswiat_Ulf-Stark,images_zdjecia,29,978-83-60963-25-8_2.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przyziemność i wzniosłość. Tata z uniesieniem opowiada chłopcu o  gwiazdach, sypie nazwami jak z rękawa, a chłopiec chłonie piękno rzeczy małych, ale niezwykłych. Kiedy tata się orientuje, że Ulf patrzy pod nogi, zwraca mu uwagę: "Masz patrzeć w górę!". Ale chłopcu wydaje się, że wszystkie gwiazdy zlewają się ze sobą. Żeby nie wydać się głupim, przytakuje tacie w jego zachwytach i uniesieniach. Ale tata zostaje szybko sprowadzony na ziemię. Wzniosłość zostaje zderzona z przyziemnością. Sacrum z profanum. Tata nie patrzył pod nogi i za karę wdepnął w... kupę. Dostało mu się za bujanie w obłokach. Taki duży, a taki niemądry. Oczywiście cała scena została potraktowana z przymrużeniem oka, ujawniając przy tym drugie dno opowieści. A po powrocie do domu chłopiec, zapytany przez mamę, jak było na wyprawie, odpowiada: "I pięknie, i śmiesznie". Dzieci wiedzą i rozumieją więcej, niż nam, dorosłym, się wydaje...&lt;br /&gt;Książka została wyróżniona przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wydawnictwo&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.zakamarki.pl/"&gt;Zakamarki&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S81q6zQO5EI/AAAAAAAACTE/h_ARcOsbtik/s1600/Jak-tata-pokazal-mi-wszechswiat_Ulf-Stark,images_zdjecia,29,978-83-60963-25-8_3.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="265" src="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S81q6zQO5EI/AAAAAAAACTE/h_ARcOsbtik/s400/Jak-tata-pokazal-mi-wszechswiat_Ulf-Stark,images_zdjecia,29,978-83-60963-25-8_3.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://selkar.pl/jak_tata_pokazal_mi_wszechswiat_stark_ulf_eriksson_eva_p_82101.html"&gt;Ulf Stark, Jak tata pokazał mi wszechświat, ilustracje Eva Eriksson, tłum. Katarzyna Skalska, Zakamarki  2009&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Recenzja&amp;nbsp; została także opublikowana w serwisie BiblioNETka na stronie &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.biblionetka.pl/reviews.aspx?top=true"&gt;BiblioNETka poleca – Najciekawsze recenzje&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-6322571714315567913?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/6322571714315567913/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/04/i-pieknie-i-smiesznie-ulf-stark-jak.html#comment-form' title='Komentarze (27)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/6322571714315567913'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/6322571714315567913'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/04/i-pieknie-i-smiesznie-ulf-stark-jak.html' title='I pięknie, i śmiesznie  (Ulf Stark, Jak tata pokazał mi wszechświat)'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S81by9rRygI/AAAAAAAACS0/XUR68FChwW4/s72-c/Jak-tata-pokazal-mi-wszechswiat_Ulf-Stark,images_product,29,978-83-60963-25-8.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>27</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-6656149649662168925</id><published>2010-04-10T10:50:00.020+02:00</published><updated>2010-04-11T18:49:59.958+02:00</updated><title type='text'>Katastrofa w Smoleńsku. Polska w żałobie [*]</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;h4 style="font-weight: normal;"&gt;...przeleciał ptak przepływa obłok   &lt;br /&gt;upada liść kiełkuje ślaz   &lt;br /&gt;i cisza jest na wysokościach   &lt;br /&gt;i dymi mgłą katyński las... [Zbigniew Herbert &lt;i&gt;Guziki&lt;/i&gt;]&lt;/h4&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;...Dosłownie kilkanaście minut temu poraziła nas tragiczna wiadomość: nikt z pasażerów prezydenckiego samolotu, który rozbił się w  rosyjskim Smoleńsku, nie przeżył katastrofy, do jakiej doszło, gdy  maszyna podchodziła do lądowania... Na jego pokładzie zginęły najważniejsze osoby w państwie, w tym  prezydent Lech Kaczyński z małżonką Marią Kaczyńską...&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;Wstrząs. Ogromny smutek...&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;Brak nam słów...&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S8BJ46uJWSI/AAAAAAAACR8/uDBgTWhcPs8/s1600/glitery-pl_swieczki12.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="236" src="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S8BJ46uJWSI/AAAAAAAACR8/uDBgTWhcPs8/s320/glitery-pl_swieczki12.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;a href="http://galeria.glitery.pl/gliter,0,3544"&gt;źródło zdjęcia&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;mglisty poranek&lt;br /&gt;trzepocą chorągiewki&lt;br /&gt;na  pustych krzesłach&lt;br /&gt;tylko katyńskie sosny&lt;br /&gt;stoją wciąż niewzruszone&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Robert Nowak&lt;/i&gt; &lt;a href="http://haikurobsana.blogspot.com/"&gt;Haiku Robsana&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-6656149649662168925?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/6656149649662168925/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/04/wstrzasajaca-wiadomosc-katastrofa.html#comment-form' title='Komentarze (34)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/6656149649662168925'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/6656149649662168925'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/04/wstrzasajaca-wiadomosc-katastrofa.html' title='Katastrofa w Smoleńsku. Polska w żałobie [*]'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S8BJ46uJWSI/AAAAAAAACR8/uDBgTWhcPs8/s72-c/glitery-pl_swieczki12.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>34</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-4366825744664799359</id><published>2010-04-09T11:06:00.020+02:00</published><updated>2010-06-24T15:34:26.645+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura żydowska'/><title type='text'>Roma Ligocka. Tylko ja sama</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Jak pani przeżyła?&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Dzięki czemu?&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Jak została pani ocalona? &lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Tak, sama chciałabym to wiedzieć – pomyślałam w duchu&lt;/i&gt; [s. 11].&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S773WHlg08I/AAAAAAAACRk/fLWVVPP3CuE/s1600/1080.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Trudno sobie wyobrazić, jaką sztuką jest przetrwanie w nieludzkich warunkach, w ekstremalnych okolicznościach, kiedy wydaje się, że nie ma wyboru, bo można wybierać jedynie między większym i mniejszym złem. Walczyć o życie za wszelką cenę? Ale w takich warunkach ludzkie istnienie przestaje mieć jakąkolwiek wartość. Ofiara wojny staje się ciałem, które trzeba utrzymać przy życiu. Należy zapewnić temu ciału schronienie, jedzenie, przyodziewek. Ciało wydaje się coraz bardziej obce, a jednak staje się największym skarbem – i największym ciężarem, z jakim zmaga się człowiek w takich warunkach. Można je znienawidzić za to, że było się do niego tak przywiązanym, że uczyniło się z cielesności swojego bożka i swoją opokę. W czasie wojny człowiek uczy się kilku "nieskomplikowanych" reguł, które zdają się komuś żyjącemu w normalnych czasach szalenie trudne i nie do przyswojenia. Jeśli jesteś Żydem, stopień trudności jeszcze wzrasta. Trzeba udawać, że się nie istnieje. Trzeba nauczyć się postrzegać świat z perspektywy podłogi: nie można się ruszać, głośno oddychać, bo jakiś nieżyczliwy i zawistny sąsiad mógłby usłyszeć, że Twoi wybawiciele ukrywają w swoim mieszkaniu Żydów, należy chodzić na czworakach, bezszelestnie pełzać pod stołem i pod łóżkiem, nie wolno się wyprostować, bo ktoś mógłby Ciebie zobaczyć przez okno i donieść gdzie trzeba. Nie wolno płakać, choć szloch rozrywa gardło i duszę, należy połykać łzy i zdusić w sobie płacz, być cicho, tak żeby nikt niepowołany nie zorientował się, że w mieszkaniu obok jest kryjówka Żydów. Trzeba nauczyć się żyć, jakby się było martwym. Niewidocznym. Nieistniejącym. Musisz zaakceptować obecność jedynego towarzysza: strachu. Wkrótce strach staje się Twoją drugą naturą i Twoją skórą. Staje się Tobie tak bliski, że kiedy ocalejesz&amp;nbsp; i skończy się gehenna, nie jesteś w stanie się z nim rozstać. Pozostanie w Twojej duszy już na zawsze. Nie potrafisz płakać. Nie potrafisz się śmiać. Roma miała trzy lata, kiedy zamknięto ją i jej rodzinę w getcie. Była dzieckiem. Ocalała, ale dzieciństwo na zawsze pozostanie dla niej piekłem, o którym nie będzie mogła całkowicie zapomnieć, bo "nic już nie uciszy tego płaczu w nas" [motto książki].&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S773WHlg08I/AAAAAAAACRk/fLWVVPP3CuE/s1600/1080.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S773WHlg08I/AAAAAAAACRk/fLWVVPP3CuE/s320/1080.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Ocalić siebie... Roma jest dojrzałą kobietą. Stara się nie pokazywać światu swojej smutnej, okaleczonej duszy. Dużo podróżuje. Jest emigrantką. Los rzucił ją na zachód Europy; od 30 lat mieszka w Monachium. Jest malarką, potem zostaje pisarką – po obejrzeniu filmu Spielberga &lt;i&gt;Lista Schindlera&lt;/i&gt;, kiedy odnalazła siebie w wizerunku dziewczynki w czerwonym płaszczyku, odkrywa nieodpartą potrzebę ocalenia swojej historii, a poprzez autoekspresję pragnie też ocalić od zapomnienia los całej zbiorowości, którą reprezentuje. Pisanie staje się sposobem poszukiwania siebie, próbą obłaskawienia strachu i zrozumienia swoich osobistych dramatów życiowych poprzez zapuszczenie się w mroki dzieciństwa. Ktoś, kto raz został wyprany z poczucia człowieczeństwa, nie jest w stanie czuć się w pełni wartościową osobą. Roma przez całe dorosłe życie ma problemy z odzyskaniem poczucia własnej wartości.&amp;nbsp; Żyje z ciężarem kompleksów,&amp;nbsp; przytłoczona strachem, który nocą drąży jej duszę, dlatego nie może spać, uzależnia się od leków nasennych i uspokajających, a&amp;nbsp; gdy jej stan jest coraz gorszy, podejmuje walkę ze swoim uzależnieniem. Pamięta matkę, która także była uzależniona od leków – remedium na wszelkie lęki, depresję, bezsenność i poczucie bezsilności. Roma ocaliła siebie mimo straconego dzieciństwa. Może się czuć spełniona jako artystka, jako matka – ma wspaniałego syna, który mieszka w Berlinie i z którym łączy ją silna duchowa więź. Nie czuje się spełniona jako kobieta.&amp;nbsp; Po rozstaniu z mężem broni się przed zaangażowaniem w jakikolwiek związek. Wyobcowana i samotna, wzbrania się przed miłością. Nie chce, bo ktoś ją skrzywdził, zranił, zamyka się w kokonie pracy i licznych obowiązków zawodowych. Nie sądzę, by miała pretensję do męża, jest raczej świadoma, że problem tkwi gdzieś w niej samej, że jej wrażliwość i psychika są zbyt kruche, by była zdolna do zbudowania trwałej relacji uczuciowej z drugim człowiekiem. Ktoś, kto nie doświadczył tego, czego dotknęła Roma, nie jest w stanie w pełni zrozumieć jej lęków i trawiącej ją neurozy, mimo że bardzo się stara to uczynić. Ostatecznie okazało się, że ich światy – Romy i jej męża, który nie jest Żydem – to dwie różne galaktyki. Tego małżeństwa nie dało się ocalić. Ale los dał Romie jeszcze jedną szansę. W Krakowie podczas Festiwalu Kultury Żydowskiej poznaje mężczyznę, który doświadczył tego co ona. Połączy ich niezwykle silna psychiczna więź, jakiej nie odczuwała nigdy wcześniej wobec żadnego mężczyzny. Oboje są dla siebie jak rodzeństwo, komunikują się instynktownie, wystarczy im wzajemna obecność, bliskość, nie potrzebują słów, by siebie rozumieć i kochać. "Dawid jest jedynym mężczyzną, który nie musi mnie pytać, dlaczego często przez pół nocy leżę z otwartymi oczami. Nim zaś wstrząsa niekiedy przez sen dziwny, suchy szloch. Wtedy chroni się w moich ramionach i wszystko jest znowu dobrze" [s. 90]. Urzekła mnie ta opowieść o niełatwej miłości, która połączyła dwoje dojrzałych, boleśnie doświadczonych ludzi. Opowieść pozbawiona melodramatyzmu, nasycona smutkiem przeplatającym się z ulotnymi chwilami rzadkiego, autentycznego szczęścia i subtelną, liryczną nutą. Tak już się dzisiaj nie opowiada o miłości...