11 marca 2010

Przytul stracha [Małgorzata Strzałkowska, "Wiersze, że aż strach!"]

Dorośli lubią się bać. Kochają horrory, filmy grozy,  frenetyczne historie o wampirach, duchach, wilkołakach, psychopatach. Uwielbiają ten dreszczyk grozy, który przebiega im po plecach podczas mrocznego seansu filmowego w ciemnym pokoju, przyprawiając o szybkie bicie serca z nadmiaru emocji i adrenaliny. Nie ma to jak raz na jakiś czas seansik  "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną". 
A dzieci?
Nasza pociecha ma obsesję na punkcie POTWORÓW. Potwory są wszędzie. Czają się w pokoju pod stołem, chowają się pod łóżkiem, pod kołdrą, za plecami taty czy mamy. Najwięcej potworów gromadzi się w ciemności. Trudno mi jednoznacznie stwierdzić, co się kryje za tą  dziecięcą fascynacją światem potworów. Strach? Być może, zwłaszcza wieczorem. Ciekawość? Chęć eksperymentowania z nową zabawą? Próba wyzwolenia  dużej dawki silnych emocji? Prawdopodobnie wszystko po trochu. Skąd u mojego malucha taka obsesja...
Zdaje się, że potwory zainspirowały ją w przedszkolu. Zaraziła się tą fascynacją od innych dzieci? Nie tylko... Spotkała też strachy w bajkach. Ale przede wszystkim  potwory  narodziły się w jej wyobraźni. Przecież każdy ma swojego potwora.
Strach ma wielkie oczy... Nic bardziej mylnego! Bo oto okazuje się, że stracha można przytulić! Małgorzata Strzałkowska podjęła bardzo udaną próbę oswojenia strachu nie tylko wierszem, ale też za pomocą niebanalnych ilustracji – kolaży. "Kolaże autorki, wyklejane we wtorki" – taki dopisek widnieje na stronie tytułowej książki. "Wiersze, że aż strach"... wcale nie straszą. Potwory i spółka wykreowane przez autorkę są kolorowe, pełne fantazji, a przede wszystkim są rozbrajające. W książce spotykamy COŚ STRASZNEGO z ulicy Batorego, BORDO MORDĘ, którego obłaskawił lord z Irlandii, CZAROWNICE, które nie pozwalają niszczyć lasów i nawołują do korzystania z makulatury, DIABŁY  z diabelskiego młyna, DUCHA z ponurego zamku, który na widok nieproszonych gości zwykł krzyczeć: "Rach! Ciach! Ciach!". Są tutaj jeszcze JĘDZE spod Swarzędza, POTWÓR z dziwną fryzurą, muzykalny SZARPACZ uzależniony od cza-czy, CZAROWNICA i BABA JAGA. A wszystkie strachy pokazane z humorem. Magdalena Strzałkowska posługuje się wierszem po mistrzowsku, łącząc zabawną opowiastkę z pełnym wdzięku i lekkości rymem, co nasunęło mi na myśl porównanie z twórczością Jana Brzechwy czy analogię z rymowankami Agnieszki Frączek, której również nieobce są strachy i potwory ("Poczet straszydeł strasznych straszliwie"):
Baba Jaga zza komina
W moim domu za kominem
Baba Jaga sobie mieszka,
jest maleńka jak guziczek
i w łupinie śpi orzeszka.

Chciałaby nastraszyć kogoś,
bardzo groźne stroi minki,
lecz czy można się przestraszyć
takiej tyciej ociupinki?

Płacze sobie więc cichutko,
Choć to przecież nie jej wina,
Że jest taka maciupeńka
Baba Jaga zza komina.
Jaki byłby świat bez strachów? Aż strach sobie wyobrażać. "Bo przecież każdy ma swój kawałek cienia,/ Brak cienia jest dowodem nieistnienia...". Skąd my to znamy. Apologetom chowania dzieci pod kloszem, z dala od światłocienia życia, od jego złożonej natury, z którą prędzej czy później dziecku przyjdzie się zmierzyć, mówimy NIE. Warto rozmawiać z dziećmi o lęku, uczyć je konfrontować własną wyobraźnię z innymi wyobrażeniami na temat strachu. Strach został obłaskawiony i zrehabilitowany w literaturze, również tej dla dzieci. Na każdego potwora można znaleźć sposób, o czym przekonują zabawne wiersze Małgorzaty Strzałkowskiej.  Nie taki diabeł straszny, jak go malują...
Przytul stracha
Strach ma strasznie wielkie oczy,
strasznym wzrokiem wokół toczy....
Lecz gdy go za uszkiem głaszczę,
w śmieszny pyszczek zmienia paszczę.

