31 października 2021

Bez współczucia i miłości stajemy się nicością. „Ojciec” Floriana Zellera



„Ojciec” to najnowszy film Floriana Zellera, który zdążył już zdobyć wiele międzynarodowych nagród filmowych, w tym dwa Oskary: dla najlepszego aktora pierwszoplanowego – Anthony’ego Hopkinsa oraz za najlepszy scenariusz adaptowany dla Christophera Hamptona i Floriana Zellera. Premiera filmu przypadła na maj 2021 roku. Mieszkańcy Zambrowa mogli obejrzeć dzieło Zellera w Kinie MOK już w lipcu.
To drugi, po głośnym filmie „Nomadland”, wspólny seans z udziałem Pedagogicznego Klubu Filmowego w Zambrowie. PKF powstał w czerwcu 2021 i zrzesza kilkunastu kinomanów, których łączy wspólna pasja: wartościowe, ambitne kino i spotkania filmowe. Film zrobił wrażenie na wszystkich obecnych na seansie kinomanach z klubu filmowego. Wiele emocji wzbudziła mistrzowska gra aktorska duetu Anthony Hopkins [Anthony] – Olivia Colman [Anne], którzy z wyczuciem i maestrią wcielili się w główne role, wyrażając swoją znakomitą grą najsubtelniejsze uczucia i najtrudniejsze emocje towarzyszące ojcu i córce w trakcie postępującej choroby rodzica: miłość, oddanie, współczucie, akceptację, pokorę, rozpacz, bezsilność, zwątpienie, cierpliwość i heroizm córki oraz bezradność, zagubienie, dezorientację, dziecinnienie ojca. Gra aktorska sugestywnie odzwierciedla skrajności towarzyszące relacji bohaterów: od miłości do nienawiści, od nienawiści do miłości – od pokory do buntu, od buntu do pokory… Są to emocje pulsujące podskórnie, narastające na skutek bezlitosnej choroby, która krok po kroku, miesiąc po miesiącu czyni z ukochanego ojca tyrana niepanującego nad swoimi reakcjami, nieświadomie krzywdzącego najbliższą osobę. Chory bowiem coraz bardziej traci kontakt z rzeczywistością. Staje się zupełnie inną osobą. Hopkins swoją sugestywną grą wydobył grozę odmiennych stanów świadomości doświadczanych przez zatracającego się w chorobie ojca, a partnerująca mu Colman olśniewająco, nierzadko tylko w przejmującym spojrzeniu i wyrazie twarzy, potrafiła oddać bogate spektrum targających bohaterką emocji: brzemię strachu, zwątpienia, wewnętrznej walki z gniewem i zniechęceniem, narastające cierpienie moralne. Destrukcyjne uczucia kumulują się w nadwątlonej chorobą relacji, ale Anne się nie poddaje, trwając u boku ojca dzięki sile bezwarunkowej miłości – która cierpliwa jest, łaskawa jest, czuła jest i pokorna jest, która upokorzenie znosi w milczeniu, która się nie skarży, nikogo nie obwinia, do nikogo nie ma pretensji, która łagodna jest i pełna empatii. Ważną rolę – obok gry aktorskiej – odgrywają też inne środki ekspresji. Wyeksponowany został każdy detal ilustrujący stany emocjonalne obojga bohaterów, zwłaszcza te doświadczane przez coraz bardziej zagubionego ojca dotkniętego chorobą Alzheimera: od wymownego, przeszywającego duszę odbiorcy spojrzenia, poprzez grę uczuć oddaną w wyrazie twarzy, scenografię zmieniającą się wraz z nasilającymi się symptomami choroby, przejmującą muzykę odzwierciedlającą wewnętrzne przeżycia bohaterów, zapętlenia chronologiczne i nakładające się na siebie sekwencje zdarzeń oddające zagubienie ojca we własnym świecie, aż po maksymalnie nasycone emocjami dialogi, w których nie ma ani jednego zbędnego zdania, ani jednego przypadkowego słowa. Możliwe, że taki skondensowany charakter film zawdzięcza swemu oryginalnemu pierwowzorowi: został on bowiem zainspirowany sztuką teatralną, co podczas dyskusji po seansie zostało odczytane na korzyść filmu. Dzięki temu bowiem każda scena została odegrana po mistrzowsku, z nieśpiesznie toczącą się akcją, co pozwoliło do końca wybrzmieć pulsującym podskórnie emocjom – nie tyle za sprawą filmowej techniki, ile za pośrednictwem hipnotyzującej gry aktorskiej, oszczędnej, parateatralnej formy i minimalizmu, skłaniającego do refleksji swoją wysublimowaną symboliką. Wiele obrazów pozostanie z nami na zawsze: na przykład kiedy o swoim odchodzeniu bohater mówi, że czuje się, jakby tracił wszystkie liście, tuląc się z bezbronnością dziecka do swojej czułej opiekunki.
Jest to film nie tylko o grozie bezlitosnej choroby odzierającej z tożsamości i godności, nie tylko traktat o nieuchronności przemijania, lecz także opowieść o więzach międzyludzkich, o potrzebie czułości, miłości, empatii i zrozumienia, które są jak koło ratunkowe dla rozbitka dryfującego w otchłań ciemności. To one są sensem istnienia. Bez współczucia i miłości stajemy się nicością. Czuły dotyk, troskliwa dłoń, łagodne słowo, akceptacja, cierpliwa obecność to największy z darów, który możemy dać sobie nawzajem – nie tylko w chorobie, lecz także w codziennym obcowaniu z innymi. „Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą” [J. Twardowski].

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz. :-)