&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ocalić prawdę... Impulsem do napisania powieści był krótki artykuł w gazecie, w którym jeden z dziennikarzy szukających sensacji oskarżył ojca Romy o to, że był zbrodniarzem i kolaborował z nazistami podczas pobytu w obozie koncentracyjnym. Autor wykorzystał to, że po publikacji dwóch powieści nawiązujących do holokaustu pisarka stała się osobą znaną i rozpoznawalną. Roma wraca myślami do traumatycznego dzieciństwa. Snuje bolesne wspomnienia i próbuje odtworzyć historię ojca od momentu wywiezienia go do obozu koncentracyjnego aż do jego śmierci w krakowskim więzieniu w 1946 roku. Była wówczas kilkuletnią dziewczynką, zatem okruchy pamięci rozpływają się we mgle. Usiłuje dotrzeć do ludzi, którzy pamiętają Dawida Lieblinga z pobytu w obozie. Jest to trudne zadanie, ponieważ z gehenny ocalało niewielu Żydów, a ci, którzy przeżyli, albo już odeszli, albo są tak starzy, że trudno nawiązać z nimi kontakt i zachęcić ich do wspomnień. Nękają ją moralne rozterki: czy wszczynając prywatne śledztwo, nie dopuszcza się zdrady wobec ojca. Czyżby nie wierzyła w jego niewinność... Ktoś zasiał w niej ziarno wątpliwości i Roma traci poczucie bezpieczeństwa, traci z takim trudem wypielęgnowany w sobie spokój. Prywatne śledztwo splata się z jej podróżą służbową do Ameryki, a potem do Szwecji, gdzie trwają przygotowania do publikacji jej pierwszej książki.&amp;nbsp; Nawet w Nowym Jorku podąża śladem osób, które mogły znać jej ojca. Po przyjeździe do Krakowa udaje jej się zgromadzić zeznania świadków i materiały, świadczące o tym, że Dawid Liebling był nie tylko niewinny, ale był bohaterem. Czy miała prawo tak postąpić? Cały czas zadaje sobie to pytanie. I cały czas dręczy ją poczucie winy. Że zwątpiła. Że zawiodła ojca. Że musiała udowadniać coś, co powinno być dla niej prawdą niepodważalną. Takich historii były tysiące. Holokaust postawił człowieka wobec tak wynaturzonych dylematów, niewyobrażalnych w normalnych warunkach, że próba oskarżania i rozliczania tych, którzy tego doświadczyli, może budzić wątpliwości. "Wyobrażasz sobie (...) tego dziennikarza, który napisał ten głupi artykuł, wyobrażasz sobie tego anonimowego pismaka, tych sędziów, wszystkich tych ludzi – wyobrażasz ich sobie w obozie? (...) Tak, znam tych sędziów, tych naprawiaczy świata, którzy zawsze wiedzą, co jest dobre, a co złe. Tych badaczy, co to tropią ludzkie słabości, bo to jedyna rzecz, jaka sprawia im przyjemność, na jakiej się znają. Co mówię, badaczy. Inkwizytorów..." [s. 385]. Oczyszczenie ojca z zarzutów to nie koniec, to dopiero początek drogi prowadzącej do ocalenia w sobie poczucia bezpieczeństwa, akceptacji własnego losu i zgody na siebie, które okazują się kruche i iluzoryczne w zetknięciu z ludzką bezmyślnością i bezdusznością.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ocalić nadzieję... Autorka określa swoją powieść jako autobiograficzną. Jednocześnie pisze w zakończeniu:&amp;nbsp; "...[dziękuję] tym osobom, z którymi spotkania stały się dla mnie  inspiracją do stworzenia niektórych postaci występujących w powieści –  choć nie są to oczywiście ich portrety dosłowne. Autor bowiem, świadomie  czy nieświadomie, zawsze czerpie z bogactwa żywej materii, która go  otacza" [s.&amp;nbsp; 413]. Pisarka na przykład mówi wprost, że zmieniła swoją koncepcję ujęcia postaci Maliny, której nie uśmierca w powieści, mimo że z jej refleksji wynikałoby, że prawdziwa Malina umiera na raka. Analizuje tę kreację na oczach czytelników, tak jakby ustalała  wraz z nimi ostateczną wersję. Szczerze mówiąc, jestem jej  za taką zmianę wdzięczna. Malina staje się dla mnie nośnikiem  dodatkowych sensów – przede wszystkim jako symbol nadziei. Historię  Maliny postrzegam jako ważny kontekst w tej powieści – w odniesieniu do  wątku umierającej na raka żony Dawida Schwarza,&amp;nbsp; wielkiej miłości Romy. Poszerza sposób  odczytania zawikłanej historii miłosnej łączącej Romę i Dawida. Dzięki  temu nie wydaje się ona tak jednoznaczna, nabiera dodatkowego  zabarwienia, zostaje nasycona niuansami. "Mój lekarz dał mi pani książkę i zmusił do jej przeczytania.&amp;nbsp; (...) Byłam bardzo chora tej wiosny. (...) Miałam raka (...). I nie chciałam tego wszystkiego, tej chemioterapii... uważałam, że to bzdura... już nie chciałam... (...) Wtedy przeczytałam pani książkę. Dodała mi sił"... [s. 49]&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie jest to powieść o zadręczaniu siebie i innych traumatycznymi przeżyciami i cierpieniem. One są obecne w książce, stanowią ważny biograficzny i ogólnoludzki kontekst, ale w konfrontacji z nimi siła nadziei i radość, jaką można czerpać z życia, stają się jednymi z najważniejszych wartości tej opowieści. "Mam naraz uczucie, że los tej dziewczyny [Maliny] jest dla mnie bardzo ważny. I że koniecznie muszę w nim uczestniczyć. Po prostu chciałabym, żeby żyła" [s. 50].&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S87zzfPuGfI/AAAAAAAACTc/Ue6F_TenrBk/s1600/z6717864X.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="286" src="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S87zzfPuGfI/AAAAAAAACTc/Ue6F_TenrBk/s400/z6717864X.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://selkar.pl/tylko_ja_sama_ligocka_roma_p_65098.html"&gt;Roma Ligocka, Tylko ja sama, tłum. Sława Lisiecka, Wydawnictwo Literackie 2007&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-4366825744664799359?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/4366825744664799359/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/04/roma-ligocka-tylko-ja-sama.html#comment-form' title='Komentarze (25)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/4366825744664799359'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/4366825744664799359'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/04/roma-ligocka-tylko-ja-sama.html' title='Roma Ligocka. Tylko ja sama'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S773WHlg08I/AAAAAAAACRk/fLWVVPP3CuE/s72-c/1080.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>25</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-6434287928073378968</id><published>2010-04-04T16:50:00.002+02:00</published><updated>2010-05-29T12:25:40.373+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Z dziecięcego punktu widzenia'/><title type='text'>Z dziecięcego punktu widzenia</title><content type='html'>&lt;b&gt;Empatia&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wszystko, co cierpi, co czuje się&amp;nbsp; samotne i niechciane, zasługuje na współczucie, nawet stare warzywa w puszce, które trzeba wyrzucić do śmietnika.Tak, zrobiłam to: niehumanitarnie, bez skrupułów pozbyłam się nieco już zasuszonej i nienadającej się do spożycia kukurydzy. Nie uszło to uwadze naszej rezolutnej trzylatki, która skrzętnie komentuje każdy gest i każdy krok rodziców:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;– Ojej, kukurydzowi będzie przikjo...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Poważne obietnice&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zdarza się jeszcze&lt;b&gt;, &lt;/b&gt;że podczas spaceru, z dala od domu, Tatiance "zapomni się" poinformować nas o tym, że musi koniecznie, natychmiast udać się do toalety.&lt;b&gt; &lt;/b&gt;Nie wiem, z czego to wynika: czy&amp;nbsp; z czystej przekory, czy z lenistwa, czy z dziecięcej niefrasobliwości.&lt;b&gt; &lt;/b&gt;Dzisiaj przed wyjściem na spacer Grzegorz próbował uczulić naszą latorośl na ten nieco uciążliwy dla nas kłopot. &lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;– Tatianko, pójdziemy na spacer, ale musisz mi obiecać, że kiedy będzie ci się chciało siusiu, powiesz nam o tym. Nie zrobisz siusiu w majteczki?&lt;/div&gt;Tatianka, już ubrana do wyjścia, podjęła przerwany wątek.&lt;br /&gt;–&amp;nbsp; Tato, ale obiecasz, że nie zrobisz siusiu w majty?&lt;br /&gt;Nie usłyszawszy obietnicy – Grzegorz po prostu krztusił się ze śmiechu – Tatianka upomniała się raz jeszcze o odpowiedź:&lt;br /&gt;– Tato, ale obiecasz?&lt;br /&gt;No i co było robić – Grzegorz obiecał.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-6434287928073378968?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/6434287928073378968/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/04/z-dzieciecego-punktu-widzenia.html#comment-form' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/6434287928073378968'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/6434287928073378968'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/04/z-dzieciecego-punktu-widzenia.html' title='Z dziecięcego punktu widzenia'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-269447107204844162</id><published>2010-04-03T08:54:00.004+02:00</published><updated>2010-04-29T14:56:52.619+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mikrokosmos'/><title type='text'>Święta, święta, święta...</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S7bl7tVC-RI/AAAAAAAACH0/Fel-91qLqJY/s1600/50.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S7bl7tVC-RI/AAAAAAAACH0/Fel-91qLqJY/s320/50.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Radosnych, ciepłych, rodzinnych Świąt Wielkanocnych, pełnych nadziei i tego, co najpiękniejsze.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Słońca, kolorów, światła, blasku i promiennej pełni życia – nie tylko na święta, ale na każdy dzień. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Mnóstwa delicji kulinarnych i książkowych, uniesień świątecznych i literackich. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;I wiosny, wiosny, wiosny! :) Niech Was inspiruje i napełnia radością.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-269447107204844162?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/269447107204844162/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/04/swieta-swieta-swieta.html#comment-form' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/269447107204844162'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/269447107204844162'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/04/swieta-swieta-swieta.html' title='Święta, święta, święta...'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S7bl7tVC-RI/AAAAAAAACH0/Fel-91qLqJY/s72-c/50.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-7831578080034890174</id><published>2010-04-01T13:48:00.005+02:00</published><updated>2010-04-01T19:47:34.911+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mikrokosmos'/><title type='text'>Zapraszamy na kawę do Pożegnania z Afryką... (dedykuję Mocie)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S7SBF9yWpDI/AAAAAAAACG0/kHILZ6Di1vI/s1600/blo+001.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S7SBF9yWpDI/AAAAAAAACG0/kHILZ6Di1vI/s400/blo+001.