11 marca 2010

Przytul stracha [Małgorzata Strzałkowska, "Wiersze, że aż strach!"]

Dorośli lubią się bać. Kochają horrory, filmy grozy,  frenetyczne historie o wampirach, duchach, wilkołakach, psychopatach. Uwielbiają ten dreszczyk grozy, który przebiega im po plecach podczas mrocznego seansu filmowego w ciemnym pokoju, przyprawiając o szybkie bicie serca z nadmiaru emocji i adrenaliny. Nie ma to jak raz na jakiś czas seansik  "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną". 
A dzieci?
Nasza pociecha ma obsesję na punkcie POTWORÓW. Potwory są wszędzie. Czają się w pokoju pod stołem, chowają się pod łóżkiem, pod kołdrą, za plecami taty czy mamy. Najwięcej potworów gromadzi się w ciemności. Trudno mi jednoznacznie stwierdzić, co się kryje za tą  dziecięcą fascynacją światem potworów. Strach? Być może, zwłaszcza wieczorem. Ciekawość? Chęć eksperymentowania z nową zabawą? Próba wyzwolenia  dużej dawki silnych emocji? Prawdopodobnie wszystko po trochu. Skąd u mojego malucha taka obsesja...
Zdaje się, że potwory zainspirowały ją w przedszkolu. Zaraziła się tą fascynacją od innych dzieci? Nie tylko... Spotkała też strachy w bajkach. Ale przede wszystkim  potwory  narodziły się w jej wyobraźni. Przecież każdy ma swojego potwora.
Strach ma wielkie oczy... Nic bardziej mylnego! Bo oto okazuje się, że stracha można przytulić! Małgorzata Strzałkowska podjęła bardzo udaną próbę oswojenia strachu nie tylko wierszem, ale też za pomocą niebanalnych ilustracji – kolaży. "Kolaże autorki, wyklejane we wtorki" – taki dopisek widnieje na stronie tytułowej książki. "Wiersze, że aż strach"... wcale nie straszą. Potwory i spółka wykreowane przez autorkę są kolorowe, pełne fantazji, a przede wszystkim są rozbrajające. W książce spotykamy COŚ STRASZNEGO z ulicy Batorego, BORDO MORDĘ, którego obłaskawił lord z Irlandii, CZAROWNICE, które nie pozwalają niszczyć lasów i nawołują do korzystania z makulatury, DIABŁY  z diabelskiego młyna, DUCHA z ponurego zamku, który na widok nieproszonych gości zwykł krzyczeć: "Rach! Ciach! Ciach!". Są tutaj jeszcze JĘDZE spod Swarzędza, POTWÓR z dziwną fryzurą, muzykalny SZARPACZ uzależniony od cza-czy, CZAROWNICA i BABA JAGA. A wszystkie strachy pokazane z humorem. Magdalena Strzałkowska posługuje się wierszem po mistrzowsku, łącząc zabawną opowiastkę z pełnym wdzięku i lekkości rymem, co nasunęło mi na myśl porównanie z twórczością Jana Brzechwy czy analogię z rymowankami Agnieszki Frączek, której również nieobce są strachy i potwory ("Poczet straszydeł strasznych straszliwie"):
Baba Jaga zza komina
W moim domu za kominem
Baba Jaga sobie mieszka,
jest maleńka jak guziczek
i w łupinie śpi orzeszka.

Chciałaby nastraszyć kogoś,
bardzo groźne stroi minki,
lecz czy można się przestraszyć
takiej tyciej ociupinki?