Coś dziwnego z nim się dzieje,                        
łagodnieje i maleje,
mruży swoje kocie oczy
i w ogóle jest uroczy!

Strach ma strasznie wielkie oczy,
strasznym wzrokiem wokół  toczy,
lecz ty dłużej się nie wahaj
i po prostu przytul stracha!
Ta zabawna, mądra książka  została uhonorowana Nagrodą Literacką im. Kornela Makuszyńskiego.  Ja także jestem pod urokiem zaproponowanej małym czytelnikom przez autorkę  literackiej zabawy baśniowymi wątkami oraz pod wrażeniem fantasmagorii doskonale zharmonizowanych z tekstem ilustracji. Przytul stracha... "Kto dobrze wyje, ten długo żyje!"...


45 komentarzy:

  1. Racja. dzieci uwielbiają się bać. Mój małoletni pogromca pająków ciągle domaga się takich właśnie "strachów". Historia, ma być groźna i dobrze się skończyć. Strach, kimkolwiek jest musi być pokonany.
    A książeczkę zakupię... Jeśli nie dla dzieci to dla siebie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. "Kto dobrze wyje, ten długo żyje!" - to mi dobrze wróży.;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rany, ledwie skomentowałam poprzedni wpis i wyszłam na stronę główną bloga, a tu wpis następny. Jak miło... :)

    Obsesja na punkcie potworów niesamowicie silnie skojarzyła mi się z "Wiedźmikołajem" Terry'ego Pratchetta. Nie wiem, czy czytujecie, bo to w zasadzie fantastyka, ale jest w tej książce postać guwernantki, która tak jak dzieci widzi dziecięce strachy, których nie widzą inni dorośli. No i potrafi im zaradzić.

    A recenzowana książeczka wydaje się być bardzo ciekawa. Szkoda, ze nie mam w rodzinie dzieci w dobrym wieku, bo bym kupiła na prezent i podczytała przed wręczeniem...

    Bo ja nie znoszę się bać. Nie lubię horrorów, thrillery znoszę z niechęcią, a nastrój grozy mnie odstrasza. Może jestem dziwna. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To wystarczające powody, aby jednak "zainwestować" w tę lekturę tylko dla siebie. Czasem kupuję sobie "literaturę dziecięcą". To świetny sposób na stres! Nie jesteś dziwna - masz prawo do "lubienia" i "nielubienia".:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nivejko, strach jest chyba przeżyciem pierwotnym, archetypowym. Ja to tak postrzegam. Pamiętam, gdy byłam mała, uwielbialiśmy sobie opowiadać najbardziej wymyślne historie o duchach. Prześcigaliśmy się w wymyślaniu najbardziej niesamowitych scenariuszy. :-D Krążyły też wśród dzieci mrożące krew w żyłach historie o czarnej wołdze. :-D Teraz z reguły jest tak, że jeśli się czegoś boję, to o Tatiankę. Moja wyobraźnia podsuwa mi czasem przerażające scenariusze. Wiem, jestem przewrażliwiona. ;-)