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kto by przypuszczał, że prowadzenie bloga może stać się bramą do poznawania niezwykłych ludzi i nawiązywania cennych relacji. Jeszcze parę tygodni temu uśmiechnęłabym się na takie stwierdzenie. Jeśli ktoś czytał moje minieseje z cyklu &lt;a href="http://zaksiazkowani.blogspot.com/search/label/Homo%20internetus"&gt;Homo internetus&lt;/a&gt;, bez trudu odgadnie, co mam na myśli. Sceptycyzm stopniowo ustępuje fascynacji blogosferą, a poczucie zagubienia – wrażeniu zadomowienia i odnalezienia własnego miejsca w jej cybernetycznych otchłaniach. Uwielbiam Was czytać, zaglądać na Wasze strony, rozmawiać z Wami, wymieniać się refleksjami i uśmiechami. Cieszę się na każdy ślad, który znany bądź nieznany Gość zostawia w Przystani. Lubię też zostawiać ślady w postaci swoich komentarzy na innych, bliskich memu sercu blogach. Okazuje się, że nic nie dzieje się przypadkowo – nawet w wirtualnym świecie ludzie odnajdują drogę do świata innego człowieka, do jego emocji, marzeń, lęków, do jego wrażliwości. Potrafią przedostać się poza abstrakcyjny wirtualny mur i nawiązać dialog, z którego wynikają niezwykłe historie. Jedna z nich zdarzyła się nam. Dzisiaj dotarła do nas magiczna przesyłka od &lt;a href="http://cosiedziwisz.blogspot.com/"&gt;Moty&amp;nbsp; &lt;/a&gt;z blogu (bloga) &lt;a href="http://cosiedziwisz.blogspot.com/"&gt;Co się dziwisz&lt;/a&gt;. Ekspres do kawy (z Pożegnania z Afryką – uwielbiam tam chodzić na kawę) jest uroczy! Mota, dziękujemy!!! Za niepowtarzalny smak i aromat kawy – już degustowaliśmy naszą ulubioną, cynamonową. Za życzenia świąteczne, za uroczą niespodziankę dla Tatianki (ucieszy się z tej słodkiej pisaneczki). Dziękujemy!!!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zapraszamy na filiżankę aromatycznej kawy. Kto ma ochotę? &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-7831578080034890174?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/7831578080034890174/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/04/zapraszamy-na-kawe-do-pozegnania-z.html#comment-form' title='Komentarze (40)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/7831578080034890174'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/7831578080034890174'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/04/zapraszamy-na-kawe-do-pozegnania-z.html' title='Zapraszamy na kawę do Pożegnania z Afryką... (dedykuję Mocie)'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S7SBF9yWpDI/AAAAAAAACG0/kHILZ6Di1vI/s72-c/blo+001.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>40</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-7609191265624445218</id><published>2010-03-28T09:04:00.029+02:00</published><updated>2010-06-24T15:34:26.650+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura żydowska'/><title type='text'>Roma Ligocka. Kobieta w podróży</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;meta content="text/html; charset=utf-8" http-equiv="Content-Type"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Word.Document" name="ProgId"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 12" name="Generator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 12" name="Originator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CJOLECZKA%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtmlclip1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CJOLECZKA%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtmlclip1%5C01%5Cclip_themedata.thmx" rel="themeData"&gt;&lt;/link&gt;&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CJOLECZKA%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtmlclip1%5C01%5Cclip_colorschememapping.xml" rel="colorSchemeMapping"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Font Definitions */ @font-face	{font-family:"Cambria Math";	panose-1:2 4 5 3 5 4 6 3 2 4;	mso-font-charset:238;	mso-generic-font-family:roman;	mso-font-pitch:variable;	mso-font-signature:-1610611985 1107304683 0 0 159 0;}@font-face	{font-family:Calibri;	panose-1:2 15 5 2 2 2 4 3 2 4;	mso-font-charset:238;	mso-generic-font-family:swiss;	mso-font-pitch:variable;	mso-font-signature:-1610611985 1073750139 0 0 159 0;}@font-face	{font-family:Georgia;	panose-1:2 4 5 2 5 4 5 2 3 3;	mso-font-charset:238;	mso-generic-font-family:roman;	mso-font-pitch:variable;	mso-font-signature:647 0 0 0 159 0;} /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal	{mso-style-unhide:no;	mso-style-qformat:yes;	mso-style-parent:"";	margin-top:0cm;	margin-right:0cm;	margin-bottom:10.0pt;	margin-left:0cm;	line-height:115%;	mso-pagination:widow-orphan;	mso-hyphenate:none;	font-size:11.0pt;	font-family:"Times New Roman","serif";	mso-fareast-font-family:Calibri;	mso-font-kerning:.5pt;	mso-fareast-language:AR-SA;}.MsoChpDefault	{mso-style-type:export-only;	mso-default-props:yes;	mso-ascii-font-family:Calibri;	mso-ascii-theme-font:minor-latin;	mso-fareast-font-family:Calibri;	mso-hansi-font-family:Calibri;	mso-hansi-theme-font:minor-latin;	mso-bidi-font-family:"Times New Roman";	mso-bidi-theme-font:minor-bidi;	mso-fareast-language:EN-US;}.MsoPapDefault	{mso-style-type:export-only;	margin-bottom:10.0pt;	line-height:115%;}@page Section1	{size:595.3pt 841.9pt;	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt;	mso-header-margin:35.4pt;	mso-footer-margin:35.4pt;	mso-paper-source:0;}div.Section1	{page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;meta content="text/html; charset=utf-8" http-equiv="Content-Type"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Word.Document" name="ProgId"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 12" name="Generator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 12" name="Originator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CJOLECZKA%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtmlclip1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CJOLECZKA%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtmlclip1%5C01%5Cclip_themedata.thmx" rel="themeData"&gt;&lt;/link&gt;&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CJOLECZKA%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtmlclip1%5C01%5Cclip_colorschememapping.xml" rel="colorSchemeMapping"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Font Definitions */ @font-face	{font-family:"Cambria Math";	panose-1:2 4 5 3 5 4 6 3 2 4;	mso-font-charset:238;	mso-generic-font-family:roman;	mso-font-pitch:variable;	mso-font-signature:-1610611985 1107304683 0 0 159 0;}@font-face	{font-family:Calibri;	panose-1:2 15 5 2 2 2 4 3 2 4;	mso-font-charset:238;	mso-generic-font-family:swiss;	mso-font-pitch:variable;	mso-font-signature:-1610611985 1073750139 0 0 159 0;}@font-face	{font-family:Georgia;	panose-1:2 4 5 2 5 4 5 2 3 3;	mso-font-charset:238;	mso-generic-font-family:roman;	mso-font-pitch:variable;	mso-font-signature:647 0 0 0 159 0;} /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal	{mso-style-unhide:no;	mso-style-qformat:yes;	mso-style-parent:"";	margin-top:0cm;	margin-right:0cm;	margin-bottom:10.0pt;	margin-left:0cm;	line-height:115%;	mso-pagination:widow-orphan;	mso-hyphenate:none;	font-size:11.0pt;	font-family:"Times New Roman","serif";	mso-fareast-font-family:Calibri;	mso-font-kerning:.5pt;	mso-fareast-language:AR-SA;}.MsoChpDefault	{mso-style-type:export-only;	mso-default-props:yes;	mso-ascii-font-family:Calibri;	mso-ascii-theme-font:minor-latin;	mso-fareast-font-family:Calibri;	mso-hansi-font-family:Calibri;	mso-hansi-theme-font:minor-latin;	mso-bidi-font-family:"Times New Roman";	mso-bidi-theme-font:minor-bidi;	mso-fareast-language:EN-US;}.MsoPapDefault	{mso-style-type:export-only;	margin-bottom:10.0pt;	line-height:115%;}@page Section1	{size:595.3pt 841.9pt;	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt;	mso-header-margin:35.4pt;	mso-footer-margin:35.4pt;	mso-paper-source:0;}div.Section1	{page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S7EyoB7ZlvI/AAAAAAAACFY/Epksv0E7aNk/s1600/g_29.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="287" src="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S7EyoB7ZlvI/AAAAAAAACFY/Epksv0E7aNk/s400/g_29.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;meta content="text/html; charset=utf-8" http-equiv="Content-Type"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Word.Document" name="ProgId"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 12" name="Generator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 12" name="Originator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CJOLECZKA%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtmlclip1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CJOLECZKA%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtmlclip1%5C01%5Cclip_themedata.thmx" rel="themeData"&gt;&lt;/link&gt;&lt;link href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CJOLECZKA%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtmlclip1%5C01%5Cclip_colorschememapping.xml" rel="colorSchemeMapping"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Font Definitions */ @font-face	{font-family:"Cambria Math";	panose-1:2 4 5 3 5 4 6 3 2 4;	mso-font-charset:238;	mso-generic-font-family:roman;	mso-font-pitch:variable;	mso-font-signature:-1610611985 1107304683 0 0 159 0;}@font-face	{font-family:Calibri;	panose-1:2 15 5 2 2 2 4 3 2 4;	mso-font-charset:238;	mso-generic-font-family:swiss;	mso-font-pitch:variable;	mso-font-signature:-1610611985 1073750139 0 0 159 0;}@font-face	{font-family:Georgia;	panose-1:2 4 5 2 5 4 5 2 3 3;	mso-font-charset:238;	mso-generic-font-family:roman;	mso-font-pitch:variable;	mso-font-signature:647 0 0 0 159 0;} /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal	{mso-style-unhide:no;	mso-style-qformat:yes;	mso-style-parent:"";	margin-top:0cm;	margin-right:0cm;	margin-bottom:10.0pt;	margin-left:0cm;	line-height:115%;	mso-pagination:widow-orphan;	mso-hyphenate:none;	font-size:11.0pt;	font-family:"Times New Roman","serif";	mso-fareast-font-family:Calibri;	mso-font-kerning:.5pt;	mso-fareast-language:AR-SA;}.MsoChpDefault	{mso-style-type:export-only;	mso-default-props:yes;	mso-ascii-font-family:Calibri;	mso-ascii-theme-font:minor-latin;	mso-fareast-font-family:Calibri;	mso-hansi-font-family:Calibri;	mso-hansi-theme-font:minor-latin;	mso-bidi-font-family:"Times New Roman";	mso-bidi-theme-font:minor-bidi;	mso-fareast-language:EN-US;}.MsoPapDefault	{mso-style-type:export-only;	margin-bottom:10.0pt;	line-height:115%;}@page Section1	{size:595.3pt 841.9pt;	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt;	mso-header-margin:35.4pt;	mso-footer-margin:35.4pt;	mso-paper-source:0;}div.Section1	{page:Section1;}--&lt;/style&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 150%;"&gt;Cudzoziemka. Jest stąd i nie jest stąd. Ci ludzie są jej zupełnie obcy, ale jest jedną z nich. Żyje w tłumie, ale osobno. Ma walizkę, torebkę, płaszcz i parasolkę. Paszport i bilet – na pociąg, na samolot, na statek. W jedną stronę, w dwie strony. Bilet na samotność... w jedną stronę. Ma ciężką walizkę wypełnioną demonami z przeszłości. I lekki podręczny bagaż, niewielki, wygodny, do którego zapakowała nadzieję. Jest jeszcze parasolka, jej drugie ja. Jej alter ego. „&lt;i&gt;Nigdy nie mam parasola, kiedy jest mi potrzebny, ale bardzo często wędruję z nim w jasne, słoneczne dni&lt;/i&gt;” [s. 19]. Jest utkana z paradoksów. Jest Polką. Jest Żydówką. Jest kobietą z przeszłością, ale bez dzieciństwa. Ma płaszcz. Kobieta w podróży nie może obejść się bez płaszcza. Jest dziewczynką w czerwonym płaszczyku, która rozpaczliwie próbuje znaleźć dla siebie schronienie przed gehenną. Schronić się pod parasolem. Być niewidoczną. Jest wczoraj i jest dziś. Jest wczoraj i jest jutro. Jej podróż trwa. Nawet wtedy, gdy nie musi biec do odjeżdżającego pociągu. Jest z Krakowa. Jest z Berlina. Jest z Monachium. Jest z Wiednia.