Płacze sobie więc cichutko,
Choć to przecież nie jej wina,
Że jest taka maciupeńka
Baba Jaga zza komina.
Jaki byłby świat bez strachów? Aż strach sobie wyobrażać. "Bo przecież każdy ma swój kawałek cienia,/ Brak cienia jest dowodem nieistnienia...". Skąd my to znamy. Apologetom chowania dzieci pod kloszem, z dala od światłocienia życia, od jego złożonej natury, z którą prędzej czy później dziecku przyjdzie się zmierzyć, mówimy NIE. Warto rozmawiać z dziećmi o lęku, uczyć je konfrontować własną wyobraźnię z innymi wyobrażeniami na temat strachu. Strach został obłaskawiony i zrehabilitowany w literaturze, również tej dla dzieci. Na każdego potwora można znaleźć sposób, o czym przekonują zabawne wiersze Małgorzaty Strzałkowskiej.  Nie taki diabeł straszny, jak go malują...
Przytul stracha
Strach ma strasznie wielkie oczy,
strasznym wzrokiem wokół toczy....
Lecz gdy go za uszkiem głaszczę,
w śmieszny pyszczek zmienia paszczę.

Coś dziwnego z nim się dzieje,                        
łagodnieje i maleje,
mruży swoje kocie oczy
i w ogóle jest uroczy!

Strach ma strasznie wielkie oczy,
strasznym wzrokiem wokół  toczy,
lecz ty dłużej się nie wahaj
i po prostu przytul stracha!
Ta zabawna, mądra książka  została uhonorowana Nagrodą Literacką im. Kornela Makuszyńskiego.  Ja także jestem pod urokiem zaproponowanej małym czytelnikom przez autorkę  literackiej zabawy baśniowymi wątkami oraz pod wrażeniem fantasmagorii doskonale zharmonizowanych z tekstem ilustracji. Przytul stracha... "Kto dobrze wyje, ten długo żyje!"...


9 marca 2010

Magiczny świat ilustracji. Iwona Cała

Wczorajszy dzień upłynął nam pod znakiem miłych niespodzianek. Jedną z nich okazała się wizyta na naszym blogu pani Iwony Całej. Początkowo nie byłam pewna, czy to TA Iwona Cała. Długo przyglądałam się profilowi nowej obserwatorki naszego bloga. W końcu udało mi się dotrzeć do strony sygnowanej imieniem i nazwiskiem znanej nam bardzo dobrze ilustratorki książek dla dzieci. Ilustracje Iwony Całej znamy z kilku książek, które czytaliśmy wspólnie z Tatianką. O jednej pisaliśmy w poście zatytułowanym Zabawy lingwistyczne. Berek językowy, w którym omówiliśmy książkę Agnieszki Frączek "Berek literek, czyli psoty od A do Z". Ku naszej radości pani Iwona Cała zostawiła pod tym postem swój ślad! Pani Iwono, dziękujemy za odwiedziny i za komentarz.
Znakiem rozpoznawczym ilustracji pani Iwony są, jak to określił Bazyl w komentarzu do postu o książce Agnieszki Frączek, "buźki z rumieńcami". Iwona Cała ilustrowała między innymi książki Agnieszki Frączek, Grzegorza Kasdepke, Beaty Ostrowickiej, Renaty Piątkowskiej, Ludwika Jerzego Kerna, Barbary Gawryluk.














   
zdjęcia pochodzą z portali  czasdzieci.pl i gandalf.com.pl



















ilustracje pochodzą z portalu merlinksiążki.pl

8 marca 2010

Dla wszystkich Kobiet...

Wszystkim Paniom, dziewczętom, kobietom i małym kobietkom składam najserdeczniejsze życzenia. Wam również dedykuję jeden z najpiękniejszych wierszy o kobietach:

"w Tobie ziemia" Pablo Neruda

Mała
różo,
różyczko,
czasami
malutka i naga,
jak gdybym cię mógł w jednej dłoni
zmieścić,
jakbym cię mógł tak złapać
i do ust podnieść,
aż
nagle
stopy moje dotkną twoich stóp i wargi twych ust:
urosłaś,
ramiona twoje wznoszą się jak wzgórza,
piersi wędrują po mojej piersi,
moje ramię ledwie zdoła cię objąć w pasie
O linii wysmukłej niby księżyc na nowiu:
w miłości rozpłynęłaś się jak woda morska:
trudno mi zmierzyć najbardziej rozległe
oczy całego nieba
I do twych ust się schylam,
aby pocałować ziemię.


