    Beatko,
    wiedziałam, że Ci się spodoba ten okrzyk wojenny. ;-D

    Ysabellbooks,
    nie czytałam "Wiedźmikołaja" Terry'ego Pratchetta. W ogóle nie znam jego twórczości, ale sporo czytałam recenzji na ten temat i zamierzam zapoznać się z fenomenem tego pisarza. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. :) chciałam zdementować pogłoski, że dorośli lubią horrory. Jestem już w miarę dorosła, i nie lubię... Nie lubię się bać :) ani stresować. Kiedyś oglądałam dużo takich filmów, ale nerwy mi się zszargały... ;) poważnie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Mała Mi, w moim przypadku apetyt na horrory i horrowstręt przeplatają się ze sobą, chociaż ostatnimi czasy raczej nie czuję się amatorką tego gatunku. Jakiś czas temu horrory mnie śmieszyły. Ale w dzieciństwie bałam się takich filmów. Nie zapomnę też pewnego seansu: filmu "Zagubiona autostrada" Davida Lyncha. Autentycznie bałam się wracać do domu. Pisząc o strachu, miałam jednak na myśli nie tyle horrory, ile filmy z pogranicza różnych gatunków, ocierających się o horror. Kiedyś namiętnie oglądałam filmy Hitchcoca... To jest mistrzostwo świata. Zwłaszcza "Psychoza", "Ptaki", "Rój". :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jesli chodzi o horrory...to ja podziekuje:)
    na filmie moge smiac sie,albo plakac jak bobr,ale bac sie nie lubie:)
    Cos jest w tych "strasznych" historyjkach dla dzieci,bo faktycznie moj Synek,codziennie prosi,zeby mu opowiedzic na dobranoc "Czerwonego Kapturka",ale wilka bardzo sie boi:)Moj Maz zmienia glosy,a Syn chowa sie pod koldra,a na drugi dzien prosi o ta sama bajke:)A film "Potwory i spolka" byl ulubiony bardzo,bardzo dlugo.
    Ta ksiazeczke uwielbialby,poszukam w ksiegarni,dziekuje za recenzje!

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślę, że metoda "Przytul stracha" okazuje się skuteczna nie tylko w przypadku dzieci. Dorośli też powinni ją wypróbować w sytuacjach niemiłych i stresujących. Proponuję zacząć ją stosować np. wobec szefa lub nielubianej sąsiadki,zwłaszcza głaskanie za uszkiem może okazać się brzemienne w skutki :)
    Bardzo zainteresowała mnie ta śliczna i mądra książeczka, sprawia wrażenie rewelacyjnej. Jeśli moja trzyletnia brataniczka jeszcze jej nie posiada, to wkrótce ode mnie dostanie :) Z tematyki odrobinę pokrewnej polecam "Nie bój się, Alusiu!" M. Price i E.Chichester Clark - mniejsze walory terapeutyczne, ale za to "ruszające się" obrazki.

    OdpowiedzUsuń
  10. Śliczna książka i wspaniałe teksty!
    Pamiętam, że mój syn bardzo lubił książeczkę dla dzieci pod tytułem Kituś Burczysko.Kitus był potworkiem straszliwym, złośliwym, gderliwym, o sześciu ślepiach wystających z grzywy.:)
    Ja sama nie lubiłam się bać w dzieciństwie i przez większość dorosłego życia. A teraz często sięgam po literaturę grozy, wole jednak czytać niż oglądać.

    OdpowiedzUsuń
  11. Emocja,
    mam nadzieję, że jeśli dotrzesz do książki, będziesz zadowolona z jej nabycia. Ja jestem pod wrażeniem. Świetnie się bawię podczas czytania – na tym przede wszystkim polega urok tego typu książek. :)

    Lirael,
    rewelacyjny pomysł. :-D Co prawda nie mam szefa (samam sobie sterem, okrętem, żeglarzem), ale na kilku sąsiadach przydałoby się wypróbować tę metodę. Dziękuję za ciekawe propozycje lekturowe dla Tatianki. Zapytam o nie przy okazji w bibliotece. :)
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  12. "Teraz z reguły jest tak, że jeśli się czegoś boję, to o Tatiankę. Moja wyobraźnia podsuwa mi czasem przerażające scenariusze. Wiem, jestem przewrażliwiona. ;-) "

    Nie jesteś przewrażliwiona! Po prostu jesteś matka, a my matki tak mamy.
    Ponoć mężczyźni najbardziej przejmują się finansami, a kobiety chorobami dzieci:) Ja myślę, że coś w tym jest!