… Jest z getta. Jest dziewczynką w czerwonym płaszczyku… mimo że od gehenny minęły lata. Ma męża i synka. Są „&lt;i&gt;znowu w podróży&lt;/i&gt; [z Hiszpanii do Włoch] &lt;i&gt;– bilet na statek kosztował wtedy znacznie mniej niż na samolot – jak zawsze z walizkami i torbami: całym tułaczym dobytkiem. (…) Nasza nowa przyjaciółka potrafiła opowiadać niezwykle interesujące historie. Słuchaliśmy jej zafascynowani. – Teraz państwa opuszczę. Muszę się jeszcze wykłócić z kapitanem, żeby dał mi inną kabinę. Wyobraźcie sobie państwo – dodała oburzona – na statku jest prawie dwa tysiące pasażerów, i akurat ja muszę dzielić kabinę z Żydówką! Proszę to sobie wyobrazić! Ani jednej nocy nie spędzę z tą kobietą! Wiecie państwo, jak strasznie Żydzi śmierdzą! To naprawdę był błąd, że się ich wszystkich nie…&lt;/i&gt; &lt;i&gt;W lodowatym milczeniu, które zapada, spojrzeliśmy wzajemnie na siebie. Nagle w oczach damy błysnęła iskierka zrozumienia&lt;/i&gt;” [s. 43]. Jest kobietą w czerwonym płaszczyku… która znowu zapomniała parasola. Nie osłoni jej przed nienawiścią i głupotą. Miała szczęście i nie miała szczęścia. Przeżyła. A mogła urodzić się w innym miejscu i w innym czasie. Tak jak ciotka Amelia, o której matka Romy powie, że „miała szczęście”, bo zmarła, zanim „przyszedł Hitler”. &amp;nbsp;Albo jak dziadek, Samuel Liebling, który zmarł na pół roku przed urodzinami najmłodszego syna. „&lt;i&gt;Tak, teraz pewnie powiecie, że mój dziadek był marzycielem, nieszczęśnikiem, prawdziwym pechowcem. Jednak nie musiał już patrzeć na to, jak później Niemcy spalili jego lokal, nie musiał oglądać tego, co zrobili z jego właścicielem i rodziną. Również los żony i czterech synów został mu oszczędzony. I dlatego, jak by powiedziała moja mama, Samuel Liebling był szczęśliwym człowiekiem&lt;/i&gt;” [s. 62]. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 150%;"&gt;Jest szczęśliwa? Przeżyła. Ma męża – artystę i syna Jakuba. Ma pasjonującą pracę. Jest malarką. Projektantką scenografii oraz kostiumów dla teatru, telewizji, opery, filmu. Jest szczęśliwa. Ma paszport i bilet. Ma podręczny bagaż wypełniony nadzieją. Są miejsca, do których może wracać. Na przykład do Krakowa, gdzie pragnie poczuć się mniej samotna. Inaczej niż w Niemczech, gdzie z obcymi się nie rozmawia. „&lt;i&gt;W ogóle w Niemczech nie rozmawia się zbyt wiele. Ani na ulicy, ani w sklepach, ani też w kolejce podziemnej. Jeśli ktoś się do was uśmiechnie w tramwaju, możecie być pewni, że albo jest pijany, albo to cudzoziemiec”&lt;/i&gt; [s. 98]. Przepaść, która dzieli ludzi, raz jest większa, raz mniejsza. Niezależnie od tego, czy będzie to Kraków czy Berlin, Wiedeń czy Monachium. Czasem wystarczy kilka kroków, czasem uśmiech, aby ją pokonać. Tak jak wtedy, gdy Roma zapomniała parasolki i stała w deszczu na przystanku, w Monachium. Bezbronna, tonąc w strugach ulewy, uśmiechnęła się do obcej kobiety chowającej się pod wielkim parasolem. „&lt;i&gt;W tej samej chwili niebo się rozwarło i stał się cud. Kobieta postąpiła pięć kroków w moją stronę i stanąwszy obok mnie, rozpostarła parasol nad nami dwiema. (…) Aby nie stracić równowagi, objęłam ją rękami w pasie. Stałyśmy tak ciasno splecione, a między nami było tylko ciepło, bliskość i poczucie bezpieczeństwa. (…) Nie puszczaj mnie, nie odchodź – chciałam do niej zawołać. Tymi pięcioma krokami znalazłaś drogę do mego serca. A kto znajdzie drogę do mojego serca, ten pozostaje w nim na wieki&lt;/i&gt;” [s. 25]. Tak jak wtedy, gdy przyjechała do Krakowa. Umierała z samotności, czując się tu obco i nikomu niepotrzebną. Ci, których znała, dawno już odeszli. Ci, którzy przeżyli, wyjechali. Z tymi, którzy zostali, nie miała o czym rozmawiać. Siedziała w jednej z krakowskich kawiarenek i chłonęła widok ukochanego miasta, które było częścią jej dzieciństwa. Nagle w tej otchłani samotności ujrzała światło. Zachwycił ją widok przy sąsiednim stoliku. Dwie małe dziewczynki i ich matka wyglądały, jakby wyszły z jakiegoś starego obrazu. Spojrzenie, uśmiech – i między obcymi sobie ludźmi tworzy się nagle nić porozumienia. Tak oto Roma zyskuje nową rodzinę. Takie sytuacje zdarzają się nie tylko w Krakowie. Roma czuje się szczególnie obco w Niemczech. Samotność boli ją fizyczne. Odczuwa ją jako chłód i drżenie. &amp;nbsp;Zawsze trochę marznie psychicznie, zwłaszcza w chłodne dni. Czeka na pustej stacji na swój pociąg. Ciągle w podróży. Kobieta z podręcznym bagażem, do którego zapakowała nadzieję. Nagle ruchomymi schodami zjeżdża kobieta z różą w ręce. „&lt;i&gt;Jest to najpiękniejsza róża, jaką kiedykolwiek widziałam, ciemnoczerwona, niemal fioletowa, prawie granatowa. (…) Uśmiecham się do kobiety. Odwzajemnia uśmiech. – Lubi pani róże. Ja też. Przez chwilę rozmawiamy o kwiatach, uśmiechając się do siebie. (…) Nawet nie umiem tego wytłumaczyć, ale nagle czujemy się dobrze, tak sobie bliskie, nieomal szczęśliwe. Nadjeżdża metro i kobieta z różą znika w drzwiach.&amp;nbsp; (…) Ale zanim drzwi zdążą się zamknąć, kobieta wyciąga jeszcze rękę z różą. – Proszę! To dla pani! W prezencie! Róża jest teraz moja. Od tamtego dnia należy do mojej prywatnej kolekcji klejnotów, podobnie jak parasol z przystanku i inne rzadkie kosztowności&lt;/i&gt;…” [s. 100]. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S68RtCewg7I/AAAAAAAACEw/zBhG8-wmae8/s1600/pd_9326.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S68RtCewg7I/AAAAAAAACEw/zBhG8-wmae8/s200/pd_9326.jpg" width="124" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 150%;"&gt;Ta książka jest jednym z takich rzadkich klejnotów. Jest jak róża. Poszczególne opowiadania to jej płatki – krótkie, miniaturowe, utkane z delikatnej i zwiewnej refleksji, którą przesycona jest narracja, a przy tym niepozbawione subtelnej ironii, humoru i dystansu, kiedy bohaterka – wrażliwa, dojrzała kobieta – opowiada o swojej przeszłości, o sobie, o bliskich jej osobach. Ale są też ciernie, które wyzierają spoza tragicznych wspomnień i stają się przyczyną neuroz i poczucia wyobcowania. Poszczególne opowiadania wtulają się jedno w drugie, układając się w wielowarstwową opowieść o potrzebie pogodzenia przeszłości i teraźniejszości, a co za tym idzie – o pragnieniu przezwyciężenia samotności i obłaskawienia ran, które mimo upływu czasu ciągle pozostają żywe. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S68RtCewg7I/AAAAAAAACEw/zBhG8-wmae8/s1600/pd_9326.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 150%;"&gt;Zabieram tę różę ze sobą. Spoglądam wzruszona na okładkę książki. Na kobietę w czerwonym płaszczu. Muszę jej podziękować, zanim zniknie za drzwiami pociągu, niosąc swoją walizkę i podręczny bagaż wypełniony nadzieją…&lt;o:p&gt;&amp;nbsp;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 150%;"&gt;&lt;o:p&gt;&amp;nbsp;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 150%;"&gt;&lt;o:p&gt;&amp;nbsp;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&amp;nbsp;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 150%;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 150%;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S87ZosHtUzI/AAAAAAAACTU/p5o4Jf3reCs/s1600/Roma_Ligocka_Paszport_3299867.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="291" src="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S87ZosHtUzI/AAAAAAAACTU/p5o4Jf3reCs/s400/Roma_Ligocka_Paszport_3299867.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 150%;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 150%;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;i&gt;reprodukcja pochodzi z galerii ze strony internetowej&lt;/i&gt; &lt;a href="http://ligocka.wydawnictwoliterackie.pl/galeria.php"&gt;Romy Ligockiej&amp;nbsp;&lt;/a&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 150%;"&gt;&lt;o:p&gt;&amp;nbsp;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 150%;"&gt;&lt;o:p&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 150%;"&gt;&lt;o:p&gt;&amp;nbsp;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 150%;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;b&gt; &lt;/b&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://selkar.pl/kobieta_w_podrozy_ligocka_roma_p_70793.html"&gt;Roma Ligocka, Kobieta w podróży, tłum. Sława Lisiecka,  Wydawnictwo Literackie 2009&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Georgia&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-7609191265624445218?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/7609191265624445218/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/03/cudzoziemka-roma-ligocka-kobieta-w.html#comment-form' title='Komentarze (40)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/7609191265624445218'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/7609191265624445218'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/03/cudzoziemka-roma-ligocka-kobieta-w.html' title='Roma Ligocka. Kobieta w podróży'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S7EyoB7ZlvI/AAAAAAAACFY/Epksv0E7aNk/s72-c/g_29.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>40</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-2706532535461373033</id><published>2010-03-25T01:20:00.027+01:00</published><updated>2010-06-22T16:16:50.112+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cała Polska czyta dzieciom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura szwedzka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kraje nordyckie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rodzinne czytanie'/><title type='text'>Idylla Svena Nordqvista  (Pettson i Findus)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sven Nordqvist... Stoję przed biblioteczną półką i wpatruję się w kilka książek przyciągających wzrok zabawnymi, ale nie infantylnymi ilustracjami. Taką szatą graficzną nie powstydziłaby się poczytna książka dla dorosłych czytelników. Pięknie dobrane kolory, wyeksponowany detal, realizm szczegółu. Literatura szwedzka dla dzieci – odkąd sięgam pamięcią – zawsze urzekała dziecięcą wyobraźnię i wrażliwość. Pisarze z Północy potrafią zaskarbić sobie sympatię małych czytelników. Zastanawiające, na czym polega ten fenomen. Kultura skandynawska kojarzy mi się z przesyconymi duszną atmosferą filmami Bergsona czy mrocznym, egzystencjalnym pisarstwem Knuta Hamsuna i Pära Lagerkvista, mocno zanurzonym w problematyce moralnej. Może nieco jaśniej wypada na tym tle czerpiąca z ludowych podań twórczość Selmy Lagerlöf  .&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S6miLRGpZGI/AAAAAAAACCA/LiDW-HsBghE/s1600-h/sven_net.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S6miLRGpZGI/AAAAAAAACCA/LiDW-HsBghE/s200/sven_net.jpg" width="163" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Literatura dla dzieci to całkowicie inna galaktyka. Świat kreowany przez skandynawskich autorów&amp;nbsp; odbiega od disnejowskiej, cukierkowej estetyki. Potwierdzeniem jest chociażby twórczość Svena Nordqvista. Szwedzki pisarz to człowiek orkiestra – z wykształcenia architekt, z zamiłowania i z zawodu pisarz i ilustrator, który samodzielnie tworzy szatę graficzną do swoich książek. Jest autorem wielu popularnych w Europie, zwłaszcza w Niemczech, opowieści dla kilkuletnich czytelników oraz dla młodzieży. Nordqvist powołał do istnienia świat, w którym ludzie i zwierzęta koegzystują na równych prawach. Co ciekawe, bohaterami książek Nordqvista nie są dzieci. &lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S6qkoJ5KP8I/AAAAAAAACCI/3cquzf59xLI/s1600/findusy_net.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="195" src="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S6qkoJ5KP8I/AAAAAAAACCI/3cquzf59xLI/s400/findusy_net.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Oto oni:&lt;br /&gt;Poczciwy i dobrotliwy. Starszy energiczny pan o wielkim sercu, choć czasem gderliwy zrzęda i gaduła jakich mało. Pan Pettson. Na pewno nie jest to typ melancholika czy flegmatyka, rzekłabym, że raczej przejawia on pewne cechy choleryka. Wyprowadzony z&amp;nbsp; równowagi, szybko wpada w gniew. Ale stary Pettson nie potrafi się długo gniewać. Ktoś, kto go dobrze zna, wie, że drugiego tak dobrego i łagodnego człowieka ze świecą szukać. Stary Pettson nie ma rodziny. Mieszka samotnie na wsi. Jego jedynym przyjacielem jest kot Findus w zabawnych ogrodniczkach w zielone pasy.  Jeśli pan Pettson jest w porywach cholerykiem,&amp;nbsp; to sprytny Findus jawi  się jako pogodny sangwinik. Przyjaciele doskonale się uzupełniają. Findus jest wesoły, rezolutny, psotny. Wszędzie jest go pełno. Ma sto pomysłów na minutę. Tak naprawdę to właśnie on rządzi w zagrodzie Pettsona, choć ten nie zdaje sobie z tego sprawy. Sympatyczny kocur wie, jak wodzić za nos starego przyjaciela. Jeśli Pettson jest gadułą, to Findus jest gadułą do kwadratu. Jeśli Pettsonowi czasem zdarza się rzucić w emocjach&amp;nbsp; słowa, których potem może żałować, to Findusowi trzeba by co chwila przypominać: najpierw pomyśl, zanim powiesz.