Obrazek dawno temu znaleziony w sieci.

6 marca 2010

Lingwistyka stosowana

***
Próby zachęcenia naszej latorośli do podejmowania czynności samoobsługowych przynoszą czasem zaskakujące i komiczne efekty. Nie dalej jak wczoraj długo namawiałam Tatiankę do umycia buzi i rączek po bardzo twórczej sesji malarskiej. Nasza pociecha, demonstrując na policzkach tu i ówdzie iście ekspresjonistyczne fantazmaty, opierała się dość skutecznie  moim higienicznym inwigilacjom, ale ostatecznie autorytet rodzicielski zatriumfował.
Pojawiły się jednak pewne przeszkody, które stanęły na drodze do samodzielnego wykonania maminej prośby.
– Mamo, nie mogę zapalić światła – poinformowało mnie nasze umorusane maleństwo.
Pomogłam.
Tatianka dość ochoczo zainstalowała się w łazience...
Po chwili usłyszałam dobiegającą stamtąd skargę:
– Mamo, nie mogę zapalić wody...

***
Dzisiejszy poranek. Śniadanie. W pewnym momencie Grzegorz, chcąc wygospodarować sobie nieco więcej miejsca przy stole, przesunął odrobinę krzesło z siedzącą nań Tatianką.
Nasza pociecha natychmiast ten manewr skomentowała z adekwatną do sytuacji powagą:
– Jestem przesunięta.

3 marca 2010

Trwaj, chwilo, trwaj...

Nazbierało się kilka powodów do radości. Dzisiaj rano zakochałam się w pewnej piosence, która dodała mi skrzydeł i sprawiła, że dzień upłynął mi pod znakiem cudownej lekkości bytu:



Żeby tego było mało, właśnie dowiedziałam się, że moja recenzja wygrała w konkursie na recenzję miesiąca organizowanym przez Selkar.pl, dzięki czemu otrzymałam bon na zakupy w księgarni internetowej i w ramach wygranej wybrałam książkę Umberto Eco "Historia piękna" (wydawnictwo Rebis).  Chyba nie mogłam wybrać lepiej? O posiadaniu tej książki marzę od dawna, a teraz mogę to pragnienie zrealizować. Na pewno nie jest to publikacja do jednorazowej lektury, przynajmniej tak wnioskuję, czytając notę wydawcy tej książki: 
"Książka ta, choć ilustrowana stoma arcydziełami wszech czasów, nie jest kompendium wiedzy o sztuce. Obrazy, podobnie jak cytaty z dzieł literackich, od Pitagorasa po teksty współczesne, odzwierciedlają zróżnicowane pojęcia piękna, jakie pojawiały się na przestrzeni dziejów. Książka ilustruje, jak pojmowano piękno natury, kwiatów, zwierząt, ciała ludzkiego, gwiazd, proporcji matematycznych, światła, drogocennych kamieni, Boga, wreszcie - szatana. Na podstawie tekstów filozofów, pisarzy, uczonych, mistyków i teologów oraz świadectw artystów można się także zorientować, jak odczuwał piękno zwykły, przeciętny człowiek. Okazuje się, że nie tylko w różnych epokach, ale nawet w obrębie tej samej kultury ścierały się ze sobą różnorodne pojęcia na temat piękna. Czytelnik sam może się przekonać, czy w tak odmiennych swych przejawach koncepcja piękna zachowała pewne cechy stałe. Bez wątpienia przeżyje przy tym pasjonującą przygodę estetyczną i intelektualną".
No i jak tu nie cieszyć się jak dziecko... Czekam na przesyłkę i słucham, słucham, słucham...