    OdpowiedzUsuń
  13. Czarny Pieprzu, Kitusia Burczyska nie znam, ale tytuł brzmi zachęcająco. :) Aha, chciałam Ci podziękować za linki do twórczości Twoich ulubionych ilustratorów. Super!
    Kiedyś się bałam bardziej, teraz raczej się nie boję, choć czasami lubię sobie zaaplikować jakiś dobry, inteligentny film podszyty dreszczykiem. Ale tylko wtedy, gdy oglądam z kimś. Obcowanie z tego typu filmem w samotności raczej nie wchodzi w grę. Inaczej z lekturą. Książkę, nawet przerażającą, mogę czytać bez towarzystwa i wsparcia moralnego drugiej osoby. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Naczynie, dzięki za wsparcie duchowe. :-) Już myślałam, że to tylko ja "przesadzam".

    OdpowiedzUsuń
  15. tak trochę z innej bajki, kiedy byłam mała, rodzice poszli na imprezę, a spać mi się nie chciało, więc kino nocne, pamiętam horror, bardziej strach i zapalone światła i ja pod kołdrą do powrotu rodziców... i tak mi zostało do dzisiaj, ale piłę obejrzałam, a co!

    Co do bajek, dobrze jest oswoić strach już od najmłodszych lat....

    OdpowiedzUsuń
  16. Margo, ja przeżywałam rozdarcie, oglądając "Teksańską masakrę piłą mechaniczną", nie chciałam oglądać, ale musiałam: po prostu film mnie zahipnotyzował, choć był makabryczny. Masakryczny. Ohydny. A może właśnie dlatego nie mogłam się od niego oderwać. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziwnie to jest z tymi dziecięcymi strachami. Dziecko buduje strach w sobie z rzeczy, które doświadczyło i przeżyło. Czasem zupełnie błahe wydarzenia i sprawy, potrafią przerazić dziecko i trwale wpływać na jego wyobraźnię.

    Pozornie bajeczka z przemiłymi Muppetami była dla mnie super przerażająca, a zwłaszcza maszyna,która zmieniała wygląd. Gość odczuwający potrzebę zmienienia swojego wyglądu, podchodził do urządzenia przypominającego szafę. A ona zmieniała go na swój sposób. Zwykle kończyło się, tak, że twarze zmieniały się w żywy obraz Picassa. Oczy tam, gdzie uszy, ustana miejscu oka itd.
    Sceny te tak głęboko mnie przeraziły, że do tej pory to pamiętam.
    Baba Jaga to "Pikuś", w porównaniu do myśli- jak ja będę jadła okiem, kiedy spotkam taką maszynę?? ( Zupełnie na poważnie)

    Serdecznie, wspominkowo i wesoło pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  18. Właśnie, mnie te piły też zahipnotyzowały, a Ty to nazwałaś, jakoś się nie mogłam określić. Tak jak wczoraj klucz do koszmaru, padam na pysk a siedzę i oglądam, bo moje dziecko odkryło, że jest w tv, a że my tv nie mamy, więc film przytargało od chłopaka... na szczęście śpię po nich jak dziecko :) znaczy po tych wszelkich z dreszczykiem :)

    buziak weekendowy :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Mota,
    ale zaskoczenie. Mapety nigdy mnie nie przerażały, wręcz przeciwnie. :) Ale strach jest kwestią indywidualną, jak się okazuje. To samo jednych przeraża, innych śmieszy.

    OdpowiedzUsuń
  20. Margo,
    ja z kolei po filmach z dreszczykiem spać nie mogę.
    A na Ciebie tego typu wstrząsy działają jak kołysanka... ;-D Może po tak koszmarnym filmie jesteś już tak wyczerpana emocjonalnie, że natychmiast zasypiasz.

    OdpowiedzUsuń
  21. Strach się bać - jak mawia mój Tata :) Takie oswajanie dzieci ze strachem jest dobre. A jak już mowa w komentarzach o Mapetach - pamiętam taką bajeczkę, kiedy Mapeciątka oswajały ciemność. Bo dzieci bardzo często boją się ciemności. Sama się mniej bałam, jak obejrzałam ten odcinek. A jeszcze gdybym znała wierszyk "Przytul stracha", to już w ogóle bym się niczego nie bała ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Potworów jest więcej niż się dorosłym wydaje... Wiem, co mówię. Mój świat zamieszkuje wiele "Beboków" i drapieżnych "Dybuków", nie wolno ich nie doceniać, ignorować i drażnić. Dzieci wiedzą to najlepiej, wyczuwają je instynktownie i my, dorośli, powinniśmy więcej ich słuchać.