&amp;nbsp; Z tego powodu bohaterom przytrafiają się zabawne przygody. Z każdej opresji udaje im się wyjść cało dzięki wspólnemu działaniu i sprytowi Findusa. Zagroda Pettsona, zagubiona gdzieś na prowincji wiejska idylla, w  której znalazło się miejsce dla niesfornej zwierzęcej gromadki,  przypomina arkę Noego. Pod kuratelą starego Pettsona pędzą tu żywot kury i krowy,&amp;nbsp; a nieproszonym gościem bywa czasem lis, na którego uparcie polują Pettson i Findus. W tym sielankowym, bezpiecznym świecie każde stworzenie ma swoje miejsce, nawet wszędobylskie stworki – mukle, które pojawiają się w najbardziej nieoczekiwanych miejscach ilustracji  książek o kocie Findusie [ukłon w stronę &lt;a href="http://bazyl3.blogspot.com/"&gt;Bazyla&lt;/a&gt;].&lt;br /&gt;Atutem książek są zabawne dialogi, w których uczestniczą wszyscy mieszkańcy zagrody. Stary Pettson szanuje swoich podopiecznych, nawet jeśli sprawiają mu kłopoty. Mali czytelnicy uczą się od bohaterów, że każdy problem znajduje swoje rozwiązanie, jeśli działa się wspólnie, podejmuje wzajemny dialog i słucha drugiej strony.&lt;br /&gt;"Rwetes w ogrodzie", jedna z części cyklu o Pettsonie i Findusie,&amp;nbsp; przynosi powiew tak długo oczekiwanej wiosny. Pettson zabiera się żwawo do porządków w ogrodzie. Przygotowuje&amp;nbsp; grządki, sieje nasiona, sadzi ziemniaki. Findus realizuje własną rolniczą koncepcję: będzie sadził klopsiki, żeby było ich jeszcze więcej.&amp;nbsp; Naszym dzielnym farmerom nie dane będzie jednak cieszyć się plonami&amp;nbsp; ich ciężkiej pracy w ogrodzie.&amp;nbsp; Wśród zwierząt z zagrody znajdą się bowiem amatorzy&amp;nbsp; nasion, klopsików i sadzonek. Będzie sporo zamieszania,&amp;nbsp; pojawi się wątek detektywistyczny potraktowany z przymrużeniem oka i szczęśliwe zakończenie.&amp;nbsp; Może tylko kot Findus będzie niepocieszony, że stracił bezpowrotnie swoje ukochane klopsiki. Uroczy, czerwony drewniany domek Pettsona&amp;nbsp; nie jest może uosobieniem luksusu, ale kiedy czyta się książki&amp;nbsp; Nordqvista, chciałoby się wyrwać z betonowej dżungli i zamieszkać w tej&amp;nbsp; idyllicznej scenerii gdzieś na końcu świata. Sam pisarz jeszcze do niedawna mieszkał wraz z  rodziną w domu na wsi, z drewutnią i kurnikiem, w otoczeniu, jakie znamy z  jego książek. A jeśli uważnie przyjrzymy się zdjęciu autora i ilustracji sympatycznego Pettsona, to bez wątpienia dojrzymy pewne podobieństwo między pisarzem a jego literackim bohaterem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S6tiQu5xRSI/AAAAAAAACCk/rsxNgE0wc-E/s1600/findus1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S6tiQu5xRSI/AAAAAAAACCk/rsxNgE0wc-E/s320/findus1.jpg" width="276" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S6tiawfuYUI/AAAAAAAACCs/TRxwC7ygdWE/s1600/findus2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;br /&gt;Strona poświęcona książkom&amp;nbsp; &lt;a href="http://www.pettsonifindus.pl/index.html"&gt;Svena Nordqvista&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cykl książek Svena Nordqvista obejmuje siedem części:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Kiedy mały Findus się zgubił&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Tort urodzinowy&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Goście na Boże Narodzenie&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Polowanie na lisa&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Rwetes w&amp;nbsp;ogrodzie&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Minuta koguta&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Biedny Pettson&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wydawnictwo:&amp;nbsp; &lt;a href="http://www.mediarodzina.com.pl/autor/205/sven-nordqvist.html"&gt;Media Rodzina&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://selkar.pl/advanced_search_result.php?keywords=Sven+Nordqvist"&gt;Sven Nordqvist, seria o Pettsonie i Findusie&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; &lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-2706532535461373033?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/2706532535461373033/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/03/idylla-svena-nordqvista-pettson-i.html#comment-form' title='Komentarze (28)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/2706532535461373033'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/2706532535461373033'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/03/idylla-svena-nordqvista-pettson-i.html' title='Idylla Svena Nordqvista  (Pettson i Findus)'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S6miLRGpZGI/AAAAAAAACCA/LiDW-HsBghE/s72-c/sven_net.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>28</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-8214084945727604406</id><published>2010-03-19T01:01:00.021+01:00</published><updated>2010-07-08T00:57:53.088+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura iberoamerykańska'/><title type='text'>O seksie, szczęściu, sztuce i filozofii... Mario Vargas Llosa. Raj tuż za rogiem</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S6GEwmy8IkI/AAAAAAAAB98/rNB0-Ko_QLM/s1600-h/83-7301-346-6.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S6IokqfCMNI/AAAAAAAAB-M/mHJ7kAOPnHU/s1600-h/KIm+jeste%C5%9Bmy.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S6IokqfCMNI/AAAAAAAAB-M/mHJ7kAOPnHU/s1600-h/KIm+jeste%C5%9Bmy.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S6IokqfCMNI/AAAAAAAAB-M/mHJ7kAOPnHU/s1600-h/KIm+jeste%C5%9Bmy.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="145" src="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S6IokqfCMNI/AAAAAAAAB-M/mHJ7kAOPnHU/s400/KIm+jeste%C5%9Bmy.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S6IG8XB9BCI/AAAAAAAAB-E/lgpMCnkf5Gc/s1600-h/KIm+jeste%C5%9Bmy.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt; &lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Paul Gauguin &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Sk%C4%85d_przychodzimy%3F_Kim_jeste%C5%9Bmy%3F_Dok%C4%85d_zmierzamy%3F"&gt;Skąd przychodzimy? Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy?&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S6IoxekuKOI/AAAAAAAAB-U/Aw5Eh44xqSg/s1600-h/83-7301-346-6.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S6IoxekuKOI/AAAAAAAAB-U/Aw5Eh44xqSg/s320/83-7301-346-6.jpg" width="224" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak rodzi się wielka sztuka? Co leży u jej źródeł? Przypadek Paula  Gauguina i tysięcy wybitnych artystów potwierdzałby, że musieli oni  dotknąć dna, otrzeć się o piekło, zanurzyć się w szaleństwie, by ich  twórczość zyskała znamię geniuszu, boskości. Podziwiam ją, wzruszam się, doznaję euforii, unoszę się na  chwilę nad ziemią. Każde dzieło sztuki żyje jako odbłysk doznań, które  wywołuje w odbiorcy. Właśnie tak to postrzegam – dzieło sztuki staje się  żywe, gdy spotyka się w nim jego twórca i jego odbiorca. Dla mnie  najważniejsze jest to spotkanie. Dialog między nimi w obrazie, w  książce, w wierszu, w filmie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeglądam album z malarstwem Gauguina. Wpatruję się w jego obrazy i  próbuję odgadnąć, jakie kryją tajemnice. Co wprawiło w ruch wyobraźnię  artysty? Patrzę i widzę grę kolorów, form,  odkrywam kunszt w operowaniu  światłem, w portretowaniu postaci, w tworzeniu nastroju, metafory.  Na  czym polega geniusz  tworzenia?  Jak rodzi się odwaga kreowania i  rewolucjonizowania: sztuki, własnego życia, siebie, świata...  Zapytywałam o to Florę Tristan i Paula Gauguina, dwoje bohaterów "Raju  tuż za rogiem", których łączą więzy krwi: ona jest jego babką ze strony  matki. Zapytywałam nieustannie, w gorączce zdziwienia: jak to możliwe,  że ludzie są w stanie wyrwać siebie z korzeniami z dotychczasowego,  poukładanego życia, zmienić je o 360 stopni, by podążyć ze głosem  swojego powołania. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W przypadku Flory jej decyzja była skutkiem upokorzenia, jakiego  doświadczyła jako kobieta i jako człowiek. Porywcza, obdarzona  nieposkromioną, silną osobowością i żelaznym charakterem, nie potrafiła  żyć w jarzmie małżeństwa. Dla Flory małżeńskie obowiązki były źródłem  cierpienia i napawały ją wstrętem. Po latach porówna małżeństwo do  niewolnictwa, największej hańby ludzkości. Kiedy decyduje się opuścić  męża,  naraża się na powszechne potępienie i społeczną banicję –   kobieta, która porzuca dom, staje się w oczach prawa i świata gorzej niż  prostytutką, zbrodniarką ściganą przez policję. Flora ukrywa się przed  mężem. Wiele przecierpi, straci córeczkę, odebraną jej przez Chazala,  ale zyska wiedzę o sobie, hart ducha, nauczy się walczyć o swoją godność  i prawo do stanowienia o swoim ja. W sprzyjających okolicznościach  zacznie nadrabiać zaległości w wiedzy, pochłaniać książki, pisać własne,  a przede wszystkim pod wpływem rodzących się w pierwszej połowie XIX   wieku utopijnych systemów filozoficznych i dzięki inspiracji  saintsimonistów, fourrierystów i falansterianów – walczyć nie tylko o  prawo do szczęścia dla siebie, ale dla wszystkich zniewolonych i  gnębionych: kobiet, robotników, niewolników. Będzie podróżować od miasta  do miasta i głosić swoją wizję społecznej szczęśliwości, piętnowana  przez konserwatystów za swoje wywrotowe poglądy i bycie kobietą. Nawet  ci, o których prawa walczy, przyjmują jej wystąpienia sceptycznie. Nie  traktują poważnie słów rewolucjonistki w spódnicy. Flora nie zraża się  tym, wierzy, że może zmienić świat. Nie ma miejsca w jej życiu na miłość  i seks. Llosa przedstawia ją jako kobietę oschłą, której słowo seks  kojarzy się z jednym: z obrzydzeniem i ohydą. Z kopulacją. Z gwałtem.  Mężczyzna nie jest dla niej obiektem żądzy seksualnej, żaden mężczyzna.  Drogę do jej serca –  i łóżka – udaje się odnaleźć... kobiecie. Ale na  krótko, Flora bowiem nie potrafi pogodzić szczęścia osobistego z walką o  zbawienie ludzkości. Widząc nędzę, cierpienie i upokorzenie  najbiedniejszych, nieludzki wyzysk kobiet i dzieci pracujących w  fabrykach, porzuca Olimpię, dzięki której zaznała szczęścia i rozkoszy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zupełnie inną wizję raju ucieleśnia biografia Paula Gauguina. Młodość  przyszłego malarza nie zapowiada, że kiedykolwiek dane mu będzie  doświadczyć rozkoszy i trudu tworzenia. Jako dwudziestoparolatek zostaje  finansistą w jednej z najpotężniejszych firm w Paryżu. Poślubia Mattę  Gad, staje się przykładnym mężem i ojcem pięciorga dzieci. Robi karierę  na giełdzie i wraz  z rodziną przeprowadza się z jednego eleganckiego  domu do kolejnego wytwornego apartamentu, za każdym razem coraz bardziej  luksusowego. Ma wszystko, o czym marzy młody człowiek stojący u progu  życia: piękną żonę, rodzinę, dobrobyt, wysoki status społeczny i  powszechny podziw. Jest beniaminkiem swojego szefa. Ugania się za  klientami i za pieniędzmi...&lt;br /&gt;Cieniem na dzieciństwo Paula kładzie się tragedia jego matki. Aline,  córka Flory, "porzucona" przez matkę, całkowicie pochłoniętą walką o  zbawienie świata,  zostaje porwana przez  ojca,  który prawnie jest jej  opiekunem i nigdy nie zrezygnował ze swoich roszczeń. Samotna, z dala od  zaabsorbowanej swoją pasją społecznikowską matki, która co prawda  walczy o odzyskanie dziecka, ale bezskutecznie, umiera z tęsknoty za  nią, zżerana  poczuciem zdrady i odrzucenia. Molestowana przez ojca w  akcie zemsty na matce, nie może się otrząsnąć z tych tragicznych  doświadczeń. Paul żyje w cieniu jej smutku, coraz bardziej zamknięty w  sobie. &lt;br /&gt;Pod wpływem przyjaciela, wielbiciela sztuki i bohemy, w jego życie  zaczyna wkraczać malarstwo. Ogarnia go nieprzezwyciężone pragnienie  malowania. Nigdy nie uczył się rysunku, nigdy nie trzymał w ręku ołówka  do szkicowania i kartki do malowania. Nigdy nie był w galerii. Nigdy nie  rozmawiał o sztuce. Z miesiąca na miesiąc poddaje się coraz bardziej  nowej, nieznanej sile, która jak bakcyl ogarnia całe jego jestestwo. Z  czasem pragnie tylko jednego: chce... nie – musi, MUSI malować.  