Elżbieta Adamiak, Adam Nowak
  Trwaj, chwilo, trwaj...

Nim ostatni raz w milczeniu gwiazd
mrok snem uderzy w gong miesiąca
nim się rozpłynie w teatr cieni
w pierwszych promieniach słońca
zanim się rozum z drzemki zbudzi
dajmy się, dajmy się ponieść, dajmy się ponieść
żądz powodzi

Trwaj, chwilo trwaj, jesteś taka piękna
dziś tylko głupcy śpią
Ta noc uderzy nam do głów
upijmy się nią
Porwij nas, porwij rzeko zmysłów wezbrana
Niech się w tym pędzie zabliźni sumienia rana

I w tęsknot grze, w zmysłowym śnie, niech się objawi tajemnica
Witaj w krainie wiecznej przyjemności!
Wystarczy otrzeć się o zło, wystarczy otrzeć się o zło
A zło już tak nie złości…


z płyty Elżbiety Adamiak "Zbieram siebie", 
słowa Przemysław Dakowicz, 
aranżacja Jacek Skowroński i Andrzej Pawlukiewicz

1 marca 2010

O Szymborskiej bez przesady [Chwilami życie bywa znośne, TVN]


 
Film o Szymborskiej zauroczył mnie i rozbawił. Na blogu Biała Fabryka ktoś napisał w komentarzu, że ten program to banał. A ja jestem pod urokiem tego "banału"; według mnie realizacja miała na celu pokazać noblistkę jako zwykłego, choć nie zwyczajnego człowieka. Film nie rościł sobie pretensji do bycia wielką antropologiczną rozprawą o wybitnej poetce. Lekki, pozbawiony nadęcia, patosu i silenia się na wielkość. Momentami rozbrajający.  I właśnie taką Szymborską zobaczyłam. Skromną, ze swoimi uroczymi, rozbrajającymi fanaberiami i nawykami. Szymborską sprowadzoną z piedestału, na którym nie jest jej wygodnie i który jej doskwiera. A jednocześnie kobietę nietuzinkową, mądrą, obdarzoną błyskotliwym poczuciem humoru i charyzmą. Nagroda Nobla – jak stwierdził żartobliwie Jerzy Pilch – podzieliła jej życie na dwa etapy: przed katastrofą i po katastrofie. To prestiżowe wyróżnienie – przynajmniej ja tak zrozumiałam – wywarło na nią olbrzymią presję. Przez dwa lata od jego otrzymania nic nie napisała. Poetka nie lubi tłumów, unika medialnego rozgłosu, wywiady ją męczą i często nie wie, co odpowiedzieć na zadawane jej pytania (to opinia Joanny Szczęsnej, dziennikarki i znajomej poetki). Ale ma grono – bardzo ścisłe – zaufanych przyjaciół, wobec których pozostaje lojalna i wierna. Z każdej podróży przywozi swoim znajomym jakiś upominek; ich wręczanie sprawia jej ogromną frajdę. Właśnie na szlaku podróży po Europie, można by rzec – podróży marzeń, została pokazana Szymborska. Widzimy ją pod tablicami z dziwnymi nazwami miejscowości; poetka uwielbia się fotografować w takich miejscach. Wiele z tych miejscowości pojawia się w jej limerykach. Jednym z najważniejszych punktów tej peregrynacji jest miasto Limerick w Irlandii, od którego pochodzi nazwa gatunku poetyckiego znanego jako limeryk. Limeryk to żartobliwy wiersz, oparty na groteskowym, absurdalnym dowcipie, mający charakter igraszki słownej, wiążący się zwykle z jakimś nazwiskiem lub nazwą miejscowości, groteskowa miniatura o skodyfikowanej budowie:
* pięć wersów o stałej liczbie sylab akcentowanych,
* układ rymów aabba, zwykle żeńskich,
* trzeci i czwarty wers krótsze od pozostałych (zwykle o 2–3 sylaby akcentowane),
* nazwa geograficzna w klauzuli pierwszego wersu (podstawa rymu a). 
Miłosz nie przyznawał się ponoć do tego, że napisał limeryk, bo to nie jest wielka twórczość. A Szymborska pisuje limeryki i nie wstydzi się przyznać do tego, że uprawia tzw. plugawą poezję, mało tego, możemy się przy niej zaśmiewać podczas lektury tomiku "Rymowanki dla dużych dzieci" jej autorstwa:


