Jedni kochają konie, inni ptaki, jeszcze inni zwierzęta różne. Ja natomiast od dziecka namiętnie pragnąłem posiadać książki.
Julian Apostata, Listy, 107
Kiedy byłam nastolatką, całe kieszonkowe wydawałam na książki. Mało tego, wysyłana przez mamę na zakupy do pobliskiego sklepu spożywczego, natychmiast po wyjściu z domu zapominałam o praktycznym celu mojej wyprawy i dawałam się prowadzić wewnętrznemu kompasowi na ulicę, przy której mieściła się księgarnia. W jej objęciach czułam się jak w jakimś magicznym, odległym od przyziemnych spraw świecie, a z każdej półki uwodziły mnie rzędy książek o kolorowych grzbietach, obiecując niezwykłą przygodę w świecie imaginacji. Objuczona kilkoma nowymi nabytkami, z ciężkim sercem, ale lekkim portfelem, wracałam do domu, opóźniając jak najdłużej moment spotkania z mamą. Droga dłużyła mi się niemiłosiernie. Żeby uwolnić się od złowrogich rozmyślań na temat konsekwencji, jakie niechybnie przyjdzie mi ponieść po dotarciu na miejsce, snułam wizje swojej przyszłości, wyobrażając sobie, że a to jestem pisarką, a to księgarzem, a to bibliotekarką, za każdym razem widząc siebie oczami wyobraźni w otoczeniu książek, które tyle dla mnie znaczyły. O skutkach namiętnych książkowych zakupów nie będę się rozwodzić, dodam jedynie, że wszystkie moje obietnice poprawy, składane w poczuciu winy i skruchy przed zatroskanym obliczem mamy, pękały jak bańka mydlana, gdy tylko okazja czyniła ze mnie książkożercę. W końcu mama przestała posyłać mnie na zakupy, a swoją namiętność do książek musiałam koić w takich miejscach, jak biblioteki i czytelnie, żałując, że nie mogę ukochanych lektur zatrzymać na zawsze.
Kiedy byłam studentką, musiałam dokonywać dramatycznych wyborów: książka albo kolacja (lub obiad!), książka albo kino, książka albo teatr... Z braku funduszy, ze świadomością, że stypendium i finansowe wsparcie rodziców musi mi wystarczyć na opłacenie akademika, na życie i na porywy ducha, pokrzepiałam się lekturą książek wypożyczanych z biblioteki tudzież czytanych łapczywie podczas wizyt w księgarni, które przeobrażały się w swoisty rytuał, godny takiej oto refleksji:
Mnie bardzo buduje, gdy widzę w księgarniach, że młodzież siedzi sobie na jakimś plecaku, na ziemi, pod regałami. I czyta książki, bo nie ma na nie pieniędzy. I być może siedzi tam także dlatego, że ma nadzieję na spotkanie kogoś, kto też będzie tak siedział z książką, i okaże się, że to jest właśnie ta druga połówka jabłka. I potem będą opowiadać wnukom, że miłość swojego życia spotkali w księgarni [Magda Umer].
Na studiach odkryłam magię antykwariatów. Tutaj panował inny klimat niż w księgarni. Przesycony zapachem starych, wysłużonych kartek, pięknych, choć zniszczonych książek czule strzeżonych przez antykwariusza, ze wzrokiem ukrytym za szkłami okularów, mającego baczenie na wszystko, co się dzieje w jego książkowym bastionie.
Każda znajdująca się tu książka, każdy tom, posiadają własną duszę. I to zarówno duszę tego, kto daną książkę napisał, jak i dusze tych, którzy tę książkę przeczytali i tak mocno ją przeżyli, że zawładnęła ich wyobraźnią [Carlos Ruiz Zafón "Cień wiatru (Cmentarz Zapomnianych książek)].