Opanowany dziwną gorączką, zaniedbuje pracę, rodzinę. Porzuca karierę i  zostaje artystą. Nikt nie kupuje jego obrazów, wszyscy się z niego  śmieją. Paul zmienia całkowicie swój wizerunek, zarówno zewnętrzny, jak i  wewnętrzny. Nosi się jak artysta, manifestując swoim sposobem ubierania  się przynależność do cyganerii. Cierpi biedę, żyje jak żebrak. Trawiony  gorączką twórczą, nie zważa na niepowodzenia i kpiny innych artystów.  Wie, jest tego pewien – jego powołaniem jest malarstwo. Kiedy poznajemy  Paula, właśnie przyjeżdża do Polinezji w poszukiwaniu raju. Z  retrospekcji snutych po mistrzowsku przez Llosę dowiadujemy się o  przeszłości Paula, o jego drodze do zostania artystą – a jednocześnie  wrakiem człowieka. Jakie granice może przekroczyć człowiek, poszukując  pełni swoich możliwości i wolności twórczej? Dla Paula rajem  wyzwalającym w artyście potencjał twórczy uśpiony pod wpływem  dekadenckiej kultury Zachodu jest pierwotna kultura Polinezji. Na Tahiti  Paul pragnie wyzwolić się spod wpływu starej sztuki i stworzyć nową,  wspanialszą. Otoczony dziką, pierwotną naturą, skąpaną w jaskrawym  świetle słońca, kipiącą od barw i bogactwa, pełną przepychu jaskrawych  kolorów, w otoczeniu prostych, nieskażonych cywilizacją mieszkańców  wyspy odnajduje w sobie dzikusa i atawistyczne instynkty, które czynią z  niego wolnego artystę. Celebruje swój potencjał twórczy poprzez wolność  – absolutną i bezgraniczną, poprzez wolny, swobodny seks. O swoich  obrazach powie, że "malował je spermą". "Żeby malować prawdziwie, trzeba  odrzucić otaczającą nas cywilizację i wydobyć z siebie to, co w nas  dzikie, co ukryte wewnątrz każdego z nas" [s. 29]. Aby odnaleźć w sobie  tę pierwotną energię i twórczy potencjał, przekracza wszelkie  konwenanse. Roznosi go seksualna energia i żywioł instynktów. Llosa  podkreśla mistyczny związek między twórczą ekspresją artysty a jego  libido. "Nigdy nie kochałeś się w taki sposób z twoją żoną, Paul, jak z  tamtymi Murzynkami o wielkich cyckach, zwierzęcych gardzielach i  nienasyconym łonie. Dlatego twoje malarstwo było dotąd tak blade i  sklerotyczne, konformistyczne i nieśmiałe" [s. 73]. Seks, oprócz  malarstwa, zajmuje w jego życiu ważne miejsce. Paul, w przeciwieństwie  do swojej babki,  czerpie z niego życiodajne siły i twórczy potencjał.  Ugania się za kilkunastoletnimi dziewczynkami, żyje z czternastolatkami,  uprawia miłość z prostytutkami, pociąga go nawet młody drwal, który  zafascynował Paula swoją  androgyniczną naturą. Skutkiem jego  nieokiełznanej aktywności seksualnej jest choroba weneryczna, która  rujnuje jego organizm.  W pogoni za dzikusem Paul łamie konwenanse,  wdaje się w bijatyki, uzależnia od alkoholu. Staje się uosobieniem  awanturnika, pijaka i erotomana. Próbując walczyć z chorobą, od której  jego nogi pokrywają się bolesnymi ranami, uzależnia się od laudanum i  opium. Stopniowo traci wzrok i władzę w nogach. Zaczyna chodzić o lasce,  cierpiąc fizycznie z powodu bólu kończyn. Cierpi również na zaniki  pamięci, miesza mu się umysł, Paul często popada w obłęd, a jeszcze  innym razem w odrętwienie. Paradoksalnie wolność zostaje okupiona  destrukcją, samotnością i odrzuceniem. Przejmujący jest opis agonii  Paula na Markizach, dokąd wyprawił się w poszukiwaniu raju na ziemi. To  prawdziwa perełka, podobnie jak opisy natchnienia, olśnienia – stanów, w  których Paul malował swoje najwybitniejsze obrazy. Ich interpretacje to  prawdziwy majstersztyk. W taki sposób może pisać tylko geniusz o innym  geniuszu. Urzekające, genialne, wspaniałe! Równie fascynująca jest  opowieść o relacji między Paulem i Vincentem Van Goghiem – trudnej,  skomplikowanej i destrukcyjnej przyjaźni, która doprowadziła do  samookaleczenia się Vincenta, w potem do jego samobójczej śmierci. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Llosa konfrontuje w powieści odmienne koncepcje szczęścia, sposoby  poszukiwania raju na ziemi, przeciwstawne postawy wobec seksu. Poprzez  skonfrontowanie ze sobą losów dwojga bohaterów udało mu się ukazać pogoń  za szczęściem z dwóch perspektyw - kobiecej, bardziej altruistycznej,  nastawionej na dawanie, a nie na branie, oraz męskiej, egoistycznej,  ukierunkowanej na zaspokajanie przez mężczyznę własnych potrzeb.  Odzwierciedla to również skrajnie różne podejście bohaterów do seksu.  Ona - seks traktuje jako formę zniewolenia, on - jako formę wyzwolenia.  Bardziej ludzki wydaje mi się Paul, mimo że wiele razy nie mogłam  zaakceptować jego erotycznych ekscesów i niepojętego dla mnie dążenia ku  samozagładzie (scena nieudanej próby samobójczej przez połknięcie  arszeniku, pijaństwo, choroba pustosząca jego organizm). Najbliżsi Flory  i Paula cierpią na skutek ich wyborów. W trakcie lektury często dawałam  wyraz swojemu zdziwieniu, że można być tak egoistycznym. Bo to był  egoizm: Flora zaniedbała swoją córkę, skazała ją na traumatyczne i  okrutne dzieciństwo. Dla Flory ważniejsza była jej działalność, jej  misja. I analogicznie Paul - wręcz nieludzkie było dla mnie porzucenie  rodziny i skazanie jej na biedę. Na pewno nie chciałabym być żoną Paula,  chociaż podziwiam jego sztukę. I nie chciałabym mieć takiej matki jak  Flora. A jednak... bez tych niuansów, których dotyka powieść Llosy, nie  byłaby ona tak porywająca, jaką mi się wydała podczas lektury.  Przejmująca była dla mnie samotność bohaterów, wyrastających ponad tłum i  odrzuconych przez społeczeństwo. Degrengolada artysty, który za życia  nie potrafi utrzymać się ze swojego malarstwa, ale nie umie, nie chce  się go wyrzec, ukochawszy swoją sztukę ponad wszystko. Za niepojętą dla  zwykłych śmiertelników wierność sobie bohaterowie ponoszą okrutną karę:  potępienie w oczach ludzkości i pogardę tłumów. Czy ja nimi pogardzam?  Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć. Momentami potępiam. I zarazem  podziwiam – gdyby nie kontrowersyjne, bulwersujące przeciętnych ludzi  wybory wybitnych jednostek, nie byłoby postępu, nie rozwijałaby się  sztuka, która rodzi się z napięcia duchowego i emocjonalnego szaleństwa.  Stagnacja duchowa, materialistyczny dobrobyt i sztuczny raj – tak jak  to zostało pokazane w "Nowym wspaniałym świecie" Huxleya – oto, co by  czekało ludzkość...      &lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Mario Vargas Llosa, Raj tuż za rogiem, tłum. Danuta Rycerz, Rebis 2003&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-8214084945727604406?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/8214084945727604406/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/03/o-seksie-szczesciu-sztuce-i-filozofii.html#comment-form' title='Komentarze (57)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/8214084945727604406'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/8214084945727604406'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/03/o-seksie-szczesciu-sztuce-i-filozofii.html' title='O seksie, szczęściu, sztuce i filozofii... Mario Vargas Llosa. Raj tuż za rogiem'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S6IokqfCMNI/AAAAAAAAB-M/mHJ7kAOPnHU/s72-c/KIm+jeste%C5%9Bmy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>57</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-998164378893104656</id><published>2010-03-16T15:45:00.022+01:00</published><updated>2010-06-22T16:14:58.828+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cała Polska czyta dzieciom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rodzinne czytanie'/><title type='text'>Wielkie problemy małych ludzi. Charlie i Lola (Rusza mi się ząb, ale nie chcę być szczerbata)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zębowa Wróżko? Gdzie się podziewałaś, gdy byłam mała? Dlaczego nikt mi nie powiedział, że istniejesz? Wracam myślami do dzieciństwa i próbuję sobie przypomnieć, czy otrzymałam pieniążek w zamian za pierwszy mleczny ząbek, który mi wypadł? Na pewno nie. Przecież takich przeżyć się nie zapomina. Owszem, pamiętam do dziś swoje obawy związane z wypadaniem mleczaków i potworne poczucie zagubienia. Nie wiedziałam, co się dzieje. Czy ktoś mnie za coś ukarał? Czy zrobiłam coś złego? Maluchy często mają poczucie winy, gdy dzieje się coś, czego nie rozumieją, a co je przeraża i wprawia w panikę. Tyle że ja nie miałam swojej wróżki Zębuszki. Okazuje się, że wróżki Zębuszki są bardzo pożyteczne. Ot, choćby taka&amp;nbsp;przełożona Zębowych Wróżek ze "Świata dysku" Terry&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Terry_Pratchett" style="color: black;" title="Terry Pratchett"&gt;’&lt;/a&gt;ego Pratchetta, odpowiedzialna za "wymianę" dziecięcych zębów na ankhmorporskie  dolary. Do ekwipunku przeciętnej wróżki Zębuszki należą: drabina, obcęgi, notesik z nazwiskami i adresami dzieci oraz sakiewka z monetami. Pojawia się na krótko w &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Wied%C5%BAmiko%C5%82aj" title="Wiedźmikołaj"&gt;Wiedźmikołaju&lt;/a&gt;. Tym bardziej muszę przeczytać tę powieść, by choć w namiastce zrekompensować sobie traumatyczne przeżycia z dzieciństwa. Wiem, wiem... to były inne czasy. Nowinki zza żelaznej kurtyny, tym bardziej ze świata magii, docierały do nas ze znacznym opóźnieniem.&amp;nbsp; Chociaż swoisty surrealizm, ale w&amp;nbsp; jakże absurdalnym i okrutnym wydaniu, mieliśmy wtedy na co dzień. Może w takiej rzeczywistości po prostu nie było miejsca dla wróżek, które rozdawały pieniążki w zamian za zęby... Być może uznano je za agentki kontrwywiadu i zabroniono im wykonywania na naszym terenie ich tradycyjnych działań. &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S599hh3nrDI/AAAAAAAAB9c/Rk4Lf1b4Rc8/s1600-h/book_422.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S599hh3nrDI/AAAAAAAAB9c/Rk4Lf1b4Rc8/s200/book_422.jpg" width="182" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W przeciwieństwie do czasów mojego dzieciństwa obecnie na rynku wydawniczym jest sporo propozycji na temat wypadania mleczaków adresowanych do małego czytelnika. W bibliotece natknęłyśmy się na książkę&amp;nbsp; Lauren Child z serii o sympatycznej parze rodzeństwa znanej z serialu telewizyjnego: Charliem i Loli. "Rusza mi się ząb, ale nie chcę być szczerbata!". Tytuł brzmi absurdalnie i tragikomicznie. Może z perspektywy dorosłego – tak. Ale dla malucha wkraczającego w okres "zrzucania skóry" wypadanie zębów to dopiero nie lada problem. Lola znajduje w tym trudnym okresie wsparcie w swoim starszym bracie, bardziej doświadczonym i znającym to skomplikowane zagadnienie z autopsji.&amp;nbsp; Autorka przy okazji opowieści o wielkich problemach małych ludzi&amp;nbsp; ukazuje wzajemne relacje między rodzeństwem. Starszy brat daje oparcie strapionej siostrzyczce, pociesza ją i&amp;nbsp; uspokaja. W sukurs przychodzą również Loli koledzy Charliego, opowiadając o swoich przygodach związanych z wypadaniem mleczaków. Mnożą się zatem historie nie tyle krwawe, ile raczej zabawne i prowokujące do śmiechu. Ale Lola buntuje się przeciw tej nieuniknionej kolei rzeczy. Dopóki... dopóki nie dowiaduje się o wróżce Zębuszce. Czym byłby świat bez czarów... Od kiedy dziewczynka usłyszała, że w zamian za mleczny ząbek otrzyma w darze od wróżki pieniążek, uszczęśliwiona snuje plany, na co go przeznaczy. Strach mija. Panika ustępuje radości. A że wydatków jest sporo, bo apetyt rośnie w miarę jedzenia i chciałoby się zakupić jak najwięcej wymarzonych zabawek, Lola z niecierpliwością wyczekuje na kolejne ruszające się mleczaki, tak aby mogła je spieniężyć u wróżki. Mali czytelnicy dowiedzą się ze szczegółami, jak przebiega "transakcja" wymiany ząbka na pieniążek. Tej zabawnej historii nie brakuje kolorów nie tylko za sprawą poczucia humoru, jakim wykazała się autorka książki, ale też dzięki barwnym, wyrazistym ilustracjom, stanowiącym ważny element historii. Szata graficzna rodem z&amp;nbsp; telewizyjnej kreskówki bez wątpienia przemawia do dziecięcej wyobraźni – Tatianka oczu nie może oderwać od tych lśniących kolorami, narysowanych "dziecięcą" kreską ilustracji. Dominują tu żywe, często skontrastowane ze sobą barwy, układając się w ekspresyjną wizualną opowieść. Opowiastka o sympatycznym rodzeństwie jest adaptacją animowanego  serialu, co objawia się poprzez prostotę języka, skrótowość, jeden główny wątek, któremu podporządkowana jest&amp;nbsp;  fabuła, dynamikę, oryginalność, przeniesienie akcentu z akcji na dialogi.