Pewien młody wikary w Lozannie
Lubił chodzić w rozpiętej sutannie.
Lecz na widok kardynała
Gasła w nim fantazja cała
I zapinał się starannie.

albo:

Raz pewna dama w Lubomierzu
Tarzała swego gacha w pierzu.
"Czemu to czynisz?" – jęczał gach,
A ona na to dictum: "Ach,
zbyt goły jesteś, Kazimierzu..."

Poetka marzyła o spotkaniu z trzema osobami: Woodym Allenem, Vacłavem Havlem, Jane Goodall. W filmie pojawiają się te podziwiane przez noblistkę postaci. Każda z nich opowiada o swoich wrażeniach związanych z poezją i osobą noblistki. Ujął mnie zwłaszcza Woody Allen, poruszony takim wyróżnieniem. Reżyser ceni poezję Szymborskiej; wypowiadał się o poetce ciepło i z sympatią. Szymborska lubi przygotowywać swoim znajomym wyklejanki, takie swoiste kolaże z wycinków z gazet, które układają  się w zabawną opowieść o obdarowywanym. Allen, otrzymawszy taki niecodzienny upominek, był wzruszony. Autentycznie. Być może to kokieteria, ale mistrz autoironii powiedział, że ten prezent, to wyróżnienie więcej dla niego znaczy niż statuetki, o które zabijają się gwiazdy. O poetce wypowiadali się także m.in. filozof i pisarz Umberto Eco, polscy pisarze i poeci, przyjaciele i znajomi noblistki Jerzy Pilch, Ewa Lipska, Bronisław Maj, Michał Rusinek. Byłam zaskoczona, gdy okazało się, że poetka uwielbia kicz. Od lat gromadzi najprzeróżniejsze bibeloty i potrafi się nimi zachwycać jak dziecko. Jerzy Pilch z wyrozumiałym uśmiechem stwierdził, że tak genialna poetka ma do tego prawo, choć on nie ocenia tej fanaberii Szymborskiej i się pod nią nie podpisuje. I oto pojawia się paradoks; noblistka, która hołduje kiczowatym drobiazgom, jednocześnie niefrasobliwie traktuje nagrodę otrzymaną od komitetu noblowskiego. Nie pamięta, gdzie ją schowała. W końcu po żmudnych poszukiwaniach okazało się, że trzyma medal w jednej z górnych szuflad w swoim mieszkaniu, ale w której... to już nie miało znaczenia. Czy to takie ważne? No cóż, przyznaję, że nie tak to sobie wyobrażałam. Sądziłam, że TAKIE nagrody trzyma się gdzieś na honorowym miejscu. Byłoby szkoda, gdyby nagroda zapodziała się gdzieś na dobre. Szymborska nie unika też rozmowy o swoim młodzieńczym socrealistycznym epizodzie poetyckim. Dla mnie ten epizod jest nieważny. Lubię jej poezję, a po tym filmie polubiłam również autorkę, nie tylko jako wielką poetkę, ale też jako interesującego, skromnego, sympatycznego człowieka, który z dystansem odnosi się do swojej "wielkości". Żałowałam, że reklamy co chwila przerywały emisję filmu. Jak zahipnotyzowana, nie mogłam się doczekać, kiedy będę mogła oglądać go dalej...
Niejaka Jolanta ze Śląska
Krzyknęła: oto Szymborska!
Film obejrzała,
Recenzję spisała.
Niech czyta ją "cała Polska". ;-D