    Ja jednak wolę dreszczyk emocji... Może to dlatego, że boboki trzymają się ode mnie z daleka i przez to tak nudno?!?

    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Sylwia, jako kilkuletnie dziecko bałam się ciemności, zresztą ten lęk prześladował mnie jeszcze długo. Potem - nawet nie pamiętam, jak i kiedy - minął. Do tego stopnia, że późnym wieczorem chadzałam sobie czasem na samotne spacery. Ale gdy byłam dzieckiem, moja wyobraźnia pod wpływem ciemności płatała mi nieprawdopodobne figle. I nie potrafiłam nad tym zapanować. Kiedyś nie było takiej oswajającej literatury jak dzisiaj... Teraz oferta wydawnicza – między innymi pod tym względem – jest imponująca.

    OdpowiedzUsuń
  24. Anhelli, tak naprawdę najwięcej potworów ukrywa się w nas samych. :) Straszą gdzieś w naszej podświadomości. Ograniczają. Odwodzą od naszych celów. Zniewalają. każdy ma jakiegoś swojego potwora, na którego trzeba znaleźć sposób.
    Pozdrawiam Cię serdecznie.

    PS
    Mam problem z otwieraniem Twojej strony. Nie otwiera się w całości (mam na myśli blog o literaturze). Na przykład nie mogłam zapoznać się z ostatnim wpisem, mimo kilkukrotnych prób. :(

    OdpowiedzUsuń
  25. Witam! Dziękuję za odwiedziny w Księgogrodzie. Do "Aksamitnego królika" przekonuje coraz więcej czytelników, więc warto! A i ja odnalałam ciekawy blog,dlatego pozwalam sobie zlinkować u siebie! Pozdrawiam również.

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja trochę obok, bo rzadko wertuję książeczki dla dzieci. Blogi są fajne. Czytam sobie i otwierają mi się jakieś nowe kanały percepcji. Dziś wychwyciłam nazwisko Małgorzaty Strzałkowskiej - przeszłabym mimo, gdyby nie skojarzenie z Twoim wpisem... Właśnie dostała Złotą Gąskę - za "Zielonego Nikta", rzecz chyba koresponduje z tym, o czym piszesz.
    http://rynek-ksiazki.pl/aktualnosci/zielona-gaska-dla-malgorzaty-strzalkowskiej_22319.html

    OdpowiedzUsuń
  27. Jolu... rozumiem... :) A.H. to co innego :)

    OdpowiedzUsuń
  28. m, witaj. Dziękuję za rewizytę i za komentarz. I za dodanie naszej Przystani do swoich linków. Super! Zapraszamy do lektury. :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Tamaryszku, dziękuję za link. Ja z kolei na blogu Czytanki-przytulanki

    http://czytanki-przytulanki.blogspot.com/

    znalazłam link

    http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53663,1020595.html?as=1&ias=3&startsz=x

    do rozmowy z Małgorzatą Strzałkowską. Niezwykła osoba, po szalenie traumatycznych doświadczeniach. Czytałam i ryczałam. Polecam.

    OdpowiedzUsuń
  30. Mała Mi, filmy Hitchcoca, mimo upływu lat, wciąż "straszą"... :-D

    OdpowiedzUsuń
  31. Hm... coś mi się zdaje, że nie długo będę musiała go zmienić, a taki piękny... :((

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  32. Moja młoda jeszcze nie jest na etapie strachów ale chętnie zapoznam się z tą książką, gdyż jestem maniaczka horroru...bardzo lubię się bać oczywiście tylko z filmem lub ksiązką! ten dreszcz...ostatnio tak się czułam oglądając "sierociniec"...dzięki za odwiedziny u mnie!Miłego tygodnia życzę!