&lt;br /&gt;Polecam książkę wszystkim maluszkom czekającym na swoją wróżkę Zębuszkę.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;Zainteresowanym tematem polecam też inne publikacje:&lt;br /&gt;&lt;h4 style="font-size: 12px; padding-top: 5px;"&gt;&lt;/h4&gt;&lt;div style="color: #660000;"&gt;Shirley Barber, Magiczna podróż z Zębową Wróżką, tłum. Dorota Graboń, Publicat&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S59M-bJ5ZgI/AAAAAAAAB9M/6tolkuJNowk/s1600-h/pd_137450.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S59M-bJ5ZgI/AAAAAAAAB9M/6tolkuJNowk/s200/pd_137450.jpg" width="140" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #660000;"&gt;Renata Piątkowska, Lemoniadowy ząb, wydawnictwo BIS&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S59NkI9dSSI/AAAAAAAAB9U/TieW-_GY2ow/s1600-h/pd_123432.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S59NkI9dSSI/AAAAAAAAB9U/TieW-_GY2ow/s320/pd_123432.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="color: #660000;"&gt;Paulette&amp;nbsp; Bourgeois, Franklin i wróżka Zębuszka, ilustr. Brenda Clark, tłum. Patrycja Zarawska, Debit&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5-imHsiCxI/AAAAAAAAB90/Js0lpnqEtGw/s1600-h/188664.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5-imHsiCxI/AAAAAAAAB90/Js0lpnqEtGw/s200/188664.jpg" width="178" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Iwona Radunz, Thomas Rohner, Moje zęby. Dlaczego są i jak należy o nie dbać!, tłum. Agata Janiszewska, Debit&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S59Hr41TbWI/AAAAAAAAB80/Ps0DZfFYDXc/s1600-h/BCBCaWhfgChBRMGSbHfP.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="199" src="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S59Hr41TbWI/AAAAAAAAB80/Ps0DZfFYDXc/s200/BCBCaWhfgChBRMGSbHfP.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S59Hj6OMacI/AAAAAAAAB8s/9NVhWxNcchs/s1600-h/THfeERQFJRkJjbBTBAUX.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="201" src="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S59Hj6OMacI/AAAAAAAAB8s/9NVhWxNcchs/s400/THfeERQFJRkJjbBTBAUX.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #660000;"&gt;&lt;h1 style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="color: black; font-size: 18px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h1&gt;&lt;br /&gt;Bartosz Niedziółka, Bajka o robaku zębowym, Colgate 2007 &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S59INwxouEI/AAAAAAAAB88/QdNVe7-MObg/s1600-h/robak_01.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S59INwxouEI/AAAAAAAAB88/QdNVe7-MObg/s320/robak_01.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #660000; text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;Jan Brzechwa, wiersz &lt;i&gt;Natka-Szczerbatka&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;--------------------------------------------&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #660000; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;span style="color: #783f04;"&gt;Lauren Child, Charlie i Lola. Rusza mi się ząb, ale nie chcę być szczerbata!, tłum. Ewa Rojewska,&amp;nbsp;&lt;/span&gt; &lt;a href="http://shop.mediarodzina.com.pl/catalogue/book/id/422/charlie-i-lola-rusza-mi-sie-zab-ale-nie-chce-byc-szczerbata"&gt;Media Rodzina&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;b&gt;Książki możesz kupić tutaj:&lt;/b&gt; &lt;a href="http://selkar.pl/advanced_search_result.php?keywords=+Charlie+i+Lola"&gt;seria &lt;i&gt;Charlie i Lola&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #660000; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-998164378893104656?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/998164378893104656/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/03/wielkie-problemy-maych-ludzi-charlie-i.html#comment-form' title='Komentarze (24)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/998164378893104656'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/998164378893104656'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/03/wielkie-problemy-maych-ludzi-charlie-i.html' title='Wielkie problemy małych ludzi. Charlie i Lola (Rusza mi się ząb, ale nie chcę być szczerbata)'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S599hh3nrDI/AAAAAAAAB9c/Rk4Lf1b4Rc8/s72-c/book_422.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>24</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-7810674415533780158</id><published>2010-03-15T00:26:00.080+01:00</published><updated>2010-03-22T19:20:56.484+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Haiku'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lirycznie'/><title type='text'>Haiku dla Robsana</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;dla&amp;nbsp;&lt;a href="http://haikurobsana.blogspot.com/2010/03/blog-post_14.html"&gt;Robsana&lt;/a&gt;, zamiast komentarza&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S6eyrWrdy6I/AAAAAAAACA4/b0ocmvr6p2g/s1600-h/kawa...jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="228" src="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S6eyrWrdy6I/AAAAAAAACA4/b0ocmvr6p2g/s320/kawa...jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;łyk poezji –&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;herbata stygnie&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;łodyga pary smukleje w ciemności&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;i&gt;zdjęcie&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.iso400.pl/details.php?image_id=4123&amp;amp;sessionid=ba6ad7304b017b0107a6a3fbdd4daecb"&gt;Janusz Popowski&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-7810674415533780158?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/7810674415533780158/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/03/haiku-dla-robsana.html#comment-form' title='Komentarze (23)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/7810674415533780158'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/7810674415533780158'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/03/haiku-dla-robsana.html' title='Haiku dla Robsana'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S6eyrWrdy6I/AAAAAAAACA4/b0ocmvr6p2g/s72-c/kawa...jpg' height='72' width='72'/><thr:total>23</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-1123674252839213452</id><published>2010-03-11T13:55:00.018+01:00</published><updated>2010-06-22T16:20:58.885+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cała Polska czyta dzieciom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rodzinne czytanie'/><title type='text'>Strachy na Lachy. Małgorzata Strzałkowska,  Wiersze, że aż strach!</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5jU4OXYT8I/AAAAAAAAB7s/zexE1u9-YSw/s1600-h/a30b4c9cf813f3f9316eef8dbd6f1208.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5jU4OXYT8I/AAAAAAAAB7s/zexE1u9-YSw/s200/a30b4c9cf813f3f9316eef8dbd6f1208.jpg" width="178" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #660000; text-align: justify;"&gt;Dorośli lubią się bać. Kochają horrory, filmy grozy,&amp;nbsp; frenetyczne historie o wampirach, duchach, wilkołakach, psychopatach. Uwielbiają ten dreszczyk grozy, który przebiega im po plecach podczas mrocznego seansu filmowego w ciemnym pokoju, przyprawiając o szybkie bicie serca z nadmiaru emocji i adrenaliny. Nie ma to jak raz na jakiś czas seansik&amp;nbsp; "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną".&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #660000; text-align: justify;"&gt;A dzieci?&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #660000; text-align: justify;"&gt;Nasza pociecha ma obsesję na punkcie POTWORÓW. Potwory są wszędzie. Czają się w pokoju pod stołem, chowają się pod łóżkiem, pod kołdrą, za plecami taty czy mamy. Najwięcej potworów gromadzi się w ciemności. Trudno mi jednoznacznie stwierdzić, co się kryje za tą&amp;nbsp; dziecięcą fascynacją światem potworów. Strach? Być może, zwłaszcza wieczorem. Ciekawość? Chęć eksperymentowania z nową zabawą? Próba wyzwolenia&amp;nbsp; dużej dawki silnych emocji? Prawdopodobnie wszystko po trochu. Skąd u mojego malucha taka obsesja...&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #660000; text-align: justify;"&gt;Zdaje się, że potwory zainspirowały ją w przedszkolu. Zaraziła się tą fascynacją od innych dzieci? Nie tylko... Spotkała też strachy w bajkach. Ale przede wszystkim&amp;nbsp; potwory&amp;nbsp; narodziły się w jej wyobraźni. Przecież każdy ma swojego potwora. &lt;/div&gt;&lt;div style="color: #660000; text-align: justify;"&gt;Strach ma wielkie oczy... Nic bardziej mylnego! Bo oto okazuje się, że stracha można przytulić! Małgorzata Strzałkowska podjęła bardzo udaną próbę oswojenia strachu nie tylko wierszem, ale też za pomocą niebanalnych ilustracji – kolaży. "Kolaże autorki, wyklejane we wtorki" – taki dopisek widnieje na stronie tytułowej książki. "Wiersze, że aż strach"... wcale nie straszą. Potwory i spółka wykreowane przez autorkę są kolorowe, pełne fantazji, a przede wszystkim są rozbrajające. W książce spotykamy COŚ STRASZNEGO z ulicy Batorego, BORDO MORDĘ, którego obłaskawił lord z Irlandii, CZAROWNICE, które nie pozwalają niszczyć lasów i nawołują do korzystania z makulatury, DIABŁY&amp;nbsp; z diabelskiego młyna, DUCHA z ponurego zamku, który na widok nieproszonych gości zwykł krzyczeć: "Rach! Ciach! Ciach!". Są tutaj jeszcze JĘDZE spod Swarzędza, POTWÓR z dziwną fryzurą, muzykalny SZARPACZ uzależniony od cza-czy, CZAROWNICA i BABA JAGA. A wszystkie strachy pokazane z humorem. Magdalena Strzałkowska posługuje się wierszem po mistrzowsku, łącząc zabawną opowiastkę z pełnym wdzięku i lekkości rymem, co nasunęło mi na myśl porównanie z twórczością Jana Brzechwy czy analogię z rymowankami Agnieszki Frączek, której również nieobce są strachy i potwory ("Poczet straszydeł strasznych straszliwie")&lt;b&gt;&lt;/b&gt;: &lt;/div&gt;&lt;blockquote style="color: #660000;"&gt;&lt;span class="art"&gt;&lt;b&gt;Baba Jaga zza komina &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;W moim domu za kominem&lt;br /&gt;Baba Jaga sobie mieszka, &lt;br /&gt;jest maleńka jak guziczek &lt;br /&gt;i w łupinie śpi orzeszka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałaby nastraszyć kogoś, &lt;br /&gt;bardzo groźne stroi minki, &lt;br /&gt;lecz czy można się przestraszyć &lt;br /&gt;takiej tyciej ociupinki?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Płacze sobie więc cichutko, &lt;br /&gt;Choć to przecież nie jej wina, &lt;br /&gt;Że jest taka maciupeńka &lt;br /&gt;Baba Jaga zza komina.