Polubiłam intymną atmosferę takich miejsc, tym bardziej że dzisiejsze księgarnie coraz częściej przypominają supermarkety, co potwierdzają również inni: jakiś czas temu na blogu
Kasi.eire rozgorzała bardzo ciekawa
dyskusja na temat ulubionych księgarń, zarówno tych realnych, jak i wirtualnych. Z wypowiedzi Kasi oraz komentarzy do jej notatki można wysnuć wniosek, że trudno o taką księgarnię, która spełniałaby oczekiwania większości zdeklarowanych miłośników książek. Padały rozmaite zarzuty: najczęściej dotyczyły one nieprofesjonalizmu osób pracujących w księgarniach, ich niekomunikatywności i niekompetencji oraz bezosobowego charakteru współczesnych księgarń, którym bliżej do domów towarowych niż do miejsc sprzyjającym molom książkowym spragnionym kontaktu z prawdziwymi pasjonatami.
Kiedy przeczytałam powieść "Cień wiatru" Carlosa Ruiza Zafóna, zakochałam się w obrazie księgarenki, prowadzonej przez ojca głównego bohatera. Zawsze marzyłam, żeby znaleźć się w takim miejscu. W otoczeniu książek, gromadzonych z pasją przez właściciela księgarni, traktowanych z największym pietyzmem i miłością. Dla mnie ojciec Daniela to ideał księgarza. Podejrzewam, że księgarń z prawdziwego zdarzenia jest coraz mniej, o ile w ogóle się jeszcze takie zachowały w dobie coraz liczniejszych księgarni wysyłkowych.
A jeśli mowa o księgarniach internetowych, pierwszą taką księgarnią, którą się zachłysnęłam, był
Merlin.pl. Do czasu. Kilkakrotnie zraziłam się tym, że na przesyłkę czekałam ponad tydzień. Zdarzyła się i taka sytuacja, że zamówiłam książkę, czekałam tydzień na przesyłkę, po czym otrzymałam informację, że zamówionej książki nie ma w danym momencie i trzeba na nią jeszcze poczekać. Nie ukrywam, że mój entuzjazm nieco ostygł.
Empik.com – na ile zdążyłam się zorientować – również każe dość długo oczekiwać klientom na przesyłkę. A ja nie lubię czekać na książki! Tak długo!? Pod tym względem jestem niepoprawnie niecierpliwa.
Przypadkowo odkryłam księgarnię, która zaskoczyła mnie błyskawiczną dostawą zamówionych książek:
Selkar.pl. Dwa dni. Tyle najdłużej oczekiwałam na przesyłkę. Innym atutem tej księgarni są znacznie niższe ceny. Można zaoszczędzić nawet do 8–10 złotych na książce. Moja współpraca z tą księgarnią zaczęła się od
konkursu na najciekawszą recenzję miesiąca. Można wygrać bon na książki w wysokości 100 złotych. Wydaje mi się, że nagroda jest dość atrakcyjna. A to nie wszystkie konkursy. Obecnie trwają trzy konkursy oprócz już wspomnianego wcześniej (na najlepszą recenzje miesiąca):
Szczegóły konkursów na stronie księgarni
Selkar.pl.
Jestem ciekawa Waszych przemyśleń dotyczących księgarni. Czy macie jakieś swoje ulubione książkowe zakątki?
I jeszcze obiecany stosik, który zawdzięczam księgarni Selkar.pl, BiblioNETce, Zakamarkom i wydawnictwu Świat Książki, a to za sprawą zwycięstw w kilku konkursach na najlepsze recenzje:
1) Rabih Alameddine "Hakawati. Mistrz opowieści", Znak
2) Annie Barrows, Mary Ann Shaffer "Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z
Kartoflanych Obierek", Świat Książki
3) Michal Viewegh "Aniołowie dnia powszedniego", Prószyński i S-ka
4) Linda Olsson "Niech wieje dobry wiatr", Inna Strona
5) Ulf Stark "Czy umiesz gwizdać, Joanno?, Zakamarki
6) Astrid Lindgren "Dzień Dziecka w Bullerbyn", Zakamarki
7) Pija Lindenbaum "Igor i lalki", Zakamarki
Ukoronowaniem stosiku jest przeurocza, stylowa zakładka do książek, haftowana własnoręcznie przez
Aeljot. Agnieszko, bardzo, bardzo dziękuję!!!