    OdpowiedzUsuń
  33. Aga, dziękuję za komentarz. :) Ta książka opowiada o strachach na wesoło. Jej lektura może okazać się fajną zabawą.:) Polecam.

    OdpowiedzUsuń
  34. Nie czytałam tej książki, ale po zapoznaniu się z wierszami Agnieszki Frączak czuję, że wcale nie wyrosłam z wierszyków dla dzieci :) A Twój/Wasz blog podoba mi się coraz bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  35. Dziękuję za wizytę na moim blogu Synkowe czytanie :-)
    A propos potworów, to Tymek bardzo lubi oglądać "Księgę cieni" Patcharee Meesukhon (Cykada). To historia rodzeństwa, które wszędzie widzi potwory. A te potwory po dokładnym przyjrzeniu okazują się całkiem czymś innym. Dość zabawna książeczka, choć tłumaczenie pozostawia sporo do życzenia. Po jej lekturze mój synek widzi dookoła trochę mniej potworów :-) Synkowi podobała się także Mała encyklopedia domowych potworów - bardzo lubi ją ogladać, bo opisane w niej potwory ogromnie go śmieszą. Pozdrawiam ciepło, Magda

    OdpowiedzUsuń
  36. Skarletko, te wiersze mają swój urok. :) Dzięki temu, że dobieram lektury mojej kilkulatce, jestem (w miarę) na bieżąco z literaturą dziecięcą i odkrywam prawdziwe perły, o których istnieniu nie miałabym pojęcia, gdybym nie musiała czytać dziecku. Wiersze Strzałkowskiej urzekają zgrabnym rymem, lekkością, często stanowią połączoną z zabawą gimnastykę dla języka. Myślę, że dorosły czytelnik, obdarzony wyobraźnią i skrywający w sobie dziecięcą otwartość i ciekawość świata, znajdzie w nich coś dla siebie.
    Dziękujemy za miłe słowa. :-))

    OdpowiedzUsuń
  37. Karotko, bardzo dziękuję za wizytę na naszym blogu. :-) Tym bardziej się cieszę, że zasypałaś nas ciekawymi propozycjami lekturowymi i na pewno trudno się będzie im oprzeć. ;-) Dodałam Twój blog do naszej listy i na pewno będę zaglądać. Zapraszam również do nas. :-)

    OdpowiedzUsuń
  38. Jolu, dziękuję za wizytę :-) Dodałam łącze do Waszego bloga na mojej stronie, bo na pewno będę często zaglądać do waszej Przystani. Dobrej nocy :-)

    OdpowiedzUsuń
  39. Wiesz co Jolu wpadłam właśnie na pomysł NOTOWANIA wraz z Twoją opinią TYTUŁÓW KSIĄŻEK DLA DZIECI. Taki mały komentarz przy tytule, który ułatwi mi wybór - w specjalnie do tego stworzonej liście "książek dla dzieci" .... może kiedyś mi się przecież przydać:)
    miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  40. Moni, cieszę się. Bardzo fajny pomysł. :) Są takie książki dla dzieci, które w swojej głębszej warstwie znaczeniowej przemawiają do dorosłych. Ja pisałam jakiś czas temu o książce Georga Maaga "Ogród. Dobra opowieść na wielki smutek", natomiast na blogach Czytanki-przytulanki i Księgogród znalazłam ostatnio "Aksamitnego Królika", zaś na stronie Półeczki z książkami - książkę "Walizka Hany". Będę je polecać dorosłym. :)

    OdpowiedzUsuń
  41. Bo mi się chyba jednak stan z dzieciństwa odmienił, wybałam się już i nic mnie nie zaskakuje, a może nie czuję w podświadomości jakiś autentycznych emocji bohaterów... no nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  42. tak czy inaczej horrorów nie lubię oglądać i po pile i tym od klucza, powiedziałam sobie dość, lepiej nad książką powisieć, albo muzyki posłuchać... i jeszcze pewnie coś napisze w tej kwestii i psycholog się wypowie, że jednak coś mi w tej kwestii strachów nie daje spokoju... ale śpię, więc... czasem życie też jest koszmarem...

    zakręciłam?!

    przepraszam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz. :-)