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="color: #660000; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="art"&gt;Jaki byłby świat bez strachów? Aż strach sobie wyobrażać. "Bo przecież każdy ma swój kawałek cienia,/ Brak cienia jest dowodem nieistnienia...". Skąd my to znamy. Apologetom chowania dzieci pod kloszem, z dala od światłocienia życia, od jego złożonej natury, z którą prędzej czy później dziecku przyjdzie się zmierzyć, mówimy NIE. Warto rozmawiać z dziećmi o lęku, uczyć je konfrontować własną wyobraźnię z innymi wyobrażeniami na temat strachu. Strach został obłaskawiony i zrehabilitowany w literaturze, również tej dla dzieci. Na każdego potwora można znaleźć sposób, o czym przekonują zabawne wiersze Małgorzaty Strzałkowskiej.&amp;nbsp; Nie taki diabeł straszny, jak go malują...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote style="color: #660000;"&gt;&lt;div&gt;&lt;b&gt;Przytul stracha&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Strach ma strasznie wielkie oczy,&lt;br /&gt;strasznym wzrokiem wokół toczy....&lt;br /&gt;Lecz gdy go za uszkiem głaszczę,&lt;br /&gt;w śmieszny pyszczek zmienia paszczę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Coś dziwnego z nim się dzieje, &amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;łagodnieje i maleje,&lt;br /&gt;mruży swoje kocie oczy&lt;br /&gt;i w ogóle jest uroczy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Strach ma strasznie wielkie oczy,&lt;br /&gt;strasznym wzrokiem wokół&amp;nbsp; toczy,&lt;br /&gt;lecz ty dłużej się nie wahaj&lt;br /&gt;i po prostu przytul stracha!&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="color: #660000; text-align: justify;"&gt;Ta zabawna, mądra książka&amp;nbsp; została uhonorowana Nagrodą Literacką im. Kornela Makuszyńskiego.&amp;nbsp; Ja także jestem pod urokiem zaproponowanej małym czytelnikom przez autorkę&amp;nbsp; literackiej zabawy baśniowymi wątkami oraz pod wrażeniem fantasmagorii doskonale zharmonizowanych z tekstem ilustracji. Przytul stracha... "Kto dobrze wyje, ten długo żyje!"...&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #660000; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #660000; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: #660000;"&gt;Wydawnictwo:&amp;nbsp;&lt;/span&gt; &lt;a href="http://shop.mediarodzina.com.pl/catalogue/book/id/45"&gt;Media Rodzina&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://selkar.pl/wiersze_ze_az_strach_malgorzata_strzalkowska_p_116448.html"&gt;Małgorzata Strzałkowska, Wiersze, że aż strach!, Media Rodzina 2007&amp;nbsp;&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt; &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.biblionetka.pl/reviews.aspx?top=true"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-1123674252839213452?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/1123674252839213452/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/03/strachy-na-lachy-magorzata-strzakowska.html#comment-form' title='Komentarze (44)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/1123674252839213452'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/1123674252839213452'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/03/strachy-na-lachy-magorzata-strzakowska.html' title='Strachy na Lachy. Małgorzata Strzałkowska,  Wiersze, że aż strach!'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5jU4OXYT8I/AAAAAAAAB7s/zexE1u9-YSw/s72-c/a30b4c9cf813f3f9316eef8dbd6f1208.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>44</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-3434508137980901609</id><published>2010-03-09T10:09:00.030+01:00</published><updated>2010-06-22T16:14:45.187+02:00</updated><title type='text'>Magiczny świat ilustracji. Iwona Cała</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wczorajszy dzień upłynął nam pod znakiem miłych niespodzianek. Jedną z nich okazała się wizyta na naszym blogu pani &lt;a href="http://wpracowni.blogspot.com/l"&gt;Iwony Całej&lt;/a&gt;. Początkowo nie byłam pewna, czy to TA Iwona Cała. Długo przyglądałam się profilowi nowej obserwatorki naszego bloga. W końcu udało mi się dotrzeć do strony sygnowanej imieniem i nazwiskiem znanej nam bardzo dobrze ilustratorki książek dla dzieci. Ilustracje Iwony Całej znamy z kilku książek, które czytaliśmy wspólnie z Tatianką. O jednej pisaliśmy w poście zatytułowanym &lt;a href="http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/02/zabawy-lingwistyczne-berek-jezykowy.html"&gt;Zabawy lingwistyczne. Berek językowy&lt;/a&gt;, w którym omówiliśmy książkę Agnieszki Frączek "Berek literek, czyli psoty od A do Z". Ku naszej radości pani Iwona Cała zostawiła pod tym postem swój ślad! Pani Iwono, dziękujemy za odwiedziny i za komentarz. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Znakiem rozpoznawczym ilustracji pani Iwony są, jak to określił &lt;a href="http://bazyl3.blogspot.com/"&gt;Bazyl&lt;/a&gt; w komentarzu do postu o książce Agnieszki Frączek, "buźki z rumieńcami". Iwona Cała ilustrowała między innymi książki Agnieszki Frączek, Grzegorza Kasdepke, Beaty Ostrowickiej, Renaty Piątkowskiej, Ludwika Jerzego Kerna, Barbary Gawryluk. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5Yc1l1vv_I/AAAAAAAAB6E/hBfqzUw3B1Y/s1600-h/811c78d0bdfabf32c370bc0e594d0508.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5Yc1l1vv_I/AAAAAAAAB6E/hBfqzUw3B1Y/s320/811c78d0bdfabf32c370bc0e594d0508.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5YdCIsog-I/AAAAAAAAB6M/qG4YGtfdD94/s1600-h/cache.php.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5YdCIsog-I/AAAAAAAAB6M/qG4YGtfdD94/s200/cache.php.jpg" width="146" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5YdNcreD5I/AAAAAAAAB6U/IJUMHVW9ddw/s1600-h/kapitan_dalekomorskiej_wanny.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5YdNcreD5I/AAAAAAAAB6U/IJUMHVW9ddw/s200/kapitan_dalekomorskiej_wanny.jpg" width="137" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5YdVIGxL5I/AAAAAAAAB6c/mEXo-wZlWwg/s1600-h/ksiazka_67_54032.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5YdVIGxL5I/AAAAAAAAB6c/mEXo-wZlWwg/s200/ksiazka_67_54032.jpg" width="156" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5Ydfw_yk5I/AAAAAAAAB6k/sePeQAvCI94/s1600-h/ksiazka_83_8d9ba.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5Ydfw_yk5I/AAAAAAAAB6k/sePeQAvCI94/s200/ksiazka_83_8d9ba.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5YdpEVbJVI/AAAAAAAAB6s/zm0cqx_vsr4/s1600-h/ksiazka_93_3951a.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="198" src="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5YdpEVbJVI/AAAAAAAAB6s/zm0cqx_vsr4/s200/ksiazka_93_3951a.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5YdwNo58pI/AAAAAAAAB60/NhLxOPY1_VE/s1600-h/ksiazka_245_3893e.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="198" src="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5YdwNo58pI/AAAAAAAAB60/NhLxOPY1_VE/s200/ksiazka_245_3893e.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &lt;br /&gt;zdjęcia pochodzą z portali&amp;nbsp; &lt;a href="http://czasdzieci.pl/ksiazki/autor,112866-iwona_cala.html"&gt;czasdzieci.pl&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://www.gandalf.com.pl/b/z-piaskownicy-w-swiat/"&gt;gandalf.com.pl&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5YPXaDkVCI/AAAAAAAAB5M/-zErpnJk9CE/s1600-h/Berek-literek-czyli-psoty-od-A-do-Z_Agnieszka-Fraczek,images_product,19,978-83-7250-274-2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5YPXaDkVCI/AAAAAAAAB5M/-zErpnJk9CE/s320/Berek-literek-czyli-psoty-od-A-do-Z_Agnieszka-Fraczek,images_product,19,978-83-7250-274-2.jpg" width="314" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5YRqs9oy1I/AAAAAAAAB5s/oY8qMQfQl2o/s1600-h/Berek-literek-czyli-psoty-od-A-do-Z_Agnieszka-Fraczek,images_zdjecia,19,978-83-7250-274-2_2.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="202" src="http://3.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5YRqs9oy1I/AAAAAAAAB5s/oY8qMQfQl2o/s400/Berek-literek-czyli-psoty-od-A-do-Z_Agnieszka-Fraczek,images_zdjecia,19,978-83-7250-274-2_2.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5YR0phl4MI/AAAAAAAAB50/2WUNfNkdllQ/s1600-h/Berek-literek-czyli-psoty-od-A-do-Z_Agnieszka-Fraczek,images_zdjecia,19,978-83-7250-274-2_3.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="202" src="http://4.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5YR0phl4MI/AAAAAAAAB50/2WUNfNkdllQ/s400/Berek-literek-czyli-psoty-od-A-do-Z_Agnieszka-Fraczek,images_zdjecia,19,978-83-7250-274-2_3.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5YR8h5SO0I/AAAAAAAAB58/q-hvv2Qb6rI/s1600-h/Berek-literek-czyli-psoty-od-A-do-Z_Agnieszka-Fraczek,images_zdjecia,19,978-83-7250-274-2_4.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="202" src="http://1.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5YR8h5SO0I/AAAAAAAAB58/q-hvv2Qb6rI/s400/Berek-literek-czyli-psoty-od-A-do-Z_Agnieszka-Fraczek,images_zdjecia,19,978-83-7250-274-2_4.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;ilustracje pochodzą z portalu &lt;a href="http://merlin.pl/Berek-literek-czyli-psoty-od-A-do-Z_Agnieszka-Fraczek/browse/product/1,508586.html"&gt;merlinksiążki.pl&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-3434508137980901609?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/3434508137980901609/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/03/magiczny-swiat-ilustracji-iwona-caa.html#comment-form' title='Komentarze (38)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/3434508137980901609'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6241976842312464328/posts/default/3434508137980901609'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/03/magiczny-swiat-ilustracji-iwona-caa.html' title='Magiczny świat ilustracji. Iwona Cała'/><author><name>Jolanta</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/-rNw5WTStzSM/TqPa6XX_kAI/AAAAAAAAE90/2GvNcHVzU9g/s220/kapelusze%2B010-1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_uDig12dVhK4/S5Yc1l1vv_I/AAAAAAAAB6E/hBfqzUw3B1Y/s72-c/811c78d0bdfabf32c370bc0e594d0508.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>38</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6241976842312464328.post-4073535425326685699</id><published>2010-03-08T09:53:00.013+01:00</published><updated>2011-07-02T11:07:05.734+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lirycznie'/><title type='text'>Dla wszystkich Kobiet...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wszystkim Paniom, dziewczętom, kobietom i małym kobietkom składam najserdeczniejsze życzenia. Wam również dedykuję jeden z najpiękniejszych wierszy o kobietach:&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;"w Tobie ziemia"  Pablo Neruda&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mała&lt;br /&gt;różo,&lt;br /&gt;różyczko,&lt;br /&gt;czasami&lt;br /&gt;malutka i naga,&lt;br /&gt;jak gdybym cię mógł w jednej dłoni&lt;br /&gt;zmieścić,&lt;br /&gt;jakbym cię mógł tak złapać&lt;br /&gt;i do ust podnieść,&lt;br /&gt;aż&lt;br /&gt;nagle&lt;br /&gt;stopy moje dotkną twoich stóp i wargi twych ust:&lt;br /&gt;urosłaś,&lt;br /&gt;ramiona twoje wznoszą się jak wzgórza,&lt;br /&gt;piersi wędrują po mojej piersi,&lt;br /&gt;moje ramię ledwie zdoła cię objąć w pasie&lt;br /&gt;O linii wysmukłej niby księżyc na nowiu:&lt;br /&gt;w miłości rozpłynęłaś się jak woda morska:&lt;br /&gt;trudno mi zmierzyć najbardziej rozległe&lt;br /&gt;oczy całego nieba&lt;br /&gt;I do twych ust się schylam,&lt;br /&gt;aby pocałować ziemię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8w7WCEgXUzY/S5S6qxwJbmI/AAAAAAAAAD0/EC_sF-ZAaSQ/s1600-h/MAK1.jpeg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="265" src="http://3.bp.blogspot.com/_8w7WCEgXUzY/S5S6qxwJbmI/AAAAAAAAAD0/EC_sF-ZAaSQ/s400/MAK1.jpeg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Obrazek dawno temu znaleziony w sieci.&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6241976842312464328-4073535425326685699?l=zaksiazkowani.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zaksiazkowani.blogspot.com/feeds/4073535425326685699/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zaksiazkowani.blogspot
